Kradzieże

Kreatywność oszustów nie zna granic. Teraz grają „na Poradnik Bezpieczeństwa”
Ukradli koledze kartę i kupowali złoto w lombardzie
Poszukiwany: Zbigniew Ziobro
Czy masz nieważny dowód osobisty? Sprawdź datę – unikniesz problemów i kary!
Sektor mleczarski na granicy. Nie wszyscy przetrwają
Najczęściej kradzione samochody w Polsce. Znamy nową "czarną listę"
Oszustwo na pellet. Złodzieje nie próżnują!
Okradała firmę. Łup zastawiała w lombardach
Wiadomo, co stało się z koroną skradzioną z Luwru. Muzeum pokazało zdjęcia
Mikołów: Polsko-ukraiński duet okradał swojego kolegę
Seryjny złodziej i mistrz kamuflażu ujęty przez policjantów z Poznania
Udawał lekarza, okradał pacjentów i personel szpitala
Ten jeden błąd przy płaceniu kartą może cię kosztować 500 zł zamiast 50
38 zarzutów i ponad 250 000 zł strat – finał sprawy zatrzymania oszusta internetowego
Przyłapany na kradzieży 18-latek zaatakował ochroniarza sklepu
Tarnów: Ukradł rower! Poznajesz go?
Skradziony bus z Zabrza odnaleziony w Chełmku. Policja oddała go właścicielowi
38 zarzutów i ponad 250 tysięcy złotych strat
Mikołowscy policjanci rozpracowali sprawę kradzieży z włamaniem
Skradziony portfel i „gorączka złota”. 26 zarzutów dla duetu z Mikołowa
Luwr pokazał zdjęcia korony cesarzowej Eugenii zniszczonej przez włamywaczy
Podejrzani o rozbój z użyciem noża, w rękach łódzkich policjantów
GTA w Hecznarowicach: ukradł Ursusa i ruszył w szaleńczą ucieczkę
18 zarzutów za kradzież z włamaniem
Napadli na stację paliw i uciekli. Po drodze gubili monety
Lecą kolejne głowy w SOP. Ustalenia RMF FM
„Wszyscy kradną TV”. Pirackie dekodery z Chin podbijają Amerykę
Nowa kampania hakerska. Ataki w 37 krajach. "Grupa działająca z Azji"
Pościg w Krakowie. Do akcji wkroczyła Straż Miejska
Szajka złodziei przyjeżdżała z Warszawy okradać domy
Zuchwała kradzież w Luwrze. Znamy dalsze losy korony cesarzowej Eugenii
Ukradł alkomat z placówki pomocowej. Znaleziono go w lombardzie
Tymczasowy areszt dla 23-latka, który oszukał dwie seniorki, a trzecia dała mu pocięte gazety zamiast gotówki
Luwr ujawnił losy uszkodzonej korony cesarzowej Eugenii
Wszystkie chwyty dozwolone Rodzina zebrała się w komplecie. Powód spotkania, jak zwykle, miał podłoże finansowe, choć ukrywał się pod przykrywką rodzinnej kolacji. Luba, córka babci Tosi i mama Katii z Arkiem, przewracała w rękach babcine chusteczki, w które seniorka zawsze zawijała pieniądze… Babcia już nie potrafiła zarządzać swoimi pieniędzmi, niczego nie pamiętała i nikogo nie poznawała, ale Luba ze starego przyzwyczajenia chowała jej emeryturę właśnie w te chusteczki. – No i znowu zginęły, – lamentowała Luba do zgromadzonych, – dziesięć tysięcy, nie mniej! Niemożliwe, żebym się pomyliła! Sama liczyłam! Gdzie one się podziewają? Mamo, pamiętasz ile tam było? Babcia Tosia obróciła się, ale nie do córki, tylko do portretu zmarłego męża. – Oj, Piotruś… Jak tu ładnie… – spojrzała na wnuczkę Żenię. – Nie buszuj w moich cukierkach, one są dla gości… A Arek gdzie? W szkole? Luba zwinęła tysiączki w rulon. Mama oczywiście nie pamiętała, ile było pieniędzy. Ale Luba była pewna – ktoś kradnie. To absurdalne, w domu przecież bywają sami swoi, ale ktoś ewidentnie kradnie! I jeszcze od kogo – od starej kobiety… Przyjechał Arek, właśnie o nim babcia przed chwilą wspominała. – Co tak stoicie, jakby ktoś umarł? – spytał, chowając kluczyki do samochodu. Luba, jego mama, westchnęła dramatycznie: – Arkadiuszku, nieszczęście! Babcine pieniądze znowu zniknęły… Od miesięcy chowam jej emeryturę w ten