No i co, mamuś, zgodnie z umową, jutro po ciebie wpadam i zawiozę tam, gdzie trzeba. Jestem pewien, spodoba ci się Maciej nerwowo zakładał kurtkę, po czym przekręcił klucz w drzwiach.
Anna Kowalska z ciężkim westchnieniem opadła na kanapę. Długo ją namawiali, aż w końcu się zgodziła. Sąsiadki aż mlaskały z zachwytu:
Ale masz tego swojego Maciusia troskliwego! Ciągle matkę na wczasy wysyła, a nam tylko kartofli dokładają, nie to, co u ciebie
W sercu Anny dziwnie coś zgrzytnęło. No, zobaczymy, co to za wczasy będą.
Nazajutrz Maciej pojawił się już bladym świtem. gwałtownie zniosł walizki matki, wsadził ją do samochodu i ruszyli.
Ale jej dobrze wzdychały sąsiadki na ławeczce, gdy samochód znikał za rogiem. Syn opiekunkę wynajął, teraz jeszcze na wypoczynek wozi Nam nigdy tak nie pożyć.
Dom opieki leżał za miastem.
Mamo, to prawie jak pięć gwiazdek! Maciej łypał oczami, jakby chciał ją przekupić spojrzeniem.
Gdy wysiadli i Anna zobaczyła, iż wszędzie na ławkach siedzą sami staruszkowie, zrozumiała, iż jej podejrzenia były słuszne. Ale po sobie nic nie dała poznać do godności była przyzwyczajona.
Spojrzała tylko wymownie na syna, a ten od razu spuścił wzrok. Ewidentnie wiedział, iż matka od razu się zorientowała.
Mamo Tutaj są lekarze, są zajęcia, tu nie będziesz się nudzić! Spróbuj, na razie trzy tygodnie a potem zobaczymy bąkał Maciej, nie patrząc w oczy. Ona tylko mruknęła:
Jedź już, synku. I nie mów do mnie „mamuś”, zostańmy przy „mamo”, jak dawniej, dobrze?
Kiwnął głową z ulgą, cmoknął ją w policzek i tyle go widziała.
Dostała wybór pokój sama, czy z kimś. Wybrała koleżankę; co się będzie ze swoimi myślami kisić.
Dzień dobry, kochana powitała ją na kanapie wystrojona seniorka. Już myślałam, iż zostanę tu sama! Jestem Elżbieta Malczewska.
Przywitały się.
Pokój rzeczywiście na wypasie syn się postarał. Wspólny salon, dwie sypialnie, łazienka jak w hotelu.
Pani Elżbieta była zamożną, samotną dziewięćdziesięciolatką:
Kochanieńka, ja już się nachodziłam za tym życiem. Teraz chcę, żeby się mną zajmowali. Moje trzypokojowe w centrum wynajmuję, a tutaj mam luksus. Lekarze, opieka, artystyczne zajęcia No, a pani? Przecież pani jeszcze młoda, skąd taki szybki urlop?
Anna parsknęła śmiechem, ale pokusa, żeby się wygadać, zwyciężyła:
Wie pani, nie z własnej woli. Syn mieszka osobno, z żoną. Nie dogadałyśmy się.
Też mam duże mieszkanie, ale jak tylko uzbierali, od razu kupili własne i wyprowadzili się. Może to i lepiej z synową, Moniką, nie przepadałyśmy za sobą. Na początku sama cieszyłam się samotnością Anna zawiesiła głos ale zdrowie niestety siadło.
Aha, jasne Elżbieta, zdejmując wałki z głowy i układając włosy przed lustrem, kiwnęła głową. A dziś są tańce, idzie pani?
Nie, dziękuję, dziś mam ochotę na relaks odpowiedziała Anna i zniknęła w swoim pokoju.
No zgadza się. Wnuczka, Jagoda, studiuje w Poznaniu. Ma wrócić po obronie będzie mogła spokojnie rodzinę zakładać.
Sama sobie narobiła.
Z Moniką za bardzo się starła no ale przecież to ona ją pouczała, kuchni oddać nie chciała. Maciek był wtedy między młotem a kowadłem, a ona chciała, żeby stanął po jej stronie.
Głupio wyszło.
