Chcesz mojego męża? To twój!” – powiedziała żona z uśmiechem do nieznajomej, która pojawiła się w jej drzwiach.

polregion.pl 11 godzin temu

**Dzisiejszy wpis w dzienniku**

Chcesz mojego męża? Masz go! powiedziała moja żona z uśmiechem do nieznajomej kobiety stojącej w drzwiach.

Czekaj chwilę, Kasia! Ktoś dzwoni. Oddzwonię, jak sprawdzę, kto to odparła Kinga niechętnie, kończąc rozmowę z przyjaciółką z dzieciństwa. Kasia opowiadała jej zabawnymi szczegółami o urodzinach swojej teściowej, a Kinga śmiała się bez opamiętania, jakby oglądała kabaret.

Podeszła do drzwi, spojrzała przez wizjer i zamarła. Spodziewała się sąsiada w ich bezpiecznym bloku obcy nie mieli łatwego wstępu. Ale przed drzwiami stała młoda kobieta o dziwnym wyglądzie, której Kinga nigdy wcześniej nie widziała.

Postanowiła nie otwierać. Lepiej unikać kontaktów z nieznajomymi, zwłaszcza teraz, gdy oszuści czyhają na naiwnych. Kinga miała zasadę: żadnych rozmów z obcymi. Nie należała do tych, którzy dają się nabrać.

Miała już wrócić do telefonu, gdy dzwonek rozległ się ponownie. Kobieta nie ustępowała, pewna, iż ktoś jest w domu.

Kinga była sama mąż, Marek, poszedł do kolegi pomóc przy pracach w ogrodzie. Znów zajrzała przez wizjer, przyglądając się nieznajomej uważniej.

Coś w niej było dziwne i zarazem żałosne, ale Kinga nie czuła zagrożenia.

Co najgorszego może się stać, jak otworzę i każę jej iść? Potem wrócę do spokojnego weekendu pomyślała. Może się zgubiła albo próbuje wcisnąć jakiś badziew.

Zdecydowana, otworzyła drzwi. Kobieta w przedpokoju natychmiast się wyprostowała, nerwowo poprawiając włosy.

Dzień dobry! To pani Kinga? zapytała, bawiąc się chustą na szyi. No jasne, iż pani po co w ogóle pytam?

Ciekawe pomyślała Kinga. Oszuści stają się coraz bardziej wyszukani. choćby wie, jak mam na imię.

Kim pani jest i czego chce? Stoi pani tu od pięciu minut. Nie zapraszałam pani, więc proszę mówić gwałtownie albo iść! powiedziała stanowczo.

Marek jest w domu? zapytała nieznajoma, zaskakując Kingę.

No proszę! pomyślała Kinga, podejrzliwie. Zna choćby imię mojego męża. Jest przygotowana.

Przyszła pani do Marka? spytała, choć zamierzała powiedzieć coś zupełnie innego.

Nie, przyszłam porozmawiać z panią. Ale jeżeli Marek jest w domu, będzie mi trudniej odparła kobieta z dziwną szczerością.

Trudniej? O co chodzi? zastanawiała się Kinga, coraz bardziej ciekawa.

Nie ma go. Czego pani chce?

Może lepiej wejdziemy? Dziwnie rozmawiać o takich rzeczach na korytarzu zasugerowała kobieta, nabierając pewności.

Nie ma mowy! Nie znam pani i nie wpuszczam obcych. Niech pani mówi i już odparła Kinga.

Naprawdę chce pani rozmawiać o intymnych szczegółach mojego związku z Markiem tu, przy sąsiadach? spytała, uśmiechając się ironicznie.

Co? Jaki związek? wykrzyknęła Kinga głośniej, niż zamierzała.

Kinga, wszystko w porządku? Dlaczego krzyczysz? zapytała pani Kowalska, sąsiadka z piętra, która właśnie wyszła z windy.

A, dzień dobry, pani Kowalska! Wszystko w porządku. Jak tam na dworze? próbowała odwrócić uwagę.

Chyba będzie padać odpowiedziała sąsiadka, choć wyraźnie nie spieszyła się do siebie, zaciekawiona sytuacją.

Proszę wejść powiedziała Kinga niechętnie, skinięciem wpuszczając kobietę do środka.

Gdy znalazły się w środku, nieznajoma rozglądała się po mieszkaniu, zatrzymując wzrok na różnych przedmiotach.

Ma pani pięć minut. Proszę mówić powiedziała Kinga, blokując jej drogę do salonu. To nie muzeum.

Nazywam się Agnieszka zaczęła kobieta, zdejmując chustę i płaszcz. Marek i ja jesteśmy w sobie zakochani.

O, jaki banał! Nie mogła pani wymyślić czegoś oryginalniejszego? przerwała Kinga z sarkastycznym uśmiechem.

Co w tym banalnego? Ludzie się zakochują to się zdarza. Nie jest pani pierwszą żoną, której mąż odchodzi odparła Agnieszka pewnie, próbując minąć Kingę.

I pani jest pewna, iż on już mnie nie kocha, a kocha panią? spytała Kinga, wciąż uśmiechnięta.

Absolutnie! Inaczej bym tu nie przyszła odpowiedziała śmiało.

Problem w tym, iż mój mąż nikogo nie kocha. Nie potrafi. Więc się pani myli, kochanie odparła Kinga spokojnie.

Agnieszka próbowała coś mówić, ale wtedy drzwi się otworzyły i wszedł Marek

Marek stanął jak wryty, widząc obcą kobietę w przedpokoju.

Agnieszka? Co ty tu robisz w sobotę? Coś się stało w pracy? zapytał zdezorientowany.

Nie, przyszła po ciebie powiedziała Kinga, rozkoszując się sytuacją.

Po mnie? O co chodzi? Coś się stało? pytał Marek, jeszcze bardziej zmieszany.

Nie, kochanie. Przyszła, żeby cię ode mnie zabrać. Całego odparła Kinga z ironicznym uśmiechem.

Agnieszka, wyraźnie zażenowana, gwałtownie narzuciła płaszcz i cofała się ku drzwiom.

Już idziesz? A co z Markiem? Nie po niego przyszłaś? Mówię szczerze, chętnie ci go oddam żartowała Kinga, prowokując ją.

Ale Agnieszka już wyszła, nie odzywając się więcej.

O co chodziło? spytał Marek, kompletnie zagubiony.

Ty mi powiedz! Dlaczego ta odważna kobieta przyszła domagać się rozwodu i twierdzić, iż się do niej wyprowadzisz? zapytała Kinga, krzyżując ręce.

Żartujesz? odparł Marek, autentycznie zszokowany. Nie mam pojęcia, o co chodzi. Zachowywała się dziwnie w pracy, ale nie dawałem jej powodu. Mam dość tych głupot. Obiecałem ci, pamiętasz?

Dobrze. Bo znasz mnie, Marek na coś takiego nie ma miejsca. Ale serio, niektóre kobiety zrobią wszystko, by naprawić swoje poplątane życie powiedziała Kinga, kręcąc głową.

Marek zdjął buty i poszedł do kuchni, a Kinga na chwilę zamy

Idź do oryginalnego materiału