Chrzęst suchej gałązki pod własną nogą Janek w ogóle nie usłyszał. W jednej chwili cały świat zawirował mu przed oczami jak barwny kalejdoskop, po czym nagle rozpadł się na miliony świetlistych gwiazdek, które natychmiast skoncentrowały się w jego lewej ręce tuż nad łokciem.
Au… Janek momentalnie chwycił się za zranioną rękę i zawył z bólu.
Janku! jego koleżanka Zosia natychmiast podbiegła do chłopaka i kleknęła przed nim na mokrej ziemi. Bardzo boli?
Nie, no jasne, przyjemnie jest! skrzywił się i z trudem wyrzucił z siebie odpowiedź, ledwo powstrzymując łzy.
Zosia wyciągnęła dłoń i delikatnie dotknęła jego ramienia.
Nie ruszaj! warknął nagle ostro, patrząc na nią gniewnym wzrokiem. Boli! Zostaw mnie!
Janek czuł podwójną złość. Po pierwsze, najprawdopodobniej złamał rękę i czekał go miesiąc w gipsie oraz kpiny kolegów. Po drugie, to on sam, z własnej woli, wspiął się na to drzewo tylko po to, by zaimponować Zosi swoją zręcznością i odwagą. Z pierwszym powodem jeszcze mógłby się pogodzić, ale z drugim nie potrafił. Upokorzył się przed nią, a ona jeszcze chce go żałować! Tego już za wiele… Zerwał się na nogi, przytrzymując bezwładną rękę, i ruszył zdecydowanym krokiem w stronę przychodni.
Janku, nie martw się! Zosia biegła za nim, starając się go pocieszyć. Wszystko się ułoży, zobaczysz! Będzie dobrze!
Daj mi spokój zatrzymał się, spojrzał na nią z pogardą i splunął na chodnik. Tu nie ma nic dobrze! Rękę sobie złamałem, rozumiesz, czy nie? Idź do domu, zostaw mnie w spokoju!
Po tych słowach ruszył chodnikiem w stronę przychodni, zostawiając smutną Zosię stojącą z wytrzeszczonymi szaro-zielonymi oczami. Cicho powtarzała pod nosem tylko jedno:
Wszystko będzie dobrze, Janku Wszystko będzie dobrze
***
Panie Janie, jeżeli przelew nie dotrze w ciągu najbliższej doby, będziemy bardzo zawiedzeni. Aha, uprzedzam jutro zapowiadają gołoledź, więc proszę uważać za kółkiem. Wie pan, jak to jest na lodzie łatwo o wypadek Takie nieszczęścia nikogo nie omijają. Do widzenia.
Głos w słuchawce zamilkł, zapadła cisza. Jan wrzucił telefon na bok, przetarł dłonią czoło i odchylił się na skórzanym fotelu.
Skąd ja mam teraz wziąć te pieniądze? Ten przelew miał być dopiero za miesiąc
Westchnął ciężko, znów sięgnął po telefon, wybrał numer i przyłożył do ucha.
Pani Olgo, czy możemy dziś przelać naszym partnerom z holdingu pieniądze za dostawę sprzętu?
Panie Janie, ale
Możemy czy nie?
Tak, ale wtedy opóźnimy inne płatności
Trudno! Jakoś damy radę! Proszę wykonać przelew dzisiaj.
Dobrze, ale potem będą kłopoty z
Nie czekając na koniec, Jan rozłączył się i z całej siły uderzył pięścią w poręcz fotela.
Cholerni krwiopijcy
Coś miękko dotknęło go w ramię, przez co aż podskoczył.
Zosiu, prosiłem cię, nie przeszkadzaj mi, gdy pracuję. Prosiłem?
Żona, Aleksandra, delikatnie przytuliła się do jego ucha i pogładziła po włosach.
Janku, tylko się nie denerwuj, dobrze? Wszystko się ułoży.
Przestań już z tym swoim wszystko się ułoży! To już naprawdę męczy! Jak mnie jutro załatwią, to ciekawe, czy też wszystko będzie dobrze!
Wyskoczył z fotela, odsunął Zosię od siebie, ściskając jej ręce.
Co robiłaś? Gotujesz rosół? To wracaj do kuchni! I nie denerwuj mnie, sam mam dosyć!
Kobieta westchnęła i powoli ruszyła do drzwi. W progu jeszcze raz cicho szepnęła te same słowa.
***
Wiesz Leżę tu i wspominam nasze życie
Starszy pan uchylił powieki i spojrzał zamglonym wzrokiem na swoją żonę. Jej kiedyś śliczna twarz pokryta była siatką zmarszczek, ramiona opadły, a sylwetka nie miała już dawnej wdzięku. Bez przerwy trzymała jego rękę, poprawiając dyskretnie kroplówkę. Uśmiechała się cicho.
Kiedy pakowałem się w kłopoty, kiedy balansowałem na granicy życia i śmierci, gdy działy się najgorsze rzeczy Zawsze pojawiałaś się ty i powtarzałaś wciąż to samo. choćby nie wiesz, jak mnie to drażniło. Miałbym wtedy ochotę udusić cię za tę twoją naiwność i monotonię staruszek próbował się uśmiechnąć, ale napadł go długi kaszel. Gdy ustał, kontynuował: Łamałem ręce, nogi, grozili mi nie raz, traciłem wszystko, zsuwałem się w takie doły, z których mało kto wychodził, a ty powtarzałaś: Wszystko będzie dobrze. I powiem ci, nigdy nie skłamałaś. Skąd ty to wiedziałaś?
Ja nic nie wiedziałam, Janku westchnęła cicho staruszka. Myślisz, iż mówiłam to do ciebie? Przecież ja siebie próbowałam uspokoić Całe życie cię kochałam, jak wariatka. Ty byłeś moim życiem wtedy, kiedy cierpiałeś, kiedy przychodziły nieszczęścia, czułam, jak mnie rozdziera od środka. Ile nocy przepłakałam, ile bezsennych rozmyślałam Wciąż powtarzałam sobie jedno: Niech i kamienie z nieba lecą, byle żył, to znaczy, iż damy radę.
Staruszek na moment zamknął oczy, mocniej ściskając jej dłoń. Słów brzmiało w nim coraz mniej.
Więc to tak A ja się jeszcze na ciebie złościłem. Przebacz, Zosieńko Nie wiedziałem. Całe życie przeżyłem i nie przyszło mi do głowy, jak bardzo byłaś przy mnie. Ale jestem głupi, co?
Staruszka niepostrzeżenie otarła łzę, pochyliła się nad mężem i pogłaskała go po włosach.
Janku, nie martw się
Na chwilę się zawahała, wpatrując się w jego oczy, po czym położyła głowę na jego nieruchomej piersi, gładząc cichutko stygnącą dłoń.
Wszystko BYŁO dobrze, Janku, wszystko BYŁO dobrze
W życiu łatwo przeoczyć, ile dla nas znaczy drugi człowiek dostrzegamy to zwykle zbyt późno. Dbajmy o siebie nawzajem, póki pozostało czas, bo wtedy wszystko naprawdę może być dobrze.