sam schowek… Ktoś kradnie! Arek rzucił podejrzliwe spojrzenie na wszystkich. Jego mama ufała każdemu, Arek nie wierzył nikomu. – Mówicie, iż pieniądze znikają? – zmrużył oczy. – Ja wiem, gdzie one się podziewają! Pobiegł do przedpokoju i przyniósł pasiastą torbę Katii. Nim ktokolwiek zdążył zareagować, rozpiął zamek i wysypał zawartość na stół, nie bacząc na protest matki. Wypadły pomadka, klucze, lusterko i… pieniądze. Mnóstwo pieniędzy. Plik pogiętych, ale dobrze rozpoznawalnych banknotów. Pięć tysięcy złotych w setkach. – Patrzcie! – zawołał Arek, podnosząc jeden banknot. – Gdy podnosiłem torbę, coś z niej wypadło… Setki! I jakieś znajome setki! Ciocia Halina, która właśnie jadła sałatkę, w tej chwili zakrztusiła się i zaczęła kaszleć. Na każdym banknocie, gdy się dobrze przyjrzeć, widniała cieniutka niebieska linia od długopisu. – A pamiętacie, – podjął Arek, – jak miesiąc temu mama przeliczała pieniądze, a Wania machnął po nich długopisem? To są te same setki z babcinej emerytury. Wszystkie spojrzenia skierowały się na Katię. Katja, która jeszcze chwilę temu siedziała bez ruchu, wzdrygnęła się. – Arek, co ty wyprawiasz? – Ja? – oburzył się, – Ja nic nie zrobiłem! Mówię tylko, co widziałem – torba upadła, a tam – pieniądze! Bardzo znajome! Katia zrozumiała, iż nie czas na atak, trzeba się bronić. – To nie ja! – zerwała się z miejsca, potrącając stół. choćby babcia odwróciła głowę w jej stronę. – Kto tak hałasuje? – zapytała babcia Tosia. – Gdzie moje kapcie? Wszyscy mieli oczy szeroko otwarte. – Katiusiu, kochanie, – Luba podniosła się – Jak mogłaś? Dlaczego? Przecież pracujesz, pomagam ci… Jak można kraść babci pieniądze? – Mamo, to nie ja! Niczego nie brałam! – Kto więc? – przeszywająco zapytał Arek. – Ty, Katia, ciągle tu kręcisz się przy babci. Inni nie mają dostępu do schowka. Mama miałaby, ale mama nigdy by tak nie zrobiła. Zostajesz tylko ty. Katja cofała się, jakby spodziewała się linczu. – Przysięgam, w ogóle ich nie dotykałam! Katja spojrzała na matkę, licząc chociaż na jej wsparcie, ale Luba patrzyła na nią, jak na potwora. – Kłamiesz, – wyszeptała – Jak mogłaś… – Przecież kocham babcię! – Katja zapłakała – Zawsze przyjeżdżałam, żeby jej pomóc! Nie zabrałam tych pieniędzy! Niestety, twarda logika faktów była przeciwko niej. Pieniądze wypadły z jej torby. Innych podejrzanych nie było. – Wszystko jasne, – podsumował Arek. – Szkoda, Katjuś. Bardzo szkoda. Wystarczyło poprosić. Pomoglibyśmy. Ale kraść od bezbronnej babci… Tego się nikt po tobie nie spodziewał. Tego wieczoru wyprosili Katię z domu. Jej życie runęło. Nikt nie chciał jej wysłuchać. Mama, gdy nieco ochłonęła, prosiła resztę rodziny o więcej łagodności, ale… – Nie wpuszczaj jej więcej, Luba – syczała ciotka Halina przez telefon, gdy Luba próbowała porozmawiać – Wyobrażasz sobie ten wstyd? Babcia może i już nie pamięta, ale jak bardzo by ją bolało, gdyby dowiedziała się w kogo zmieniła się Katja… Luba była posłuszna. Prawie przestała rozmawiać z córką. Gdy Katja dzwoniła – odpowiadała półsłówkami: zajęta, potem, nie teraz. Katja próbowała walczyć. Dzwoniła do rodziny z różnych numerów, ale gdy tylko rozpoznali głos, od razu się rozłączali. Próbowała własnego śledztwa, ale bez skutku – nikt nie chciał jej słuchać, do babci też nie mogła wejść. Jedyną, którą udało się ściągnąć na spotkanie, była mama. – Mamo, proszę… – Katja niemal błagała – Wiem, jak to brzmi, ale przysięgam – to nie ja! Czemu mi nie wierzysz? Mamie było trudniej niż reszcie. To w końcu jej córka. – Katja, samej mi