Jeszcze niedawno były jedną z najzwyklejszych konserw na sklepowej półce. Teraz w części europejskich supermarketów zaczyna ich brakować. Duże sieci handlowe potwierdzają problemy, a sytuacja może nie poprawić się szybko. Przyczyna nie leży w jednym producencie ani awarii magazynu. Rynek walczy jednocześnie ze spadającymi zasobami, ograniczeniami eksportowymi oraz rosnącym popytem. Polska nie jest od tego rynku odcięta – część produktów trafiających do naszych sklepów również pochodzi z importu.
Alejka delikatesów z produktami. | Fot. Warszawa w Pigułce.Najbardziej widoczne problemy z sardynkami występują w tej chwili w Niemczech. Na początku września niemiecka agencja DPA zapytała największe sieci handlowe o coraz częstsze braki. Aldi Nord potwierdził, iż niektóre produkty mogą okresowo być niedostępne, Rewe mówiło o napiętej sytuacji surowcowej w całej Europie, a Lidl przyznał, iż przy rosnącym popycie mogą występować lokalne problemy z dostępnością. Pojedyncze niedobory potwierdził także Kaufland oraz internetowa sieć Picnic. Problem dotyczy zarówno marek własnych, jak i produktów znanych producentów.
Połowy runęły niemal o połowę. Europa mocno zależy od jednego kierunku
Źródło problemu znajduje się tysiące kilometrów od polskich supermarketów. Jednym z najważniejszych obszarów połowu sardynek dla europejskiego przemysłu są wody Atlantyku u wybrzeży Maroka i Sahary Zachodniej. Według danych marokańskiej administracji przytoczonych przez niemieckie Centrum Informacji o Rybach w 2022 r. wyładowano około 965 tys. ton sardynek. W 2024 r. było to już tylko około 525 tys. ton. Oznacza to spadek o około 46 proc. w ciągu zaledwie 2 lat. Tak dużej dziury nie da się łatwo zasypać dostawami z innego akwenu.
Problem nie jest tylko chwilowym wahnięciem połowów. Opublikowane w lipcu 2026 r. badanie naukowców z Uniwersytetu Cadi Ayyad wskazuje na poważną presję na marokańskie zasoby sardynek. W południowej części łowisk biomasa oceniana była na mniej niż 30 proc. poziomu odpowiadającego maksymalnemu zrównoważonemu odłowowi, a presja połowowa wielokrotnie przekraczała poziom uznawany za bezpieczny. Również zasoby centralne pozostają wrażliwe. Badacze rekomendują ograniczanie presji połowowej i bardziej ostrożne gospodarowanie stadami.
Maroko już zaczęło reagować. Od 1 lutego 2026 r. eksport świeżych, chłodzonych i mrożonych sardynek został objęty obowiązkiem uzyskania specjalnej licencji eksportowej. Marokańskie Ministerstwo Przemysłu i Handlu potwierdza, iż system ma obowiązywać przez 12 miesięcy. Nie jest to całkowity zakaz eksportu konserw, ale ograniczenie wywozu surowca ma ogromne znaczenie dla europejskich przetwórców, którzy sprowadzają ryby do dalszej produkcji.
Jeszcze w sierpniu marokańskie media publiczne informowały, iż krajowy rynek znalazł się w nietypowej sytuacji: popyt pozostaje wysoki, podaż spada, a ceny rosną. uległ zmniejszeniu również eksport na część tradycyjnych europejskich rynków, w tym do Francji. Wcześniej, wiosną, lokalne media opisywały choćby przypadki pustych miejsc na półkach z konserwami w marokańskich supermarketach. Innymi słowy, problemy pojawiły się choćby w państwie będącym jednym z największych światowych producentów tego gatunku.
Polska również sprowadza te ryby. Maroko dominuje w dostawach do Unii
To ważne również z polskiego punktu widzenia. Unia Europejska jest bardzo mocno uzależniona od dostaw z Afryki Północnej. Według danych handlowych WITS w 2024 r. kraje UE sprowadziły spoza Wspólnoty około 26,7 mln kg konserwowanych sardynek, sardynelli i produktów z tej grupy. Aż 25,1 mln kg pochodziło z Maroka. Oznacza to, iż Maroko odpowiadało za zdecydowaną większość zewnętrznych dostaw tej kategorii na unijny rynek.
Polska również znajduje się w tym łańcuchu. W 2024 r. sprowadziliśmy w tej kategorii około 1,74 mln kg produktów. Największym dostawcą była Łotwa, ale bezpośrednio z Maroka przyjechało ponad 232 tys. kg. Do Polski trafiały także produkty z Niemiec, Litwy i Hiszpanii. Te dane nie oznaczają, iż polskie półki nagle zostaną puste – pokazują jednak, iż krajowy rynek nie jest samowystarczalny i korzysta z tego samego europejskiego systemu dostaw, który właśnie zaczyna odczuwać niedobór surowca.
Sygnały pojawiały się zresztą także u polskich klientów. Już wiosną w mediach społecznościowych konsumenci zwracali uwagę, iż zwykłe sardynki w puszce stały się trudniejsze do znalezienia w niektórych sklepach Lidla i Biedronki. To oczywiście relacje klientów, a nie dowód na ogólnopolską reglamentację czy systemowy brak towaru, ale dobrze pasują do problemu, który kilka miesięcy później oficjalnie potwierdziły wielkie sieci w Niemczech.
