Wiesz co, opowiem ci o tej dziewczynie, ale wszystko działo się tu, w Polsce. No więc, powiem ci szczerze: wyjdę za mąż, ale na pewno nie za tego przystojniaka. Jasne, fajny z niego chłopak, uprzejmy i miły. Ale to nie moja bajka.
Znów mama przyszła z konkubentem i jeszcze z jakimś facetem, już lekko podpici. Zuzanna usiadła w kącie za szafką. Nie było gdzie się schować, na dworze już śnieg, a mi już się wszystko przejadło. Jak tylko skończę dziewiątą klasę, wyjeżdżam do miasta. Zdam do pedagogicznej szkoły i zostanę nauczycielką. Miasto niby blisko, bo dziesięć kilometrów, ale i tak będę mieszkać w internacie.
Mama z gośćmi zajęli kuchnię. Słychać było chlupot nalewanego alkoholu, zapach kiełbasy rozszedł się po mieszkaniu. Zuzanna nieświadomie przełknęła ślinę.
Zaczekaj, ty! rozległ się głos mamy.
Po co się wygłupiasz?
Was dwóch
Jakbyś pierwszy raz była z dwoma zaśmiał się Andrzej, konkubent mamy.
Coś brzęknęło, talerz spadł, szuranie, sapanie… Zuzanna wcisnęła się mocniej w kąt. Ale nagle wszystko ucichło.
Słuchaj, Tomek, ona chyba śpi powiedział Andrzej.
Mówiłeś, iż jest niezła, ale jakoś nie mam na nią ochoty.
Przecież ona ma córkę.
Córkę? Jaką?
Zuzę, ona jest już spora. Pewnie schowała się w pokoju.
Przyprowadź ją tu! zawołał radośnie Tomek.
Zuza, gdzie jesteś? Andrzej wszedł do pokoju i uśmiechnął się okropnie widząc Zuzannę. Chodź tu, posiedź z nami!
Mi tu dobrze.
Nie bądź taka Andrzej próbował ją objąć.
Zuzanna złapała wazon stojący na szafce i grzmotnęła nim w głowę Andrzeja.
Szkło zadzwoniło o podłogę. Zuzanna wyrwała się i wybiegła z pokoju.
Łap ją! krzyknął Andrzej.
Ale dziewczyna była już przy drzwiach. Nie miała czasu się ubierać, więc w samych skarpetkach, starych szortach i tshirciku wybiegła na zewnątrz.
Goście wybiegli za nią. Ulica była opustoszała. Gdzie biec, wieczorem, po śniegu? Z daleka słychać było krzyki. Zuzanna przebiegła obok dużego domu, gdzie szczekał pies i ktoś na niego krzyknął.
Rzuciła się do bramki i zaczęła walić w furtkę. Otworzył jej mężczyzna koło czterdziestki.
Pomocy wyszeptała, patrząc na niego błagalnie.
Wchodź! chwycił ją za rękę i zamknął drzwi.
Michał, kto tam? z kuchni wyszła kobieta.
Proszę gospodarz wskazał na Zuzannę. Jacyś faceci ją gonią.
gwałtownie do środka! kobieta złapała dziewczynę za rękę. Na spokojnie wszystko opowiesz.
Zuza, wyjdź po dobroci! krzyknął Andrzej.
Michał, nie mieszaj się! krzyknęła pani domu. Wchodź!
Znowu szczekanie psa i krzyki, a pani domu już wykręca numer do policji.
Pola, nie trzeba. Sam się z nimi dogadam. Są tutejsi.
Jak? Dogadasz się?
Spokojnie. Ty uspokój dziewczynę.
Michał wziął reklamówkę, poszedł do lodówki. Wpakował do niej flaszkę i kawałek kiełbasy.
Na podwórzu pogłaskał psa, wyszedł na ulicę. Zaraz Andrzej podskoczył do niego:
Oddawaj Zuzę!
Masz, bierz i spadaj!
Andrzej otworzył reklamówkę, uśmiechnął się do kumpla. Chodź, Tomek!
***
Dobrze! Jestem Pola Szymanowska kobieta postawiła czajnik na gazie. Siadaj! Powiedz, kim jesteś i co się stało?
Jestem Zuzanna zaczęła dziewczyna, trzęsącym się głosem. Mieszkam tu, na tej ulicy, tylko na samym końcu.
Ty jesteś córka Kiry?
Tak.
My niedawno się wprowadziliśmy, ale o twojej mamie już słyszeliśmy.
Zuzanna spuściła głowę i rozpłakała się.
Już, już, nie rycz!
Pola przytuliła ją delikatnie. Ten gest był dla Zuzanny czymś niesamowitym. Objęła Polę i rozpłakała się jeszcze bardziej.
