Anna Nowak siedziała na ławce w szpitalnym ogrodzie i płakała – dziś skończyła 70 lat, ale ani syn, ani córka nie przyjechali, choćby nie zadzwonili. Tylko współlokatorka z sali, pani Eugenia, złożyła jej życzenia i wręczyła mały prezent, a salowa Marysia poczęstowała jabłkiem z okazji urodzin. Dom opieki był porządny, ale obsługa raczej obojętna. Wszyscy wiedzieli, iż dzieci oddawały tu rodziców, gdy ci stawali się dla nich ciężarem. Syn przywiózł Annę, tłumacząc, iż to dla wypoczynku i leczenia, ale w rzeczywistości już przeszkadzała synowej. Mieszkanie należało do Anny, ale podpisała akt darowizny na syna, który obiecywał nic nie zmieniać – a niedługo zamieszkał z rodziną, po czym zaczęły się kłótnie z synową i chłód ze strony syna. Po miesiącu w domu opieki zadzwoniła na swój dawny numer – odebrali obcy ludzie. Dowiedziała się, iż syn sprzedał mieszkanie i zniknął. Najbardziej bolało, iż kiedyś odsunęła córkę, by pomóc synowi. Przez 20 lat nie utrzymywały kontaktu, a teraz Daria – ciężko doświadczona przez życie – wróciła, by zabrać Annę do pięknego domu nad morzem. Matka i córka padły sobie w ramiona. Anna zapłakała – tym razem ze szczęścia. “Czcij ojca swego i matkę swoją, aby ci się dobrze powodziło na ziemi, którą Pan, Bóg twój, ci daje.”

twojacena.pl 18 godzin temu

Anna Nowak siedziała na ławce w szpitalnym parku i cicho płakała. Dziś skończyła siedemdziesiąt lat, ale ani syn, ani córka nie przyjechali, by jej złożyć życzenia. Tylko współlokatorka z sali, Eugenia Zielińska, pamiętała o jej urodzinach i wręczyła jej skromny upominek. A pani Halinka, salowa, podarowała Annę jabłko z okazji jej święta. Sam dom opieki był porządny, ale większość personelu podchodziła do podopiecznych bez większego zaangażowania.

Każdy wiedział, jaki los tutaj spotykał starszych trafiali tu, bo dla dzieci stawali się ciężarem. Syn Anny, Krzysztof, również jej tu umieścił, tłumacząc się, iż odpocznie i dojdzie do siebie. W rzeczywistości jednak przeszkadzała synowej, bo mieszkanie należało do Anny. Dopiero potem Krzysztof przekonał ją, by przepisała na niego własność. Przy składaniu podpisów obiecywał, iż wszystko zostanie po staremu. gwałtownie jednak sprowadził rodzinę do jej mieszkania i od tego momentu zaczęły się spory z synową.

Zofia, jego żona, była wiecznie niezadowolona: a to obiad nie taki, a to łazienka źle sprzątnięta albo coś jeszcze innego. Krzysztof początkowo stawał w obronie matki, później jednak sam zaczął jej dogadywać. Z czasem Anna zauważyła, iż coraz częściej szeptają z żoną po kątach, a kiedy tylko wchodziła do pokoju, natychmiast milkli.

Któregoś dnia rano Krzysztof zagaił: Mamo, powinnaś odpocząć, zadbać o zdrowie. Spojrzała mu prosto w oczy i zapytała z goryczą: Do domu starców mnie odstawiasz, synku? Zawstydził się, spłoszył, odpowiedział: Ależ mamo, to tylko sanatorium! Odpoczniesz miesiąc, wrócisz do domu.

Zawiózł ją, pospiesznie podpisał papiery i zniknął, obiecując rychłą wizytę. Tylko raz się pojawił, przywożąc dwa jabłka i dwie pomarańcze. Zapytał, co u niej, ale choćby nie dosłuchał odpowiedzi i już był w drodze. Tak minęły dwa lata życia Anny w tym miejscu.

Kiedy po miesiącu syn się po nią nie zgłosił, zadzwoniła pod dawny numer do mieszkania odebrała obca kobieta. gwałtownie dowiedziała się, iż Krzysztof sprzedał mieszkanie i zniknął bez śladu. Anna długo płakała po nocach. W końcu pogodziła się z losem. Najbardziej bolało ją to, iż kiedyś skrzywdziła własną córkę dla dobra syna.

