Drogi Dzienniku,
Trzymaj się, córeczko! Teraz jesteś w innej rodzinie i musisz szanować ich zwyczaje. Wyszłaś za mąż, nie po prostu w chata wpadłaś. tak mówiła moja matka, Halina, kiedy znowu podniosła głos po kolejnej kłótni w domu mojej teściowej.
Jakie zwyczaje, mamo? mamrotałam, patrząc na Jadwigę, moją surową teściową, której wściekłość zdawała się nie znać granic. Ona mnie otwarcie nie lubi, to widać wprost!
A kiedyś słyszałaś, iż teściowe mogą być przyjazne? odparła, nie odpuszczając.
Gada! gada! Przestań już! wściekła się Jadwiga, stała pośrodku kuchni, rumieniła się od gniewu, a oczy płonęły jak dwa żarzące się węgle. jeżeli mąż imprezuje, to wina żony! Co ci jeszcze mam tłumaczyć?
Teściowa wchodziła w szał, krzycząc na swoją synową Zuzannę, jakby straciła rozum. Wszystko przez to, iż Zuzanna zaczęła podejrzewać jej syna, Bartka, o zdradę.
Zuzanna, delikatna dziewczyna o dużych, naiwnych oczach, stała przy ścianie, próbując uspokoić wściekłą kobietę.
Jadwigo, to nie tak On ma rodzinę, dzieci próbowała się bronić, ale Jadwiga przerwała ją machnięciem ręki, jakby odpędzała natrętną muchę.
To ty, rodzina? Czy twój chłopiec, który nie wpuszcza nas z dziadkiem do swojego pokoju? zwiażyła się w pogardzie. Twoje wychowanie, przy okazji!
Jakie wychowanie, Jadwigo? Kacprzyk ma dopiero rok. pozostało mały szepnęła Zuzanna.
Mały? zmarszczyła brwi Jadwiga. U Kacpra w rodzinie Erykowych pozostało mniejsze. I nie potrafi chodzić, nie powtarza, co ten twój machnęła w stronę pokoju dziecięcego.
Przecież on jest twoim wnukiem odpowiedziała Zuzanna, drżąc głosem. Dzieci wyczuwają złe osoby. Może dlatego nie przychodzi do was.
To my jesteśmy złymi? O! to właśnie kłusak! podniosła głos jeszcze wyżej. A w czyim domu ty, nasza piękna, żyjesz na darmo? Czyje jedzenie jesz? Czyje pieniądze wydajesz? Niewdzięczna!
Zuzanna już nie chciała dłużej sprzeczać się z tą skandaliczną teściową. Mówiła już setki razy Bartekowi, iż chciałaby mieszkać oddzielnie od rodziców, ale Bartek, rozpuszczony syn swojej matki, nie widział w tym potrzeby.
Lubiał mieszkać z rodzicami. Czuł się w domu jak w kołysce Matki Boskiej. Pracował spokojnie, a wszystkie domowe sprawy rozwiązywały osoby starsze pranie, sprzątanie, gotowanie. Nie życie, a bajka!
Z kolei Jadwiga z Zuzanną prowadziła nieustanną wymianę zdań. Na początku Zuzanna usiłowała nawiązać kontakt, pomagała w domu, wspierała w każdej potrzebie, wysłuchiwała jej niekończących się narzekań. Z czasem zrozumiała jednak, iż to daremny wysiłek.
Niezależnie od tego, jak dobrą i służącą chciała być Zuzanna, nie mogła ukryć, iż teściowa budzi w niej wrogość.
Przywiodłaś tę nieudacznicę do domu, jakby nie było innych dziewczyn opowiadała Jadwiga sąsiadce, kiedy Zuzanna zbierała porozrzucane przez Bartka zabawki za rogiem.
Aż do innej wsi ją zaniesiesz! Nasze babcie są lepsze, pracowite i mądrzejsze.
Nie mów! wtrąciła się Manusia, miejscowa plotkarz, która już wyprasowała wszystkie plotki w wiosce.
Rozumiem, iż nie potrafisz nic zrobić. Twoje ręce nie są w tym miejscu, co się da zrobić dodała Manusia.
Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo! Nie można jej nic powierzyć. Albo zgubi, albo zepsuje. A i dziecko nie jest takie.
A ich wnuk to zupełnie inna sprawa. Spokojny, mądry chłopiec. Ten cały czas marudzi, kapryzuje. Geny chyba nie są dobre.
Kiedy życie stało się nie do zniesienia, dzwoniłam do matki w pobliskiej wiosce, wyładowując wszystkie smutki.
Trzymaj się, kochanie! Jesteś teraz w obcym domu i musisz respektować ich reguły. Nie przyszedłeś na gości, tylko po mąż! mówiła Halina.
Jakie reguły, mamo? One wszystkie są tu szalone! Zwłaszcza teściowa! Ona mnie nienawidzi, to widać!
Czy słyszałaś kiedyś, iż teściowe mogą być dobre? Przeszłyśmy to wszystkie i ty też musisz. Najważniejsze, nie pokazuj, iż ci ciężko. Trzymaj się.
Zdając sobie sprawę, iż nie da się czegoś zrobić z nieśmiałą i niezdecydowaną matką, zagroziłam, iż zadzwonię do ojca.
Zrób, co chcesz, ale niech cię ojciec nie wkurzy! ostrzegła matka. On ma warunkowy wyrok. Jeden krok w bok i wpadnie cię w areszt!
Znałam tę prawdę. Wiedziałam, iż ojciec kocha swoją jedyną córkę. Otrzymał warunkowy wyrok za karę, którą wymierzyli mu, gdy ktoś obraził Zuzannę w miejscowym sklepie.
Wiedziałam też, iż ojciec nie zostanie cicho, gdy dowie się, jak jego córka jest dręczona w obcej rodzinie. Był człowiekiem o gorącym temperamencie.
Nie powiem tacie odparłam. Ale jeżeli będą dalej zachowywać się tak, nie wiem, co zrobię.
Wszystko się ułoży, córeczko powtarzała matka, próbując mnie uspokoić. Za kilka tygodni nie będziesz już o tym myśleć.
Chciałabym nie myśleć o tym zbytnio, ale relacje z teściową nie polepszały się. Jadwiga zdawała się coraz bardziej gniewać na Zuzannę, jakby ona była winna wszystkich jej nieszczęść. choćby jej mąż, stary, zmęczony Ivan Stanisław, nie wytrzymał.
Czemu ciągle krzyczysz na tę dziewczynę? próbował wtrącić się jeden poranek, gdy kłótnia osiągnęła szczyt. Ona i tak odejdzie!
Ja jej odejdę! wylądowała Jadwiga, rzucając całe swoje gniewy na męża. Pójdę do sądu, odzyskam każde złotówkę, które nam przeszło w tych latach! Zabiorę jej dziecko, żeby nie rosło w tej nędzy!
Wiedziałam, iż teściowa gada bzdury, ale i tak bałam się. Zwłaszcza, iż wciąż kochałam swojego męża Bartka.
Plotki o tym, iż Bartek potajemnie spotykał swoją byłą Oksanę, były niczym wiejskie pogłoski, które rozpuszczały się w ustach babci Jadwigi i rozchodziły po wiosce.
Nie wiadomo, jak długo te dręczenia by trwały, gdyby nie długie języki teściowej. Pewnego razu, po kolejnej zwycięskiej wygranej nad synową, Jadwiga wypełniona dumą opowiadała o swoich bohaterskich czynach przyjaciółce, babci Mani. Jak zwykle dodała coś nowego, przyozdobiła historię, a potem przekaże dalej tak rozprzestrzeniały się opowieści o głupiej synowej po całej wsi, aż dotarły do mojego ojca.
Mój ojciec, Mikołaj, mężczyzna o dwa metry wzrostu i szerokich barkach, wziął topór, którym właśnie rąbał drewno, nie zdejmując roboczej kurtki. Wsiadł na swój stary motocykl Junak i, nie mówiąc nic żonie, pojechał do sąsiedniej wsi, by uwolnić mnie z poniżającego niewoli.
W tym samym czasie w domu Jadwigi wybuchł prawdziwy skandal. Młoda matka zostawiła na chwilę małego Kacprzyka na nowym, jaskrawo żółtym kanapie, by pobrać świeży pieluch.
