Wiera zasuwała do domu, z siatkami pełnymi zakupów, które ciążyły jej jak cały balast świata.
W głowie układała już listę zadań: zrobić obiad, nakarmić chłopaków, a z młodszym jeszcze matematykę ogarnąć.
Już z daleka dostrzegła pod blokiem karetkę. Serce jej zamarło, przebierała nogami coraz szybciej mąż ostatnio miewał zdrowotne przygody, a nuż do niego ta karetka przyjechała?
Do piętnastki? zapytała kierowcę drżącym głosem, jakby od odpowiedzi zależał los świata.
Nie, do czternastki, do jakiejś starszej pani słabo się zrobiło… rzucił ospale kierowca.
Kamień spadł Wierze z serca. Czyli nie do nich, a do sąsiadki, pani Niny Aleksandry. Też niedobrze babcia już pod osiemdziesiątkę i samotna jak palec.
Ojej, u Niny Aleksandry przecież kot! Jak ją do szpitala zabiorą, ktoś się musi kotem zająć…, myślała Wiera, wspinając się po schodach.
Pod drzwiami sąsiadki tłoczyli się ludzie drzwi na oścież, nosze naszykowane, a jej mąż Marek dzielnie pomagał sanitariuszowi prowadzić staruszkę.
Zaraz jeszcze kierowca dojdzie, damy radę mobilizował zespół sanitariusz.
Nina Aleksandra, widząc Wierę, aż promieniała:
Wierciu, zabierają mnie do szpitala. Zostawię ci klucz do mieszkania, zajmij się proszę moją Mruczką. Karma stoi na stole w kuchni, kuweta gotowa raz dziennie ogarnij i nie brzydź się, dobrze? Do Sylwestra wrócę, mam nadzieję przekazywała klucz Wierze jakby to był klucz do sejfu w Narodowym Banku Polskim.
Jasne, ogarnę kota! Pani się martwić nie musi, tylko zdrowiejcie szybko! Wiera serdecznie uścisnęła sąsiadce rękę.
Leżeć! Nie wolno pani chodzić karcił ją sanitariusz służbowym tonem. No, jeszcze jeden pomocnik, to lecimy…
Wierciu, jedno jeszcze… Tam na szafce w korytarzu jest karteczka z numerem telefonu. Gdyby coś się wydarzyło, proszę zadzwonić pod ten numer. To moja córka, Grażyna. Od lat się nie odzywamy… pokłóciłyśmy się głupio… głos pani Niny ledwo się nie załamał.
Wiera zapewniła, iż wszystko będzie dobrze, a kiedy karetką wywieźli sąsiadkę, zabrała kartkę z numerem, sprawdziła czy Mruczka ma się dobrze i zatrzasnęła drzwi.
Wyobrażasz sobie? Mieszkamy drzwi w drzwi tyle lat, a ja choćby nie wiedziałam, iż Nina Aleksandra ma córkę rzuciła zdumiona do Marka, gdy wrócił.
Ja też jej u niej nigdy nie widziałem Marek podrapał się po głowie. A w ogóle będziemy dziś coś jeść?
Wiera jęknęła i zabrała się za domowe obowiązki. Gdy wieczorem chłopaki już spali a dom znowu przypomniał stację PKP o północy, przypomniała sobie o córce sąsiadki spojrzała na wyblakłe cyfry na kartce i zaczęła rozważać co z nimi zrobić.
Na telefon się nie zdecydowała późno już, a nieznajoma Grażyna i tak przecież teraz do szpitala nie wleci.
Następnego dnia, karmiąc Mruczkę i pozwalając sobie na chwilę przytulenia z wdzięczną kocią damą, znów wahała się dzwonić do Grażyny czy nie?
W końcu wybrała numer:
Halo, Grażynko? rzuciła, kiedy usłyszała głos w słuchawce. Nie znamy się, jestem sąsiadką pani Niny Aleksandry. Wczoraj zabrało ją pogotowie może by ją pani odwiedziła?
Nie mam z tą kobietą nic wspólnego stanowczo i lodowato odpowiedziała Grażyna. Od lat nie jest mi matką.