A gdy się wyprowadzili, z początku było choćby dobrze, częściej odwiedzali, Jagódkę przyprowadzali. Ale potem znów wszystko stało się nie tak!
Sama się do tego przyczyniła.
Coraz bardziej czuła się zapomniana. Zaczęła niby to chorować, robić się coraz słabsza. Myślała, iż wtedy przyjdą częściej. Ale syn postanowił po swojemu. Może się bał, iż z Moniką znowu się pokłócą. A może praca go wciągnęła.
Anna, mówiąc szczerze, myślała wtedy tylko o sobie.
Sama sobie winna.
No i zatrudnił jej na zmianę dwie panie do pomocy. Ale żadna jej nie odpowiadała. Bo nie o to chodziło chciała zainteresowania, bliskości rodziny. Wyszło jak zawsze.
Jagoda, ukochana wnuczka, wyjechała. Regularnie dzwoniła:
Babciu, już niedługo wracam, u mnie wszystko dobrze. A u ciebie?
U mnie dobrze odpowiadała Anna z nutą żalu.
Nie smuć się, już niedługo będę! Jagoda rzeczywiście była bardzo związana z babcią.
Sama sobie winna.
Nawymyślała Maćkowi, iż nie pamięta leków, iż wszystko jej się miesza, słowem przesadziła.
Myślała może ją zaproszą do siebie?
Widocznie Maciek się wystraszył, iż już sobie nie radzi. Oboje z Moniką ciężko pracują kto się będzie opiekował? No i przywiózł ją tutaj.
Do tego pięciogwiazdkowego domu opieki dla seniorów.
Anna spojrzała w lustro:
Kobieta pod osiemdziesiątkę. No i co z tego?
Głowa jasna, jeszcze jakieś siły w kościach.
Sama sobie winna. Może rzeczywiście to lepiej.
Położyła się i zasnęła.
Trzy tygodnie dłużyły jej się niemiłosiernie.
Syn przyjeżdżał w piątki, przywoził pierogi i czekoladki, ale tu i tak wszystko było.
Można by choćby uwierzyć, iż to prawdziwy urlop w luksusowym hotelu. Ale wizja, iż to już na zawsze, dobijała.
Wie pan, pańska mama po badaniach ma się świetnie. Zdrowa, tylko trochę nerwy, ale w tym wieku kto ich nie ma? oznajmił Maćkowi jej opiekun przy kolejnym piątkowym przyjeździe.
Anna nagle zobaczyła, iż on naprawdę się ucieszył. Szok! Myślała, iż już tylko czekają, aż jej zabraknie.
Nagle przyjechała z zaskoczenia Jagoda:
Babciu, tata mówił, iż jesteś na wczasach? Dziwne miejsce, ale… obroniłam pracę magisterską wyobrażasz to sobie?! Wracasz do domu? Wracam, bez ciebie zimno. Chcę z tobą mieszkać, mogę?
Annie serce ścisnęło się z radości. Jagoda naprawdę była szczera:
Tata miał jutro przyjechać, więc się pakuj, jedziesz do domu!
Anna tylko kiwnęła głową. O mało nie popłakała się z emocji.
Elżbieta, szykując fryzurę na wieczorne brydże, rzuciła:
Pani droga, pani tu nie pasuje, do domu trzeba, do ludzi swoich! z nutką zazdrości spojrzała w lustro. Pani zawsze była domatorką, nie damą salonową po czym z godnością oddaliła się do siebie.
Anna zebrała rzeczy, nie wierząc, iż naprawdę opuszcza ten raj.
Maciek przyjechał wcześnie. Wszedł, uśmiechnął się i tylko rzekł:
Mamo i mocno ją przytulił.
W aucie siedziała Jagoda, a co zaskakujące, także Monika. Spojrzeli na siebie, a Annie zrobiło się ciepło na sercu:
Sama byłam winna. Chciałam wszystkich ustawiać, rozdzielać zadania. Przecież to są moi bliscy!
Dziękuję wyszeptała Anna, gdy syn otworzył drzwi i pomógł jej wsiąść.
Anna Kowalska wracała do domu wypełniona szczęściem i radością.
Teraz będzie inaczej. Teraz wierzy, iż wszystko się ułoży.
Bo przecież nigdy nie jest za późno, żeby zwyczajnie żyć, być szczęśliwym i dać szczęście innym.