ciężko. Ale pieniądze były u ciebie. Nie mówmy więcej o tym. Gdybym tylko ja to widziała, może byśmy jakoś zapomniały, ale reszta… Nie wybaczy ci. I mnie też trudno. Babcia tyle dla ciebie zrobiła. – Ale ja jestem niewinna! Może one wypadły wcześniej? Może z innej torby? Może ktoś inny… – Przestań! – przerwała matka. – Jesteś moją córką, chcę ci wierzyć, ale fakty! Fakty mówią, iż jesteś złodziejką! Z tym oskarżeniem Luba odeszła, zostawiając Katję na zimnie. choćby nie pozwolili jej pożegnać się z babcią… Ale zaczekała, aż opadnie cały szum, aż wszyscy rozjadą się do domów, i pojechała do babcinego mieszkania, mając nadzieję, iż mieszka tam teraz jej mama. Luba, choć była oschła, czasem dawała się namówić na rozmowę. Może teraz usłyszy ją choć raz? Otworzył jej jednak Arek. Był wysoki, musiała zadrzeć głowę by spojrzeć mu w oczy. Może to i lepiej, iż trafiła akurat na niego. – Arek, – poprosiła Katja, – porozmawiajmy. Ostatni raz. – Ehh, Katja. Wciąż próbujesz ratować swoje dobre imię? Już się nie da – powiedział brat. – Lepiej przyznaj się. Może wybaczą. Ale Katja nie przeprasza za coś, czego nie zrobiła. – Nie. Muszę znać prawdę. Może się pomyliłeś? Może pieniądze wypadły z innej torby, z kieszeni? Przypomnij sobie… Nagle w oczach Arka pojawił się chłód. – Pomyliłem się? Serio jesteś aż tak naiwna? – pochylił się do niej – Oczywiście, iż wiem, iż nie ukradłaś. Sam ci je wrzuciłem do torby. Aż pociemniało jej w oczach. – Co?.. – Tak właśnie. – Po co? – Katja nie mogła uwierzyć – Po co to zrobiłeś? Pozbyłem się konkurencji. – W walce o spadek, siostrzyczko, wszystkie chwyty dozwolone. Babcia i tak miała góra pół roku. A to mieszkanie, jak pamiętasz, już było przepisane na naszą mamę, żeby nie było problemów z notariuszem… I tu pojawił się problem. Mama… jest sentymentalna. Chciała oddać mieszkanie tobie. Katja jeszcze nic nie rozumiała. – Ale dlaczego? – Bo ty, miła Katiusiu, – zjadliwie ciągnął, – co wieczór wpadałaś do babci, karmiłaś ją, sprzątałaś, czytałaś jej bajeczki, których i tak nie rozumiała. Wnuczka idealna. Mama to widziała i miękła. Uważała, iż zasłużyłaś… A ja niby nie? Nie jestem wnukiem? Więc postanowiłem z tobą powalczyć. – Przecież nie robiłam tego dla mieszkania! – Katja wybuchła. – Robiłam to dla babci! Kochałam ją! Parsknął śmiechem. – Nie opowiadaj bajek, Katja. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Chciałaś zrobić z siebie niewinną owieczkę, taką kochaną wnusię, żeby wszystko było twoje. Ale ja cię przechytrzyłem. 1:0 dla mnie. Ponieważ Katja milczała, sam podsumował: – A teraz, – zakończył, – jesteś złodziejką. Mama się mnie nie wyprze – jestem przecież dobrym synem. Ty – spisana na straty córka. A mieszkanie, oczywiście, jest moje, bo choćby wejść tu już nie możesz bez skandalu. – Jaki ty jesteś drań – powiedziała Katja. – No wiesz… Tak to już jest. Cześć, siostrzyczko. Spadek należy do mnie. Otworzył drzwi. Katja nie ruszyła się. Prawda jest taka, iż mieszkanie by jej się przydało – wynajem drogi, własne marzenia nierealne. Ale ona naprawdę kochała babcię. Pamięta dobrze, jak babcia Tosia, mimo mętnego umysłu, kiedyś pogłaskała ją po policzku i wyszeptała: „Dzięki, iż przyszłaś, kochanie moje. Jesteś jak mój Piotruś”. Aby odzyskać dobre imię, musiałaby udowodnić, iż Arek kłamie. Ale jak? Nie da się. Wyszła i zamknęła za sobą drzwi. Wiedziała, iż za rok nikt już nie będzie pamiętał, iż nigdy nie była złą osobą. Wszyscy zapamiętają tylko jedno: Katja okradła umierającą babcię. Arek już wygrał. I świętował swoją wygraną.
