Słuchaj, córeczko, mam sprawę…
Oliwia już szykowała się na długą pogawędkę. Kiedy mama zaczynała z tym swoim rozciągniętym słuuuchaaj, wiadomo było, iż lepiej zacząć mentalnie robić popcorn bo nic dobrego z tego nie wyniknie.
Pamiętasz Martynę, córkę cioci Weroniki? No, moją kuzynkę trzeciego stopnia? Zresztą twoja jakaś tam siostra…
Jakaś tam… Mamo, widziałam ją raz na pogrzebie babci, z dziesięć lat temu.
Ale co za różnica! Rodzina to rodzina. Martyna ma straszny problem. Wyrzucają ją z mężem i synem z wynajmowanego mieszkania. Właściciele sprzedają. Wyobrażasz sobie?
Oliwia masowała sobie nasadę nosa. Za oknem grudniowe popołudnie szarzało niemiłosiernie, a kawa w filiżance stygnęła w tempie równie szybkim, jak jej cierpliwość.
Mamo, współczuję. Ale co ja mam do tego?
No jak to co! Masz wielką trzypokojową mieszkasz sama. Mogliby się u ciebie zatrzymać na chwilę. Miesiąc-dwa, dopóki czegoś nie znajdą…
Nie.
To słowo wystrzeliło szybciej niż zdążyła wszystko przemyśleć.
Jak to nie? Mama aż się zacięła. choćby nie wysłuchałaś!
Mamo, nie wpuszczę do swojego mieszkania ludzi, których adekwatnie nie znam. Tym bardziej z dzieckiem. Nie wiadomo na jak długo.
Ale przecież mówiłam tymczasowo! Maksymalnie miesiąc-dwa. Rafał, mąż Martyny, pracuje odłożą na kaucję i się wyprowadzą! Oliwio, mają ośmioletniego chłopca. Dziecko na ulicy zostanie, jak nie pomożesz!
Niech wynajmą pokój. Hostel. Hotel. Cokolwiek.
Za co? Nie mają grosza! Rozumiesz wywalają ich, zostają na bruku!
Mamo, to nie mój problem.
I nagle mama rozpłakała się cicho, nie na pokaz, z tymi mizernymi pociągnięciami nosa. Oliwia zamknęła oczy.
Nie poznaję cię powiedziała mama przez łzy. Moja córka taka… lodowata. Obca. Rodzina w biedzie, a tobie wszystko jedno.
Nie są dla mnie rodziną. To twoja rodzina.
To znaczy i twoja! Chyba nie zapomniałaś, co to rodzina? Pomoc swoim?
Mamo, pracuję z domu. Potrzebuję ciszy. Potrzebuję prywatności. Nie dam rady żyć z obcymi.
Tymczasowo! Jejku, czy szkoda ci? Masz trzy pokoje! Trzy! A siedzisz sama jak samotnik. choćby kota nie masz. Jaka korzyść z tej chaty…
Korzyść jest mieszkam.
Egoistka mama załkała. Wychowałam egoistkę. Nie sądziłam, iż własna córka odmówi rodzinie kawałka chleba.
Nie odmawiam chleba odmawiam wprowadzenia nieznajomych pod dach.
Kręciły w kółko. Mama powtarzała wciąż te same argumenty, Oliwia swoje odmowy. Po czterdziestu minutach złapała się na tym, iż już dwa razy zgodziła się rozważyć. Potem: no, zasadniczo można by spróbować.
Tylko na miesiąc powiedziała w końcu. Maksymalnie dwa. I jeżeli coś pójdzie nie tak, od razu się wyprowadzają.
Oczywiście, oczywiście! Olusiu, dziękuję ci tak bardzo! choćby nie wiesz, jak jestem wdzięczna!
W środku narastała jej mdłości. Nie te z żołądka te druga, co przychodzą, gdy właśnie wiesz, iż zrobiłaś największą głupotę świata.
…Następnego dnia dzwonek o siódmej rano. Oliwia, nieprzytomna, wściekła, otworzyła drzwi i prawie została stratowana walizkami, torbami, pudłami oraz rykiem ośmiolatka.
Oliwa! Kochana! Martyna wpadła do przedpokoju i cmoknęła ją w policzek. Dziękuję, dziękuję, dziękuję! Po prostu nas uratowałaś!
Za nią wszedł rosły Rafał w dresach oraz Szymek, który natychmiast zaczął eksplorować mieszkanie.
Rafał, dawaj tu dużą torbę! krzyknęła Martyna.
Oliwia naliczyła siedem walizek, cztery pudła, dwa wielkie plastikowe kontenery. Na kilka miesięcy trochę tego za dużo.
gwałtownie się rozlokujemy zapewniła Martyna. choćby nas nie zauważysz!
…Pierwsze dwa tygodnie to kontrolowany chaos. Oliwia chowała się w swoim pokoju, pracowała przy akompaniamencie telewizora z salonu i tupotu Szymka w korytarzu. Wmawiała sobie, iż to tymczasowe, jakoś wytrzyma. Nic strasznego.
Potem Martyna poprzestawiała meble w kuchni, bo jej tak wygodniej. Rafał przejął balkon jako strefę relaksu. Szymek zepsuł klamkę w łazience i nikomu nie przyszło by ją naprawić.
Martyna zaczepiła gościa w kuchni. Musimy porozmawiać. Jesteście tu prawie miesiąc. Jak tam szukanie mieszkania?
Szukamy, szukamy machnęła ręką, nie odrywając wzroku od telefonu. Wszystko drogie teraz, nie masz pojęcia. Ale zaraz coś znajdziemy, bez stresu.
Potrzebuję konkretów.
