Zabrałaś mi mojego ojca – Mamo, wyprowadziłam się! Wyobrażasz sobie, w końcu! Oksana ściskała telefon ramieniem przy uchu, próbując jednocześnie uporać się z opornym zamkiem. Klucz obracał się ciężko, jakby sprawdzał nową właścicielkę. – Córeczko, dzięki Bogu! A mieszkanie? Wszystko w porządku? – głos matki brzmiał wzruszająco i radośnie naraz. – Idealnie! Jasne, przestronne. Balkon na wschód, tak jak chciałam. Tata tam? – Jestem, jestem! – rozległ się bas Stanisława. – Przełączyli na głośnomówiący. No co, pisklak opuścił gniazdo? – Tato, mam dwadzieścia pięć lat, jaki pisklak? – Dla mnie zawsze będziesz pisklakiem. Sprawdziłaś zamki? Nie wieje przez okna? Kaloryfery… – Stasiu, daj dziecku się zaaklimatyzować! – przerwała matka. – Oksu, uważaj tam. To nowy blok, różni ludzie się trafiają. Oksana się roześmiała, wreszcie pokonując zamek i wpychając drzwi. – Mamo, tu nie jest komuna z lat siedemdziesiątych. Porządny blok, porządni ludzie. Wszystko będzie dobrze. Kolejne tygodnie zlały się w jeden niekończący się maraton między sklepami budowlanymi, salonami meblowymi a własnym mieszkaniem. Oksana zasypiała z katalogami tapet na poduszce, a budziła się z myślą, jaki odcień fugi pasuje do płytki w łazience. W sobotę stała w salonie wśród próbek materiałów na zasłony, gdy telefon znów ożył. – Jak idą sprawy? – zapytał tata. – Powoli, ale do przodu. Dziś wybieram zasłony. Nie mogę się zdecydować między „kością słoniową” a „zaparzonym mlekiem”. Co sądzisz? – Sądzę, iż to ten sam kolor, tylko marketing inny. – Tato, nie rozumiesz odcieni! – Ale rozumiem się na elektryce. Gniazdka dobrze podłączone? Remont pożerał czas, pieniądze i nerwy, ale każdy nowy szczegół zmieniał gołe ściany w prawdziwy dom. Oksana sama wybrała mleczno-beżowe tapety do sypialni, sama znalazła fachowca od paneli, sama wymyśliła jak rozstawić meble, by kuchnia wydawała się większa. Gdy ostatni robotnik wyniósł resztki gruzu, Oksana usiadła na podłodze w lśniącym czystością salonie. Miękkie światło sączyło się przez nowe zasłony, pachniało świeżością i nieco farbą. Jej pierwszy prawdziwy dom… Poznała sąsiadkę trzy dni po przeprowadzce. Oksana majstrowała przy kluczach, gdy naprzeciwko zatrzasnął się zamek. – O, nowa! – Kobieta około trzydziestki wychyliła się zza drzwi. Krótka fryzura, wyrazista pomadka, ciekawskie oczy. – Jestem Asia. Mieszkam dokładnie naprzeciwko, więc teraz jesteśmy sąsiadkami. – Oksana. Miło mi. – Jakbyś czegoś potrzebowała – soli, cukru albo pogadać – wpadaj śmiało. Na początku w nowym bloku jest dziwnie, pamiętam to. Asia okazała się świetną rozmówczynią. Piły herbatę w kuchni Oksany, rozmawiając o kaprysach zarządcy i rozkładzie ich piętra. Asia chętnie dzieliła się informacjami – który dostawca internetu jest najlepszy, jaki fachowiec naprawia hydraulikę tanio, w którym sklepie kupić najświeższe produkty. – Słuchaj, mam przepis na szarlotkę – po prostu szał! – Asia przewijała coś w telefonie. – Zaraz wyślę. Robi się ją pół godziny, a smakuje, jakbyś