Pani chyba oszalała! wybuchła Wiera. Nieważne co było ale jakby nie wróciła już ze szpitala, to nie żałuje pani, iż nie widziałyście się tyle lat?
Proszę pani, to nie pani interes! Grażyna miała serce jak lód na Wiśle w styczniu.
Bez serca! Wiera wpadła w monolog. Oddałabym pół życia, by móc jeszcze uściskać moją mamę, a pani ma taką szansę i choćby z niej nie korzysta!
Sześć lat pielęgnowałam moją chorą mamę mówiła już z łzami w głosie czasem miałam dość, ale kiedy jej zabrakło, zdałam sobie sprawę, iż mogłabym ją jeszcze dziesięć lat karmić i dźwigać, byle była…
Wiera z hukiem odłożyła słuchawkę.
No i co, Mruczko? Jak twoja pani nie stanie na nogi, to musisz się do nas przeprowadzić. Ciekawe, czy dogadasz się z naszym Kaktusem rzuciła do kota. Dzwoniłam dziś do szpitala, na razie bez zmian…
….Zbliżał się Sylwester. Wiera wraz z Markiem wracali z zakupów Marek taszczył choinkę, do której ledwo się mieścił na klatce schodowej.
Przytrzymajcie nam drzwi, proszę! Wiera trzasnęła do dwóch kobiet wchodzących do bloku, po czym zawołała do męża:
Marek, rusz się szybciej, bo nam opadną igły!
Marek pędził, jakby gonił na autobus.
I nagle… Wiera aż wryła się w ziemię, patrząc w twarze wchodzących pań.
O Matko Boska, to pani?! wykrzyknęła. Panią wypisali ze szpitala?!
Tak, wyprosiłam się, lepiej mi, na Sylwestra do domu mnie puścili. A poznajcie, to moja córka, Grażyna! twarz Niny Aleksandry aż jaśniała szczęściem.
My się z panią już znamy zaśmiała się Grażyna wirtualnie!
Razem wszyscy ruszyli na górę. Grażyna wspierała matkę pod ramię, szepcząc do Wierci:
Dziękuję, iż pani otworzyła mi oczy. Mogę potem wpaść na herbatę?
Oczywiście Wiera tylko kiwnęła głową ze zdumieniem.
Pół godziny później Grażyna stała już z sernikiem na progu Wierowego domu. Przy herbacie opowiadała:
Pokłóciłyśmy się z mamą dekadę temu, o głupoty już choćby nie wiem o co. Była surową nauczycielką, zawsze miała rację… i pewnie wtedy znów mnie pouczała, a ja się wściekłam.
Obraziłyśmy się na siebie przez rok cisza obie dumne jak pawie. Potem, jak już się kontaktowałyśmy, to tylko na święta i przez telefon.
Wtedy jej rzuciłam, iż wolałabym, żeby już jej nie było, niż żebym musiała znosić jej wieczne nauczki…
Kiedy zadzwoniła pani i powiedziała, iż mama trafiła do szpitala, poczułam z ulgą, iż mogę mieć spokój… Ale po chwili te pani słowa o własnej nieżyjącej mamie dotarły do mnie. Jak jej zabraknie, to zginie kawałek mojego dzieciństwa, nie będę miała już do kogo zadzwonić, żeby powiedzieć mamo…
Dwa dni rozważałam, czy warto się pogodzić. Uspokoiłam dumę i poszłam do szpitala. Po mojej wizycie mama od razu zaczęła dochodzić do siebie już nigdy jej nie zostawię! Grażyna ciepło pożegnała się z sąsiadami i poleciała do mamy.
Co ty jej nagadałaś? zapytał Marek po jej wyjściu.
Prawdę. Tylko szczera prawda potrafi czasem człowiekowi wytrzeć okulary odparła Wiera z lekkim wzruszeniem. No, kochanie, nie zapomnij dziś zadzwonić do swojej mamy! A może w tym roku Sylwestra spędzimy u niej? Nasza mama jest już wspólna na obu nas jedna została…












