Wyjdę za mąż, ale na pewno nie za tego przystojniaka. Owszem, jest cudownym chłopakiem pod każdym wz…

newskey24.com 3 godzin temu

Za mąż wyjdę, ale na pewno nie za tego przystojniaka. No jasne, porządny chłopak, choćby bardzo, tylko nie mój.

Znowu mama przyszła ze swoim facetem i jeszcze jakimś typem. Oczywiście już na gazie, Agnieszka skuliła się za komodą w kącie pokoju.

I schować się nie ma gdzie, bo śnieg pada i zimno. Mam już tego po dziurki w nosie. W czerwcu skończę podstawówkę, zdam egzamin i jadę do miasta. Uczelnię pedagogiczną wybiorę i zostanę nauczycielką. Miasto niby tylko dziesięć kilometrów stąd, ale w akademiku będę mieszkać.

Mama z gośćmi zasiedli w kuchni. Słychać było chlupot, jak przelewali wódkę do szklanek, momentalnie rozszedł się zapach kiełbasy. Agnieszce aż ślina ciekła.

Czekaj, ty! zawołała mama.

Czemu tak się stawiasz?

Przecież was dwóch

Pierwszy raz z dwoma? odezwał się Janusz, partner mamy.

Bum! Szkło rozbiło się o podłogę, szelest, pomrukiwanie. Agnieszka przycisnęła się mocniej do kąta. Hałas nagle ucichł.

Słuchaj, Seba, ona chyba śpi rzucił Janusz.

Sam przecież mówiłeś, iż fajna dziewucha, ale jakoś nie wiem, nie podchodzi mi.

Ma przecież córkę

Jaką córkę?

Agnieszka, już duża. Pewnie ukryła się w pokoju.

Zawołaj ją tu! podniecony głos Sebastiana.

Agnieszka, gdzie jesteś? Janusz wszedł do pokoju, zobaczył Agnieszkę, uśmiechnął się paskudnie. Chodź, posiedzisz z nami!

Dobrze mi tu.

Z czego tak się kryjesz? Janusz próbował ją objąć.

Agnieszka chwyciła wazon z komody i trach! zdzieliła Janusza w głowę.

Zabrzmiało rozbite szkło. Agnieszka wyrwała się i wybiegła z pokoju.

Łap ją! ryknął Janusz.

Dziewczyna była już przy drzwiach wejściowych. Nie miała czasu się ubrać wybiegła na dwór w skarpetkach, starych szortach i podkoszulku.

Za nią dobiegli mężczyźni. Na osiedlowej ulicy cisza, ciemno, śnieg sypał. Dokąd biec wieczorem po śniegu? Za plecami krzyki. W dużym domu, koło którego przebiegała, rozległo się szczekanie. Ktoś zawołał psa.

Agnieszka podbiegła do furtki, zaczęła walić w drzwi. Otworzył ją facet, może czterdzieści lat.

Pomocy! wyszeptała z błagalnym spojrzeniem.

Wchodź! złapał ją za rękę i zamknął drzwi.

Krzysiek, ktoś tam? na ganek wyszła kobieta.

Właśnie, gospodarz kiwnął w stronę Agnieszki. Jakieś typy ją ścigają.

gwałtownie do domu! kobieta chwyciła ją i pobiegły do środka. Opowiesz nam wszystko.

Agnieszka, wychodź, albo będzie źle! rozległ się krzyk Janusza.

Krzysiek, nie mieszaj się! zawołała gospodyni. Do domu!

Z ulicy dochodziły krzyki, z podwórka szczekanie psa.

Zadzwonię na policję kobieta wyciągnęła komórkę.

Pola, daj spokój. Ja załatwię to sam. Wyglądają na miejscowych.

I co im powiesz niby?

Po ludzku. A ty uspokój dziewczynę.

Gospodarz chwycił reklamówkę, podszedł do lodówki. Schował do niej flaszkę i kawał kiełbasy.

Na podwórzu podrapał psa za uchem i razem wyszli na zewnątrz. Janusz podbiegł.

Oddawaj Agnieszkę!

Proszę bardzo, bierz i spadaj!

Janusz zajrzał do torby, uśmiechnął się do kumpla. Seba, idziemy!
***

Tak! Mam na imię Pola Krzysztofowa kobieta nastawiła czajnik. Siadaj, siadaj! Kim jesteś, Czemu biegasz po nocach?

