Zdrada ukryta za maską przyjaźni

newsempire24.com 1 godzina temu

Zdrada pod maską przyjaźni

Zima w tym roku postanowiła pokazać całe swoje piękno śniegu napadało tyle, iż krakowskie ulice i podwórka zamieniły się w baśniowe krajobrazy. Miękkie, puchate płatki wirują w powietrzu, delikatnie spadają na dachy kamienic i chodniki, a lekki mróz sprawia, iż choćby zwykłe oddechy mają w sobie coś ożywczego.

W mieszkaniu Zofii i Przemka panuje zupełnie inny nastrój ciepło, spokój i poczucie bezpieczeństwa. Za dużym oknem rozgrywa się zimowy spektakl, a od środka, gdzie szczelnie zamknięte szyby chronią przed ziąbem, panuje domowy, przytulny klimat. Na komodzie żarzy się lampa o stonowanym świetle, która rozlewa wokół złote kręgi, odpędzając resztki zimna.

Małżonkowie rozłożyli się wygodnie na kanapie, otuleni pluszowym pledem. W telewizorze leci jakaś niewymagająca rodzinna komedia, taka bez szczególnej głębi raczej, by się pośmiać i odpocząć. Zofia zerka czasem na ekran, czasem zamyka się w sobie, lekko się uśmiechając do własnych myśli. Przemek z głową opartą o oparcie kanapy przewraca leniwie wzrokiem to na telewizor, to na śnieg za oknem, mogąc nacieszyć się jego pięknem.

Sielankę przerywa delikatny dźwięk to dzwoni telefon Przemka. Nie od razu odbiera, jakby nie chciał przerywać spokoju, ale telefon dzwoni ponownie. Wzdycha cicho, wyciąga telefona, rzuca okiem na ekran i drugi raz wzdycha:

Znowu Damian mówi do żony. Już trzeci raz dzisiaj wieczorem.

Zofia odwraca głowę w jego stronę, choć przez cały czas obserwuje film.

Pewnie znowu chce zaprosić nas na działkę odpowiada spokojnie. Kupiony domek, trzeba świętować. On jak zwykle nie zna słowa nie.

Przemek przeciąga palcem po ekranie, odbiera rozmowę.

Cześć, Damian, hej! stara się mówić z werwą.

Przemek! No ile można czekać? głos Damiana aż drży z ekscytacji. Mówiłem przecież, świętujemy zakup, wszystko przygotowane: sauna nagrzana, stół nakryty, znajomi już się schodzą. Daj spokój, przyjedźcie z Zofią, przecież będzie super!

Przemek na chwilę milknie, patrzy uważnie na Zofię, która ledwo zauważalnie kręci głową. Nic nie mówi, ale jej gest jest oczywisty: głośne spotkania, muzyka, gwar i zamieszanie to ostatnie, czego teraz im potrzeba. Marzą o tym, by spędzić weekend tylko ze sobą, powoli, bez presji.

Zastanawia się, aż w końcu przychodzi mu do głowy świetny pretekst i od razu z niego korzysta.

Słuchaj, Damian Zofia pojechała do mamy na kilka dni. Samemu mi się nie chce jechać, rozumiesz chyba. Jeszcze ktoś coś chlapnie nie tak… Nie chcę potem słuchać pretensji. Zobaczymy się innym razem, co?

Na drugim końcu nastaje chwila ciszy, potem Damian odzywa się ze zdziwieniem:

Jak wyjechała? Kiedy wróci?

Jutro w nocy odpowiada Przemek z udawaną przykrością. Zdecydowała się w ostatniej chwili A mieliśmy tyle planów! Spacer po Plantach, może kino, może na lodowisko Ale nie wyszło. Przenieśmy to na później, dobrze?

Damian milczy przez moment, po czym mówi już nieco innym tonem:

No dobra Ale daj znać, jak tylko wróci. Chcę was oboje zobaczyć!

Jasne, zgadza się Przemek szybko. Jak będzie okazja, na pewno dam znać. Może w przyszły weekend, jeżeli nie wypłyną jakieś plany.

