Człowiek, który zarobił setki milionów dolarów, obstawiając upadek rynku nieruchomości w 2008 roku, wrócił z kolejną przepowiednią. Tym razem Michael Burry zamknął fundusz, uruchomił Substack i pisze długie, szczegółowe analizy. Jego teza jest prosta i niepokojąca: nadchodzący krach może okazać się gorszy niż pęknięcie bańki dot-com w 2000 roku – i tym razem nie będzie gdzie uciec.

Fot. Shutterstock
Koniec funduszu, początek newslettera – Burry zmienia broń
Przez lata Burry komunikował się ze światem głównie przez usuwane po kilku godzinach tweety. Jedno zdanie, wykres, aluzja do greckiej mitologii – i cisza. Kultowy profil działał pod pseudonimem „Cassandra”, nawiązując do trojańskiej księżniczki, która przepowiadała katastrofy i nikt jej nie wierzył. Pod koniec 2025 roku Burry zamknął swój fundusz Scion Asset Management i przeniósł się na platformę Substack, gdzie publikuje newsletter „Cassandra Unchained” – tym razem z pełnymi analizami, historycznym kontekstem i szczegółową argumentacją.
Zmiana formy nie jest przypadkowa. Jego poprzednie ostrzeżenia – przed krachem hipotecznym w 2008 roku, przed inflacją w 2021 roku, przed wyczerpaniem oszczędności konsumenckich – często potwierdzały się z opóźnieniem. W krótkich wpisach brakowało kontekstu. Teraz Burry chce, żeby jego argumenty zostały zrozumiane zanim historia go znowu potwierdzi.
Bańka AI jak dot-com – ale z gorszym zakończeniem
Centralnym tematem jego ostatnich analiz jest bańka na rynku sztucznej inteligencji. Burry porównuje obecną euforię do boomu technologicznego z przełomu wieków – ale wskazuje kluczową różnicę, która ma przesądzić o skali potencjalnych strat. W 2000 roku, gdy pękła bańka na spółkach technologicznych, inwestorzy mogli schronić się w akcjach wartościowych – spółkach przemysłowych, bankach, firmach surowcowych, które pozostawały tanie i omijane przez gorączkę internetową. Nasdaq runął o ponad 75%, ale kto trzymał zdywersyfikowany portfel oparty na fundamentach, mógł przeczekać burzę bez katastrofalnych strat.
Dziś, według Burry’ego, ta ucieczka jest niemożliwa. W swoich esejach wskazuje na zjawisko, które nazywa „supply side gluttony” – przesytem po stronie podaży – gdzie spółki technologiczne wydają astronomiczne kwoty na infrastrukturę AI bez wyraźnej ścieżki do odpowiedniej rentowności. Jednocześnie spółkom zarzuca manipulowanie wynikami finansowymi poprzez zawyżanie szacowanego okresu użyteczności serwerów i układów scalonych, co sztucznie zaniża roczne odpisy amortyzacyjne i poprawia raportowane zyski. To, zdaniem Burry’ego, ukrywa rzeczywistą skalę wydatków i fałszuje obraz kondycji sektora.
3 marca 2026 roku opublikował na Substacku wpis, w którym wprost drwi z atmosfery panującej w mediach finansowych: „6 bilionów dolarów. Widzę 6 bilionów! Czy możemy mieć 7 bilionów? 10 bilionów? Mam inne zdanie, zakorzenione w fundamentach” – napisał, opisując debaty o wycenach największych spółek technologicznych. Zaznaczył przy tym, iż do tej pory celowo nie atakował bezpośrednio ogólnego przewartościowania rynku – i zasygnalizował, iż właśnie zamierza to zrobić.
Pasywna rewolucja jako tykająca bomba
Drugi filar ostrzeżeń Burry’ego dotyczy struktury rynku. Ponad 50% kapitału inwestowanego na rynku akcji w USA płynie dziś przez pasywne fundusze indeksowe – ETF-y i fundusze wzorowane na indeksach, które kupują akcje mechanicznie, bez oceny fundamentów spółek. Mniej niż 10% pieniędzy jest zarządzanych aktywnie przez zarządzających myślących długoterminowo. Według Burry’ego to zmienia wszystko.
Pasywne inwestowanie oznacza, iż kapitał automatycznie trafia do największych spółek – tych, które ważą najwięcej w indeksach. To samonapędzający się mechanizm: im drożej spółka jest wyceniana, tym więcej pieniędzy do niej wpływa, bo jej udział w indeksie rośnie. Burry porównuje dynamikę pasywnych przepływów do przedkryzysowych CDO z 2008 roku – instrumentów, które również generowały mechaniczne kupowanie aktywów bez oceny ich rzeczywistej wartości, dopóki system nie przestał działać. „Problem jest taki, iż kiedy rynek zacznie spadać, nie będzie drugiego koszyka akcji, ignorowanych i tanich, który wystrzelił w górę, kiedy Nasdaq runął. Tym razem po prostu wszystko spadnie i będzie bardzo trudno być long na rynku i się ochronić. Dlatego zdecydowałem się wyjść” – stwierdził Burry w rozmowie cytowanej przez Motley Fool.
