
Model był okazją do dalszej zabawy z malowaniem ognia. Powoli dochodzę do coraz lepszych rezultatów i coraz więcej rozumiem z oglądanych w sieci filmów o malowaniu źródeł światła. Dla mnie podstawą jest właśnie rozumieć proces. Wtedy czy to czerwony płomień czy zielony, wyzwanie jest mniejsze, bo zmieniają się tylko farby, a z tych, które dobrałem do malowania płomienia na lasce maga jestem zadowolony. Chciałbym jeszcze sprawdzić malowanie fioletowego płomienia, bo wprawdzie nie jest to tak jasny kolor jak czerwony czy zielony ale może dobrze pasować do magicznego płomienia. Może będzie okazja!
Resztę modelu postanowiłem zrobić w bardziej stonowanych kolorach, żeby nie odciągać uwagi od małego feniksa i pochodni. To metoda, która sprawdza się u mnie coraz lepiej. Mianowicie nie rozkładam energii na malowanie równomiernie. Jakbym cieniował np. płaszcz tak dokładnie jak ogień, odciągnąłbym od płomienia uwagę. Dlatego płaszcz wystarczyło pomalować speedpaint za pomocą pędzla a potem aerografem przyciemnić go po tym samym speedpaint po przeciwnej do światła, stronie.
Zielone szmaty malowałem mieszając farbę na modelu na mokro, skóra to 2-3 piaskowe kolory i odrobina czerwonego olejnego wash'a przy łuskach a łuski to czerwony speedpaint i lekkie rozjaśnienie krawędzi pomarańczowym.
Całość prezentuje się tak:














