Żona dowiedziała się za późno — — Tego szukasz? — podała mu list. Kuba zbladł. — Żaneta, ty… tylk…

newsempire24.com 1 tydzień temu

Tego szukasz? podała mu list.

Kuba pobladł.

Iga Ty Nie myśl sobie Bartek To

Czego nie powinnam sobie myśleć, Kuba? Że matka mojego męża żyje i siedzi w więzieniu? Że oboje macie mnie za naiwną gęś?

Jak to miesiąc? Iga, przecież gadaliśmy, iż do jesieni spokojnie damy radę!

Mój najmłodszy dopiero zaczął przedszkole, pracę udało mi się znaleźć po sąsiedzku…

Co się stało?

Przecież płacimy wszystko na czas, nie hałasujemy

To nie przez was Iga się zmieszała. Muszę wrócić do swojego mieszkania.

Ale po co? Pokłóciłaś się z mężem?

Nie pytaj, proszę cię, nie zadawaj zbędnych pytań.

Równo miesiąc odkąd dziś się umawiamy!

Zrobię rozliczenie, oddam kaucję.

Przepraszam…

Iga rozłączyła się i zadrżała lekko. Jak najszybciej chciała postawić w tej historii kropkę…

***

Iga nie mogła oderwać wzroku od koperty, leżącej na kuchennym stole.

Zwykła koperta, którą przed chwilą wyciągnęła ze skrzynki razem z reklamą i rachunkiem za kablówkę.

Bartek zwykle sam sprawdzał pocztę, ale dziś jakoś się złożyło, iż ona to zrobiła…

Pieczątka. Adres zwrotny. ZK nr 6.

Nadawczyni: Kowalska Elżbieta Antonina.

To imię przewinęło się kilkukrotnie w rozmowach z Bartkiem tak nazywała się jego matka. Czyli teściowa, której Iga nie widziała w życiu na oczy.

Ona choćby nie przypuszczała, iż kobieta, która urodziła i wychowała jej męża, w ogóle żyje.

Ja nie mam już nikogo, Igusia powiedział Bartek podczas trzeciego spotkania, kiedy siedzieli w taniej kawiarni, rozgrzewając się po spacerze w deszczu. Ojciec odszedł, zanim się urodziłem, nie znam go w ogóle.

A mama… mama zmarła, jak miałem dwadzieścia lat. Serce. Taki jestem trochę bezdomny sam sobie radzę.

Całkiem sam? wtedy Iga prawie się popłakała z żalu. Żadnych cioć, wujków?

Gdzieś tam są jakieś kuzynki na Mazurach, ale kontakt się urwał.

W sumie tak łatwiej. Żadnych rodzinnych dram, niedzielnych obiadków u teściów czy teściowej. Tylko ja i ty.

Wtedy pomyślała:

“Boże, jaki on silny. Takie życie, a nie jest zgorzkniały…”

Otoczyła go troską, jakby chciała nadrobić całe to ciepło, którego nie dostał od matki.

Potem była skromna, rodzinna uroczystość. Ze strony Igi rodzice, dwie koleżanki, ze strony Bartka tylko kumpel z dzieciństwa, Kuba, który cały wieczór milczał i unikał jej wzroku.

Wtedy zrzuciła to na nieśmiałość. Dziś już wiedziała: Kuba po prostu bał się coś chlapnąć.

Gdzie ona jest pochowana? zapytała Iga po pół roku od ślubu. Może pojedziemy, posprzątamy? To przecież twoja mama…

Bartek dziwnie się spięł. Odwrócił się, zaczął poprawiać koszulę przy szyi.

Daleko, Iga. Pod Warszawą. Stary zamknięty cmentarz.

Pojadę kiedyś sam. Nie zaprzątaj sobie tym głowy. Tam jest ciężko, dziwna atmosfera.

Lepiej skupmy się na życiu, prawda?

I Iga uwierzyła. Głupia!

***

Drzwi się otworzyły, Iga aż podskoczyła i gwałtownie schowała kopertę do szuflady, przygniatając kuponami z Biedronki.

Hej, kochanie! głos Bartka zabrzmiał radośnie jak zawsze. Jak nasz mały mistrz? Nie rozrabiał?

Wszedł do kuchni, podszedł do Igi, chciał pocałować w czubek głowy, ale ona bezwiednie się odsunęła.