cały dzień stała przy kuchni. – O, koniecznie! Jeszcze nie używałam piekarnika. Dni zamieniały się w tygodnie, Oksana cieszyła się, iż obok mieszka tak otwarta osoba. Spotykały się na klatce, czasem wpadały do siebie na kawę, wymieniały się książkami. W sobotę wpadł Stanisław – pomóc z półką, która nie chciała się trzymać ściany. – Wzięłaś złe kołki – podsumował tata, oglądając uchwyty. – Te są do regipsu, a tu masz beton. Spokojnie, w samochodzie mam odpowiednie. Po godzinie półka wisiała idealnie. Stanisław zebrał narzędzia, obejrzał swoje dzieło i zadowolony pokiwał głową. – Teraz będzie wisieć dwadzieścia lat. – Tato, jesteś najlepszy! – Oksana wtuliła się w ojca. Zeszli na dół, rozmawiając o drobiazgach. Tata wypytywał o pracę, Oksana narzekała na nowego szefa, który ciągle miesza terminy i gubi dokumenty. Pod blokiem spotkały Asię z torbami ze sklepu. – O, cześć! – Oksana pomachała. – Poznaj mojego tatę, Stanisława. Tato, to Asia, moja sąsiadka, o której ci opowiadałam. – Miło mi – Stanisław uśmiechnął się ciepło. Asia na moment zamarła, patrząc raz na Stanisława, raz na Oksanę. Uśmiech na jej twarzy nagle wydał się sztuczny. – Wzajemnie – rzuciła krótko i gwałtownie zniknęła w klatce. Od tej chwili wszystko się zmieniło. Następnego dnia Oksana spotkała Asię na korytarzu – grzecznie się przywitała, ale w odpowiedzi dostała chłodny skinienie głowy. Za dwa dni spróbowała zaprosić sąsiadkę na herbatę – Asia wykręciła się brakiem czasu, choćby nie wysłuchawszy. A potem zaczęły się skargi… Pierwszy raz dzielnicowy zapukał o dziewiątej wieczorem. – Przyszło zgłoszenie o zakłócaniu ciszy – starszy policjant wyglądał na zażenowanego. – Głośna muzyka, hałas. – Jaka muzyka? – Oksana była zdumiona. – Czytałam książkę! – No, sąsiedzi się skarżą… Skargi sypały się jedna po drugiej. Zarządca otrzymywał pisma o „nieznośnym tupaniu”, „ciągłym łomocie” i „muzyce w nocy”. Dzielnicowy pojawiał się coraz częściej, za każdym razem przepraszając i rozkładając ręce. Oksana już wiedziała, skąd wieje wiatr. Ale nie wiedziała dlaczego. Każde rano było loterią – co tym razem? Skorupki jaj, rozmazane na drzwiach? Fuski od kawy wciskające się w szczelinę między ramą a skrzydłem? Torebka z obierkami ziemniaczanymi starannie umieszczona pod wycieraczką? Oksana wstawała pół godziny wcześniej, by wszystko uprzątnąć przed wyjściem do pracy. Ręce szczypały od detergentów, w gardle stał wieczny gul. – Tak dalej być nie może – mruknęła pewnego wieczoru, przeglądając w Internecie kamerki do wizjerów. Montaż zajął dwadzieścia minut. Mała kamera, ukryta w zwykłym wizjerze, nagrywała wszystko na klatce schodowej. Oksana podłączyła ją do telefonu i zaczęła czekać. Czekała krótko. O trzeciej w nocy ekran rozświetliło powiadomienie o ruchu. Oksana z niedowierzaniem patrzyła, jak Asia – w szlafroku i kapciach – starannie rozmazuje coś ciemnego na jej drzwiach. Metodycznie, powoli, jakby robiła to od dawna. Następnej nocy nie spała. Siedziała w przedpokoju, nasłuchując