"Wypuśćcie mnie, tu jest ciemno". Żałobnicy usłyszeli głos płynący z trumny

kobietaxl.pl 2 godzin temu

Weteran z ogromnym poczuciem humoru

Shay Bradley był weteranem irlandzkich sił zbrojnych, mężem, ojcem i dziadkiem. Bliscy opisywali go jako człowieka o mocnym charakterze i jeszcze większym poczuciu humoru. Jego syn Jonathan wspominał, iż ojciec lubił rozśmieszać ludzi i choćby w trudnych sytuacjach potrafił rozładować napięcie żartem. Kiedy zachorował, ten sposób bycia się nie zmienił. Przez około trzy lata jego stan stopniowo się pogarszał, a Shay wiedział, iż choroba może zakończyć się śmiercią. Nie chciał jednak, aby po jego odejściu rodzina zapamiętała wyłącznie ostatnie miesiące leczenia i pogrzeb pełen łez. Szczególnie zależało mu na żonie i najbliższych, którzy mieli później zostać na cmentarzu ze świadomością, iż właśnie pożegnali kogoś, kto przez całe życie rozśmieszał otoczenie. Dlatego jeszcze za życia zaczął zastanawiać się nad nietypowym pożegnaniem.

Około rok przed śmiercią Shay i jego syn Jonathan rozmawiali przy wspólnym posiłku. Wtedy powstał plan nagrania wiadomości, która miała zostać odtworzona dopiero podczas pogrzebu. Nie chodziło o wzruszającą mowę ani przygotowane wcześniej podziękowania dla rodziny. Bradley chciał zrobić dokładnie to, z czego był znany przez całe życie – zaskoczyć bliskich żartem. Nagranie powstało przy pomocy telefonu Jonathana. Aby efekt był bardziej przekonujący, Shay uderzał w stojący obok stolik, naśladując odgłos człowieka stukającego od środka w drewnianą trumnę. Wszystko zostało przygotowane z wyprzedzeniem i zachowane na później. O planie wiedziało jedynie niewielkie grono najbliższych, w tym część jego dzieci i wnuków. Pozostali żałobnicy mieli dowiedzieć się o nim dopiero na cmentarzu.

Niezwykły pogrzeb

Shay Bradley zmarł 8 października 2019 roku, mając 62 lata. Rodzina rozpoczęła przygotowania do uroczystości pogrzebowej, a jednocześnie osoby wtajemniczone musiały dopilnować realizacji pomysłu, który pozostawił po sobie zmarły. Jego córka Andrea mówiła później, iż ojcu zależało, aby najbliżsi nie opuszczali cmentarza pogrążeni wyłącznie w smutku. Chciał, żeby pożegnali go w sposób pasujący do człowieka, którym był. Pogrzeb odbył się 12 października 2019 roku w Kilmanagh w hrabstwie Kilkenny. Rodzina i przyjaciele zgromadzili się przy grobie, a trumna została przygotowana do opuszczenia w ziemię. Dla większości obecnych była to zwyczajna, bardzo trudna chwila pożegnania. Nikt nie uprzedził ich, iż za moment wydarzy się coś, czego trudno spodziewać się podczas ceremonii pogrzebowej.

Kiedy trumna znajdowała się już przy grobie, z głośnika ustawionego przy ziemi rozległ się odgłos pukania. Brzmiał tak, jakby ktoś uderzał od środka w wieko. Część zgromadzonych przez pierwsze sekundy nie wiedziała, co się dzieje. Po chwili z miejsca, w którym przed momentem opuszczono trumnę, usłyszeli znajomy głos. To był Shay Bradley. Nagranie, które przygotował z synem około rok wcześniej, właśnie zaczęło być odtwarzane przed jego rodziną, przyjaciółmi i pozostałymi uczestnikami pogrzebu. Dopiero wtedy osoby niewtajemniczone zaczęły rozumieć, iż zmarły zaplanował własne ostatnie słowo.

"Wypuśćcie mnie, tu jest ciemno"

Z głośnika ukrytego przy grobie popłynęły najpierw odgłosy uderzeń, a potem głos Shaya. Żartował, iż jest zamknięty w trumnie i domagał się wypuszczenia. W pewnym momencie pytał również, gdzie adekwatnie się znajduje i czy słyszy księdza. Po kilku sekundach konsternacji żałobnicy zorientowali się, iż słuchają wcześniej przygotowanego nagrania. Zamiast ciszy charakterystycznej dla ostatniego pożegnania przy grobie pojawił się śmiech. Nagranie kończyło się krótkim śpiewanym pożegnaniem. Bradley wykonał fragment melodii, w której zwracał się do bliskich słowami o ostatnim telefonie na pożegnanie. Nie była to przypadkowa improwizacja odtworzona po jego śmierci, ale dokładnie zaplanowany element ceremonii. Syn Jonathan wspominał później, iż ojciec przygotował wszystko tak, aby rodzina zapamiętała ten moment jako jego ostatni żart, a nie tylko jako chwilę opuszczania trumny do grobu.

O pomyśle Shaya wiedziała tylko część rodziny. Andrea Bradley mówiła później, iż wtajemniczone były między innymi jego dzieci i wnuki. Nie uprzedzono jednak wszystkich uczestników pogrzebu, dlatego pierwsza reakcja części osób była autentycznym zaskoczeniem. Jedna z sióstr zmarłego miała przestraszyć się szczególnie mocno, zanim po kilku sekundach zrozumiała, iż właśnie słyszy typowy dla Shaya żart. Rodzina nie odebrała tego jako braku szacunku wobec ceremonii. Wręcz przeciwnie – bliscy tłumaczyli, iż właśnie w taki sposób Bradley chciał się z nimi pożegnać. Jonathan mówił BBC, iż ojcu szczególnie zależało, aby jego żona nie opuszczała cmentarza pogrążona wyłącznie w smutku. Chciał, by ostatnim wspólnym wspomnieniem był także śmiech i obraz człowieka, którym był przed chorobą.

