– No i co, mamuś, jak się umawialiśmy, jutro po ciebie podjadę i zawiozę. Jestem pewien, iż ci się tam bardzo spodoba powiedział Wojtek, zakładając nerwowo kurtkę i zamykając za sobą drzwi.
Helena Pawłowska opadła zmęczona na kanapę. Po długich namowach zgodziła się pojechać. Sąsiadki nie mogły się nadziwić:
– Twój Wojtuś to taki opiekuńczy! Znowu ci funduje wyjazd do sanatorium, a my tu tak po swojemu żyjemy.
Ale Helena miała swoje przeczucia No nic, jutro wszystko się wyjaśni.
Następnego ranka Wojtek przyjechał wcześnie. gwałtownie zniósł mamie walizki, posadził ją w aucie i ruszyli.
– Ale jej się powodzi szeptały sąsiadki na ławce raz syn zatrudnił opiekunkę, raz bierze na wypoczynek, nie to co u nas.
Dom opieki był pod Warszawą.
– Mamo, to prawie pięć gwiazdek próbował ją przekonać syn, kiedy dojechali.
Wysiedli, a Helena zobaczyła na ławeczkach tylko ludzi w starszym wieku. Nic dziwnego, iż jej przeczucia się potwierdziły.
Nie pokazała po sobie, była nauczona trzymać fason.
Spojrzała Wojtkowi w oczy, ale on gwałtownie odwrócił wzrok widać wiedział, iż się domyśliła.
– Mamo… no, tu są lekarze, interesujące zajęcia, nowe znajomości. Spróbuj, na razie trzy tygodnie, a potem zobaczymy… Wojtek plątał się w słowach i nie patrzył jej w oczy. Ale ona tylko powiedziała:
– Jedź już, synu. I nie mów do mnie mamuś, tylko mama, jak dawniej, dobrze?
Pokiwał głową z ulgą, pocałował ją w policzek i pojechał.
Helena mogła wybrać pokój sama czy z współlokatorką. Wybrała drugą opcję, nie chciała zostać sam na sam ze swoimi myślami.
– Dzień dobry, kochana na kanapie siedziała elegancka pani nareszcie nie będę sama, jestem Celina Brożek.
Zaprzyjaźniły się.
Pokój naprawdę był jak w pięciogwiazdkowym hotelu za to synowi należały się podziękowania. Wspólny salonik, dwie sypialnie z łazienkami.
Celina była zamożną, samotną dziewięćdziesięciolatką.
– Kochana, ja już się zmęczyłam życiem, potrzebuję pielęgniarek. Swój trzypokojowy na Żoliborzu wynajmuję, a mieszkam tutaj. Opiekę mam, lekarzy pod ręką, twórcze zajęcia. Mieszkanie przepisałam siostrzeńcowi, w okresie zabiera mnie nad morze. A pani jak tutaj trafiła? Przecież pani młoda.
Helena uśmiechnęła się. Ale pokusa, żeby się wygadać, wygrała:
– A tak jakoś wyszło. Syn z żoną mieszkają osobno. Nie dogadaliśmy się.
Też mam duże mieszkanie. Ledwo zaczęli dobrze zarabiać, to zaraz kupili swoje. Wyprowadzili się. Może to i lepiej z Nataszą, synową, nie było mi po drodze. Na początku mieszkało się choćby fajnie Helena się na chwilę zamyśliła tylko zdrowie przestało dopisywać.
– Aaaa, wszystko jasne kiwnęła głową Celina, ściągając wałki z włosów i układając fryzurę dziś są tańce, pani się wybiera?
– Dziękuję, dziś wolę odpocząć odmówiła Helena, poszła do swojego pokoju i położyła się.
Tak jest najlepiej. Wnuczka jej, Zuzia, studiowała w innym mieście. Jak wróci po obronie, to założy rodzinę.
Sama sobie winna.
Z Nataszą się nie dogadywały, ale to przecież ona ciągle Nataszę pouczała, nie pozwalała doglądać domu. Wojtek był między młotem a kowadłem, a ona wciąż myślała, iż powinien stanąć po jej stronie.
Głupio się zachowywała.