Martyna spojrzała na nią w jej oczach coś się zmieniło.
Oliwio, gdzie mamy wyjść? Na ulicę? Z dzieckiem?
Nie mówię o ulicy. Chodzi o…
Szukamy! podniosła głos. Co jeszcze chcesz? Żebyśmy spali na dworcu?
Wyszedł z pokoju Rafał.
Jest jakiś problem?
Oliwia patrzyła już nie na wdzięczne twarze, nie na zawstydzone.
Nie odparła. Żadnego problemu.
I poszła do siebie.
…Problemów było co niemiara. Rafał zajął rano łazienkę, kiedy Oliwia musiała ogarniać się na wideokonferencję. Martyna przełożyła jej jedzenie na dolną półkę lodówki, swoje na górne bo co łatwiej wyjąć. Szymek nauczył się odpalać bajki na pełny regulator w sobotnie poranki.
Oliwia pracowała na raty, zasypiała przy mamrotaniu telewizora, budziła się od łomotu Rafał coś zrzucał w korytarzu.
…Pewnego dnia wróciła ze sklepu jej biurko zalane zabawkami Szymka, Martyna siedzi w fotelu i scrolluje coś na komórce.
O, przyszłaś rzuciła z lekceważeniem. Słuchaj, przydałby się szybszy internet, twój strasznie muli.
To mój gabinet.
No i co? Szymek nie ma gdzie się bawić. U niego ciasno.
Oliwia w milczeniu zebrała zabawki, wyniosła do korytarza. Martyna prychnęła, ale nie skomentowała.
Wkrótce przyszedł rachunek za media. Suma dwa razy większa niż zwykle. Oliwia położyła papier na stole przy kolacji.
Musimy pogadać o kosztach.
Rafał żuł w milczeniu. Martyna kroiła kotleta.
Jakich kosztach?
Za media. Was troje, ja jedna logiczne, żeby przynajmniej się podzielić.
Martyna odłożyła widelec.
Oliwio, serio? Przecież jesteśmy rodziną. Chcesz od nas kasę?
Chcę się rozliczyć za rachunki. To normalne.
Normalne? Rafał w końcu spojrzał. Normalne jest pomagać rodzinie. A nie trzepać złotówki z ludzi w podbramkowej sytuacji.
Mieszkacie dwa miesiące. Za darmo. Korzystacie z mojego internetu. Nie mówię o czynszu tylko o rachunkach.
Wiesz co Martyna wstała żal ci paru złotych, powiedz wprost. Nie udawaj świętej.
Oliwia patrzyła, jak wychodzą z kuchni. Szymek złapał ostatnią kromkę chleba, Rafał rzucił przez ramię: Skąpa.
Siedziała w kuchni do północy, myślała. Liczyła, ile już wydała na gości. Zastanawiała się, jak długo wytrzyma.
Następnego ranka weszła do salonu, gdzie Martyna z Rafałem oglądali telewizję.
Macie tydzień.
Martyna choćby się nie odwróciła.
Co?
Tydzień, żeby znaleźć mieszkanie i się wynieść.
Teraz spojrzeli oboje.
Oszalałaś? Rafał zerwał się z miejsca. Gdzie mamy pójść?
To nie mój problem. Dałam wam dwa miesiące. Nie szukaliście mieszkania, nie płaciliście rachunków, nie szanowaliście moich granic. Dość.
No jasne! Martyna też wstała. Wydaje się jej, iż jak ma mieszkanie, to królowa osiedla?
Jestem właścicielką tej kawalerki. Chcę, żebyście już jej nie wynajmowali.
Mama wie, jak traktujesz rodzinę? Rafał ruszył w jej kierunku. Może zadzwonić?
Dzwoń.
Martyna złapała za telefon. Oliwia nie ruszyła się z miejsca. Niech dzwoni. Niech mama krzyczy, płacze, grozi. Oliwia już podjęła decyzję.
Tydzień powtórzyła. Jak nie wyniesiecie się za siedem dni, idę z tym na policję.
Ty… Martyna aż się zakrztusiła. Ty… Śmiesz mi coś narzucać! My ci pomagaliśmy! My…
Nie pomagaliście. Mieszkaliście. Za darmo. Różnica kolosalna.
Oliwia odwróciła się i weszła do siebie. Zamknęła drzwi, usiadła na łóżku. Serce biło w gardle, ale dziwne poczucie spokoju rosło w niej z każdą minutą.
Tydzień był istną udręką. Martyna demonstracyjnie nic nie sprzątała, Rafał przypadkiem złamał półkę w przedpokoju, Szymek bazgrał flamastrami po tapecie. Oliwia wszystko dokumentowała komórką.
Siódmego dnia wyprowadziła się cała trójka. Rafał przeklinał schody, Martyna na progu odwróciła się:
Oby wszystko wróciło do ciebie rykoszetem!
Oliwia zamknęła za nimi drzwi.
Okrążyła mieszkanie, posprzątała obce ślady, przewietrzyła balkon, przestawiła kuchnię. Do wieczora znów była w domu.
Nalała sobie kieliszek wina, usiadła na kanapie. Cisza w telefonie mama chyba jeszcze nie doszła do siebie po żalach Martyny. Przeżyje.
Dobroć to świetna rzecz. Ale bez granic staje się naiwnością. A naiwność każdy wykorzysta.
Oliwia obiecała sobie nigdy więcej. Żadnych rodzinnych przysług. Żadnego przecież to tylko na chwilę. Żadnych obcych w jej mieszkaniu.
Wypiła wino, umyła kieliszek i położyła się spać. Pierwszy raz od miesięcy w absolutnej ciszy.