Film trafił do internetu

Ceremonia została nagrana, choć Jonathan twierdził później, iż początkowo choćby nie zdawał sobie sprawy, iż ktoś rejestruje całą scenę. Materiał gwałtownie trafił do internetu. Już 14 października 2019 roku BBC informowało, iż nagranie zdobyło ponad 136 tys. pozytywnych reakcji na Reddicie, a jego fragmenty były udostępniane w kolejnych serwisach społecznościowych. Andrea opublikowała również własny wpis oznaczony hasłem "ShaysLastLaugh". Pisała, iż ojciec zdołał rozśmieszyć rodzinę w chwili, gdy wszyscy byli pogrążeni w żałobie. Podkreślała też, iż właśnie tego chciał: aby bliscy pożegnali go, celebrując jego życie, a nie skupiając się wyłącznie na śmierci. Zainteresowanie nagraniem zaskoczyło samą rodzinę, która początkowo traktowała je jako prywatny moment przeznaczony głównie dla najbliższych.

W kolejnych dniach historię podchwyciły media w Irlandii, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Weterani irlandzkich sił zbrojnych przekazali rodzinie kondolencje, a internauci zaczęli opisywać własne doświadczenia związane z humorem podczas żałoby. Nagranie przestało być więc wyłącznie rodzinną pamiątką i zaczęło funkcjonować jako przykład bardzo osobistego sposobu pożegnania. Dla bliskich najważniejsze pozostało jednak to, iż wszystko odbyło się zgodnie z wolą Shaya. Nie chodziło mu o internetową popularność ani o rozgłos po śmierci.

Rodzina chciała zapamiętać go takim, jaki był

Po pogrzebie bliscy opowiadali mediom więcej o człowieku, którego głos usłyszeli nad grobem. Shay Bradley był mężem Anne, ojcem czworga dzieci – Jonathana, Susanne, Jamesa i Andrei – oraz dziadkiem ośmiorga wnucząt. Wcześniej służył w irlandzkich siłach zbrojnych. Rodzina podkreślała, iż żart z pogrzebu nie był czymś wymyślonym dopiero pod wpływem choroby. Pasował do jego charakteru i sposobu, w jaki przez całe życie reagował na trudne sytuacje. Bliscy wspominali również jego codzienność, znacznie mniej spektakularną niż nagranie, które później obiegło świat. Podczas służby w wojsku zajmował się między innymi gotowaniem, a w rodzinie słynął ze swojego świątecznego farszu. Szwagier Edward mówił o nim jako o człowieku bardzo związanym z żoną, dziećmi i wnukami. To właśnie ten rodzinny obraz miał dla najbliższych większe znaczenie niż późniejsza internetowa popularność.

Gdy nagranie zaczęło zdobywać setki tysięcy wyświetleń, historia trafiła również do irlandzkiego radia RTÉ. W programie "Liveline" syn Bradleya, Jonathan, opowiadał o pomyśle ojca i przygotowaniach do jego realizacji. Część słuchaczy uznała scenę za świetny przykład czarnego humoru i osobistego pożegnania. Inni zwracali uwagę, iż cmentarz i ceremonia pogrzebowa są miejscem, w którym podobny żart może zostać odebrany jako niestosowny. Rodzina nie miała jednak wątpliwości, iż właśnie tego chciał Shay. Jonathan tłumaczył, iż zgromadzeni bardzo gwałtownie rozpoznali styl jego ojca. Jedną z najmocniej zaskoczonych osób była siostra zmarłego, Rose. Kiedy zrozumiała, co się wydarzyło, miała zażartować, iż gdyby brat żył, sama by go zabiła. Andrea później mówiła, iż taka reakcja z pewnością najbardziej by go rozbawiła.

Film z Bohernabreena przestał być po kilku dniach wyłącznie rodzinnym nagraniem. Udostępniały go media, profile związane z irlandzkimi weteranami i użytkownicy serwisów społecznościowych na całym świecie. Irish Defence Forces Veterans’ News po śmierci Bradleya przekazało kondolencje jego żonie Anne i rodzinie, a później samo udostępniło nagranie jako przykład charakterystycznego wojskowego, czarnego humoru. W kolejnych latach historia regularnie wracała w mediach społecznościowych, często już bez szerszego kontekstu dotyczącego choroby i rodziny Bradleya. Jej potwierdzony finał pozostaje jednak prosty. Shay zmarł po kilkuletniej chorobie, wcześniej przygotował z synem nagranie na własny pogrzeb, a rodzina spełniła jego życzenie 12 października 2019 roku. To, co miało być prywatnym ostatnim żartem dla najbliższych, stało się najbardziej rozpoznawalnym wspomnieniem o irlandzkim weteranie.

Źródła:

https://www.bbc.com/news/blogs-trending-50041509

https://pl.findagrave.com/memorial/203872642/shay-bradley

https://www.instagram.com/reel/DOPI9VVACpx/

https://www.bbc.com/news/blogs-trending-50041509#google_vignette

https://news.sky.com/story/man-speaks-from-beyond-the-grave-at-his-own-funeral-in-ireland-11835791

https://www.dublinlive.ie/news/dublin-news/gallery/shay-bradley-dublin-man-who-17082306

https://nypost.com/2019/10/14/funeral-cracks-up-as-dead-man-screams-let-me-out-of-coffin/

https://www.wcnc.com/article/news/nation-world/dublin-man-gives-family-one-last-laugh-at-his-own-funeral/507-30a10fa7-6fa8-4af0-834a-e231ad88d8eb

Idź do oryginalnego materiału