„Zaskakujące pojawienie się teściowej: Wizyta, która wywróciła wszystko do góry nogami” „Wchodzę do…

polregion.pl 3 godzin temu

Niespodziewane nadejście teściowej: Wizyta, która wywróciła wszystko do góry nogami

Wchodzę do mieszkania mojego syna Jak niespodziewany przyjazd teściowej postawił wszystko na jednej szali

Weronika odprowadziła męża Pawła pod drzwi, pocałowała go lekko w policzek i zamknęła za nim drzwi. Postanowiła zrobić sobie krótką przerwę. Ten dzień był dla niej wyjątkowo ciężki: praca zdalna, obowiązki domowe, wszystko w wynajmowanym mieszkaniu na warszawskim Żoliborzu, które razem z Pawłem zajęli zaraz po ślubie. Wrócili dopiero co z podróży poślubnej i jeszcze nie zdążyli się do końca zaaklimatyzować. Choć nie było to ich własne lokum, dawało poczucie komfortu świeżo po remoncie, jasne, z widokiem na starą aleję lipową. Właściciele długo szukali najemców, aż w końcu postawili na młodą, wykształconą parę.

Tego dnia Weronika pracowała z domu. Harmonogram pozwalał jej na elastyczność: kilka dni w biurze, trochę spraw papierkowych, reszta przed laptopem z domu. Usiedziała przed ekranem, przeglądała maile i próbowała zająć się swoimi zadaniami, kiedy nagle rozległ się dźwięk domofonu. Zaskoczona nie oczekiwała nikogo. Za drzwiami stała jego matka Stefania Nowak.

Dzień dobry, wymamrotała Weronika, nie kryjąc zaskoczenia.

Jestem tutaj do mojego syna. No na co czekasz, wpuść mnie, rozkazała bezceremonialnie teściowa, przekraczając próg bez zaproszenia.

Paweł jest w pracy. Teraz go nie ma.
To poczekam, ucięła Stefania chłodno, ruszając w stronę kuchni.

Proszę poczekać Pracuję teraz, będzie u mnie wideokonferencja. Może spotkamy się wieczorem, kiedy Paweł wróci?, odpowiedziała spokojnym głosem Weronika, stając jej na drodze.

Stefania skrzywiła się z niezadowoleniem, ale w końcu odwróciła się i wyszła. Wieczorem Paweł był wyraźnie zaskoczony:

Mama narzekała, iż choćby herbaty jej nie zaproponowałaś.

Paweł, przecież dobrze wiesz, jak uwielbia wpadać bez zapowiedzi, zachowuje się jakby mieszkanie należało do niej. Ja pracuję, a ona oczekuje, iż będę ją traktowała jak w hotelu. Pamiętasz, co wyczyniała w tamtym mieszkaniu?

Paweł tylko wzruszył ramionami:

Mama się nie zmieni. Zaprosiłem ją na obiad w sobotę. Spróbujmy jeszcze raz spokojnie.

Weronika zgodziła się, przypominając:

W piątek sprzątamy, w niedzielę idziemy na urodziny do znajomych. Mam wszystko rozpisane.

Sobotni obiad minął bez większych tortur. Teściowa usiadła przy stole, jadła, ale raz po raz rzucała uszczypliwe uwagi.

To mieszkanie za drogie. Na obrzeżach Warszawy mielibyście taniej. Poza tym, moi drodzy, rodzice Pawła mają dom w Piastowie. Naprawdę nie było tam miejsca? Moglibyście zamieszkać razem i oszczędzać.

Weronika odpowiedziała spokojnie:

To może spytaj Pawła, czy chciałby z moimi rodzicami zamieszkać?

Nie ma mowy, wtrącił Paweł. Potrzebuję własnej przestrzeni.

Ale przecież to nie wasze mieszkanie! wytknęła Stefania prowokacyjnie.

Na rok jest nasze. Płacimy czynsz i odpowiada nam tutaj. stwierdził Paweł stanowczo.

Wtedy teściowa zaproponowała:

Wprowadźcie się do mnie. Mam trzy pokoje, jest dużo miejsca.

Nie, mamo. Spotykajmy się z wizytami. Wspólne mieszkanie to zły pomysł. Każdy żyje innym rytmem.

W następny tydzień Weronika znów pracowała z domu. Paweł był w pracy, a ona położyła się na krótką drzemkę. Obudził ją jednak zapach świeżo parzonej kawy. Zdziwiła się Paweł przecież wyszedł wcześnie, kawy nie zostawił. Kto więc to zrobił? Narzuciła szlafrok, weszła do kuchni i zamarła. Przy stole siedziała spokojnie Stefania Nowak i jadła ciasto, popijając kawą.

Jak pani tu weszła?, spytała ozięble Weronika.

Mam klucze. Paweł mi dał. W końcu to jego mieszkanie. Co jego to i moje.

Skąd pani ma klucze?, wysyczała Weronika.

Wzięłam w sobotę, wisiały na tablicy. I zostają u mnie.

Paweł i ja musimy to ustalić. A teraz proszę wyjść. Mam pracę do wykonania.

Nigdzie nie idę, póki się nie wypowiem. Od początku mi się nie podobałaś. choćby twoje imię! Twoja rodzina nie ma żadnych pieniędzy. Paweł przesyłał mi kiedyś połowę wypłaty, a teraz dostaję grosze. Wszystko wydaje na ciebie. Czynsz, wyjścia do restauracji jesteś mu jak kula u nogi. Dzieci też mu nie urodziłaś. A gotować umiesz gorzej niż na stołówce.

Już skończyła pani? odparła chłodno Weronika. To proszę oddać klucze.

Nie. Nie dam. Stefania chwyciła torebkę, ale Weronika była szybsza. Wysypała zawartość na stół znalazła klucze.

Teraz wychodzi pani.

Pożałujesz tego! Paweł cię wyrzuci, gdy dowie się, jak traktujesz jego matkę!, krzyczała Stefania, trzaskając drzwiami i znikając z mieszkania.

Wieczorem Weronika opowiedziała wszystko Pawłowi. Słuchał bez słowa, potem objął ją i powiedział:

Zajmę się tym. I… miałaś rację.

Weronika nie płakała. Wiedziała już szacunek trzeba wywalczyć na czas. Inaczej wejdą ci na głowę, choćby jeżeli to rodzina.

Idź do oryginalnego materiału