– Ewa, spójrz w lustro. Jesteś zmęczona, przewidywalna, pachniesz obiadem i troskami. Sandra ma dwadzieścia dwa lata i przy niej czuję, iż żyję. Nie miej żalu, po prostu czas na zmianę modelu na nowszy – rzucił, poprawiając krawat, który kupiłam mu na rocznicę.
Zostałam w pustym domu, ze spłaconym kredytem i sercem rozbitym na tysiąc kawałków. Przez pierwsze miesiące ledwo wstawałam z łóżka. On w tym czasie wrzucał na portale zdjęcia z egzotycznych wakacji z Sandrą – ona w skąpym bikini, on wciągający brzuch, udający nastolatka.
Marek myślał, iż bez niego zginę. Myślał, iż będę błagać o każde dziesięć złotych alimentów. Nie wiedział jednak jednej rzeczy: kiedy on bawił się w „drugą młodość”, ja wzięłam się za porządkowanie spraw, na które przy nim nigdy nie miałam czasu.
Zamiast płakać w poduszkę, zainwestowałam resztki oszczędności w siebie i w mały biznes online, który planowałam od lat. Zmieniłam dietę, fryzurę, ale przede wszystkim – zmieniłam sposób myślenia. Przestałam być „żoną Marka”, a stałam się Ewą, która zna swoją wartość.
Rozprawa rozwodowa miała być dla niego formalnością. Przyszedł do sądu pewny siebie, w nowym garniturze, z Sandrą u boku, która ostentacyjnie żuła gumę i trzymała go za rękę. Marek śmiał się pod nosem, szepcząc jej coś do ucha, pewnie żarty na temat mojej „żałosnej” osoby.
Kiedy otworzyły się drzwi na salę i weszłam ja, w korytarzu zapadła martwa cisza.
Marek dosłownie zamarł. Oczy wyszły mu z orbit, a szczęka lekko opadła. Nie widział przed sobą zapłakanej, zaniedbanej kury domowej w wyciągniętym swetrze. Zobaczył kobietę w idealnie skrojonym, bordowym garniturze, na szpilkach, z pewnym spojrzeniem i blaskiem, którego nie miał prawa widzieć od dekady.
Prawdziwy dramat zaczął się jednak, gdy sędzia poprosił o przedstawienie stanu majątkowego. Marek, chcąc zaimponować Sandrze, żył ponad stan i gwałtownie utonął w długach. Liczył na to, iż przy podziale majątku dostanie połowę wartości naszego domu, by spłacić swoje luksusowe kredyty.
– Wysoki Sądzie – zaczęła moja prawniczka – moja klientka nie rości sobie praw do obecnych zarobków męża. Chcielibyśmy jednak przedstawić dokumenty dotyczące spółki, którą pani Ewa rozwinęła w ciągu ostatnich miesięcy. Spółki, która właśnie została wyceniona na kwotę przekraczającą wartość ich wspólnego domu trzykrotnie.
Marek o mało nie spadł z krzesła. Patrzył na mnie z niedowierzaniem, a potem na Sandrę, która nagle przestała żuć gumę i zaczęła z niepokojem przeliczać w pamięci, czy jej „sponsor” faktycznie ma jeszcze jakiekolwiek pieniądze.
Po rozprawie Marek dogonił mnie na parkingu. Sandra została w tyle, sprawdzając coś wściekle w telefonie.
– Ewa... wyglądasz niesamowicie. Ja... ja chyba popełniłem błąd. Może pójdziemy na kawę? Musimy porozmawiać o nas, o przyszłości... Sandra to tylko takie zauroczenie, wiesz jak jest...
Spojrzałam na niego z góry, wsiadając do mojego nowego samochodu.
– Marek, spójrz w lustro. Jesteś zmęczony kłamstwami, przewidywalny w swojej chciwości i pachniesz desperacją. Ja nie szukam „starego modelu”, który psuje się przy pierwszej lepszej okazji.
Zatrzasnęłam drzwi, zostawiając go na deszczu z jego małolatą, która już zaczęła się rozglądać za kimś z zasobniejszym portfelem. Oczy Marka wciąż były szeroko otwarte z szoku, ale dla mnie był już tylko niewyraźnym punktem w lusterku wstecznym.