Co się stało? Zmęczona? zmarszczył brwi, patrząc jej w oczy. Znów Krzyś nie dał ci spać?

Słuchaj, przebiorę się, zabiorę go, a ty chwilę odpocznij.

Obiad ogarnę.

Nie trzeba, nie jestem głodna. Bartek, przyszła dziś poczta

Zastygł na sekundę, ale Iga to zauważyła.

Tak? I co tam było? Rachunki znów?

Rachunki. Reklamy jakieś. I tyle.

Widzieli ją wyraźnie, jak mu ulżyło.

To dobrze! Lecę umyć ręce i do synka, już nie mogłem się doczekać.

Iga patrzyła mu na plecy. Ten, z którym dzieliła mieszkanie, plany i życie stał przed nią i łgał.

Kłamał tak bezczelnie, iż aż ją mdliło.

Zostań, jestem sierotą mówił.

A z więzienia na Pradze pisała Elżbieta Antonina.

Za co tam siedzi? Kogoś skrzywdziła? Ukradła? Oszukała? Ile jej jeszcze zostało?

Iga wyobraziła sobie, jak za rok, dwa ktoś dzwoni do drzwi, a na progu stoi kobieta z mocnym spojrzeniem, po przejściach.

I powie:

Cześć, synku, cześć, synowa. A gdzie wnuczek? Będę teraz z wami mieszkać!

Nie o siebie się bała, najbardziej bała się o Krzysia.

Jak on ma dorastać przy babci po więzieniu?!

Jak można dopuścić kryminalistkę do dziecka?

Igusia, robisz sobie herbatę? zawołał Bartek z pokoju. W Lidlu są super promocje na pieluchy, ulotkę znalazłem. Jutro musimy się przejść.

Nie odpowiedziała. Już otwierała aplikację bankową, sprawdzając ile zostało oszczędności na swoim koncie.

Powinno wystarczyć na początek. Tamta kawalerka na Mokotowie dobrze.

Najemcy mają się wyprowadzić za miesiąc. Tylko wytrzymać miesiąc. I nie zdradzić się póki co.

***

Bartek rano wychodził do pracy, długo całował Krzycha w pulchną buzię, obiecywał, iż dzisiaj wróci wcześniej.

Iga patrzyła na to z narastającym wstrętem. Jak mógł ją tak okrutnie okłamywać? Przecież takie rzeczy się mówi!

Kiedy wyszedł, wyjęła list. Ręce ją świerzbiły, by otworzyć, przeczytać, ale się bała.

A jeżeli po przeczytaniu już się nie odważy odejść? A jeżeli tam jest coś, co

Nie, powiedziała sobie stanowczo Nieważne, co tam jest. Przez prawie dwa lata mnie okłamywał!

Nagle dzwonek do drzwi. Iga się wzdrygnęła. Kto to może być?

Rodzice zawsze uprzedzają. Koleżanki? Zerknęła przez wizjer na klatce stał Kuba.

Nerwowo przebierał z nogi na nogę, zerkał w stronę windy.

Iga otworzyła.

Kuba? Bartek jest w pracy.

Wiem, Iga Kuba się zawahał, chowając dłonie w kieszenie kurtki. Wpadłem, bo może Bartek klucze do garażu zostawił? Mówił, iż powinny być na komodzie.

Klucze? uniosła brew. Nie było żadnych kluczy na komodzie. Ani w przedpokoju. Jesteś pewien, iż je tu zostawił?

Tak mówił Wiesz, Bartek jeszcze się pytał, czy odebrałaś dziś pocztę. Przy okazji miałem zobaczyć, czy nie przyszło awizo do paczki z częściami.

Powiedziałam, iż nie było, zerkam, a tu pusto. Nie odbierałaś dziś poczty?

Odbierałam. A czemu pytasz?

Kuba przełknął ślinę.

Tak się zastanawiałem, czekamy na paczkę, Bartek prosił, żebym sprawdził, czy nie przyszło jakieś powiadomienie.

Iga bez słowa wróciła do kuchni, wzięła szarą kopertę i wróciła do przedpokoju.

To tego szukasz? podała mu list.

Kuba zbladł.

Iga Nie myśl Bartek To

Czego nie powinnam wiedzieć, Kuba? Że moja teściowa żyje i siedzi w pudle? Że macie mnie za idiotkę?

Że urodziłam dziecko facetowi, którego przeszłość to czarna dziura?