Kończy rozmowę, odkłada telefon na stolik i z widoczną ulgą wypuszcza powietrze.

Uff, ledwo się wykręciłem komentuje, patrząc na Zofię. Gdzie mu się tak spieszy do tej swojej działki? Nie mam ochoty oglądać pijanych znajomych, naprawdę. Damian nie potrafi inaczej się bawić. Wolę ten nasz spokój.

Obejmuje żonę, czując, jak powoli odpływa napięcie z minionych minut. W mieszkaniu wciąż panuje przytulna cisza, poza oknem wirują płatki śniegu, a w telewizorze trwa ich ulubiony film spokojny, cichy, daleki od gwaru, którego Przemek nie znosi.

Zofia wtula się w męża, czując jego ciepło i spokojny rytm oddechu. Pokój wypełniony miękkim światłem lampy, leniwym biegiem czarno-białych kadrów na ekranie i cichym tykaniem zegara daje poczucie bezpieczeństwa, które na co dzień bywa tak trudne do uchwycenia.

Ja też wolę mówi cicho, podnosząc głowę, by spojrzeć w jego oczy. Chodźmy po prostu spać, obejrzyjmy film do końca. Nic więcej nie potrzeba.

Przemek uśmiecha się, mocniej przytula ją do siebie. Już wyobraża sobie, jak niedługo zgasi światło, otuli ich ciepła kołdra, a za oknem będzie szumieć śnieżyca. Jednak ich plany przerywa kolejny telefon. Co ciekawe, od tego samego numeru.

Przemek marszczy brwi, patrzy na ekran i niechętnie odbiera.

Damian, przecież mówiłem zaczyna, starając się brzmieć spokojnie, choć frustracja już wkrada się w ton głosu.

Przemek, Damian brzmi tym razem poważniej, niemal spięty. Słuchaj, jestem teraz w klubie Kryształ, przyszliśmy tutaj przed tą całą sauną. I tu jest Zofia. Z jakimś facetem. Piją drinki, ona go przytula. Wiesz, nie chciałem się mieszać ale musisz wiedzieć. Przecież mówiłeś, iż pojechała do mamy! Czyli cię okłamała!

Przemek zastyga. Patrzy oszołomiony na żonę, potem na ekran, zastanawiając się, czy Damian sobie z niego nie żartuje.

Co? powtarza z powątpiewaniem. Na pewno to była Zofia? Przecież ona jest tutaj, wiem to na sto procent!

Na sto procent! odpowiada Damian bez zająknięcia. Już lekko podpita, ciągle się śmieje. I zupełnie nie zwraca uwagi, iż tu jestem! Chcesz, dam jej telefon?

Przemek zamyka oczy, próbując zebrać myśli. W głowie kłębią się pytania, na żadne nie potrafi odpowiedzieć. Może Damian się pomylił? A może coś tu nie gra?

Dawaj rzuca stanowczo i włącza głośnik. Chce usłyszeć, co się wydarzy.

Z telefonu dobiega tłumiony hałas klubowy, przerywany wybuchami śmiechu i niewyraźnymi głosami. Po chwili pojawia się kobiecy głos do złudzenia podobny do głosu Zofii, przez co Przemek aż zamiera.

Halo? Kto tam? odzywa się, z nutą zamyślenia, jakby nie od razu wiedziała, iż odbiera rozmowę.

Przemek przełyka ślinę, próbując zwilżyć nagle suche gardło. Spogląda na Zofię, która siedzi obok, wytrzeszcza oczy i wyraźnie nie wie, co się dzieje.

Zofia? mówi, starając się zabrzmieć stabilnie. To ja, Przemek. O co chodzi?

W odpowiedzi słychać krótki śmiech, po czym ten sam głos, tym razem bardziej zuchwały i lekko zachrypnięty, mówi:

O matko, Przemek, daj spokój! Chcę się bawić, rozumiesz? Zmęczyło mnie to twoje nudne życie. Chcę trochę zaszaleć, póki mam ochotę!