Anna urodziła się na wsi. Tam wyszła za mąż za swego rówieśnika, Piotra. Mieli duży dom, gospodarstwo. Żyli skromnie, ale bez biedy. Pewnego razu sąsiad z miasta odwiedził rodzinę Piotra i zaczął namawiać go na przeprowadzkę do miasta lepsze zarobki, mieszkanie od razu.

Piotr dał się skusić i namówił Annę. Rozsprzedali wszystko i przenieśli się do miasta. Rzeczywiście, dostali od razu mieszkanie. Kupili meble i używanego poloneza. Niestety, w krótkim czasie Piotr miał wypadek samochodowy i po kilku dniach w szpitalu zmarł. Anna została sama z dwójką dzieci. Żeby przeżyć, musiała po godzinach sprzątać klatki schodowe. Miała nadzieję, iż gdy dzieci dorosną, to jej pomogą rzeczywistość okazała się inna.

Syn popadł w kłopoty, musiała pożyczać pieniądze, by nie trafił do więzienia potem spłacała długi przez dwa lata. Córka, Maryla, wyszła za mąż, urodziła dziecko. Wszystko było dobrze, dopóki jej syn nie zaczął często chorować. Maryla musiała zwolnić się z pracy i spędzać czas z dzieckiem w szpitalach. Lekarze długo szukali przyczyny i dopiero później rozpoznali u chłopca chorobę, którą leczono tylko w jednym instytucie, gdzie czekało się miesiącami na przyjęcie. W tym czasie, mąż Maryli ją porzucił, ale przynajmniej zostawił jej mieszkanie.

W jednej z lecznic Maryla poznała wdowca, którego córka miała tę samą diagnozę. Polubili się i zamieszkali razem. Po kilku latach nowy partner poważnie zachorował, potrzebne były pieniądze na operację. Anna oszczędzała całe życie na wkład własny do mieszkania dla syna. Poproszona przez córkę o pomoc, żal jej było wydawać na obcego człowieka wolała przeznaczyć te środki na syna. Odmówiła Maryli. Córka mocno się na nią obraziła, powiedziała na pożegnanie, iż przestaje być matką, niech nie liczy na pomoc, choćby kiedy będzie źle.

Tak minęło dwadzieścia lat zero kontaktu z córką. Męża Maryla wyleczyła i całą rodziną wyprowadzili się nad Bałtyk. Gdyby tylko można było cofnąć czas Anna podjęłaby wtedy inną decyzję, ale co było, minęło.

Powoli podniosła się z ławki i ruszyła w kierunku budynku. Nagle usłyszała:

Mamo!

Serce mocno jej zabiło. Odwróciła się powoli. Stała tam Maryla. Nogi się pod nią ugięły, ale córka podbiegła i objęła ją, nie pozwalając upaść.

Nareszcie cię znalazłam… Brat nie chciał mi dać adresu, ale postraszyłam go sądem za nielegalną sprzedaż mieszkania i wtedy zmiękł.

Weszły razem do środka i usiadły na kanapie w holu.

Wybacz mi, mamo, iż tak długo nie dzwoniłam ani nie pisałam. Najpierw byłam zła, potem odwlekałam, wstydziłam się. Ale tydzień temu przyśniłaś mi się szłaś przez las i płakałaś. Obudziłam się z ciężkim sercem. Opowiedziałam wszystko mężowi, a on powiedział, żebym natychmiast pojechała i się z tobą pogodziła. Przyjechałam pod dawny adres, a tam obcy ludzie, o niczym nie słyszeli. Długo szukałam Krzysztofa w końcu go znalazłam i oto jestem. Pakuj się, jedziesz ze mną. Wiesz, jaki mamy dom? Duży, z ogrodem, blisko morza. Mój mąż powiedział mi: jeżeli coś się matce stanie, masz ją natychmiast brać do nas.

Anna wtuliła się w córkę, płacząc ale tym razem były to łzy szczęścia.

Czcij ojca swego i matkę swoją, aby długo żyć ci się wiodło na ziemi, którą Pan Bóg twój ci daje.

Tego dnia zrozumiałem, iż żadna decyzja z przeszłości nie jest ważniejsza od miłości i przebaczenia. Trzeba pielęgnować więzi rodzinne, bo wtedy, choćby po latach rozłąki, można się do siebie odnaleźć na nowo.

Idź do oryginalnego materiału