Żadnej magii
Nowy Rok zbliżał się gwałtownie i nieubłaganie, niczym pociąg rozpędzony przez polskie równiny.
Hanię ogarniał oddech tej prędkości. Czuła się, jakby stała na peronie w Krakowie i wiedziała: nie ma biletu, nic się nie uda, szczęścia brak i świąteczny nastrój raczej już jej nie spotka.
Po co ona w ogóle zapraszała gości? Kto chce spędzać Sylwestra z nieudacznicą?
***
31 grudnia zaczął się od małego kataklizmu po przeszło dziesięciu latach wiernej służby pralka odmówiła posłuszeństwa i zalała całą łazienkę.
Znaleźć hydraulika tuż przed Nowym Rokiem to była prawdziwa misja! Po długim obdzwonieniu całej Warszawy, Hania w końcu się doczekała pomocy i odetchnęła z ulgą, łudząc się, iż pech już ją dzisiaj ominie.
Ale gdzie tam
W południe jej rudy kocur Feliks, samozwańczy koneser, zjadł całą kiełbasę odłożoną do sałatki jarzynowej, zostawiając Hani jedynie groszek i kilka ogórków konserwowych.
To mu jednak nie wystarczyło. Zachciało mu się polować na sikorkę, którą coś podkusiło przysiąść na uchylonym oknie…
Ogromny fikus runął z parapetu, zahaczył o choinkę i tym samym zgasił na stałe starą lampki, za którymi Hania przepadała od dziecka.
Odłamki doniczki i bombek, które zbierała latami, zmieszały się z ziemią
Sprzątając ten cały bałagan, Hania ledwie powstrzymała łzy.
Potem stłukła się karafka, spalił się kurczak, a kiedy goście byli już prawie pod drzwiami, Hania z przerażeniem uświadomiła sobie, iż zapomniała kupić tortu. W panice zadzwoniła do siostry.
Jadzia, katastrofa! Nie mam tortu!
Spokojnie! w słuchawce odezwał się jej radosny głos ja już jestem pod blokiem. Wyjdź, zaraz coś załatwimy.
Gdzie ty jesteś?
Przecież mówię pod twoją klatką.
Zbiegła na dół i co widzi: obok samochodu Jadzi stoi jej najlepsza przyjaciółka Marysia z wielką reklamówką i ciotka Halina z miską zimnych nóżek w dłoniach.
A te nóżki to po co? Jeszcze cały gar? zaniemówiła Hania.
Lepiej mieć zapas! z dumą oznajmiła ciocia, która uwielbiała dawać nieproszane rady wiem, jak w tej chwili gotujecie! A przed nami cała noc! Sałatka warzywna chyba jest?
Hania tylko wzruszyła ramionami…
Kiedy dziewczyny ruszyły po tort, Marysia wieszała serpentyny, w które zwinął się rozbestwiony Feliks i wyglądał teraz jak stwór z innej planety.
Ratować kota podjął się mąż Jadzi Witek. Przyszedł prosto z pracy i jak zwykle, pojawił się w najlepszym momencie.
Feliks nie protestował do czasu, aż zobaczył Hanię. Wtedy tak popędził do niej, iż zostawił Witkowi krwawy ślad na ręce.
Pierwsza pomoc została udzielona i Witek prawdziwy dżentelmen zaproponował paniom wsparcie w kuchni.
Sprowadzało się to głównie do filozoficznych wywodów o tym, iż prawdziwa sałatka to nie tylko składniki, to stan ducha ale Hani i Jadzi w zupełności to wystarczało.
Hania, a co to za pudełko? zawołała z pokoju Marysia. Szczęśliwego Nowego Roku jest napisane. O, i jeszcze dopisek! Otworzyć w nocy. Babcia Zosia.
Hania wbiegła do pokoju:
O! Zupełnie zapomniałam! Jadzia! To babcia zostawiła przed wyjazdem do Wrocławia! Powiedziała, żebyśmy otworzyły na Nowy Rok, koło drugiej w nocy. Zapowiedziała niespodziankę.
Ciekawe, co to? Jadzia przyglądała się pudełku może zobaczmy teraz!
Hania pokręciła głową:
Co ty! Przecież sprawdzi potem. A jak zamki są na szyfr? Psułybyśmy całą zabawę. Zrobimy, jak babcia prosiła. Trochę cierpliwości.