każdego szmeru. Około drugiej trzydzieści za drzwiami rozległo się szuranie. Oksana nagle otworzyła drzwi. Asia zamarła z torbą w ręku – w środku coś chlupotało paskudnie. – Co ci zrobiłam? – Oksana sama była zaskoczona, jak żałośnie brzmiał jej głos. – Dlaczego mnie tak traktujesz? Asia powoli postawiła torbę na podłodze. Jej twarz wykrzywiła się – ładne rysy zniknęły pod maską starej złości. – Ty? Nic mi nie zrobiłaś. Ale twój tatusiek… – Co mój ojciec ma do tego? – To, iż jest też moim ojcem! – Asia niemal krzyczała, nie zważając na sąsiadów. – Ciebie wychowywał, kochał i rozpieszczał, a mnie porzucił, gdy miałam trzy lata! Ani grosza, ani telefonu! Z mamą ledwo dawałyśmy radę, podczas gdy on budował sielankę z twoją mamusią! Ty mi zabrałaś ojca! Oksana odsunęła się, opierając plecami o framugę. – Kłamiesz… – Kłamię? Spytaj go! Spytaj, czy pamięta Marysię Słowik i córkę Asię, które wyrzucił jak śmieci z własnego życia! Oksana zatrzasnęła drzwi i osunęła się na podłogę. W głowie dudniła jedna myśl: to nieprawda, to nieprawda, to nieprawda. Tata nie mógł. Nie mógł. Rano pojechała do rodziców. Całą drogę ćwiczyła to pytanie, ale gdy zobaczyła ojca, spokojnego jak zawsze, z gazetą, zabrakło jej słów. – Okska! Ale niespodzianka! – Stanisław wstał z kanapy. – Mama w sklepie, zaraz wróci. – Tato, muszę Cię zapytać… – Oksana usiadła na kanapie, gniotąc pasek torebki. – Znasz kobietę o imieniu Marysia Słowik? Stanisław zesztywniał. Gazeta wypadła mu z palców na podłogę. – Skąd… – Jej córka to moja sąsiadka. Ta, którą ci przedstawiałam. Twierdzi, iż jest twoją córką. Milczenie trwało wieczność. – Jedziemy do niej – rzucił w końcu Stanisław. – Natychmiast. Muszę to naprawić. Droga do bloku zajęła czterdzieści minut. Nie rozmawiali. Oksana patrzyła na mijane domy, próbując poskładać rozbitą rzeczywistość. Asia otworzyła od razu, jakby czekała. Zmierzyła ich obojga ciężkim spojrzeniem, ale odsunęła się, wpuszczając do środka. – Przyszedłeś się przyznać? – syknęła do Stanisława. – Po trzydziestu latach? – Przyszedłem wyjaśnić. – Stanisław wyciągnął z kieszeni złożony dokument. – Przeczytaj. Asia wzięła go nieufnie. Z minuty na minutę jej twarz zmieniała się – od złości, przez zdumienie, po zagubienie. – Co to… – Wynik DNA – powiedział Stanisław spokojnie. – Zrobiłem go, gdy twoja mama próbowała dostać alimenty przez sąd. Wynik był jasny: nie jestem twoim ojcem. Marysia mnie zdradziła. Nie jestem twoim ojcem. Dokument upadł na podłogę… Oksana z ojcem wyszli z mieszkania sąsiadki. W domu Oksana podeszła do ojca i mocno go przytuliła, chowając twarz w materiał jego kurtki. – Przepraszam, tato. Przepraszam, iż zwątpiłam. Stanisław pogładził córkę po włosach – tak jak w dzieciństwie, gdy biegła do niego po kłótni z koleżankami. – Nie masz za co przepraszać, dziecko. To inni zawinili. Relacje z sąsiadką już nigdy nie wróciły do normy. Ale Oksana nie tęskniła za jej obecnością. Po tylu przykrościach szacunek do tej kobiety na zawsze przepadł…