Na razie nie ma komunikatu największych polskich sieci mówiącego o ogólnopolskim braku sardynek. Nie ma więc podstaw, by zapowiadać, iż za kilka dni produkt zniknie ze wszystkich Biedronek, Lidli czy Kauflandów. Znacznie bardziej prawdopodobnym scenariuszem są punktowe braki konkretnych marek i wariantów, mniejszy wybór oraz wyższe ceny. Właśnie taki etap obserwowany jest w tej chwili w Niemczech: sardynki przez cały czas można kupić, ale nie każdy produkt jest dostępny w każdym sklepie.
Hiszpania i Portugalia nie są w stanie gwałtownie wypełnić luki
Europa ma własne łowiska sardynek, przede wszystkim w rejonie Hiszpanii i Portugalii. Ich stan poprawił się w ostatnich latach, ale według Stefana Meyera z niemieckiego Centrum Informacji o Rybach wielkość połowów nie wystarcza, aby zastąpić brakującą podaż z północno-zachodniej Afryki. Ekspert nie spodziewa się dlatego szybkiego uspokojenia sytuacji i uważa dalszy wzrost cen za możliwy. Producenci próbują również zastępować sardynkę podobnymi gatunkami, takimi jak sardynella.
To może być coraz bardziej widoczne również na etykietach. Polska Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych przypominała latem, iż prawdziwe konserwowane sardynki mogą być produkowane wyłącznie z określonego gatunku Sardina pilchardus. Na rynku funkcjonują jednak również konserwy z ryb pokrewnych sardynce, w tym z innych gatunków należących do rodziny śledziowatych. Przy ograniczonej podaży adekwatnej sardynki producenci mogą coraz częściej szukać właśnie takich alternatyw
Na ceny nakłada się jeszcze ogólna sytuacja na rynku rybnym. Najnowsze dane GUS za lipiec pokazują, iż w Polsce ryby i owoce morza były średnio o 5,5 proc. droższe niż rok wcześniej. Nie jest to wskaźnik ceny samych sardynek i nie można na jego podstawie przewidzieć konkretnej podwyżki puszki w sklepie, ale wskazuje, iż ta kategoria żywności już znajduje się pod presją cenową.
Popularność rośnie dokładnie wtedy, kiedy ryb jest mniej
Dodatkowym problemem jest popyt. Lidl w Niemczech potwierdził, iż rosnące zainteresowanie sardynkami dokłada się do problemów z dostępnością. Produkt, który przez lata kojarzył się przede wszystkim z tanią konserwą, przeżywa modę jako łatwe źródło białka i ryb morskich. W mediach społecznościowych pojawiły się całe trendy związane z sardynkami, a obok najtańszych puszek gwałtownie rozwija się segment produktów premium.
Dla rynku oznacza to bardzo niekorzystne połączenie. Klientów przybywa w momencie, gdy dostępnego surowca jest mniej. Zapasy można przez pewien czas uzupełniać konserwami wyprodukowanymi wcześniej, ale przy utrzymującym się problemie producenci muszą albo znaleźć inne źródło ryb, albo zapłacić za surowiec więcej, albo ograniczyć produkcję poszczególnych wariantów. W sklepie końcowym efektem może być wyższa cena, mniejsza liczba marek albo okresowy brak produktu.
Nie wygląda przy tym na sytuację podobną do chwilowej paniki zakupowej, kiedy klienci w kilka dni opróżniają magazyny z cukru czy papieru toaletowego. Źródło niedoboru znajduje się znacznie wcześniej w łańcuchu dostaw – ryb po prostu jest mniej. o ile stan łowisk wymaga ograniczenia połowów, zwiększenie produkcji nie jest możliwe przez uruchomienie dodatkowej zmiany w fabryce. To właśnie dlatego przedstawiciele branży ostrzegają, iż powrotu do poprzedniej dostępności nie należy oczekiwać z dnia na dzień.
Dla kupujących nie jest to powód, aby teraz wykupywać kartony konserw na zapas. Taka reakcja tylko dodatkowo zwiększałaby lokalne braki. o ile sardynki są regularnym elementem domowych zakupów, można natomiast zauważyć w kolejnych miesiącach, iż ulubiona marka pojawia się rzadziej, promocje stają się mniej atrakcyjne albo tańsze puszki zastępowane są droższymi produktami. Przy zakupie dobrze również czytać nazwę gatunku na opakowaniu – „produkt typu sardynka” i konserwa z sardynelli nie muszą być tym samym co adekwatna sardynka.
Na 10 września 2026 r. nie ma potwierdzenia ogólnopolskiego niedoboru sardynek. Jest natomiast coś, czego przy wcześniejszych prognozach brakowało: faktyczne braki potwierdzone już przez kilka wielkich europejskich sieci, oficjalne ograniczenie eksportu surowca przez Maroko, wyraźny wieloletni spadek połowów oraz badania wskazujące na przeciążenie najważniejszych łowisk. To sprawia, iż sardynki są dziś jednym z produktów spożywczych, przy których ryzyko mniejszej dostępności i wzrostu cen jest czymś więcej niż internetową plotką.