Ubierał się w lekarski kitel i okradał pracowników oraz pacjentów poznańskiego szpitala
Zakładał biały kitel i okradał pacjentów oraz personel. Seryjny złodziej w rękach policji
Studenci-hakerzy. Kradli dane i kody BLIK
Wszystkie chwyty dozwolone Rodzina zebrała się w komplecie. Pretekstem, jak zwykle, były sprawy materialne, choć maskowano je pod rodzinny obiad. Luba, córka babci Tosi i mama Kati oraz Arka, przeglądała w rękach babcine chusteczki, w które staruszka zawijała pieniądze… Babcia już nie była w stanie zarządzać swoimi pieniędzmi, niczego nie pamiętała, nikogo nie rozpoznawała, ale Luba z przyzwyczajenia odkładała jej emeryturę właśnie do tych samych chusteczek. – No widzicie, – lamentowała Luba, zwracając się do rodziny – Znowu zginęły. Dziesięć tysięcy, nie mniej. Nie mogłam się pomylić! Sama liczyłam! Gdzie one znikają? Mamo, pamiętasz, ile tam było? Babcia Tosia odwróciła się… ale nie do córki, tylko do portretu zmarłego męża. – O, Piotruś… Jaka to była piękna młodość… – spojrzała na wnuczkę Żenię. – A ty, Żeniu, nie ruszaj moich cukierków, to są dla gości… A gdzie Arek? W szkole? Luba zwinęła tysiącowe banknoty. Mama już oczywiście nie pamiętała, ile tam było pieniędzy. Ale Luba była pewna – ktoś kradnie. To absurdalny pomysł, bo w domu bywają tylko swoi, ale ktoś zdecydowanie kradnie! I to komu! Starszej osobie… Przyjechał Arek – ten sam, o którym przed chwilą wspominała babcia. – Co tu za stypa? – zapytał, chowając kluczyki do auta. Luba, jego mama, załkała: – Arkuś, nieszczęście! Pieniądze! Babci znowu zginęły… Sama jej emeryturę odkładam tu do tej szafki… Ktoś kradnie! Arek rzucił z przekąsem spojrzenie po wszystkich. Jego mama ufała każdemu, on – nikomu. – Pieniądze, mówisz? Znikają? – zmrużył oczy Arek. – A ja wiem, gdzie znikają! Poszedł do przedpokoju i przyniósł pasiastą torbę Kati. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, Arek rozpiął suwak i, nie zwracając uwagi na matczyne protesty, wysypał zawartość na starą ceratę na stole. Wysypały się pomadka, klucze, lusterko i… pieniądze. Dużo pieniędzy. Stosik pogniecionych, ale rozpoznawalnych banknotów – pięć tysięcy w pięćsetkach. – Patrzcie! – zawołał Arek, podnosząc jeden banknot. – Jak wchodziłem, torebka jej upadła, podnoszę, a tam – pieniądze! I to jakie znajome! Ciocia Gienia, która jadła właśnie sałatkę, przełknęła i zakrztusiła się. Na każdym banknocie, gdy się dobrze przyjrzeć, widniała delikatna niebieska kreska od długopisu. – Pamiętacie, – ciągnął Arek – jak miesiąc temu mama przeliczała pieniądze, a Wiktor machnął po nich długopisem? To właśnie te pięćsetki z babcinej emerytury. Wszystkie spojrzenia skupiły się na Kati. Katia, do tej pory nieruchoma jak posąg, drgnęła. – Arek, co ty robisz? – Ja? – oburzył się. – Ja nic nie robię! Mówię: torba upadła, podnoszę, a tam – pieniądze! Bardzo znajome! Katia zrozumiała, iż nie ma czasu oskarżać Arka – musi się bronić. – To nie ja! – Katia zerwała się gwałtownie od stołu. choćby babcia odwróciła się na dźwięk jej głosu. – Kto hałasuje? – spytała babcia Tosia – Gdzie moje kapcie? Wszyscy zamilkli. – Katyńka, córeczko, – Luba wstała – Jak mogłaś? Po co? Przecież pracujesz, pomagam ci… Jak można kraść babci? – Mamo, to nie ja! Ja niczego nie wzięłam! – A kto, jak nie ty? – przeszywającym głosem spytał Arek. – Katia, tylko ty jesteś tu codziennie, opiekujesz się babcią, jak sama mówisz. Inni nie mają dostępu do schowka. Mama mogłaby mieć, ale mama by tak nigdy nie zrobiła. Zostajesz tylko ty. Katia cofnęła się od nich, jakby