Zofia nagle wstaje z kanapy, jej twarz blednie. Kładzie dłoń na piersi jakby próbowała uspokoić serce i szeptem mówi:

Co za bzdura! Jak ktoś mógł mnie z kimś pomylić? I skąd ta dziewczyna zna twoje imię? Co tu się w ogóle dzieje?

Gdzie ty jesteś?

A co cię to obchodzi? odpowiada kobieta w słuchawce, z wyzywającą nutą. Może i jestem twoją żoną, ale nie muszę się spowiadać. Robię, co chcę!

Słychać znowu śmiechy i brzęk szkła, a potem do rozmowy włącza się Damian:

Słyszałeś wszystko, Przemek? Wiedziałem

Przemek przerywa ostro, z głosem pełnym gniewu, konsternacji i podskórnej paniki.

Dość mówi stanowczo, choć głos delikatnie mu drży. Zajmę się tym jutro. Nie dzwoń już.

Wyłącza telefon i zrzuca go na kanapę, patrząc w górę. Gdyby Zofia nie siedziała obok, mógłby się naprawdę nabrać!

Dziewczyna opada na kanapę i spojrzeniem szuka wsparcia w oczach Przemka. Głos nieznajomej rzeczywiście był niemal identyczny jak jej, ale nie to ją najbardziej niepokoi skąd ta osoba wiedziała, co mówić, by wszystko brzmiało tak realnie? Przecież to było zaplanowane!

Co tu się dzieje? pyta cicho, głos jej lekko się łamie. Kto to był? Jakiś żart?

Przemek kręci głową i przeczesuje włosy dłonią.

Nie wiem rzuca niepewnie, patrząc gdzieś na bok, jakby tam szukał wyjaśnienia. Ale ten głos dokładnie ten! choćby sposób mówienia, śmiech wszystko. To nie mogło być przypadkiem.

I Damian z taką pewnością powiedział, iż to ja mówi Zofia drżąco. Wiesz, gdyby mnie naprawdę nie było, uwierzyłbyś, iż jestem gdzie indziej z jakimś facetem.

Przemek obraca się w jej stronę, wyraźnie łagodnieje. Przyciąga ją do siebie, objąwszy mocno, by poczuła wsparcie.

Nie uwierzyłbym mówi twardo. Znam cię, Zosiu. Wiem, iż nigdy byś tak nie postąpiła. Damian musiał się pomylić, albo to jakiś żart. Ale wyjaśnię to! Sprawdzę w klubie, poproszę o monitoring, zobaczymy, kto tam był.

Zofia wtula się mocniej, pozwalając by powoli opadł z niej lęk, a wróciło poczucie spokoju. Przez chwilę milczą.

Tak, to nie byłam ja. mówi w końcu. Ale kto? I dlaczego?

Przemek wzrusza ramionami, ale w jego spojrzeniu nie ma już dezorientacji, jest raczej zdecydowanie. Ściska jej dłoń, pokazując, iż są razem i wspólnie wszystko przetrwają.

***********************

Kolejnego dnia, około południa, Zofia siedzi przy kuchennym stole, popija herbatę i sortuje maile służbowe na laptopie, gdy dzwoni telefon. Widzi na wyświetlaczu imię: Damian. Zawaha się zapytać, odrzucić, czy odebrać, ale ciekawość wygrywa. Chce wiedzieć, jak Damian wyjaśni wczorajszą sytuację.

Cześć zaczyna Damian ostrożnie, jakby stąpał po cienkim lodzie. Rozmawiałaś z Przemkiem po tym, co się stało?

Zofia mocniej ściska słuchawkę. Postanawia wykorzystać okazję i wyciągnąć z Damiana całą prawdę dowiedzieć się, kogo widział i skąd miał takie przekonanie. Przez chwilę milczy, po czym odpowiada:

Tak Pokłóciliśmy się. Oskarżył mnie o coś, czego nie zrobiłam, nie chciał słuchać wyjaśnień. Twierdzi, iż go okłamuję.

W słuchawce chwilowa cisza. Zofia słyszy westchnięcie Damiana, który po sekundzie nieznacznie, ale wyraźnie triumfuje.

