Grażyna zawsze wiedziała wszystko najlepiej – kto kogo zdradza, kto ile zarabia i jak należy „trzymać krótko” młodych. Moja babcia, która dotąd była moim jedynym oparciem, od zawsze patrzyła w nią jak w obrazek.
Mieszkałam u babci od roku, odkąd ojciec Adasia zniknął bez śladu. Starałam się jak mogłam: sprzątałam, gotowałam, dorabiałam nocami, żeby nie być ciężarem. Ale dla Grażyny byłam tylko „wygodnicką panną z dzieckiem”.
Siedziałam w pokoju obok, karmiąc siedmiomiesięcznego Adasia, gdy usłyszałam ich rozmowę w kuchni.
– Zobaczysz, Irena – syczała ciotka. – Ona cię wygryzie z tego mieszkania. Najpierw dziecko, potem jej koleżanki, a na końcu ciebie wywiozą do domu starców. Musisz pokazać, kto tu rządzi, póki jeszcze masz siłę. Młodzi teraz nie mają wstydu.
Głos babci był niepewny, ale ciotka nie przestawała.
– Jak jej teraz nie wystawisz walizek, to się jej nigdy nie pozbędziesz. Niech idzie do opieki, niech idzie pod most – nauczy się życia. Robisz jej krzywdę, tak ją niańcząc!
Dwa dni później atmosfera w domu stała się lodowata. Babcia przestała odpowiadać na moje „dzień dobry”, a każdy płacz Adasia kwitowała głośnym westchnieniem i trzaskaniem drzwiami.
Finał nastąpił w deszczowy czwartek. Wróciłam ze spaceru z wózkiem, przemoczona do suchej nitki. Nie mogłam przekręcić klucza w zamku. Zapukałam, myśląc, iż to tylko pomyłka. Drzwi otworzyły się na szerokość łańcucha.
– Babciu? Klucz nie działa – powiedziałam, tuląc do siebie śpiące dziecko.
Babcia stała w przedpokoju, a za jej plecami widziałam Grażynę. To ona podała babci moją torbę podróżną, którą rano ukradkiem spakowały.
– Grażyna ma rację – powiedziała babcia, a jej głos drżał, ale oczy były twarde. – Wykorzystujesz mnie. Chcesz zabrać mi dom. Musisz sobie radzić sama.
– Ale mamo... babciu... jest zimno, Adaś ma katar! Gdzie my pójdziemy?
– Tam, gdzie twoja odpowiedzialność – ucięła ciotka Grażyna, wychylając się zza ramienia babci. – Koniec darmowego hotelu.
Drzwi zatrzasnęły się z głuchym łoskotem. Usłyszałam szczęk zasuwanego rygla.
Stałam na klatce schodowej z jedną torbą i wózkiem. Przez małe okienko widziałam, jak w kuchni babci gaśnie światło. Zostałyśmy same. Deszcz bębnił o dach, a ja czuła, jak ogarnia mnie panika zmieszana z niewyobrażalną wściekłością.
Nie mogłam uwierzyć, iż lata mojej opieki nad babcią, każda podana tabletka i każda wspólna herbata zostały przekreślone przez kilka jadowitych zdań zawistnej ciotki.
Wyciągnęłam telefon. Moje ręce tak się trzęsły, iż ledwo mogłam wybrać numer do jedynej przyjaciółki, która mogła nas przyjąć.
– Kasia? Nie mamy gdzie spać. Babcia nas wyrzuciła.
Kiedy schodziłam po schodach, usłyszałam, jak babcia zaczyna płakać za drzwiami. Ale wtedy usłyszałam też głos ciotki: „Dobrze zrobiłaś, Irenka, zobaczysz, jeszcze ci podziękuje”.
Wtedy zrozumiałam – babcia straciła nie tylko wnuczkę i prawnuka. Straciła ostatnie osoby, które kochały ją bezinteresownie. Została jej tylko Grażyna i cisza w pustym mieszkaniu, która z każdym dniem będzie stawała się coraz cięższa.










