Zdeptała Moją Drogę Życia Przebiegła Uwodzicielka – Synku, jeżeli nie zerwiesz z tą bezwstydną niezna…

newskey24.com 3 tygodni temu

Synku, jeżeli nie zerwiesz z tą obłudną cwaniarą, możesz uważać, iż nie masz już matki! Ta Nina jest od ciebie starsza o piętnaście lat! powtarza mi kolejny raz mama.

Mamo, nie potrafię, po prostu nie wychodzi! Sam bym chciał… tłumaczę się marnie.

…Miałem ukochaną dziewczynę Jadzię, czternastoletnią. Niewinna, skromna, wyczekiwana. Poznaliśmy się na szkolnej dyskotece; miałem wtedy osiemnaście lat. Z miejsca wpadła mi w oko, aż chciało się płakać z emocji!

Poprzez jej koleżankę udało mi się wybłagać spotkanie z Jaśką. Myślicie, iż się zgodziła? Skąd! Zacząłem śledzić ślady jak myśliwy zwierzynę. Zdobyłem jej numer, dzwoniłem, prosiłem o randkę. W końcu się ugięła, ale ostrzegła: jeżeli chcesz wyjść ze mną, najpierw poproś o zgodę moją mamę.

Stałem spocony i zestresowany pod drzwiami Jaśki.

Jej mama okazała się dobroduszną kobietą z dużym poczuciem humoru. Zaufała mi i powierzyła swoją córkę na dwie godziny.

Chodziliśmy z Jadzią po parku, rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Wszystko było bardzo niewinne. Aż nagle Jadzia mówi:

Wojtek, mam chłopaka. Myślę, iż go kocham, ale jest strasznym podrywaczem. Mam już dość łapania go z innymi dziewczynami. Trochę mam dumy. Spróbujmy być razem. Chciałbyś?

Zdziwiłem się, zaintrygowałem na maksa. Okazało się, iż Jadzia może być i grzeczna, i zakochana. Jeszcze bardziej mnie zafascynowała.

Nim się spostrzegłem, czas się skończył. Odprowadziłem ją do mamy.

…Z czasem nie potrafiłem już żyć bez Jadzi.

Mama też ją pokochała. Jadzia często bywała u nas. Mama uczyła ją kobiecych sztuczek. Bywało, iż tak się zagadały, iż o mnie zapominały.

Kiedy Jadzia skończyła 18 lat, zaczęliśmy rozmawiać o ślubie. Nikt nie miał wątpliwości ani my, ani rodzice.

Wyznaczyliśmy termin na jesień.

…Nadeszło lato. Jadzia pojechała na wieś do babci, a ja spędziłem wakacje na działce, pomagając mamie.

Kiedyś podlewam pomidory w ogródku, aż tu słyszę:

Młody człowieku, dałbyś się napić wody?

Odwracam się, stoi kobieta około trzydziestki pięciu lat. Rozczochrana, niedbała, ale w oczach blask. Nie pamiętam takiej sąsiadki. Ale jak odmówić wody? Nalewam do kubka ze studni i podaję:

Proszę, na zdrowie

Wypiła z apetytem i mówi:

Dziękuję, młody! Z pragnienia można tu paść. Mam ze sobą nalewkę, domową, słodką. Proszę, nie odmawiaj w podzięce.

Podała mi butelkę, nie wypadało nie wziąć. Wołam do odchodzącej:

Dzięki wielkie!

Wieczorem przy kolacji wypiłem nalewkę. Tego dnia mama pojechała do miasta, więc byłem sam. Gdyby była, nie pozwoliłaby choćby dotknąć tej butelki.

Następnego dnia kobieta zjawiła się ponownie. Rozmawialiśmy dłużej. Przedstawiła się jako Nina, mieszkała niedaleko w wiosce. Zaprosiłem ją do domu; miała tę samą słodką nalewkę. Na gwałtownie zrobiłem sałatkę, kanapki. Nim się spostrzegliśmy, nic nie zostało z alkoholu. Dzisiaj sam się przeklinam za to, co stało się potem.

Nina zmanipulowała mnie jak uczniaka. Byłem jak cielę na sznurku, nie rozumiałem co się ze mną dzieje, jakby zasnuła mnie mgłą.

Obudziłem się, a jej nie było. Stała nade mną mama, próbując mnie dobudzić:

Wojtuś, co tu się działo gdy mnie nie było? Z kim piłeś? Czemu łóżko wygląda, jakby przez nie konie galopowały? denerwowała się.

Ledwo otworzyłem oczy, szum w głowie, ręce się trzęsły, nic nie potrafiłem wyjaśnić. Wieczorem doszedłem do siebie. Wspomnienia wróciły. Ogromny wstyd wobec narzeczonej Jadzi…

Jednak minął tydzień i Nina przyszła znowu. I byłem nawet… zadowolony, iż ją widzę, trochę za nią tęskniłem. W drzwiach pojawiła się mama, ręce na biodrach:

Czego tu pani chce?

Zaciągnąłem mamę do środka.

Mamo, no co ty, tak gości się nie wita. Może kobieta tylko napić się chciała. Czemu od razu taka nieprzyjemna? tłumaczę.