Krytycy tego poglądu wskazują, iż pasywne inwestowanie stanowi przez cały czas mniejszość całkowitego obrotu i nie eliminuje aktywnej wyceny przez arbitrażystów, quantów i fundusze hedgingowe. Argument Burry’ego jest jednak inny – chodzi nie o codzienną wycenę, ale o to, co stanie się z cenami w momencie masowego odpływu kapitału z funduszy pasywnych, gdy ci sami inwestorzy zaczną jednocześnie wychodzić z rynku.
Akcje droższe niż nieruchomości – tylko 3. raz w historii
Jednym z mocniejszych argumentów, które Burry przywołał w ostatnich miesiącach, jest relacja między majątkiem gospodarstw domowych trzymanym w akcjach a tym w nieruchomościach. Wartość akcji w portfelach przeciętnych Amerykanów po raz trzeci w historii przekroczyła wartość posiadanych przez nich nieruchomości. Poprzednie 2 razy, gdy to nastąpiło – w drugiej połowie lat 60. i pod koniec lat 90. – były zwiastunem wieloletnich bessów. Burry zaznaczył, iż większość tego majątku koncentruje się w rękach pokolenia baby boomers, co – jeżeli seniorzy zaczną realizować zyski na emeryturze – może wywołać silną falę sprzedaży.
Dane rynkowe z początku 2026 roku dają podstawy do niepokoju niezależnie od Burry’ego. Wskaźnik Buffetta – relacja całkowitej kapitalizacji rynkowej do PKB USA – osiągnął poziom 221%, zbliżając się do rekordów sprzed poważnych korekt. Wskaźnik Shillera P/E, mierzący wyceny akcji do średnich zysków z ostatnich 10 lat, przekroczył 40,5 – drugi najwyższy poziom w historii, wyższy niż przed krachem w 2000 roku, niższy jedynie od szczytu bańki dot-com.
Burry miał rację – ale nie zawsze w dobrym momencie
Uczciwość wymaga kontekstu: Burry jest konsekwentnym niedźwiedziem, który kilkukrotnie mylił się co do czasu, choć rzadko co do kierunku. Przepowiadał recesję w 2021 roku – nie nadeszła, bo rząd i Fed zalały gospodarkę bodźcami fiskalnymi i monetarnymi. Ostrzegał przed wyczerpaniem oszczędności konsumentów – stało się, ale rynek zignorował to przez kolejne 2 lata zwyżek. Trafnie przewidział za to schłodzenie inflacji w 2022 roku, gdy konsensus zakładał, iż CPI pozostanie wysoko na długo.
Sceptycy przywołują żart krążący wśród analityków: Burry trafnie przewidział 37 z ostatnich 5 recesji. Za bycie zbyt wcześnie – w finansach – płaci się cenę podobną jak za bycie w błędzie. Ci, którzy posłuchali jego ostrzeżeń przed 2022 rokiem i wyszli z akcji, ominęli ponad 40% wzrostów na S&P 500 w ciągu kolejnych 3 lat.
Tym razem Burry zmienił taktykę. Zamiast skrytych pozycji funduszu widocznych dopiero w kwartalnych deklaracjach składanych do SEC z 45-dniowym opóźnieniem, publikuje argumenty na bieżąco. Newsletter daje mu przestrzeń do wyjaśniania, dlaczego uważa, iż rynek jest nie tyle drogi – ale wyceniony na poziomach historycznie astronomicznych – i dlaczego tym razem korekta, gdy nadejdzie, może trwać latami, a nie miesiącami.
Co z tego wynika dla inwestora?
Ostrzeżenia Burry’ego nie są receptą na działanie – on sam wielokrotnie podkreślał, iż timing rynku jest niemal niemożliwy do opanowania choćby dla profesjonalistów. Dla inwestora indywidualnego z długim horyzontem – 10, 20, 30 lat – historia pokazuje, iż trzymanie zdywersyfikowanego portfela przez kolejne bessy i hossy generuje solidne zwroty, a próby ucieczki przed korektą częściej niszczą wartość niż ją chronią. Warto jednak wiedzieć, co Burry konkretnie widzi jako zagrożenie: jeżeli masz portfel mocno skoncentrowany na kilku największych spółkach technologicznych lub indeksach ważonych kapitalizacją, sprawdź, jaki jest faktyczny poziom koncentracji twoich inwestycji w stosunku do własnej tolerancji ryzyka. Burry nie mówi, kiedy rynek spadnie – mówi, iż kiedy to nastąpi, skala i czas trwania bessy może zaskoczyć tych, którzy zakładają, iż historia z 2000 roku da się powtórzyć w łagodniejszej wersji.