Agnieszka jestem zaczęła dziewczyna, szczękając zębami. Mieszkam na tej ulicy, ale na samiutkim końcu.

Córka Kiry?

Tak.

My nie tak długo tu mieszkamy, ale o twojej mamie już się mówi.

Dziewczyna spuściła głowę i rozpłakała się.

Oj, nie płacz! Pola podeszła, objęła ją lekko.

Takie przytulenie to dla Agnieszki coś nowego. Zaraz rzuciła się Poli w ramiona i płakała jeszcze bardziej.

No już, już! Napijemy się herbaty.

Wszedł gospodarz domu:

Sprawa załatwiona.

A z tą ślicznotką co robimy? zapytała Pola z uśmiechem.

Pogadamy jutro! Najpierw herbata, potem kąpiel.

Głodna jesteś? Pola podała kubek. Znam ten wzrok.

Na stole pojawiły się kanapki i reszta tortu.

Jedz, jedz! mrugnął Krzysiek, patrząc, jak dziewczyna wręcz pożera wzrokiem jedzenie.

Nie zasypywali jej już pytaniami. choćby udawali, iż jej nie zauważają, żeby nie stresować.

Po kolacji Pola zaprowadziła gościa do łazienki:

Umyj się, a ten szlafrok jest twój!
***

Agnieszka chciała tylko jednego: żeby jej dziś nie wyrzucili na dwór. Jak miło leżeć w ciepłej wannie, kiedy za oknem mróz. Ale trzeba już wyjść, gospodarze czekają.

Wyszła. Gospodarz z żoną siedzieli na kanapie. Agnieszka nieśmiało podziękowała:

Dziękuję!

Słuchaj, Agnieszko, zaczęła Pola nikt cię raczej szukać nie będzie, a ty sama do domu nie chcesz wracać.

Dziewczyna spuściła głowę jeszcze niżej.

Jutro rano wyjeżdżamy…

Rozumiem Agnieszka niemal zniknęła pod własnymi włosami.

Zostaniesz sama. Drzwi nikomu nie otwieraj! Na podwórko nasz Max nikogo nie wpuści. Jasne?

Jasne! wykrzyknęła dziewczyna.

A jak chcesz, ugotuj nam barszcz na jutro mrugnął Krzysiek. Umiesz?

Umiem! Dobrze gotuję. I sprzątam! Mogę posprzątać dom.

No to jakbyś mogła, odkurz dół przytaknęła Pola.
***

Obudziła się razem z gospodarzami, ale bała się ruszyć myślała, iż ją wyrzucą. Usłyszała śmiech na podwórku, potem cisza.

Wstała. Umyła się. W kuchni stał gorący czajnik, na stole chleb, ser, kiełbasa. Na blacie surowe żeberka.

Zjadła. Posprzątała po sobie. Umyła podłogę.

W korytarzu zobaczyła odkurzacz. Włączyła i zaczęła jeździć po całym domu.

Ledwo skończyła

Ale co to ma znaczyć? usłyszała za plecami.

Odwróciła się błyskawicznie. Przed nią stał wysoki chłopak, lat osiemnaście, brązowe oczy, przyciągające spojrzenie.

Sprzątam wymamrotała Agnieszka. A pan to kto?

A więc chłopak pokręcił głową i wyciągnął telefon.

Mamo, wróciłem. A ta dziewczyna to kto?

Synu, niech ta dziewczyna trochę u nas zostanie.

Mi tam wszystko jedno.

Schował telefon, obrzucił Agnieszkę spojrzeniem od góry do dołu i poszedł do kuchni.

Napijesz się herbaty? zapytała dziewczyna.

Sam sobie naleję.

***

Agnieszka schowała odkurzacz, wzięła się za ścierkę i nasłuchiwała odgłosów z kuchni.

Chłopak zjadł, poszedł do łazienki. Wyszedł, pachnący płynem po goleniu.

Ej, szefie, daj jeszcze jedną flaszkę! rozległ się krzyk z podwórka.

Co to znowu? podszedł do okna.

Nie otwieraj im! Agnieszka wyszeptała z przerażeniem.

Chłopak spojrzał na nią z zainteresowaniem, uśmiechnął się i poszedł do drzwi.

Agnieszka patrzyła przez okno. Przy płocie Janusz z Sebastianem wykrzykiwali coś do okna. Była przerażona.