Gości? Toż to Ninazwanakołdrosą z wioski! Każdy pies ją tu zna! Chodzi od domku do domku, chłopów wabi! Phi! Nie pozwolę ci się z nią zadawać! krzyczała mama.

Nie wiedziała, iż już za późno. Najwyraźniej omamiła mnie ta Nina swoim czarodziejskim trunkiem. Nie z własnej woli do niej lgnąłem. Czułem, iż jej nie kocham, nie moja, a i tak latałem za nią jak cień.

Jadzię zupełnie wyparłem z głowy. A gdy powiedziałem Nince o narzeczonej, odpowiedziała:

Wojtuś, pierwsza miłość to nie narzeczeństwo.

Ślub się rozpadł.

Mama zaprosiła Jadzię do siebie i wszystko jej wyjaśniła:

Wybacz Wojtka, głupiego. Sam nie wie, co robi. Jak się nie opamięta, przegra wszystko przez tę kobietę. Układaj sobie życie, dłużej nie czekaj, tłumaczyła się za mnie.

Jadzia wyszła dobrze za mąż.

Mama, chcąc mnie rozdzielić z Niną, poszła do WKU i poprosiła, by mnie pilnie powołali do wojska. Miałem odroczenie. Zabrali mnie do Afganistanu. Nie będę opisywać, co tam przeszedłem… Wróciłem bez trzech palców prawej dłoni. Lekko ranny.

Psychika? Wywrócona na lewą stronę. Stałem się odporny i obojętny. Nina wciąż na mnie czekała. Mieliśmy już wtedy syna; idąc na wojnę, nie wierzyłem, iż wrócę, więc zostawiłem po sobie potomka. Syn się urodził. Tam, na froncie, marzyłem o piątce dzieci…

Mama przez cały czas nie znosiła Niny. Jadzię traktowała jak własną i robiła na drutach skarpetki i czapeczki dla jej córki. Była dziwnie pewna, iż Jadzina córcia jest moja. Chciałbym… ale niestety, nie byłem ojcem.

Jadzia wpadała czasem do mamy, interesowała się moim losem, a mama tylko wzdychała:

Oj, Jadzia, Wojtek cały czas z tą cwaniarą. Przegrał życie przez nią! Nie wiem, co on w niej widzi…

Te żale przekazała mi Jadzia po latach, gdy znów się spotkaliśmy.

Później zaciągnąłem się do pracy na Północy, a Nina z trójką dzieci pojechała ze mną.

Tam urodziło się jeszcze dwoje, spełniłem marzenie o pięciorgu. Ale po dwóch latach zmarła pięcioletnia córka na zapalenie płuc klimat srogi. Wróciliśmy pod swoje brzozy, lżej tam przeżywać smutek.

Zacząłem coraz częściej myśleć o Jadzi, wydziedziczonej narzeczonej. Ogarnęła mnie niewysłowiona tęsknota. Odnalazłem jej numer, choćby adres mama dała mi go, ostrzegając: nie psuj Jadzi szczęścia.

Zadzwoniłem, spotkaliśmy się od razu. Jadzia piękniejsza niż przed laty. Zaprosiła mnie do siebie, poznała z mężem. Przedstawiła jako przyjaciela z dzieciństwa. Mąż, jakby ufał jej bezgranicznie, wyszedł na nocną zmianę, zostawiając nas samych.

Na stole szampan, owoce. Córka Jadzi u babci.

To co, Wojtek, opowiadaj, jak tam życie? westchnęła i spojrzała przenikliwie w oczy.

Wybacz, Jadziu. Tak wyszło. Nic się już nie zmieni. Mam czworo dzieci… bredziłem.

Nie trzeba nic zmieniać. Widzieliśmy się, powspominaliśmy młodość i tyle. Szkoda tylko twojej mamy, cierpiała przez ciebie. Bądź dla niej łagodniejszy poprosiła.

Patrzę na Jadzię, nie mogę oderwać wzroku. Czas ją oszczędził, piękna jak dawniej, wciąż tęskniona. Wziąłem ją za rękę, najczulej jak potrafiłem ją pocałowałem.

Jadzia, kocham cię jak za dawnych lat. Nasza miłość przepłynęła bokiem. Nie opowiem wszystkiego, życia nie napiszesz na nowo, ale przepraszam!

Wojtek, już późno. Musisz iść zamknęła temat Jadzia.

Ale jak miałem ot tak odejść?

Fale uczuć, serce rwało się z piersi, zapłonęła dawna miłość…

…O świcie wymknąłem się po cichu. Jadzia smacznie spała.

Spotykaliśmy się potajemnie przez trzy lata. Potem Jadzia z rodziną przeprowadziła się pod miasto. Kontakt się urwał.

…Z Niną rozwiodłem się, gdy dzieci dorosły. Mama miała rację. Cwaniara to cwaniara. Przeszła przez moje życie, podeptała los, serce złamała.

…Ile by wody nie gotować, zawsze to tylko woda.

Mój prawdziwy syn okazał się tylko jeden. Pierwszy…

Idź do oryginalnego materiału