twojacena.pl 10 godzin temu

Mamo, wprowadziłam się! Wyobrażasz sobie, w końcu!

Oksana przyciskała telefon do ucha, jednocześnie zmagając się z niesfornym zamkiem. Klucz obracał się opornie, jakby chciał sprawdzić, czy nowa właścicielka nadaje się na ten adres.

Córeczko, no dzięki Bogu! Jak mieszkanie? Wszystko w porządku? głos matki drżał z mieszanki ekscytacji i ulgi.

Idealnie! Jasne, przestronne. Balkon na wschód, tak jak chciałam. Tata tam?

Jestem, jestem! rozległ się bas Piotra. Na głośnomówiącym już. No i co? Wyleciał pisklak z gniazda?

Tato, mam dwadzieścia pięć lat, trochę już nie pisklak.

Dla mnie zawsze będziesz pisklaczkiem. Sprawdziłaś zamki? Okna nie są dziurawe? Grzejniki…

Piotrek, daj dziecku chwilę! przerwała mama. Oksano, uważaj tam. Nowe osiedle to różni ludzie dookoła.

Oksana zaśmiała się, w końcu pokonując zamek i wpychając drzwi.

Mamo, to nie blok z lat siedemdziesiątych. Porządny budynek, porządni ludzie. Wszystko będzie dobrze.

Następne tygodnie stopiły się w jeden niekończący się maraton między Castoramą, salonem meblowym a własnym mieszkaniem. Oksana zasypiała przy katalogu tapet, a budziła się z pytaniem: jaki kolor fug będzie najlepiej pasował do kafelków w łazience?

W sobotę stała, wpatrując się w próbki materiałów na zasłony, gdy telefon znów zadzwonił.

No i jak tam remonty? zainteresował się tata.

Powoli, ale stabilnie. Dzisiaj wybieram zasłony. Miotam się między „kością słoniową” a „mlekiem skondensowanym”. Co myślisz?

Myślę, iż to ten sam kolor, tylko marketing inny.

Tato! Po prostu nie masz pojęcia o odcieniach!

Ale umiem w gniazdka. Prąd dobrze podłączyli?

Remont pożerał czas, złotówki i nerwy, ale każdy nowy detal zamieniał surowe ściany w prawdziwy dom. Oksana sama wybrała kremowe tapety do sypialni, sama znalazła fachowca od paneli i sama wymyśliła, jak rozstawić meble, żeby ta mikroskopijna kuchnia nie wyglądała jak schowek na miotły.

Kiedy ostatni majster wyniósł pozostałości gruzu, Oksana usiadła na podłodze w lśniąco czystym salonie. Łagodna poświata wpadała przez nowe zasłony, pachniało świeżością i trochę farbą. Jej pierwszy, własny dom…

Zapoznanie z sąsiadką wydarzyło się trzy dni po ostatecznym wprowadzeniu. Oksana szarpała się z kluczami przy drzwiach, gdy z naprzeciwka rozległ się trzask zamka.

Oho, nowa lokatorka! Kobieta trzydziestokilkuletnia wyłoniła się zza drzwi, z krótką fryzurą, ostrą pomadką i spojrzeniem domorosłej dziennikarki. Jestem Halina. Mieszkam naprzeciwko, więc teraz jesteśmy sąsiadkami.

Oksana. Bardzo mi miło.

Jak czegoś ci brakuje soli, cukru albo pogaduszek śmiało wpadaj. Pierwsze tygodnie w nowym bloku mogą być dziwne, pamiętam to z własnego doświadczenia.

Halina okazała się świetną rozmówczynią. Piły herbatę w kuchni Oksany, wymieniały się opowieściami o kaprysach wspólnoty mieszkaniowej i architekturze ich piętra. Halina ochoczo pytała kto, gdzie, za ile, czyli najważniejsze: gdzie na osiedlu jest najlepszy internet, który majster nie oskubie cię na naprawie kranu, w jakim warzywniaku chleb nie smakuje jak wata.

Mam przepis na szarlotkę niebo w gębie! Halina buszowała w komórce. Podrzucę ci teraz. Upieczesz w pół godziny, a sąsiedzi będą myśleć, iż siedziałaś przy piecu całą niedzielę.

