Póki żyjesz, nigdy nie jest za późno. Opowieść
No dobrze, mamo, jak się umawialiśmy, jutro po ciebie przyjadę i zawiozę tam. Jestem pewien, iż bardzo ci się spodoba powiedział Janusz, zakładając gwałtownie kurtkę i zamykając drzwi wejściowe.
Jadwiga Wiśniewska ciężko opadła na kanapę. Zgodziła się po wielu namowach, chociaż w sercu tliły się wątpliwości. Sąsiadki się zachwycały:
Ależ twój Januszek jest troskliwy. Znowu cię na odpoczynek wysyła.
Jednak Jadwidze nie dawał spokoju niepokój. Trudno, jutro wszystko się wyjaśni.
Nazajutrz Janusz przyjechał wcześnie rano. gwałtownie zniósł walizki matki, posadził ją do samochodu i ruszyli.
Ale jej dobrze szeptały sąsiadki na ławce to syn jej pomoc domową zatrudnił, to na wypoczynek wiezie, a my po prostu żyjemy jak zwykli ludzie.
Dom opieki był poza miastem, pod Warszawą.
Mamo, prawie jak pięć gwiazdek spojrzał na nią Janusz, próbując ją przekonać.
Kiedy przyjechali i wyszli na teren, gdzie na ławkach siedzieli tylko starsi ludzie, Jadwiga już wiedziała, iż jej przeczucia się potwierdziły.
Ale nie pokazała tego po sobie zawsze trzymała fason.
Spotkała wzrokiem syna, on jednak odwrócił oczy, jakby zrozumiał, iż ona już się domyśliła.
Mamo, tu są lekarze, interesujące zajęcia, nowe towarzystwo. Spróbuj na trzy tygodnie na początek, a potem Janusz wyraźnie się jąkał, unikając jej spojrzenia. Jadwiga tylko odpowiedziała:
Jedź już, synu. I, proszę cię, mów do mnie po prostu „mamo”, jak zawsze, dobrze?
Skinął głową z ulgą, pocałował ją w policzek i odjechał.
Jadwidze zaproponowano do wyboru pokój pojedynczy albo z współlokatorką. Wybrała ten drugi nie chciała zostawać sama ze swoimi myślami.
Witaj, kochana na sofie siedziała elegancka pani wreszcie mam towarzystwo. Nazywam się Zofia Rutkowska.
Przedstawiły się sobie.
Pokój faktycznie wyglądał jak w pięciogwiazdkowym hotelu, syn się postarał. Wspólny salon i dwie sypialnie z własną łazienką.
Zofia okazała się samotną, dobrze sytuowaną dziewięćdziesięciolatką:
Widzisz, dziecko, jestem już zmęczona życiem, chcę, by ktoś się mną zaopiekował. Swoje trzypokojowe mieszkanie w centrum wynajmuję, a tu, w tym cudownym miejscu, mam spokój, lekarzy, nic nie muszę robić, twórcze zajęcia dla rozrywki Mieszkanie zapisałam siostrzeńcowi, a na jesień on zabiera mnie do Sopotu. A ty? Co cię tu przywiało? Przecież jesteś jeszcze młoda.
Jadwiga uśmiechnęła się z ironią. Ale pokusa, by się zwierzyć, wygrała:
Trochę nie z własnej woli. Syn i synowa żyją osobno. Nie dogadaliśmy się.
Też mam duże mieszkanie. Ale kiedy tylko zaczęli lepiej zarabiać, od razu swoje kupili i się wyprowadzili. Może i dobrze z Anią, moją synową, nie było nam po drodze. Na początku dobrze mi samej było w Jadwidze zamilkła tylko zdrowie zaczęło szwankować.
A, rozumiem skinęła Zofia, układając włosy przed lustrem dziś akurat są tańce, pójdziesz?
Nie, dziś potrzebuję odpocząć odmówiła Jadwiga, weszła do swojego pokoju i położyła się.
Wszystko miało sens. Jej wnuczka, Michalina, studiowała w Krakowie. Przyjedzie po obronie może zamieszkać z rodziną.
Sama sobie jest winna.
Z Anią nie dogadywała się, bo to ona próbowała synowej ustawiać życie. Janusz wtedy między nimi się miotał, a ona chciała, by wybrał ją, matkę, nie młodą żonę.
Głupie.
