Halo, Jadwiga? Jadź, proszę, coś się dzieje głos ojca w słuchawce, przerażony i błagający, sprawił, iż młoda kobieta wystygnęła i zapytała, co adekwatnie się stało.
Sąsiedzi znowu zrobili cały hałas. Jeden krzyczał, iż mnie zabije, a druga kobieta wpadła w szał, iż ja mu coś zrobię w tle słychać było stłuczenia i krzyki. Wbijają do drzwi, Jad! Zabiją mnie, ja
Jak cię zabiją, to dzwoń. Co, mam cię wszystkiego uczyć? Połóż krzesło pod drzwi, może nie wytrzymają pół sekundy.
Ty
Co wy wychowaliście, tato? Co wy wychowaliście. Ale jeżeli cię nie lubię, możesz od razu iść do ukochanego synka i tam, gdzie cię będą utrzymywać i spełniać twoje zachcianki drwiąco odparła Jadwiga, zanim zerwała słuchawkę.
Jadwiga dorastała w rodzinie, którą wszyscy uważali za typowo polską: skromną, choć nieco niepełną, bo matka zmarła, gdy Jadwiga była jeszcze mała, a wszystkie obowiązki spoczywały na ojcu, Stanisławie Stepanowiczu. Mieszkała w czteropokojowym mieszkaniu komunalnym na Pradze, gdzie: w jednym pokoju mieszkała babcia Wera, w drugim ojciec z Jadwigą, a pozostałe pokoje wynajmowali migranci z Ukrainy i jedna przeciętna polska rodzina.
Wśród pozornej zwyczajności kryły się sekrety, a najgłębiej ukryte były babcia Wera i matka ojca, Jadwiga Nikodema, zwana po prostu Wera. Wera była osobą, którą Jadwiga określiła jako starą samolubską, choć grzeczne dziewczyny nie mówią tak bezpośrednio. Jej dziwactwo polegało na tym, iż po osiągnięciu wieku emerytalnego, nie mając żadnej diagnozy, zachowywała się, jakby już była w ostatniej fazie demencji. Nie wstawała z łóżka, załatwiała się przy sobie, a przy najgorszym wypadku rozmazywała to na najbliższą ścianę, gniewając się, gdy bliscy tapetowali ją płytkami, by łatwiej było sprzątać, i rozkładali pod prześcieradłem folię.
Jedzenie kochała wyłącznie mięso, ryby i słodycze nie te typowe dla polskich seniorów, ale prawdziwą belgijską czekoladę, której cena w złotych była naprawdę spora. Pieniądze w domu były, choć nie miliony ojciec był solidnym tokarzem i nie zostawał bez dochodu choćby w najgorszych czasach. Niestety, cała wypłata lądowała w rękach ukochanej mamy, by zaspokoić jej kaprysy.
Rodzina żyła w harmonii, przerywanej jedynie przez hałaśliwe sąsiedztwo. Mieszkańcy lubili wypić i potem hałasować, a po pijaku szukali albo kłótni, albo przygód. Do babci już nie podchodzili, po raz pierwszy zostali przyłapani na celowym ataku i przysięgli już nigdy nie przekraczać progu jej pokoju. Natomiast Jadwiga była często ofiarą niechcianych przytulisk sąsiedzi, nie mając własnych dzieci, po nocnych upojeniach chcieli przytulić obcego malucha. Gdy Jadwiga zaczęła się ociągać przed ciocią Nadią, dostawała szarpnięcia i ukłucia. Ojciec, któremu Jadwiga zgłaszała te przypadki, machał ręką: Nie wychodź na korytarz, nie daj się złapać, położyć krzesło pod drzwi i śpij spokojnie, dopóki nie wrócę z pracy.
Pewnego wieczoru, po tym, jak Jadwiga wpadła na pomysł, iż zrobi się w starym doniczce pod kwiatkiem, ta kochająca papka przewróciła doniczkę na jej głowę. Nie było to najgorsze najgorsze było to, iż babcia wciąż miała już swoje przyzwyczajenia, a sąsiedzi pili nie codziennie, a kiedy nie, byli normalnymi ludźmi, a w domu zawsze było jedzenie.
Jadwiga czuła gorzki żal, iż ojciec kupuje babci najdroższe przysmaki, a ona, jego córka, z trudem ubiera się w rzeczy po innych i je tanie spaghetti z najtańszymi parówkami. ale w otoczeniu, w którym tak żyli wszyscy, nie miała o tym pretensji przynajmniej w dzieciństwie.
Kiedy Jadwiga skończyła trzynaście lat, ojciec postanowił wprowadzić własne życie osobiste i przywiózł do domu Marinę, młodą kobietę, która od razu zaczęła narzucać zasady. Żądała, by w pokoju zamieszkało tylko dwoje ona i Stanisław. Nie da się prowadzić życia, gdy w sąsiedniej pościeli leży dziecko! ryczała. Było nieprzyzwoite, iż Jadwiga spała w tym samym pokoju co ojciec. Dorosły mężczyzna i już nie mała dziewczynka trzeba ją przenieść.