ktoś miał ją uderzyć. – Przysięgam, w ogóle nie dotykałam tych pieniędzy! Spojrzała na matkę, mając nadzieję, iż choć ona jej uwierzy, ale Luba patrzyła na nią jak na potwora. – Kłamiesz – wyszeptała Luba. – Jak mogłaś… – Kocham babcię! – Katia rozpłakała się z żalu. – Przecież przyjeżdżałam tu, żeby jej pomóc! Naprawdę nie wzięłam tych pieniędzy! Ale uparcie logiczna sytuacja była przeciwko niej. Pieniądze wypadły z jej torby. Podejrzanych poza Katią nie było. – Wystarczy. Temat zamknięty – podsumował Arek. – Szkoda, Katyńka. Bardzo szkoda. Wystarczyłoby poprosić, dalibyśmy ci. Ale kraść od bezbronnej babci… Nikt się tego po tobie nie spodziewał. Wieczorem Katia została wyproszona i jej życie wywróciło się do góry nogami. Nikt jej nie zrozumiał. Nikt nie chciał jej wysłuchać. Matka, gdy ochłonęła, prosiła rodzinę o łagodność, ale… – Nie wpuszczaj jej, Luba – syczała ciocia Gienia przez telefon, kiedy Luba próbowała jeszcze sprawę omówić. – Wyobrażasz sobie ten wstyd? Mama już nic nie pamięta, ale gdyby wiedziała, w co się zmieniła Katia… Luba uległa. Przestała prawie rozmawiać z córką. Kiedy Katia dzwoniła, odpowiadała zdawkowo: nie mam czasu, później, nie teraz. Katia próbowała walczyć. Obzwaniała rodzinę z różnych numerów, ale gdy tylko poznawali, iż to ona, odkładali słuchawkę. Katia zaczęła swoje dochodzenie, które nic nie dało i gwałtownie się skończyło, bo nikt nie chciał z nią rozmawiać ani wpuścić jej do babcinego mieszkania. Udało jej się umówić tylko z mamą. – Mamo, proszę… – Katia niemal błagała. – Wiem, jak to brzmi, ale przysięgam: to nie ja! Dlaczego mi nie wierzysz? Mamie było ciężej niż reszcie. W końcu to córka. – Katia… mnie to też boli. Ale pieniądze znaleźli przy tobie. Nie wracajmy do tego. Gdybym widziała to sama, może byśmy to zapomniały, ale rodzina ci nie wybaczy… Mnie też jest ciężko. Babcia tyle dla ciebie zrobiła. – Ale ja nie jestem winna! Może wypadły wcześniej? Może były w innej torbie? Może ktoś je… – Dosyć! – ucięła mama. – Jesteś moją córką i chcę ci wierzyć, ale fakty! Fakty mówią, iż jesteś złodziejką! Z tym oskarżeniem Luba odeszła, zostawiając Katię na zimnie. choćby nie pozwolili jej pożegnać się z babcią… Ale poczekała, aż się uspokoi, aż wszyscy wyjadą, i pojechała do babcinego mieszkania, mając nadzieję, iż mieszka tam teraz jej mama. Mama, choć szorstko, czasem jeszcze chciała rozmawiać. Może uda się dotrzeć choć teraz? Ale zamiast niej zastała Arka. Był wysoki, więc musiała podnieść głowę, by spojrzeć mu w oczy. Może i dobrze, iż trafiła akurat na niego. – Arek, – zaczęła Katia – Proszę, porozmawiajmy chociaż raz. Ostatni raz. – Katia, ty naprawdę wciąż myślisz, iż obronisz swoje dobre imię? Już za późno – powiedział brat. – Lepiej się przyznaj, może ci wybaczą. Katia nie miała zwyczaju przepraszać za coś, czego nie zrobiła. – Nie. Chcę znać prawdę. Może się wtedy pomyliłeś? Może pieniądze wypadły z innej torby? Z kieszeni? Przypomnij sobie… I nagle spojrzenie Arka spoważniało. – Pomyliłem się? Katia, ty naprawdę jesteś taka naiwna? – pochylił się do niej. – Oczywiście, iż wiem, iż ich nie kradłaś. Sam ci je wsadziłem do torby. Pociemniało jej w oczach. – Co?.. – zdołała tylko wykrztusić. – Tak było. – Po co? – Katia nie mogła uwierzyć. – Dlaczego to zrobiłeś? Pozbyłem się konkurencji. – W walce o spadek, siostrzyczko, wszystkie chwyty dozwolone. Babci zostało wtedy, no, góra pół roku życia, sama widziałaś. Mieszkanie już było przepisane na naszą mamę, żeby nie było problemów u notariusza. I tu zaczęły się schody. Mama, jak