Zabrała mojego tatę
Mamo, wprowadziłam się! Wyobrażasz sobie, wreszcie!
Klaudia trzymała telefon między policzkiem a ramieniem, jednocześnie zmagając się z opornym zamkiem. Klucz kręcił się z trudem, jakby sprawdzał nową właścicielkę.
Córeczko, no dzięki Bogu! Jak tam mieszkanie? Wszystko w porządku? głos mamy był i wzruszony, i pełen radości.
Idealnie! Jasne, przestronne. Balkon na wschód, dokładnie tak, jak chciałam. Tata tam jest?
Jestem, jestem! odezwał się bas Krzysztofa. Przełączyłaś na głośnik. No co, pisklak opuścił gniazdo?
Tato, mam dwadzieścia pięć lat, żaden pisklak!
Dla mnie zawsze będziesz pisklakiem. Sprawdziłaś zamki? Nie wieje przez okna? Grzejniki…
Krzysiek, daj jej najpierw się rozgościć! przerwała mama. Klaudia, ty tam uważaj. Nowy blok, różni ludzie mogą się trafić.
Zachichotałam, w końcu pokonując zamek i wpychając drzwi.
Mamo, tu nie PRL z lat siedemdziesiątych. Porządny blok, porządni sąsiedzi. Będzie dobrze.
Kolejne tygodnie zamieniły się w jeden długi maraton między Castoramą, salonami meblowymi i moim nowym mieszkaniem. Zasypiałam z katalogami tapet na poduszce, budziłam się z myślą o tym, jaki kolor fugi będzie idealny do łazienkowych kafli.
W sobotę stałam na środku salonu, przeglądając próbki tkanin na zasłony, gdy znowu zadzwonił telefon.
Jak tam idzie? zapytał tata.
Powoli, ale do przodu. Dzisiaj wybieram zasłony. Waham się między kością słoniową a topionym mlekiem. Co myślisz?
Myślę, iż to ten sam kolor, tylko marketingowcy nazwali inaczej.
Tato, nic nie wiesz o odcieniach!
Ale wiem co nieco o elektryce. Gniazdka dobrze rozprowadzone?
Remont pożerał czas, złotówki i nerwy, ale każdy nowy detal zamieniał gołe ściany w mój dom. Sama wybrałam kremowo-beżowe tapety, sama znalazłam fachowca do paneli, sama zaplanowałam kuchenne szafki tak, żeby ciasny aneks był jak najprzestronniejszy.
Gdy ostatni majster zabrał resztki gruzu, usiadłam na podłodze w czystym salonie. Miękkie światło wpadało przez nowe zasłony, pachniało świeżością i trochę jeszcze farbą. Mój pierwszy prawdziwy dom…
Sąsiadkę poznałam trzy dni po ostatniej przeprowadzce. Grzebałam w kluczach przy drzwiach, gdy naprzeciwko szczęknął zamek.
O, nowa! Kobieta około trzydziestki wyjrzała zza drzwi. Krótko ścięte włosy, mocna pomadka, interesujące oczy. Jestem Iwona. Mieszkam drzwi naprzeciwko, będziemy sąsiadkami.
Klaudia, miło mi.
Potrzebujesz soli, cukru albo pogadać wpadaj śmiało. Pierwsze dni w bloku bywają dziwne, wiem z doświadczenia.
Iwona okazała się świetnym rozmówcą. Piłyśmy herbatę u mnie w kuchni, obgadując spółdzielnię i dziwaczne kąty na naszym piętrze. Dzieliła się wszystkim: który internet najlepszy, gdzie tanio naprawią kran, w którym warzywniaku są najświeższe pomidory.
Mam przepis na szarlotkę petarda! Iwona przeglądała coś w telefonie. Zaraz ci wyślę. Robi się pół godziny, a jakbyś spędziła cały dzień przy kuchence.
Daj koniecznie! Piekarnik jeszcze nie był sprawdzany.
Dni zamieniały się w tygodnie. Cieszyłam się, iż mam taką sąsiadkę. Spotykałyśmy się na klatce, czasem wpadałyśmy do siebie na kawę, wymieniałyśmy się książkami.
W sobotę przyjechał Krzysztof pomóc z półką, która uparcie nie chciała się trzymać ściany.
Kołki złe wzięłaś, ocenił tata, oglądając mocowanie. Te dobre do karton-gipsu, a tu betony. Poczekaj, w samochodzie mam adekwatne.
Po godzinie półka wisiała jak należy. Tata zebrał narzędzia, sprawdził wszystko po swojemu i z uznaniem kiwnął głową.
Teraz wytrzyma z dwadzieścia lat.
Tato, jesteś mistrzem! przytuliłam go z wdzięcznością.
Zeszliśmy na dół, rozmawiając o pierdołach. Tata pytał o pracę, ja narzekałam na nowego szefa, który gubi terminy i papiery.
Przed klatką spotkałyśmy Iwonę z torbami z Żabki.
O, cześć! pomachałam. Poznaj mojego tatę, Krzysztofa. Tato, to Iwona, sąsiadka, o której ci opowiadałam.
Bardzo mi miło, uśmiechnął się tata.
Iwona dziwnie zamarła, spojrzała na twarz taty, potem na mnie. Jej uśmiech nagle wyglądał jak przyklejony.
Ja również, rzuciła krótko i zniknęła w klatce.
Od tej pory wszystko się zmieniło. Następnego ranka spotkałam ją na korytarzu i zagadałam jak zwykle, uzyskałam tylko chłodne skinienie głowy. Gdy za parę dni próbowałam zaprosić ją na herbatę, wykręciła się pracą, choćby nie słuchając.