Tak właśnie myślałem, wydłuża słowa. Ale wiesz zawsze mówiłem, iż Przemek cię nie docenia. Nie rozumie, jaka jesteś naprawdę.

Zofia czuje, jak gotuje się w niej złość, choć zachowuje chłodną minę i ton. Musi dokończyć rozmowę, by wiedzieć, dokąd Damian zmierza.

O czym ty mówisz? pyta.

Damian ścisza głos, niemal szeleści w słuchawce, a jego ton ma w sobie coś narzucającego bliskość, która Zofię tylko odpycha.

Zasługujesz na więcej! Zawsze chciałem ci to powiedzieć Kocham cię. Naprawdę. Zaopiekuję się tobą, jeżeli zdecydujesz się odejść od Przemka zawsze będę obok.

Zofię na chwilę zatyka. W głowie roi się od myśli: od kiedy Damian o tym myślał? Czy od wczoraj postanowił wyznać swoje uczucia? A może to on wszystko zaplanował, gdy zobaczył, iż Zofii niby nie ma w domu

Bierze głęboki oddech, zbierając się w sobie, i mówi spokojnie, ale stanowczo:

To kompletnie nie na miejscu, Damian. Kocham Przemka i sami rozwiążemy swoje sprawy. Proszę, nie wtrącaj się.

Przepraszam, może nie powinienem tak mówić rzuca Damian, już mniej pewnie. Po prostu chciałem, żebyś wiedziała, iż masz się u kogo schronić. Przemek cię niesprawiedliwie ocenił tylko szuka pretekstu, żeby cię zostawić! Chcę cię ochronić!

Zofia ściska słuchawkę jeszcze mocniej, wdech i wydech. Nie pozwoli sobie na wybuch, nie da się sprowokować nie warto.

Wiesz co, Damian jej głos jest chłodny, absolutnie opanowany po pierwsze, wczoraj cały czas byłam w domu. Po drugie, nie kłóciliśmy się z Przemkiem. Po trzecie wiem, iż wszystko to zaplanowałeś. Teraz już rozumiem, po co

Cisza w słuchawce słyszy jak Damian łapie oddech, szuka słów, kalkuluje, co odpowiedzieć.

Co? w końcu wydobywa się z jego gardła, ale po krótkiej chwili wraca do siebie i usiłuje kryć: Nie rozumiem.

Doskonale rozumiesz. Namówiłeś jakąś dziewczynę, która ma podobny głos do mnie, żeby odegrała ten teatr. Staranne wskazówki, numer do Przemka wszystko po to, żeby nas poróżnić, prawda?

W słuchawce cisza, Zofia czeka wie, iż teraz rozstrzyga się wszystko: wybiegi albo szczerość.

Wreszcie Damian wybucha. Jego głos jest zachrypnięty, zdesperowany:

Tak! Zaplanowałem to! Bo cię kocham, Zofia! Bo widzę, jak Przemek cię traktuje. Chcę, żebyś była szczęśliwa ze mną!

Zofia zamyka na chwilę oczy, by nie wypuścić wściekłości, która w niej rośnie. Jednak pozostaje opanowana, jej ton zimny jak lód:

Szczęśliwa? parska cicho. Skąd ci się to wzięło? Kim ty jesteś, Damian? Ot, kolejny facet, który zmienia dziewczyny jak rękawiczki. Nigdy bym się z tobą nie związała, choćby gdybyś został ostatnim mężczyzną na świecie, rozumiesz?

Damian milknie na kilka sekund, potem mówi ledwo słyszalnie:

Myślałem Gdybyście się pokłócili, zrozumiałabyś, iż on cię nie docenia. Spostrzegłabyś mnie! Jestem lepszy od Przemka! A te kobiety one nigdy nie były dla mnie ważne. Próbowałem zapomnieć o tobie. Ale nikt nie był jak ty! Nosilibyśmy cię na rękach, rozpieszczałbym cię. Wystarczy tylko, iż mnie wybierzesz!

Zofię zalewa zimny gniew nie gwałtowny, ale nieubłagany. Jej głos jest teraz spokojny, wręcz beznamiętny:

Ciebie? Nigdy! Zdradziłeś przyjaźń, moje zaufanie. I po co? Dla własnych urojeń?