wiesz, jest sentymentalna. Chciała oddać mieszkanie tobie. Katia nie rozumiała już nic. – Ale dlaczego? – Bo, kochana Katyńko, – ciągnął złośliwie Arek – codziennie tu do babci przyjeżdżałaś. Karmiłaś ją, sprzątałaś, czytałaś książeczki, których już nie rozumiała… Wnuczka idealna. Mama widziała i miękło jej serce. Uznała, iż zasłużyłaś. A ja – nie? Też jestem wnukiem! Ja nie zasłużyłem? No więc postanowiłem z tobą powalczyć. – Przecież nie chodziło mi o mieszkanie! – wykrzyknęła Katia, a jego wyznanie tylko ją zabolało. – Robiłam to dla babci! Kochałam ją! Parsknął śmiechem. – Nie opowiadaj bajek, Katia. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Chciałaś udawać biedną, troskliwą owieczkę, żeby wszystko dostać. Ale cię przechytrzyłem. 1:1. Kiedy Katia milczała, on sam podsumował. – No a teraz – dokończył Arek – jesteś złodziejką. Mama się ode mnie nie odwróci, bo jestem taki dobry syn. Ty – zostałaś przekreślona. I mieszkanie oczywiście jest moje, bo przecież już choćby nie możesz przekroczyć progu tego domu bez afery. – Ty to masz tupet – syknęła Katia. – Co jest, to jest. No, cześć, siostrzyczko. Spadek przyjęty. Otworzył drzwi wejściowe. Katia nie ruszyła się z miejsca. Naprawdę mieszkanie by się jej przydało. Wynajem drogi, kupić coś samemu – nierealne. Ale ona kochała babcię. Pamiętała, jak babcia Tosia, choćby już zdezorientowana, raz pogłaskała ją po policzku i wyszeptała: „Dziękuję, iż przyszłaś, moja dobra. Jesteś jak mój Piotruś”. A teraz, by odzyskać dobre imię, musiałaby udowodnić, iż Arek kłamie. Ale jak? Nie sposób. Wyszła z domu, zatrzasnęła drzwi. Już za rok nikt nie będzie pamiętał, iż nigdy nie była zła. Wszyscy będą pamiętać tylko, iż Katia okradła umierającą babcię. Arek już zwyciężył. I to on świętował.
Policyjna zasadzka w kościele. Cztery osoby zatrzymane
Zuchwała kradzież w ostrołęckiej galerii. Złodzieje laptopów wpadli w ręce policji
Ktoś wysadził bankomat. Pieniędzy nie skradziono
„Impreza” na krańcówce. Wśród uczestników – sprawca kradzieży
Kradzież z włamaniem. Złodzieje wynieśli laptopy i zniknęli. Nie na długo...
Okradł automat na krakowskiej uczelni
Wszystkie chwyty dozwolone Rodzina zgromadziła się w komplecie. Powód spotkania był, jak zwykle, związany z pieniędzmi, choć udawano, iż to zwykła rodzinna kolacja. Luba, córka babci Tosi i mama Kacpra oraz Natalii, przekładała w dłoniach babcine chusteczki, w które seniorka zawsze zawijała emeryturę… Babcia już nie operowała swoimi pieniędzmi, niczego nie pamiętała i nikogo nie rozpoznawała, ale Luba z przyzwyczajenia wkładała jej emeryturę w te same chusteczki. — Ojej… — lamentowała Luba do reszty rodziny — Znowu zniknęły. Dziesięć tysięcy, na pewno tyle! Nie mogłam się pomylić, sama liczyłam! Gdzie one się podziewają? Mamo, pamiętasz ile tam było? Babcia Tosia odwróciła się… ale nie do córki, tylko do portretu zmarłego dziadka. — Ach, Piotrek… Jaka piękna chwila… — spojrzała na wnuczkę Natalię — A ty, skarbie, nie objadaj się moimi czekoladkami, są dla gości… A Kacper gdzie? W szkole? Luba zwinęła tysiączki. Oczywiście, mama nie pamiętała ani kwoty, ani gdzie są pieniądze. Ale Luba była pewna — ktoś je kradnie. To brzmiało niedorzecznie — przecież w domu są tylko najbliżsi — ale ktoś ewidentnie wynosi gotówkę! Tym bardziej iż znikają ze skromnej emerytury babci… Przyszedł Kacper, o którym właśnie przypomniała sobie babcia. — Co wy tu tak tkwicie jak na stypie? — zapytał, zdejmując kluczyki do auta. Jego mama Luba pociągnęła nosem: — Kacperku, tragedia! Pieniądze! Znowu