Przeniesiono Jadwigę do pokoju babci. Starsza przyjęła nową lokatorkę z radością, nie spodziewając się jednak, iż dziecko, wykuwające się w szkolnych bójkach, pierwszą próbę podlania jej wonnym płynem powita ręką na szyi i cichym, ale groźnym szeptem:
Spróbuj, a rozdręczę cię poduszką w nocnym śnie i nic nie będzie ci winna, bo mam już wiek.
Babcia nie była już w pełni obłędna, więc zagrożenie Jadwigi wstrząsnęło ją tak bardzo, iż nie narzekała ojcu. On wciąż niósł jej delicje, a Marina nie protestowała może dlatego, iż przychody Stanisława rosły, a młoda kobieta mogła sobie pozwolić na ubrania, kosmetyki i wyjścia do kawiarni z przyjaciółkami.
Co, już dziesiąta klasa? Wystarczy. Będziesz opiekować się matką i zarabiać na chleb.
Jadwiga, która marzyła o nauce i godnej pracy, słyszała tylko drwiące zarządzenia, by wypadła z domu, jeżeli coś ci nie odpowiada. I wypadła. Gdy skończyła szesnaście lat, podrobiła podpis ojca, żeby dostać się na college. Starała się tak pilnie, by nikt nie chciał przywołać rodziców do szkoły i odkryć kłamstwa. Mówiła wszyscy, iż ojciec dużo pracuje, by leczyć chorą babcię. Myła nocą podłogi w pobliskim centrum handlowym, by dorzucić sobie dopłatę do stypendium. Pierwsze własne pieniądze umożliwiły jej spróbowanie tej legendarnej belgijskiej czekolady, której wcześniej nie mogła mieć.
Po studiach wpadła w świat finansów rachunkowości i analizy i stała się znakomitą specjalistką, zgromadzając w kolejnych dwudziestu latach solidny kapitał i reputację. Założyła rodzinę, miała syna i córkę, spełniając oczekiwania starszego pokolenia.
Ojciec, którego nie wspominała, nagle pojawił się półtora roku temu, zgarbiony, zmęczony, jakby dotarł do najgłębszego dna. Okazało się, iż w tych latach pochował babcię, rozwiódł się z Mariną, stracił mieszkanie, które dawno przedtem przepisano na syna z drugiego małżeństwa. Ten syn, oczywiście, nie chciał mieć z nim nic wspólnego i zwrócił się do córki po pomoc.
Jadwiga pomogła, ale tak, by nie stać się już dłużej zobowiązanym ojcu. Znalazła mu niedrogi lokal, wyjaśniła szczerze, iż dzieli go z bratem, który nie jest w pełni przytomny, nie chce sprzedać swojej części i nie kupuje jej od niej, więc wystawiła go za niską cenę, by chociaż na zaliczkę starczyło.
Pasuje, biorę zawołała radośnie Jadwiga.
Czy naprawdę jest pan pewny? A co z panną?
Nie biorę dla siebie uspokoiła sprzedawcę. Tydzień później przeniosła ojca i jego nieliczne rzeczy do nowego wspaniałego lokum, mówiąc:
Osiedlaj się, to już twój dom.
Czuła w sobie mroczną, zemstażową satysfakcję, słuchając ojcowskich lamentów i obserwując, jak szaleje z powodu kontrastu jej traktowania wobec niego i wobec babci.
Miała matkę, do której dzwoniła przy pierwszym telefonie (co zdarzało się rzadko, w przeciwieństwie do przerażającej babci z dzieciństwa, matka nie nadużywała czasu i pieniędzy), wybierała jej drogie prezenty na urodziny i choćby wydała wspólnie z mężem pieniądze na wyjazd zagraniczny, by odpocząć.
Ja cię wychowałem, Jadwiga. Wychowałem najlepiej, jak potrafiłem.
A ja cię teraz utrzymuję, tato. Tak, jak umiem. I dokładnie tak, jak ty mnie utrzymywałeś odparła, patrząc mu w oczy. Oto twoje szare makaroniki, którymi karmiłeś mnie, gdy twoja matka jadła w szlachetny prosciutto. Oto te podarte ubrania, w które mnie ubierałeś. Oto dwie paczki czerwonej ceny kiełbasek, dziś w promocji, bo od razu pomyślałam o tobie, zobacz, jaka jestem troskliwa. A ty wciąż masz emeryturę, na którą możesz sobie pozwolić, jak tylko chcesz.
Ty nieszczera westchnął ojciec, patrząc na kartony kiełbasek. Nie zamierzał ich wciąż rzucać w jej twarz; rozumiał, iż jeżeli pokaże dumę, jak w jej dzieciństwie, to zostanie bez grosza i bez tego kąta, który ona mu wyciskała z połączenia litości i zemsty.
Dziękuję, tato, zwracam się pięciokrotnie, wszystko doceniam odparła Jadwiga.
Znajomi mówili, iż jest zbyt dobra dla tego zdrajcyojca, iż powinna go po prostu zostawić i niech chociaż na ulicy się wykona. Jednak Jadwiga nie chciała życzyć mu śmierci; po wszystkim nie oddała go do domu dziecka, a przynajmniej troszczyła się o niego tak, jak mogła. Wiedziała, iż miłość i opieka są rzadkim zasobem, nie dla wszystkich przeznaczonym, i to właśnie od najmłodszych lat nauczyła się wykorzystywać tę wiedzę w praktyce.












