15 października 2023 r. Dziennik
Nienawidziłam jej od pierwszej chwili, gdy tylko przekroczyła próg naszego domu.
Kręcone włosy, wysoka, szczupła. Koszulką nie przyciągała uwagę, ale ręce różniły się od maminiych. Palce były krótsze i grubsze, zawsze trzymała je w pięści. Nogami była jeszcze cieńsza niż matka, a stopy dłuższe.
Siedziałem z bratem Wojtkiem, miał siedem lat, ja miałam dziewięć, i rzucaliśmy w nią ostre spojrzenia.
Długa Mila to nie milka, a prawdziwa mil, nie ma co ukrywać! ganiałem.
Tata zauważył nasze lekceważące zachowanie i zarządził: Zachowujcie się przyzwoicie! Co wy za niegrzeczni?
A ona zostanie z nami na długo? zapytał z kaprysem Wojtek. Mógł tak mówić, bo był mały i chłopiec.
Na zawsze odparł tata.
Usłyszałem, iż tata zaczyna się denerwować. Gdyby go naprawdę wkurzyło, nie skończyłoby się dobrze. Lepiej go nie prowokować.
Po godzinie Mila wstała, założyła buty i ruszyła do wyjścia. Wojtek spróbował jej podać stopę, żeby się potknęła. Prawie wypadła prosto w klatkę schodową.
Tata spanikował: Co się stało?
Potknęłam się o czyjąś obuwie odparła, nie patrząc na Wojtka.
Wszystko posprzątam, obiecuję! zawołał natychmiast.
Wtedy zrozumiałam, iż on ją kocha. Nie mogliśmy jej wykluczyć z naszego życia, choć staraliśmy się.
Pewnego dnia, gdy Mila była u nas w domu bez taty, przy kolejnym jej wkurzającym zachowaniu, powiedziała nam spokojnym głosem:
Wasza mama zmarła. Tak się niestety zdarza. Teraz siedzi na niebie i wszystko widzi. Myślę, iż nie podoba jej się wasze zachowanie. Rozumie, iż robicie to z zazdrości. Chronicie jej pamięć.
Zamarliśmy.
Wojtku, Zuzanno, wy sami jesteście dobrą gromadką! Czy naprawdę trzeba tak strzec pamięci po mamie? Dobry człowiek to człowiek czynów, nie pustych słów. Nie mogę uwierzyć, iż ciągle zachowujecie się jak jeże!
Takimi rozmowami Mila odgoniła nasze chęci do złych czynów. Raz pomogłam jej rozłożyć zakupy z marketu. Jak bardzo Mila mnie chwaliła, położyła rękę po plecach. Palce nie były mamini, ale i tak było przyjemnie Wojtek zadrwił zazdrośnie.
Układałam czyste kubeczki na półce, Mila pochwaliła mnie i go. Wieczorem z entuzjazmem opowiedziałam tacie, jak jesteśmy pomocni. Był zachwycony.
Jej obcość długo nie pozwalała nam się wyluzować. Chcieliśmy wpuścić ją do serca, ale nie udawało się. Nie była naszą matką, i to wystarczyło! Po roku już nie pamiętaliśmy, jak żyliśmy bez niej. Po jednym incydencie zakochaliśmy się w Milenie na zabój, jak tata.
Wojtek w siódmym klasie miał ciężko. Cichozamkniętego, obrażał go jeden chłopak Wiktor Hramc. Był takiej samej wysokości, ale zadziorzejszy. Hramc wybrał Wojtka jako cel, bo po prostu miał taką ochotę. Rodzina Hramców była pełna, Wiktor czuł ochronę ojca, który otwarcie mawiał: Jesteś facetem, bij wszystkich. Nie czekaj, aż cię przygniecioną. Dlatego Hramc wybrał Wojtka jako wygodną ofiarę.
Wojtek nie mówił mi nic, siostrze, czekał, aż sprawy same się załagodzą. Ale tego nie stało się. Prześladowcy rosną z bezkarności ofiary.
Hramc otwarcie bił Wojtka. Każdy, kto przechodził obok, przyciskał go w ramię. Udało mi się wyciągnąć od niego informacje, kiedy zobaczyłam siniaki na ramionach. Uważał, iż mężczyźni nie powinni obarczać siostry problemami, choćby starszej. Nie wiedzieliśmy, iż pod drzwiami stała Mila i podsłuchiwała naszą rozmowę.
Wojtek błagał mnie, żebym nie mówiła tacie, bo wtedy będzie gorzej. Prosił też, bym nie szarpała teraz twarzy Wiktorowi! A ja chciałam się zemścić! Za brata mogę zabić! myślałam. Nie chciałam wciągać taty w konflikt z ojcem Hramca, bo to mogło skończyć w więzieniu
Jutro miał być piątek.
Mila, pod pretekstem zakupów, zawiozła nas do szkoły i potajemnie poprosiła, żebyśmy przyprowadzili Hramca. Pokazałam mu drogę. Niech wie, iż ma do czynienia z kozłem!
Rozpoczął się lekcyjny język polski u Wojtka. Mila weszła do klasy uśmiechnięta, z modną fryzurą i manicure, poprosiła, by Wiktor Hramc wyszedł, bo ma sprawę do załatwienia. Nauczycielka zgodziła się, nie budząc podejrzeń. Chłopak wyszedł spokojnie, myśląc, iż Mila to nowa organizatorka. Hramc miał przynieść kolczaste kwiaty dla klasy, jako hołd dla żołnierzy.
Mila chwyciła go za piersi, podniosła z ziemi i syknęła:
Czego chcesz ode mnie, synu?
Od od którego syna? załamał się.
Od Wojtka Rybakina!!
Nic
Nie chcę nic! Bo jeżeli jeszcze raz dotkniesz mojego syna, przyjdziesz mi pod oczy lub spojrzysz krzywym wzrokiem, połamę cię, draniu!
Ciociu, puść mnie pisnęła Hramc. Już nie będę!
Wynocha! wtrąciła pani nauczycielka. I nie odzywaj się o mnie. Włożyłam twojego ojca do więzienia za wychowanie małego przestępcy! Zrozumiałeś? Powiedz nauczycielce, iż jestem twoją sąsiadką, proszę o klucz! A po lekcjach przeproś Wojtka! Samo się tym zajmę
Wojtek uciekł do klasy, poprawiając mundurek. Mówił o sąsiadce. Od tej pory nie patrzył już w stronę Wojtka. Unikał go! Przeprosił tego samego dnia, krótko, szorstko, ale przeprosił.
Nie mówcie tacie poprosi Mila. My jednak nie wytrzymaliśmy i wszystko opowiedzieliśmy. Był zachwycony.
W pewnym momencie Mila pokazała mi adekwatną drogę. Zakochałam się w szesnastej zimą w takiej głupiej miłości, w której hormony przyćmiewają rozum i chce się tego zakazanego.
Wstydzę się przyznać, ale opowiem. Związałam się z bezrobotnym, wiecznie pijanym pianinem, nie dostrzegając oczywistości. On szepnął mojemu nieobeznanemu ucha, iż jestem jego muzą, a ja topiłam się w jego ramionach niczym wosku. To był pierwszy kontakt z mężczyzną.
Mama poszła do tego pianisty i zapytała dwa rzeczy: Czy on choć czasem trzeźwieje i na co będziemy żyć? Gdy miał stabilny plan życiowy, obiecała rozważyć naszą przyszłość, o ile pianista weźmie na siebie moje utrzymanie. Bo jedna zadymiona kawalerka nie wystarczy, by potwierdzić poważne zamiary.
On był pięć lat młodszy od Mileny, a ja o dwadzieścia pięć lat starsza. Nie robiła z nim ceremonii. Nie podam tutaj jego odpowiedzi, ale wstydu przed mamą nie miałam nigdy. Zwłaszcza gdy powiedziała: Myślałam, iż jesteś mądrzejsza.
Tak skończyła się moja miłosna historia brzydko i nieestetycznie. Nie skończyło się jednak w więzieniu, ani dla pianisty, ani dla taty. Na czas wkroczyła Mila
Od tamtej pory minęło wiele lat. Z Wojtkiem mamy rodziny, w których najważniejsze są: miłość, szacunek, troska, gdy bliska osoba się myli. To wszystko wpoił nam Mila.
Kobieta, która zrobiłaby dla nas więcej niż ktokolwiek inny, nie istnieje. Tata jest z nią szczęśliwy, zadbany i kochany.
Kiedyś przeżyła tragedię rodzinną, o której nie mieliśmy pojęcia. Tata nie wspominał nam o tym.
Mila pokochała naszego tatę i odeszła od męża. Miał kiedyś syna, który zginął z winy męża. Nie mogła mu tego wybaczyć.
Chcemy wierzyć, iż choć trochę złagodziliśmy ból Mileny. Jej ogromna rola w naszym wychowaniu nigdy nie była pomniejszana.
Zawsze gromadzi wokół siebie całą rodzinę. Nie wiemy już, jakie kapcie wybrać, by zadowolić Milę. Ceniemy ją i chronimy.
Bo prawdziwe matki, choćby napotykając przeszkody w postaci czyichś nieżyczliwych nóg, nigdy nie potykają się same.