babci zginęły… Sama chowam jej emeryturę do tego schowka, a tu… Ktoś kradnie! Kacper spojrzał z niedowierzaniem na zebranych. Jego mama wszystkim ufała, ale Kacper — nikomu. — Mówisz, pieniądze znikają? — zmrużył oczy — Wiem, kto je zabiera! Wyszedł do przedpokoju i wciągnął z niego pasiastą torbę Natalii. Nim zdążyła zareagować, rozpiął zamek i, nie zważając na protesty matki, wysypał zawartość na starą ceratę: błyszczyk, klucze, lusterko i… pieniądze. Cała masa pieniędzy. Plik pogiętych, ale rozpoznawalnych na pierwszy rzut oka banknotów. Pięć tysięcy złotych w pięćsetkach. — Patrzcie! — zawołał Kacper, podnosząc jeden banknot — Wchodząc, potrąciłem torbę, podniosłem ją i… wypadły te pięćsetki! Jakie znajome pięćsetki! Ciocia Halinka, która właśnie jadła sałatkę, zakrztusiła się aż kaszlała. Na każdym banknocie widoczna była ledwo zauważalna niebieska kreska po długopisie. — Pamiętacie, jak miesiąc temu, kiedy mama liczyła pieniądze, Piotruś po nich mazał długopisem? To właśnie te banknoty, z babcinej emerytury! Wszyscy spojrzeli na Natalię. Natalia, dotąd spokojna, aż drgnęła wystraszona. — Kacper, co ty robisz? — Ja? — oburzył się brat — Nic nie robię! Mówiłem — torba wypadła, podnoszę, a tam pieniądze. I to bardzo znajome! Natalia zrozumiała, iż nie ma czasu kłócić się z bratem, musiała się bronić. — To nie ja! — krzyknęła, potrąciwszy stół. choćby babcia odwróciła się na hałas. — Co taki gwar? — spytała babcia Tosia, — Gdzie moje kapcie? Wszyscy pobledli. — Natalka, córeczko… — Luba wstała — Jak mogłaś? Po co? Przecież masz pracę, pomagam ci… Jak można kraść babci? — Mamo, to nie ja! Nic nie zabrałam! — A kto?! — przeszyła ją wzrokiem Kacper — Tylko ty ciągle krzątasz się przy babci, tylko ty masz dostęp do jej rzeczy. Mama nie zrobiłaby tego nigdy. Więc zostajesz ty. Natalia się cofała jakby mieli ją zaraz zbić. — Przysięgam, choćby nie dotykałam tych pieniędzy! Natalia patrzyła na matkę, licząc na zrozumienie, ale Luba patrzyła na nią jak na przestępczynię. — Kłamiesz… — wyszeptała Luba — Jak mogłaś… — Ja kocham babcię! — zapłakana Natalia broniła się — Przecież przyjeżdżałam jej pomagać! Naprawdę nie brałam tych pieniędzy! Ale fakty były przeciwko niej. Pieniądze wypadły z jej torby. Podejrzanych poza Natalią nie było. — Wszystko jasne, temat zamknięty — orzekł Kacper — Szkoda Natalka. Bardzo szkoda. Mogłaś poprosić, dali byśmy ci. Ale kraść od bezbronnej babci… tego się po tobie nie spodziewałem. Wieczorem Natalia została wyrzucona, jej życie wywróciło się do góry nogami. Nikt nie chciał jej słuchać, nikt nie chciał zrozumieć. Matka, gdy emocje opadły, prosiła rodzinę, by byli delikatniejsi, ale… — Nie wpuszczaj jej, Luba — szeptała ciocia Halinka w słuchawkę, gdy Luba próbowała wszystko wyjaśnić — Wyobrażasz sobie ten wstyd? Mama może już nic nie pamięta, ale gdyby się dowiedziała, w co zamieniła się Natalka… Luba była posłuszna. Prawie nie rozmawiała z córką. Gdy Natalia dzwoniła, odpowiadała: zajęta, potem, nie teraz. Natalia walczyła. Obdzwaniała krewnych z różnych numerów, ale gdy tylko poznawali jej głos, od razu się rozłączali. Podjęła własne śledztwo, ale gwałtownie zrezygnowała — nikt nie chciał z nią rozmawiać, nie wpuszczał jej choćby do mieszkania babci. Udało się tylko spotkać mamę. — Mamo, błagam cię… — Natalia prawie płakała — To brzmi jak wymówka, ale przysięgam ci — to nie ja! Czemu mi nie wierzysz? Mamie było najciężej — w końcu córka. — Natalka… to dla mnie ból. Ale pieniądze były u ciebie. Nie wracajmy do tego. Gdybym widziała