Spokojnie, zaraz napijemy się herbaty.
Wszedł gospodarz domu:
Gotowe, pozbyłem się ich.
A co z tą śliczną dziewczyną? uśmiechnęła się Pola, patrząc na Zuzannę.
Pogadamy jutro. Teraz herbata i kąpiel dla niej.
Chcesz coś zjeść? Pola postawiła przed gościem kubek herbaty i się uśmiechnęła. Widzę po oczach, iż chcesz.
Na stole pojawiły się kanapki. Został kawałek tortu.
Jedz! zachęcił gospodarz, widząc, jak dziewczyna łakomie patrzy na jedzenie.
Nikt już nie wypytywał Zuzanny. Starali się nie zwracać na nią zbytnio uwagi, żeby nie czuła się niekomfortowo.
Po kolacji Pola zaprowadziła ją do łazienki:
Umyj się, załóż ten szlafrok!
***
Zuzanna marzyła tylko o tym, by jej tej nocy nie wyrzucili na dwór. Jak cudownie leżeć w ciepłej wodzie, pamiętała, jak zimno jest teraz na zewnątrz. Ale trzeba wychodzić, gospodarze czekają.
Wyszła. Pola z Michałem siedzieli w pokoju na kanapie. Dziewczyna uśmiechnęła się nieśmiało:
Dziękuję!
Słuchaj, Zuza zaczęła Pola rozumiem, iż nikt cię specjalnie nie szuka i nie masz ochoty wracać do domu.
Zuzanna spuściła głowę.
Jutro rano wyjeżdżamy
Rozumiem powiedziała jeszcze ciszej.
Zostaniesz sama. Nikomu nie otwieraj drzwi! Do ogrodu nasz Jack nie wpuści nikogo. Jasne?
Tak! wykrzyknęła Zuza, nie kryjąc radości.
Możesz ugotować nam barszcz na jutro mrugnął Michał. Umiesz?
Jasne! pospieszyła się Zuzanna, przez cały czas bojąc się, iż ją odprawią. Ja świetnie gotuję. I posprzątam.
Posprzątaj, jeżeli masz siłę na dole zgodziła się Pola.
***
Obudziła się razem z gospodarzami. Leżała cicho, bojąc się, iż ją wyrzucą. Usłyszała, jak samochód ruszył na podwórzu. Po chwili wszystko ucichło.
Wstała. Umyła się. Na kuchni czajnik, na stole chleb, kiełbasa, ser. Na desce wieprzowe żeberka.
Zjadła śniadanie. Posprzątała po sobie. Wytarła wszystko. Umyła podłogę.
W korytarzu znalazła odkurzacz, więc włączyła go i zaczęła odkurzać.
Nagle z tyłu usłyszała głos:
Co to ma znaczyć?
Odwróciła się gwałtownie. Stał tam wysoki, przystojny chłopak w wieku osiemnastu lat, patrzył na nią z ciekawością.
Sprzątam wymamrotała Zuzanna. A ty kto?
No cóż chłopak westchnął i wyciągnął telefon z kieszeni:
Mamo, jestem w domu. A kto to jest?
Synku, pozwól tej dziewczynie trochę u nas pomieszkać.
Niech będzie.
Schował telefon, rzucił Zuzannie uważne spojrzenie, przeszedł do kuchni.
Zrobić ci herbaty? spytała nieśmiało.
Sam sobie zrobię.
***
Zuzanna schowała odkurzacz. Wycierała kurz, nasłuchując, co się dzieje w kuchni.
Chłopak zjadł śniadanie, poszedł się ogolić. Wyszedł, pachnąc wodą po goleniu.
Nagle z podwórka doszedł krzyk.
Ej, Michał, daj jeszcze jedną flaszkę!
Co tam się dzieje? chłopak podszedł do okna.
Nie wpuszczaj ich! wykrzyknęła przestraszona Zuza.
Spojrzał z zainteresowaniem i poszedł do wyjścia. Dziewczyna podbiegła do okna. Pod płotem stali Andrzej z Tomkiem i coś wrzeszczeli. Zuza była przerażona.
Chłopak wyszedł. Tamci rzucili się na niego. I nagle… padli w śnieg Zuza miała wrażenie, iż obaj równocześnie. Chłopak coś powiedział, Andrzej i Tomek podnieśli się i powlekli z opuszczonymi głowami w kierunku domu Zuzanny.
***
Wrócił do środka. Przez chwilę patrzył na nieruchomą dziewczynę, a potem podszedł:
Co się stało, przestraszyłaś się?
Nie panując nad sobą, Zuza wtuliła twarz w jego pierś i rozpłakała się.
Jak masz na imię? zapytał nagle.
Zuzanna.
Ja jestem Jacek. Już dobrze, więcej tu nie przyjdą.
***
Jacek poszedł do siebie i już więcej nie wychodził. Zuzanna zrobiła barszcz, usiadła w kuchni przy stole, zamyśliła się.
Jasne, chciała tu zostać, z tymi cudownymi ludźmi, ale czuła, iż przekroczyła granicę.
Wrócili gospodarze. Pola z uznaniem spojrzała na czystość. Michał chwalił barszcz.
Chyba pójdę do domu powiedziała Zuza ze smutkiem. Dziękuję wam za wszystko!
Zuzanna, pożyj u nas jeszcze kilka dni!
Dziękuję, Polu Szymanowska! Pójdę do siebie powtórzyła.
Ruszyła ku drzwiom i zawahała się. Od wczoraj chodziła w pożyczonym szlafroku i kapciach.
Pola wzięła ją za ramię, zaprowadziła do szafy.
Chodź, pokażę ci coś. Wyciągnęła dżinsy, sweter, ciepłą kurtkę.
Zakładaj! Jesteśmy prawie tego samego wzrostu.
Nie trzeba…
Przecież nie wyjdziesz na dwór w piżamie. Ubieraj się, nie będę przez to biedniejsza.
Założyła ubrania, zerknęła ukradkiem w lustro. Tak ładnie jeszcze nigdy się nie czuła.
W korytarzu Pola kazała jej włożyć czapkę i zimowe buty.
Noś na zdrowie, Zuzanno!
Dziękuję pani, Polu!
***
Życie wróciło do normy. Choć nie do końca. Mama dostała pracę na mleczarni, a Andrzej z Tomkiem zniknęli bez śladu.
Nadeszła wiosna. Zuzanna siedziała w domu, odrabiała lekcje, aż ktoś zapukał do furtki. Spojrzała przez okno i zamarła pod płotem stał Jacek. Skinął na nią głową chodź!
Wybiegła na zewnątrz.
Hej! uśmiechnął się Jacek.
Cześć!
Mama cię szuka.
***
Znowu znalazła się w domu, w którym spędziła najlepszy dzień w życiu.
Witaj Zuza! Pola otworzyła drzwi i uściskała ją.
Witam, Pani Polu!
Wchodź do kuchni! Napijemy się herbaty.
Pola nalała do filiżanki i usiadła naprzeciwko.
Mam do ciebie sprawę. Z Michałem lecimy na miesiąc do Turcji powiedziała i rozmarzyła się. Jacek rzadko bywa w domu. Mogłabyś przypilnować domu? Nakarmić Jacka i kota, podlać kwiaty. Kwiatów mam od groma.
Oczywiście, Polu!
To świetnie wyciągnęła pieniądze. Masz, dwa tysiące złotych.
Po co tyle?
Weź, nie zbiedniejemy. Chodź, pokażę ci wszystko!
Zuzanna dokładnie zapamiętywała, gdzie stoją doniczki, gdzie karma dla kota i mięso dla psa. W końcu Pola zawołała:
Jacek! Syn zaraz zjawił się w korytarzu. Poznaj Zuzę z Jackiem!
Chodź! chłopak położył jej dłoń na ramieniu.
Wyszli na ogród, odpięli Jacka i poszli na spacer.
Całą drogę Jacek opowiadał o studiach, o karate, o wspólnym biznesie z ojcem.
A Zuza myślała o czymś zupełnie innym. Rozumiała, iż dzieli ją z Jackiem prawdziwa przepaść tak jak mamę od rodziców Jacka. To dobrzy ludzie, ale to nie bajka, zwykłe życie.
Za dwa miesiące zdaję egzaminy do szkoły, na pewno zdam. Będę się uczyć, pracować, szukać swojej drogi. Ale i tak wyjdę za mąż, tylko nie za tego przystojniaka. Jest super ale nie mój!
Jestem wdzięczna Polinie Szymanowskiej za ubrania i te dwa tysiące złotych. Przynajmniej jakoś sobie poradzę na początku w mieście.
Gdzieś w środku Zuza wiedziała, iż właśnie teraz skończyło się jej trudne dzieciństwo. Teraz zaczyna dorosłe życie pewnie niełatwe, ale już wszystko zależy od niej.
Doszli do domu. Zuzanna pogłaskała Jacka po szyi, uśmiechnęła się do Jacka i wróciła do siebie. Jutro zaczyna się dla niej praca w tym domu. Nic więcej tylko praca.






![Nowe oznaczenia w sklepach od 17 lutego. Sprawdziliśmy, jak to wygląda w Krakowie [ZDJĘCIA]](https://cowkrakowie.pl/wp-content/uploads/2026/02/owoce6.jpg)