Jak się wyprowadzili, przez chwilę choćby było dobrze. Stosunki się poprawiły, Wojtek z Nataszą i Zuzią często zaglądali w odwiedziny. Ale nie, znów jej wszystko przeszkadzało!
Sama sobie winna.
Zaczęła sobie wmawiać, iż wszyscy o niej zapomnieli. Wymyślała sobie choroby, udawała schorowaną. Myślała, iż dzięki temu częściej będą ją odwiedzać. Ale syn wykombinował inaczej. Może bał się, iż znów z Nataszą się nie dogadają. Albo po prostu był zajęty w pracy.
Ale prawda, iż tylko o sobie myślała.
Sama sobie winna.
Najpierw zatrudnił opiekunkę, potem drugą. Żadna jej nie odpowiadała. Chciała przyciągnąć uwagę bliskich, a wyszło zupełnie inaczej.
Zuzia, ukochana wnuczka, wyjechała na studia do Krakowa. Dzwoniła często:
– Babciu, już niedługo wracam, wszystko u mnie dobrze. A u ciebie?
– U mnie dobrze, Zuziu odpowiadała Helena.
– Babciu, nie tęsknij, ja już niedługo wrócę Zuzia naprawdę ją kochała.
Sama sobie winna.
Zaczęła mówić Wojtkowi, iż myli leki, zapomina różne rzeczy. Kłamała.
Myślała, iż może zaprosi ją do siebie.
A Wojtek się wystraszył, uznał, iż mama sobie nie radzi. Oboje z Nataszą w pracy kto się nią zaopiekuje? I tak trafiła tutaj.
Do tego luksusowego domu seniora.
Helena spojrzała w lustro:
Kobieta przed osiemdziesiątką i co z tego?
Rozum na miejscu, sił jeszcze trochę jest.
Sama sobie winna. Może to i lepiej tak.
Położyła się i zasnęła.
Trzy tygodnie w domu opieki ciągnęły się w nieskończoność.
Syn przyjeżdżał w piątki, przywoził smakołyki, ale tu adekwatnie niczego nie brakowało.
Byłoby dobrze, gdyby to naprawdę był tylko urlop w drogim hotelu. Ale myśl, iż to może być już na stałe, odbierała radość.
– Wie pan, pana mama jest w świetnej kondycji, tylko z nerwicą trochę, ale to tutaj norma powiedzieli Wojtkowi podczas kolejnej wizyty opiekunowie.
I wtedy Helena zobaczyła, jak się zdziwił i ucieszył. A ona była pewna, iż wszyscy czekają, aż już jej zabraknie.
Nagle zjawiła się Zuzia:
– Babciu, tata powiedział, iż jesteś na urlopie? Dziwne miejsce! Obroniłam się, gratuluj mi! Wracasz już do domu? Bardzo mi ciebie brakuje, wróciłam i nie chcę być sama. Mogę z tobą zamieszkać?
Helena aż poczuła ściśnięcie w gardle Zuzia była taka szczera.
– Tata chciał jutro po ciebie przyjechać. Szykuj się, wracamy do domu!
Helena tylko kiwnęła głową, żeby się nie rozpłakać.
Celina poprawiała fryzurę:
– Kochana, pani nie dla takich miejsc, pani musi do domu powiedziała z lekką nutką zazdrości i dumnie poszła do swojego pokoju.
Helena się spakowała, wciąż nie mogąc uwierzyć, iż opuszcza to miejsce.
Wojtek pojawił się z samego rana. Wszedł, uśmiechnął się i tylko powiedział:
– Mama i mocno ją przytulił.
W aucie siedziała już Zuzia, a co ciekawe, także Natasza. Spojrzały na siebie, a Helenie zrobiło się cieplej na sercu:
Sama sobie winna. Wszystkich ustawiałam, rządzić chciałam. choćby nie pozwalałam im żyć własnym życiem. A przecież to moi bliscy.
– Dziękuję wam szepnęła Helena cicho, syn otworzył jej drzwi i wsiadła do samochodu.
Helena wracała do domu, wypełniały ją euforia i szczęście.
Teraz już wie, iż wszystko może być inaczej. Teraz wierzy, iż będzie dobrze.
Bo przecież nigdy nie jest za późno, żeby po prostu żyć, być szczęśliwym i dać szczęście innym.