Gdy wróciła, zauważyła pod dzieckiem brązowy plamę. W oczach Jadwigi ta plama wyrosła na kolosalny rozmiar, niczym czarna dziura gotowa pożreć cały pokój. Pojawiła się nagle, jak burza, i zawołała:
Popsułaś kanapę! Mój ukochany mebel! Wiesz, ile kosztował? Ręce odciąłabym, a potem przyszedłbyś, żeby nie boleło!
Naprawię wszystko, posprzątam próbowałam uspokoić ją drżącymi rękami, chwytając ściereczkę.
Co sprzątasz? To nowa kanapa! Skąd ty wiesz? Nigdy nie kupowałaś nic na własny rachunek!
A wy jakbyście wzięli? nie wytrzymałam i ostro skrytykowałam jej całe życie, które spędziła na plecach męża.
Popatrz na nią! Czy to nie wystarczy? oburzyła się Jadwiga, czerwieniąc się ze wściekłości.
Teraz wytrzyj tę plamę i odprowadzaj synka na zewnątrz! Będziesz u mnie mieszkać i tupieć, dopóki nie nauczysz się zachowywać przyzwoicie!
Płacząc, próbowałam zetrzeć plamę, ale brązowy ślad na żółtej tapicerce nie chciał się poddać, jakby drwił z mojej bezsilności.
Mały Kacper, czując mamę w niepokoju, krzyczał na cały głos, a jego płacz potęgował napięcie w domu.
Jadwiga stała nad moją głową, zalewając mnie wyzwiskami. Nie zauważyła, iż w drzwiach pojawił się nieznajomy mój ojciec Mikołaj. Stał jak pomnik, rękę mocno trzymając za rękojeść topora.
Na chwilę Jadwiga poczuła, iż ktoś ją obserwuje, odwróciła się. Jej wzrok spoczął na broni.
Znała już reputację mojego ojca, jego warunkowy wyrok i przeszłość. Strach przeszył jej ciało.
O, Mikołaju! Właśnie wychowuję waszą Zuzkę spróbowała utrzymać twarz.
Słyszałem, jak ją wychowujesz rzekł groźnym tonem, wchodząc w pokój w prostych butach.
Uniósł topór, a Jadwiga instynktownie cofnęła się, jednak zamiast uderzyć, położył broń na ramieniu i podjął się mnie za rękę.
Chodź, Zuzko, nie musisz tu zostać powiedział, prowadząc mnie w stronę wyjścia.
Stój, szwagrze! krzyknęła Jadwiga, odzyskując odrobinę kontroli. Co powiem mojemu synowi?
Niech przyjdzie do mnie sam, po swoją żonę. Porozmawiamy jako mężczyźni odparł Mikołaj, rzucając lodowaty rzut oka, który mówił więcej niż słowa.
Zabrał mnie i małego Kacpra. Bartek długo wahał się, czy przyjechać po żonę i syna, obawiając się konfrontacji z teściem. W końcu zdecydował się przyjechać.
Mikołaj rozmawiał długo ze swoim zięciem. Nie groził, nie krzyczał, ale jego spokojny, zdecydowany głos i topór leżący na stole nadawały słowom wagę.
Bartek obiecał, iż będą mieszkać oddzielnie, iż matka nie będzie już wtrącać się w ich sprawy, iż będzie chronił żonę i dziecko i nie dopuści się obrazy.
Gdy Mikołaj mocno uścisnął Bartka za rękę, ten poczuł, iż żarty z tym człowiekiem nie mają sensu i wszystkie obietnice muszą być dotrzymane.
Od tego dnia Jadwiga omijała swoją synową i wnuka. Nie rozmawiała z nimi, nie witała się, gdy spotykali się na drodze.
Bartek i Zuzanna zamieszkali osobno, w spokoju i wzajemnym zrozumieniu. Czy to zasługa surowych rad teścia, czy prawdziwej miłości już nie wiem.
Zwykle zapisuję to wszystko, by pamiętać, iż czasem trzeba wytrwać, ale też wiedzieć, kiedy odejść.
Zuzanna.