to tylko ja, zapomniałybyśmy. Ale rodzina ci tego nie daruje… A mnie też trudno. Babcia tyle dla ciebie zrobiła. — Ale ja niewinna! Może upadły wcześniej? Może z innej torby? Może ktoś inny…? — Przestań! — przerwała mama — Jesteś moją córką, chcę ci wierzyć, ale fakty są nieubłagane: dla wszystkich jesteś złodziejką! Z tym wyrokiem Luba gwałtownie odeszła, zostawiając Natalię na chłodzie. Nie pozwolili jej choćby pożegnać się z babcią… Natalia poczekała, aż wszystko ucichnie, gdy wszyscy się rozjechali, pojechała do babcinego mieszkania, mając nadzieję, iż chociaż tam zastanie mamę. Czasem zgadzała się z nią na rozmowę. Może teraz ją wysłucha? Jednak drzwi otworzył jej Kacper. Był wysoki, musiała spojrzeć mu prosto w oczy. Może to dobrze, iż to właśnie z nim teraz rozmawia. — Kacper — poprosiła Natalia — Porozmawiajmy ostatni raz. — Och, Nati. Myślisz, iż obronisz swoje dobre imię? Już po wszystkim — odpowiedział brat. — Lepiej przyznaj się, to może wybaczą. Ale Natalia nigdy nie przepraszała za coś, czego nie zrobiła. — Nie. Chcę poznać prawdę. Może się pomyliłeś? Może pieniądze wypadły z innej torby? Z kieszeni? Przypominasz sobie…? Nagle spojrzenie Kacpra stwardniało. — Pomyliłem się? Nati, ty naprawdę taka naiwna? — pochylił się do niej — Doskonale wiem, iż to nie ty ukradłaś. To ja ci podrzuciłem pieniądze do torby. Natalia zbladła. — CO…?! — tylko to zdołała powiedzieć. — Tak. — Po co? — Natalia nie mogła w to uwierzyć — Dlaczego? Żeby pozbyć się konkurencji. — W walce o spadek, siostrzyczko, wszystkie chwyty dozwolone. Babci wtedy zostało, góra pół roku. A mieszkanie już było przepisane na mamę, żeby nie było problemów z formalnościami. I właśnie wtedy pojawił się problem. Mama — jak wiesz — jest sentymentalna. Chciała oddać mieszkanie tobie. Natalia nic nie rozumiała. — Dlaczego? — Bo, droga Natalko, — odpowiedział z obrzydliwym uśmieszkiem — przyjeżdżałaś do babci wieczorami, karmiłaś ją, sprzątałaś, czytałaś książeczki, których już i tak nie rozumiała. Wnuczka idealna. Mama się wzruszała. Myślała, iż zasłużyłaś… A ja co? Nie byłem wnukiem? Nie zasłużyłem? Postanowiłem więc się z tobą rozprawić. — Nie robiłam tego dla mieszkania! — krzyknęła Natalia, jego wyznanie jeszcze mocniej ją zabolało — Robiłam wszystko dla babci. Kochałam ją! Prychnął. — Daj spokój, Nati. Każdy człowiek jest egoistą. Chciałaś udawać biedną owieczkę, grzeczną dziewczynkę, by wszystko dostać dla siebie. A ja cię przechytrzyłem. Remis. Ponieważ Natalia nic nie powiedziała, sam podsumował: — Teraz jesteś złodziejką. Mama mnie nie odtrąci, bo jestem wyśnionym synem. Ty — niechciana córka. A mieszkanie, wiadomo, moje, bo choćby progu nie przekroczysz już bez skandalu. — Jesteś naprawdę podły — powiedziała Natalia. — Jestem, jaki jestem. Cześć, siostrzyczko. Dziedzictwo trafiło do mnie. Otworzył drzwi. Natalia stała zamyślona. Przydałoby się jej mieszkanie. Wynajem — koszmarnie drogi, na własne nie miała szans. Ale naprawdę kochała babcię. Wspominała, jak babcia Tosia, choćby w nieświadomości, raz pogłaskała ją po policzku i powiedziała: „Dobrze, iż przyszłaś, kochanie. Jesteś jak mój Piotruś”. A teraz, by odzyskać dobre imię, musiała udowodnić, iż to Kacper kłamie. Ale jak? Nie ma jak. Wyszła z domu, zamknęła drzwi. Wiedziała, iż za rok nikt nie będzie pamiętał, jaka była naprawdę. Wszyscy zapamiętają tylko jedno: Natalia okradła umierającą babcię. Kacper już wygrał. I świętował swoje zwycięstwo.
[SKRADZIONO] Hyundai Tuscon nr SBI383AK
Nieznajomy przy drzwiach? Sprawdź, zanim otworzysz