Gdy się wyprowadzili, przez chwilę było fajnie. choćby stosunki się poniekąd poprawiły, Janusz z Anią i Michaliną często ją odwiedzali. Ale potem znów wszystko stało się nie takie.
Sama sobie winna.
Zaczęło jej się wydawać, iż wszyscy o niej zapomnieli. Zaczęła wymyślać dolegliwości, udawać słabszą. Myślała, iż wtedy będą ją częściej odwiedzać. Ale synek inaczej to widział. Może bał się, iż znów z Anią będą się kłócić. Albo zwyczajnie miał za dużo pracy.
Bo Jadwiga tylko o sobie myślała.
Sama sobie winna.
Zatrudnił jej opiekunkę, potem kolejną. Ale żadna Jadwidze nie pasowała. Pragnęła uwagi bliskich, a wyszło inaczej.
Michalina ukochana wnuczka wyjechała na studia. Często dzwoniła:
Babciu, zaraz przyjadę, wszystko u mnie dobrze. A u ciebie?
U mnie w porządku odpowiadała Jadwiga.
Nie martw się, niedługo wrócę Michalina naprawdę kochała babcię.
Sama sobie winna.
Powiedziała Januszowi, iż zaczyna się gubić w lekach, iż coraz częściej zapomina. Skłamała.
Myślała, iż zaproponuje, żeby zamieszkała z nimi.
Ale on chyba się przeraził, iż jest z nią aż tak źle. Pracują oboje z Anią kto się nią zajmie? Postanowił więc przywieźć ją tutaj.
Do tego pięciogwiazdkowego domu spokojnej starości.
Jadwiga podeszła do lustra.
Starsza pani, pod osiemdziesiątkę i co z tego?
W głowie ma porządek, siły jeszcze trochę są.
Sama sobie winna. Może rzeczywiście tak będzie lepiej.
Położyła się i usnęła.
Trzy tygodnie w tym miejscu dłużyły się jak wieczność.
Syn przyjeżdżał zawsze w piątki. Przywoził łakocie, choć tu niczego nie brakowało.
Wszystko byłoby świetnie, gdyby to naprawdę był tylko luksusowy hotel. Ale myśl, iż to już na zawsze, zżerała ją od środka.
Wie pan, pańska mama miała badania. Jadwiga Wiśniewska jest w świetnym zdrowiu, lekko rozchwiane nerwy, ale to w tym wieku normalne meldała Januszowi kierowniczka podczas jednej z wizyt.
Wtedy Jadwiga zobaczyła, jak bardzo się zdziwił i ucieszył. A ona myślała, iż wszyscy tylko czekają, aż jej zabraknie.
Nagle wpadła Michalina:
Babciu! Tata mówił, iż odpoczywasz? Dziwne to miejsce. Ale zdążyłam obronić dyplom! Pogratuluj mi! Kiedy wracasz do domu? Wróciłam już, bez ciebie zimno. Mogę zamieszkać z tobą?
Jadwidze mocniej zabiło serce Michalina była taka szczera:
Tata chciał przyjechać jutro, pakuj się, wracamy do domu!
Jadwiga tylko skinęła głową, bo omal się nie rozpłakała.
Zofia, zakładając szpilki, przygotowywała się na wieczór:
Tobie, kochana, do domu trzeba wracać, to nie miejsce dla ciebie powiedziała z lekką zazdrością, poprawiając fryzurę. Ty nie dama, ty domatorka dodała i dumnie poszła do swojego pokoju.
Jadwiga zaczęła się pakować, nie wierząc, iż naprawdę stąd wyjedzie.
Janusz przyjechał wcześnie. wszedł, uśmiechnął się i powiedział po prostu:
Mamo i objął ją.
W samochodzie siedzieli już Michalina i, ku zaskoczeniu Jadwigi, także Ania. Spojrzeli na nią serdecznie, a Jadwidze zrobiło się ciepło na sercu:
Sama jestem sobie winna. Każdego chciałam ustawić, rządzić. Nie dawałam innym żyć. Po co? Jak oni na mnie patrzą To przecież moi bliscy.
Dziękuję wam wyszeptała cicho, gdy Janusz otworzył drzwi, i usiadła w samochodzie.
Jadwiga wracała do domu, przepełniona euforią i szczęściem.
Teraz wszystko będzie inaczej. Teraz wierzy, iż będzie dobrze.
Bo przecież nigdy nie jest za późno, żeby żyć, być szczęśliwym i dawać szczęście innym.