W jej słowach nie słychać złości, agresji, tylko stanowczość.

Proszę, Zofio głos Damiana się łamie, nie ma już w nim pychy, został tylko smutek i rezygnacja.

Ale Zofia jest już pewna. Nie da mu szansy na kolejne wykręty.

Nie, Damian. Przebaczenia nie będzie. I nie będziemy już przyjaciółmi. Nie dzwoń do mnie więcej! Zapomnij mój numer i numer Przemka! Powiem mu o wszystkim mam nagranie tej rozmowy!

Rozłącza się, odkłada telefon na blat. Palce jej drżą, ale głęboki oddech daje trochę spokoju. Spogląda przez okno. Za szybą wciąż tańczą płatki śniegu, jakby nic się nie stało.

Gdy Przemek wchodzi do kuchni, od razu zauważa jej minę i czuje rosnące napięcie.

I co? pyta, stając w drzwiach, z wyraźną troską, choć pilnuje się, by nie okazać niepokoju.

Zofia odwraca się do niego z gorzkim uśmiechem:

Już wszystko jasne, wzdycha. Zaplanował to, przyznał się, zakochany, chciał nas poróżnić i obiecywał cuda na kiju. Wyobrażasz sobie? Ależ drań z niego

Przemek siada obok niej na kanapie jakby chciał podkreślić: jestem tu, jestem z tobą, dam ci wsparcie. Obejmuje ją, ściska jej dłoń mocno, zdecydowanie.

Więc nigdy nie był przyjacielem, mówi cicho. Szkoda nerwów, zapomnijmy o nim. Muszę przyznać, miałem kiedyś podejrzenia, ale nie sądziłem, iż może posunąć się tak daleko. Teraz wszystko się wyjaśniło.

Tak zgadza się Zofia, przesuwając się bliżej, opierając się o męża. Najważniejsze, iż już wiemy, jaka jest prawda. I komu można ufać.

Mówi to spokojnie, bez żalu, raczej z ulgą, iż w końcu mają to za sobą. Na sekundę zamyka oczy, chłonąc znajomy, kojący zapach: ciepłego drewna, świeżej herbaty i ulubionych perfum.

Wiesz co, nagle się uśmiecha, a jej oczy błyszczą to choćby na swój sposób dobre. Teraz mamy żelazny argument, żeby nie chodzić na te wszystkie piątkowe imprezy. Powiesz wszystkim, iż jest tam ktoś, kogo nie chcesz spotkać.

Mówi żartobliwie, ale w tych słowach jest uczciwość. Już nie musi szukać wymówek: jest ich dwoje, ich świat, a reszta traci znaczenie.

Przemek śmieje się szczerze, z ulgą.

Dokładnie. Będziemy pić herbatę i oglądać filmy. ukradkiem zerka jej w oczy.

Nigdzie nie musimy wychodzić! dodaje z przekornym uśmiechem, otulając się jeszcze szczelniej ciepłym pledem niczym kokonem bezpieczeństwa.

Idealnie, potwierdza, przygarniając ją mocniej.

Tak, wśród wirujących śnieżynek i blasku lampy, ich mały świat znów jest nienaruszalny. Tu, przy znajomych zapachach i dźwiękach, nie ma miejsca na kłamstwa, wątpliwości ani cudze gierki. Jest tylko bliskość, zaufanie i pewność, iż jutro przyniesie równie spokojny i ciepły dzień

*************************

Damian siedzi w kuchni zupełnie sam, wpatruje się w pusty kubek po zimnej herbacie. Nie pamięta już, kiedy ostatnio zrobił łyk słowa, które słyszał przed chwilą, dźwięczą mu w głowie: Nie dzwoń do mnie więcej. Nigdy.

Zamiast poczucia winy lub żalu, które mogłyby mu podpowiedzieć, iż postąpił źle, rośnie w nim tylko ciemna, obezwładniająca złość. Zaciska pięści tak mocno, iż paznokcie wbija w dłoń.