Iga, on się tylko chciał uchronić! Kuba zaczął mówić szybko, cicho. Chciał żyć normalnie. Bez matki to był dla niego sposób.

Ona była straszna. Bartek przez nią tyle przeżył, iż nie wyobrażasz sobie.

On nie chciał źle, rozumiesz? Po prostu wyciął ją ze swojego życia, żeby cię nie obciążać.

Wycinał?! Iga się skrzywiła. Jak można wykreślić matkę? I to tak podle?

Zabrał mi prawo wyboru! Miałam prawo wiedzieć, w co wchodzę, z kim zakładam rodzinę.

Jaka tam rodzina! Kuba machnął ręką. Tam nie ma rodziny, tylko ona i jej kombinacje.

Oddaj ten list, dobrze? Przecież nie czytałaś? Dam Bartkowi, sam ci wszystko wyzna.

Idź już, Kuba powiedziała cicho Iga. I listu ci nie dam. Jest do Bartka Kowalskiego. Odbierze go osobiście. Ode mnie.

Trzasnęła drzwiami dokładnie przed jego nosem.

***

Cały dzień minął jak przez mgłę. Iga karmiła synka, przebierała, wychodziła z nim na spacer, ale myśli ciągle wracały do tej jednej sytuacji.

Co wziąć najpierw? Wózek, łóżeczko, dokumenty. Meble… kij z meblami.

W jej wynajmowanej kawalerce na Ursynowie stała stara kanapa i szafa. Wystarczy.

Wieczorem była spokojna.

Nakryła do stołu, zrobiła kolację, położyła syna. Usiadła przy stole i czekała na męża.

O, jak pachnie! Bartek niby zadowolony wrócił z pracy, śmiejąc się. Zobacz, co mam. Nową karuzelę dla Krzyśka! Z melodyjkami.

Iga nic nie mówiła, przed nią leżał szary list. Bartek zajrzał do kuchni i od razu spoważniał.

Znalazł Kuba?

Ja znalazłam. Przyszedł po twoją prośbę, chciał go zabrać. Ale nie oddałam…

Mąż ciężko opadł na krzesło naprzeciwko.

Dlaczego, Bartek? Czemu powiedziałeś, iż ona nie żyje?

Bo dla mnie umarła dwanaście lat temu spojrzał jej w oczy, zamglone łzami. Wtedy pierwszy raz trafiła do więzienia. Potem wyszła, była wolna może pół roku i znów wróciła za kratki.

Iga, jesteś z porządnej rodziny, ojciec inżynier, mama nauczycielka. Nie zrozumiałabyś tego świata, a ona jest zawodową oszustką. Aferzystką.

Miałeś prawo mnie okłamywać przez rok? Iga nie wytrzymała, krzyknęła. Wiesz, iż tym jednym kłamstwem przekreśliłeś całe zaufanie?!

Bałem się, iż odejdziesz! też się podniósł. Uznałabyś, iż matka siedziała, może i syn coś w sobie ma.

Chciałem, by Krzyś miał normalny dom. Uznałem, iż lepiej mieć męża-sierotę niż syna złodziejki!

Teraz będzie miał ojca po rozwodzie rzuciła zimno Iga.

Bartek zdrętwiał.

Co? Jak to? Przez list? Przez to jedno kłamstwo?

Przez to, iż cię naprawdę nie znam. jeżeli tak potrafiłeś wymyślić jej śmierć, co jeszcze ukrywasz?

Kim jest twój zaginiony ojciec? Może siedzi w celi obok?

Przestań

To nie ja jestem nielogiczna. Ja już napisałam do najemców. Za miesiąc się wyprowadzam. Jutro składam papiery o rozwód.

Bartek ją błagał. Klękał, próbował tłumaczyć, iż kłamał w dobrej wierze.

Ale Iga nie słuchała wyjaśnień. Decyzję już podjęła.

***
Najemcy się wyprowadzili, Iga z synkiem mieszka już sama. Rozwód z Bartkiem stał się faktem, ale on wciąż ma nadzieję odzyskać żonę. Nie rozumie do końca, co zrobił źle. Przecież tylko próbował chronić rodzinę…

Syna odwiedza regularnie, dba o wszystko. Ale do Igi już nie ma drogi powrotnej. I ona wcale nie chce, żeby było inaczej.

Idź do oryginalnego materiału