– Synowa znów wczoraj przyprowadziła mi wnuczkę na weekend żaliła mi się sąsiadka Lucyna, kiedy spotkaliśmy się na klatce schodowej. I znowu nie potrafię jej normalnie nakarmić! Mamusia mówiła, iż księżniczki dużo nie jedzą! mówi mała, zje dwie łyżki i zaraz odkłada. Zupełnie zielona z tego niedojadania, aż prawie przezroczysta!
Lucyna nie polubiła żony swojego syna od pierwszego wejrzenia. Weronika bo tak miała na imię synowa była od Pawła starsza aż o siedem lat. A on sam ledwie co skończył liceum.
On przed nią żadnej kobiety choćby nie znał! denerwowała się Lucyna, kiedy jej o tym opowiadałem. Nic dziwnego, iż się tak w niej zakochał. Uwiodła go doświadczeniem i już!
Weronika była naprawdę piękną, przebojową kobietą. Zadbana, zgrabna, zawsze modnie ubrana, robiła karierę. Nic dziwnego, iż Paweł tak za nią przepadał. Faceci kochają oczami, a tu było na co popatrzeć.
Dbając o sylwetkę, Weronika trzymała dietę i zdrowy tryb życia. Tego samego uczyła córkę jeść rozsądnie, bez przesady, myśleć o zdrowiu i wyglądzie.
Po kilku miesiącach znajomości Weronika zaszła w ciążę. Czy na złość przyszłej teściowej, która od początku dążyła do rozpadu ich związku, czy rzeczywiście tak wyszło nie wiadomo. Faktem jest, iż Paweł postanowił się z nią ożenić, choć dopiero skończył 18 lat. A Weronika 25.
Po maturze Paweł zaczął naukę w technikum, studiował wieczorowo, dorabiał bo razem z żoną gwałtownie się wyprowadzili do wynajętego mieszkania. Musiał utrzymać rodzinę. Na początek wynajęli kawalerkę, potem kupili malutki pokój w akademiku.
Byli szczęśliwi, ale Lucyna nie dawała za wygraną co chwilę krytykowała synową. Raz, iż źle gotuje, innym razem, iż nie wyprasowała Pawłowi koszuli, albo nieodpowiednio ubrała dziecko. Według niej synowa nie miała żadnych zalet, tylko same wady. Tak dzień w dzień wierciła synowi dziurę w brzuchu…
W końcu Weronika ograniczyła kontakty z teściową do minimum. Sama odprowadzała córkę do przedszkola, potem na gimnastykę i szachy. Ledwo wyrabiała: z pracy biegła do przedszkola, a potem na zajęcia… Jeszcze musiała znaleźć czas na siłownię, manicure, fryzjera… W domu praktycznie nie bywała.
Paweł wracał, a tam pusto córka na zajęciach, żona albo z nią, albo zajęta sobą.
Któregoś wieczoru przyszła do niego na klatkę sąsiadka Ewa. Sama wychowująca dwoje nastolatków, 38-letnia wdowa. Wspólny kran w kuchni akademika puścił i zaczęła lać się woda poprosiła Pawła o pomoc, żeby nie zalać sąsiadów.
Paweł był złotą rączką, od razu zakręcił wodę, znalazł narzędzia, naprawił co trzeba. A gdy majstrował, Ewa zrobiła makaron z kotletami. I ze wdzięczności dała mu talerz Paweł z euforią przyjął. Bo Weronika ostatnio w domu nic konkretnego nie gotowała, nie miała na to czasu.
Od tego dnia Ewa zaczęła częściej zapraszać Pawła na kolacje kiedy w domu nie było żony i córki, siadali w kuchni akademika, rozmawiali nad pierogami i ciastem. W końcu narodziło się między nimi coś więcej, niż sąsiedzką sympatię sami nie wiedzą, kiedy zaczęło im brakować tych wspólnych wieczorów.
Ale w akademiku wszystko jest na widoku, wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą. Ktoś z sąsiadów doniósł Weronice, iż jej mąż coraz częściej przesiaduje u sąsiadki.
Była awantura na cały blok. Weronika, dumna kobieta, spakowała Pawłowi rzeczy i wystawiła za drzwi.
Do rodziców nie chciał wracać, nie miał gdzie się podziać, więc pognał do Ewy przyjęła go z otwartymi ramionami.
Ich córka miała wtedy 6 lat. Paweł miał 25, Weronika 32, a Ewa 39.
Lucyna, słysząc, iż syn rzucił żonę, triumfowała myślała, iż odniosła zwycięstwo. Gdy jednak zobaczyła, iż syn związał się z kobietą od siebie o 14 lat starszą, wychowującą już dwoje dzieci zamilkła…
Jej zachowanie dziwiło mnie bardzo. Przez tyle lat goniła Weronikę za to, iż była starsza od Pawła, a tu cisza i pełne pogodzenie. Może dotarło do niej, do czego się przyczyniła?
Rozwód Pawła i Weroniki miał miejsce już jakieś 15 lat temu. Przez te wszystkie lata Paweł jest wierny drugiej żonie Ewie. Nie mają wspólnych dzieci, ale żyją w zgodzie i szczęściu, mimo różnicy wieku: dziś on ma 40 lat, Ewa 54. Lucyna przyjmuje ich pod swój dach serdecznie, bez żadnych pretensji. Zapanował tu spokój, harmonia i prawdziwa rodzinna atmosfera. I widzę, iż Paweł jest naprawdę szczęśliwy.
A wy co sądzicie może jednak szczęście nie zależy od wieku kobiety?