Dlaczego wszystko się popsuło?! wykrzykuje, machając ręką i zmiatając ze stołu okruszki po herbatnikach, które podjadał z zamyślenia.

Przed oczami staje mu wczorajszy wieczór. Przechodzi do klubu, już wcześniej dogadał się z Martyną dziewczyną poznaną przypadkiem w kawiarni. Miała podobne rysy twarzy, fryzurę i ten sam rodzaj głosu, co Zofia. Gdy opowiedział jej swój plan, tylko się uśmiechnęła: A czemu nie, lubię się bawić.

Przypomina sobie, jak patrzył z boku, jak ona udaje lekko pijaną Zofię, śmieje się, mruga, rzuca wymyślone przez niego teksty. Czuł podekscytowanie, satysfakcję: jeżeli się uda, Zofia zobaczy, iż Przemek jej nie docenia. Zrozumie, iż ja ją kocham naprawdę.

A teraz został tylko zimny odrzut. Utracił wszystko.

To nie ja się mylę! powtarza sobie w myślach, chodząc tam i z powrotem po kuchni i nieświadomie szturchając krzesło. To oni nic nie widzą! Przemek nie jest jej wart, a ona ślepo w niego wierzy!

Zatrzymuje się przy oknie, zaciska krawędź blatu tak mocno, aż bledną palce. Wracają wspomnienia: jak przez lata patrzył na Zofię i Przemka, jak zazdrościł im porozumienia, śmiechu, tego czułego, codziennego bycia razem. Wydawało mu się, iż mógłby dać jej to samo choćby i więcej. Wybrał jedyny według siebie słuszny sposób.

Podchodzi do okna. Za szybą śnieg dalej sypie, osiada na parapecie i nagich gałęziach drzew. Widać ciszę i spokój, które wytrącają go z równowagi.

Dlaczego oni mają wszystko, a ja nic?! wybucha pod nosem. To ja zasługiwałem na Zofię! Byłbym dla niej lepszy!

Wie, iż stracił nie tylko Zofię stracił też przyjaciela. Przemka, który zawsze wierzył w niego, pomagał i wspierał. Teraz tej przyjaźni już nie odbuduje. Ale zamiast żałować, czuje tylko wściekłość i palącą gorycz.

Telefon leży na stole jak obcy przedmiot. Damian wie, iż nie zadzwoni. Nie będzie się tłumaczył, nie będzie przepraszał, nie będzie prosił o wybaczenie. To byłaby kolejna porażka. Jednak w głowie już kiełkuje toksyczna myśl:

Niech siedzą w swoim przytulnym gniazdku. Myślą, iż wygrali. Ale wiem swoje: Przemek nie doceni jej tak, jak mógłbym to zrobić ja. Pewnego dnia Zofia to zrozumie. Może tylko zbyt późno

Podchodzi do okna, patrzy w śnieg, i niemal szeptem rzuca do siebie:

Myślisz, iż wygrałaś, Zofio? Myślisz, iż wszystko już wiesz? Ale prawda jest taka, iż nie widzisz nic poza swoim kocykiem i kubkiem herbaty. Nie dostrzegasz, iż tuż obok jest ktoś, kto naprawdę cię kocha. Ale wybrałaś złudzenie. No cóż raduj się nim!

Nagle zauważa na stole kartkę na niej wczoraj spisał plan rozmowy, całe wskazówki dla Marty, choćby wybrane teksty. Bez namysłu drze ją na strzępy i wyrzuca do kosza, bo przypomina mu o własnej klęsce.

Za oknem dalej pada śnieg, świat tonie w bieli. Damian zamyka oczy i wyobraża sobie, jak Zofia właśnie siedzi z Przemkiem, rozmawiają, śmieją się, oglądają filmy. Jak czują się bezpieczni we własnym świecie, w którym nie ma miejsca na manipulację i kłamstwo.

A zamiast życzyć im szczęścia, zamiast pogodzić się z losem, w jego wnętrzu zostaje tylko gorzka pewność:

To wszystko należało do mnie. To ja powinienem był tam być.

Idź do oryginalnego materiału