Cudownie! Piekarnik jeszcze nie miał inauguracji.

Dni toczyły się w tygodnie, a Oksana cieszyła się, iż trafiła na otwartą osobę za ścianą. Czasem widziały się na klatce, wpadały do siebie na kawę, wymieniały książki.

W sobotę przyjechał Piotr pomóc z półką, która uparła się, by nie trzymać się ściany.

Dałaś złe kołki wyrokował tata, patrząc na mocowania. Te są do karton-gipsu, a ty masz tu beton. Spokojnie, w samochodzie mam porządne.

Godzinę później półka wisiała prosta jak linia na maturze. Piotr zebrał narzędzia, rzucił okiem na efekt i z satysfakcją pokiwał głową.

No, teraz wytrzyma ze dwadzieścia lat.

Tata, jesteś bohaterem! Oksana rzuciła mu się na szyję.

Zeszli razem na dół, trajkocząc o pierdołach. Piotr dopytywał o pracę, Oksana marudziła na szefa, który gubił papiery szybciej niż ona skarpetki.

Pod klatką wyszła im naprzeciw Halina z dwoma siatkami z Biedronki.

O, cześć! Oksana pomachała wesoło. Tata, poznaj Halinę, sąsiadkę, o której ci opowiadałam.

Miło mi Piotr wyciągnął dłoń i rzucił swój klasyczny, godny zaufania uśmiech.

Halina na moment zamarła, przejechała wzrokiem po Piotrze, potem na Oksanę. Jej uśmiech stał się sztywny jak polewa z czekolady.

Również miło rzuciła i zniknęła w środku.

Od tej chwili wszystko się zmieniło. Następnego ranka Oksana zagadnęła Halinę na korytarzu, ale dostała w odpowiedzi jedynie polskiego dzień dobry w wersji zimnej jak lód. Po dwóch dniach zaprosiła ją na herbatę Halina wykręciła się brakiem czasu już przy trzecim słowie.

I wtedy zaczęły się skargi…

Pierwszy raz dzielnicowy zapukał do drzwi o dziewiątej wieczorem.

Otrzymaliśmy zgłoszenie o zakłócaniu ciszy nocnej starszy pan w mundurze wydawał się bardziej zażenowany niż Oksana. Głośna muzyka, hałasy.

Jaka muzyka? Oksana osłupiała. Ja czytałam książkę!

No tak, ale sąsiedzi narzekają…

Donosy posypały się jeden za drugim. Administracja otrzymywała listy o nieznośnym tupaniu, ciągłym łomocie, nocnym radiu na full. Dzielnicowy bywał z regularnością jak na budowie aquaparku. Za każdym razem z przeprosinami i ciężkim westchnieniem.

Oksana myślała sobie: wiadomo, która strona klatki dmucha w te sprawy. Ale nie mogła zrozumieć: dlaczego adekwatnie ja?

Każde rano przypominało losowanie na loterii a co dzisiaj? Skorupki jaj na wycieraczce? Fusy z kawy wciśnięte pod próg? Reklamówka z obierkami od ziemniaków starannie upchana pod wycieraczkę?

Wstawała o pół godziny wcześniej, żeby zdążyć posprzątać te cyrki przed wyjściem do pracy. Ręce szczypały od detergentów, a w gardle siedział nerw.

Dłużej tak się nie da wymamrotała pewnego wieczora, przeglądając w internecie dzwonki z kamerą.

Instalacja trwała dwadzieścia minut. Mała kamerka wbudowana w wizjer, wszystko kręciło się na podglądzie w telefonie. Oksana podłączyła, czekała.

Czekała krótko.

O trzeciej nad ranem ekran zaświecił powiadomieniem o ruchu. Oksana, niedowierzając, patrzyła, jak Halina w szlafroku i kapciach sprawnie paćka czymś ciemnym jej drzwi. Systematycznie, fachowo, jakby to była jej codzienna rutyna.