Napięcie rosło. choćby ciotka Halina przysiadła bliżej, zerkając na pudełko z ciekawością.
***
Potem słuchali przemówienia prezydenta, pili szampana Sowietskoje Igristoje i jedli kocią sałatkę jarzynową, śmiejąc się i przekomarzając, aż wreszcie…
Już druga? upewniła się Hania. No to najwyższa pora uniosła pudełko i oznajmiła: Niespodzianka od babci Zosi!
Otworzenie powierzyli Witkowi jako jedynemu mężczyźnie.
Witek chwilę manewrował, aż uniósł wieczko.
W środku, na watce, leżały nie pieniądze, nie stare fotografie, a dziesiątki niewielkich zwiniętych karteczek związanych kolorowymi wstążeczkami. Do każdej przypięta była mała naklejka z imieniem.
Co to takiego? zapytał Witek niepewnie.
Hania chwyciła pierwszą lepszą, z napisem Hania i przeczytała głośno:
Haneczko, moja kochana wnuczko. Znowu coś ci się dziś posypało? Pralka nie działa? Kot kiełbasę zjadł? Nic nie szkodzi! Pamiętaj: każda plaga to okazja, by zamówić pizzę i obejrzeć dobry serial. Tort zawsze można kupić rano. Najważniejsze, żeby byli przy tobie ci, z którymi tę pizzę zjesz. Kocham cię twoja babcia Zosia.
Przez sekundę zapadła cisza, po czym wybuchł salwa śmiechu.
Hania śmiała się tak, iż łzy napłynęły jej do oczu.
Skąd skąd ona wiedziała?!
To chyba magia szepnęła ciotka Halina.
Teraz ja! Jadzia niecierpliwie wyciągnęła rękę.
Rozwinęła swoją karteczkę:
Jadziu, kochana. Przestań sprzeczać się z Witkiem o drobiazgi. Przytul go lepiej. Dobry chłop, choćby jeżeli za dużo filozofuje. A jak zacznie znowu, po prostu go pocałuj to najlepsza tarcza na męską logikę. Ściskam was mocno.
Witek poczerwieniał aż po czubki uszu i natychmiast pocałował Jadzię przy aplauzie domowników.
Marysia, przebierając świstkiem, chichotała:
Marysiu, piękna dziewczyno. Szukaj miłości nie na dyskotece, ale w bibliotece albo w sklepie spożywczym pod domem. Tam są normalni ludzie, tacy jak ty. I przestań malować włosy na fioletowo! W naturalnym ci najładniej!
Skąd ona zna mój kolor włosów? Marysia aż zaniemówiła przecież dopiero dwa dni temu się przefarbowałam!
Wreszcie kolej na ciotkę Halinę. Chwyciła kartkę z przejęciem, jakby tajny szyfr trzymała w rękach.
Halinko, kochana. Wiem, iż jesteś najmądrzejsza i zawsze masz wszystko pod kontrolą. Ale jedno ci powiem dobroć i dobre rady są świetne, ale czasem lepiej po prostu zjeść kawałek tortu i nic więcej nie mówić. Przytulam mocno.
Ciotka Halina spoglądała na kartkę i zaczęła się czerwienić. Coś mruknęła pod nosem, ucięła sobie kawałek tortu i zamilkła. To był pierwszy Nowy Rok od lat, gdy nikomu nie udzieliła żadnej dobrej rady.
Śmiechy i rozmowy trwały do białego rana.
Dziewczyny zadzwoniły do babci Zosi przez wideorozmowę. Siedząc w fotelu, uśmiechała się szeroko: Moje drogie! Cieszę się, iż niespodzianka się udała! I żadnej magii! Po prostu was znam na wylot! I bardzo kocham!
Następnego ranka, sprzątając resztki zabawy, Hania pozbierała wszystkie liściki do słoika i postawiła go na komodzie. To nie były tylko życzenia. To był przepis na szczęście od babci: nie bój się chaosu, śmiej się z pecha, kochaj tych, którzy są obok, i jedz to, na co masz ochotę byle nie przesadzać. I zawsze pamiętaj, iż największy prezent to pewność, iż gdzieś jest ktoś, kto naprawdę cię zna i kocha. Zawsze.
