A potem rozpoczęły się skargi…
Pierwszy raz czymś się zaniepokoiłam, gdy wieczorem zapukał dzielnicowy.
Otrzymaliśmy zgłoszenie o zakłócaniu ciszy nocnej, starszy pan wyglądał na skrępowanego. Głośna muzyka, hałas.
Jaka muzyka? byłam zaskoczona. Czytałam książkę!
No ale sąsiedzi się skarżą…
Skargi zaczęły się sypać. Spółdzielnia dostawała pisma o nieznośnym tupaniu, ciągłym łomocie i muzyce nocami. Dzielnicowy wpadał regularnie, zawsze przepraszając i rozkładając ręce.
Wiedziałam, kto za tym stoi. Ale nie rozumiałam dlaczego?
Każdy poranek był loterią co dziś? Skorupki jaj wymazane po drzwiach? Fus z kawy wepchnięty w futrynę? Torba z obierkami spod wycieraczki?
Wstawałam pół godziny wcześniej, żeby to wszystko posprzątać przed pracą. Ręce bolały od środków, w gardle wciąż czułam gulę.
Tak się nie da żyć, mruknęłam kiedyś wieczorem, szukając w internecie wizjera z kamerą.
Montaż trwał dwadzieścia minut. Mała kamera ukryta w wizjerze rejestrowała wszystko na klatce. Podłączyłam ją do telefonu i czekałam.
Czekać nie musiałam długo.
O trzeciej w nocy ekran zaświecił powiadomieniem o ruchu. Patrzyłam, niedowierzając: Iwona w szlafroku i kapciach dokładnie rozsmarowuje coś brązowego na moich drzwiach. Spokojnie, jakby to był jej obowiązek.
Kolejnej nocy nie spałam. Siedziałam w przedpokoju, nasłuchując. Przed trzecią ktoś szurał za drzwiami.
Nagle otworzyłam drzwi.
Iwona zamarła z torbą w ręce. W środku coś chlupotało.
Co ci zrobiłam? sama byłam zdziwiona, jak żałośnie to zabrzmiało. Dlaczego mnie tak traktujesz?
Powoli spuściła torbę na podłogę. Twarz jej skurczyła się, ładne rysy wykrzywiły się w grymasie starej złości.
Ty? Ty nic mi nie zrobiłaś. Ale twój tata…
Co tata ma z tym wspólnego?
To mój tata też! prawie krzyczała, nie zwracając uwagi na sąsiadów. Tylko ciebie wychował, rozpieszczał, a mnie rzucił, kiedy miałam trzy lata! Ani grosza! choćby raz nie zadzwonił! Ja z mamą ledwo wiązałyśmy koniec z końcem, a on budował rodzinne szczęście z twoją matką! Ty mi go zabrałaś!
Cofnęłam się, opierając o drzwi.
Kłamiesz…
Kłamię? Zapytaj go! Zapytaj, czy pamięta Elżbietę Sowińską i córkę Iwonę, które wyrzucił z życia jak śmieci!
Zatrzasnęłam drzwi i zsunęłam się po nich na podłogę. Jedna myśl biła w głowie: nieprawda, nieprawda, nieprawda. Tata nie mógł. Nie mógł.
Rano pojechałam do rodziców. Całą drogę układałam w głowie pytanie, ale kiedy zobaczyłam tatę jak zwykle spokojnego, z gazetą zabrakło mi słów.
Klaudka! Ale niespodzianka! tata podniósł się z krzesła. Mama w sklepie, zaraz wróci.
Tato, muszę zapytać… usiadłam na kanapie, miętosząc pasek torebki. Znasz kobietę o imieniu Elżbieta Sowińska?
Zamarł. Gazeta wypadła mu z rąk i opadła na podłogę.
Skąd…
Jej córka to moja sąsiadka. Ta, którą ci przedstawiałam. Twierdzi, iż jesteś jej ojcem.
Cisza trwała wieczność.
Jedziemy do niej, powiedział nagle tata. Teraz. Muszę to wyjaśnić.
Droga do bloku trwała czterdzieści minut. Nie rozmawialiśmy. Patrzyłam przez okno, próbując poukładać sobie świat.
Iwona otworzyła szybko, jakby czekała. Rzuciła na nas ciężkie spojrzenie, ale się odsunęła.
Przyszedłeś przepraszać? Po trzydziestu latach?
Przyszedłem wyjaśnić. Tata wyjął z kieszeni złożoną kartkę. Przeczytaj.
Iwona wzięła dokument niepewnie. W miarę czytania jej twarz zmieniała się od gniewu, przez osłupienie, aż po rozbicie.
To… co to?
Wynik testu DNA, odpowiedział tata spokojnie. Zrobiłem, gdy twoja mama walczyła w sądzie o alimenty. Wyniki pokazały, iż nie jestem twoim ojcem. Elżbieta mnie zdradziła. Nie jestem twoim ojcem.
Kartka wypadła Iwonie z rąk…
Z tatą opuściliśmy mieszkanie. W swoim domu podeszłam, wtuliłam się w niego w szorstką kurtkę.
Przepraszam, tato. Przepraszam, iż uwierzyłam.
Tata pogłaskał mnie po głowie tak samo jak wtedy, gdy wracałam do niego po dziecięcych sprzeczkach.
Nie masz za co przepraszać, dziecko. Inni są winni.
Relacje z sąsiadką już się nie ułożyły. Nie szukałam już kontaktu. Po tym wszystkim straciłam wszelki szacunek do tej kobiety…