Następnej nocy Oksana nie spała. Siedziała w przedpokoju, nasłuchując każdego szelestu. Przed trzecią usłyszała szuranie za drzwiami.
Otworzyła gwałtownie.

Halina zamarła z reklamówką w ręku. W środku coś obrzydliwie mlaskało.

Co ja ci takiego zrobiłam? Oksana sama była zdziwiona, jak żałośnie to zabrzmiało. Za co?

Halina powoli postawiła reklamówkę na ziemi. Jej twarz wykrzywiła się, wyglądając nagle na głęboko zranioną.

Ty nic! Ale twój tatuś…

Tata? Co on ma do tego?

To też mój tata! Halina niemal krzyczała, nie przejmując się sąsiadami. Tylko ciebie wychowywał, rozpieszczał, a mnie zostawił, jak miałam trzy lata! Nic nie zapłacił, nie zadzwonił! Z mamą ledwo wiązałyśmy koniec z końcem, kiedy on budował sobie szczęśliwą rodzinkę z twoją mamą! Więc w zasadzie to ty zabrałaś mi ojca!

Oksana wycofała się, plecami trącając się o framugę.

Kłamiesz…

Kłamię? Zapytaj go! Zapytaj, czy pamięta Marię Sochę i córkę Halinę, które wyrzucił z życia jak śmieci!

Oksana trzasnęła drzwiami i osunęła się na podłogę. W głowie dudniło: niemożliwe, niemożliwe, niemożliwe. Tata nie mógł, wykluczone.

Rano pojechała do rodziców. Całą drogę układała w głowie pytanie, ale gdy zobaczyła tatę spokojnego, z gazetą w ręku głos zamarł jej w gardle.

Oksanka! Ale niespodzianka! Piotr wstał do powitania. Mama w sklepie, zaraz wróci.

Tato, muszę cię o coś zapytać… Oksana usiadła na sofie, gniotąc pasek torebki. Znasz kobietę imieniem Maria Socha?

Piotr zamarł. Gazeta wyślizgnęła się z palców i sfrunęła na podłogę.

Skąd…

Jej córka to moja sąsiadka. Ta, o której ci mówiłam. Twierdzi, iż jesteś jej ojcem.

Milczenie trwało wieczność.

Jedziemy. Teraz. Muszę to wyjaśnić.

Droga na nowe osiedle trwała czterdzieści minut. Nie zamienili ani słowa. Oksana patrzyła na mijające bloki, próbując poskładać świat na nowo.

Halina otworzyła od razu, jakby czekała. Przeszyła ich wzrokiem, ale cofnęła się i wpuściła do środka.

Przyszedł się tłumaczyć? rzuciła Piotrowi. Po trzydziestu latach?

Przyszedłem wyjaśnić Piotr wyjął z kieszeni składany dokument. Przeczytaj.

Halina wzięła papiery z niechęcią. W miarę czytania jej twarz przechodziła od wściekłości do konsternacji, a potem do zdumienia.

To… co to jest?

Wynik testu DNA brzmiał spokojny głos Piotra. Zrobiłem go, gdy twoja mama próbowała mnie pozwać o alimenty. Test wykazał, iż nie jestem twoim ojcem. Maria była niewierna. Ty nie jesteś moją córką.

Papier wypadł Halinie z rąk…

Oksana z ojcem wrócili do siebie. W mieszkaniu Oksana rzuciła się Piotrowi w ramiona.

Przepraszam, tato. Że uwierzyłam.

Piotr pogładził ją po włosach, tak samo jak wtedy, gdy była mała i płakała po kłótni z koleżanką.

Nie masz za co przepraszać, skarbie. Winni są inni.

Z Haliną nie było już kontaktu. Ale Oksana choćby nie żałowała. Po tej serii ekscesów szacunek do sąsiadki wyparował jak zapach świeżej farby.

Idź do oryginalnego materiału