Chłopak wyszedł do nich. W jednym momencie obaj gruchnęli w śnieg jak worki. Chłopak coś do nich powiedział i panowie, z podkulonymi ogonami, powędrowali do domu Agnieszki.

***

Wrócił do środka. Usadawiając spojrzenie na dziewczynie, podszedł do niej.

Wystraszyłaś się?

Zanim zdążyła pomyśleć, wtuliła się w jego pierś, rycząc jak bóbr.

Jak masz na imię? zapytał nagle.

Agnieszka.

Ja Bartek. Nie płacz już nie wrócą.

***

Bartek poszedł na górę i do wieczora znów się już nie pojawił. Agnieszka upichciła barszcz, usiadła samotnie przy stole.

Chciałaby zostać tu, z tymi fajnymi ludźmi, ale miała poczucie, iż przekroczyła jakąś granicę przyzwoitości.

Wrócili gospodarze. Pola zaskoczona pokiwała głową, patrząc na nienaganny porządek. Krzysiek docenił barszcz.

Chyba pójdę już do domu Agnieszka odezwała się bezradnie. Dziękuję za wszystko!

Zostań z nami parę dni! wtrąciła Pola.

Dzięki, Pola Krzysztofowa, ale wracam do domu…

Już kierowała się do drzwi, kiedy zdała sobie sprawę, iż chodzi po domu w cudzym szlafroku i kapciach.

Chodź! Pola złapała ją za ramiona i zawiodła do garderoby.

Długo przeglądała ubrania, w końcu wyjęła dżinsy, sweterek i kurtkę.

Przebieraj się! Jesteśmy prawie tego samego wzrostu.

Ale nie trzeba

No przecież golasem nie pójdziesz! Ubieraj się, nie zbiednieję!

Założyła. Zerknęła ukradkiem w lustro. Tak ładnych rzeczy nigdy nie miała.

W korytarzu Pola wymusiła specjalnie czapkę i zimowe buty.

Agnieszka, nos się w zdrowiu!

Dziękuję, Pola!

***

Życie wróciło na stare tory chociaż nie do końca stare. Mama zatrudniła się w mleczarni, Janusz z Sebastianem zniknęli bez śladu.

Nadeszła wiosna. Pewnego dnia, odrabiając lekcje, Agnieszka usłyszała pukanie do furtki. Spojrzała przez okno stał Bartek. Skinął głową zaproszenie.

Nie wyszła, tylko wypadła z domu jak błyskawica.

Hej! przywitał się Bartek.

Cześć!

Mama cię wołała, coś do pogadania.

***

Tak znowu weszła do domu, gdzie spędziła najpiękniejszy dzień w życiu.

Cześć, Agnieszka! Pola objęła ją na progu.

Dzień dobry, Pola Krzysztofowa!

Wchodź, napijemy się herbaty! Gospodyni posadziła ją przy stole i nalała kubek.

Mam prośbę. Lecimy z Krzyśkiem na miesiąc do Turcji. Bartek w domu rzadko, doglądniesz domu? Psa Maxa nakarmisz, kota też, kwiaty podlejesz mam ich mnóstwo.

Oczywiście, Pola!

Super, wyciągnęła dwadzieścia tysięcy złotych. Masz, na wydatki.

Ale po co tyle pieniędzy?

Bierz, nie zbiedniejemy! Chodź, wszystko pokażę!

Agnieszka rozeznawała się, gdzie stoją doniczki, gdzie karma dla kota, mięso dla Maxa.

Po chwili Pola zawołała:

Bartek! Syn od razu wyszedł. Zapoznaj Agnieszkę z Maxem!

Chodź Bartek lekko objął ją ramieniem.

Razem poszli na podwórko, odpięli Maxa i ruszyli na spacer.

Całą drogę Bartek gadał o studiach, karate, rodzinnym biznesie.

Agnieszka myślała zupełnie o czym innym. Wiedziała, iż między nią a Bartkiem jest przepaść. Tak samo, jak między jej mamą a rodzicami Bartka. Są dobrzy, mili, ale to nie bajka o Kopciuszku to życie.

Za dwa miesiące zdaję egzaminy do szkoły, na pewno zdam. Będę się uczyć, pracować, obracać ale zostanę kimś. Za mąż pójdę, ale nie za Bartka choć jest super, nie mój!

Była wdzięczna Poli za ubrania i te dwadzieścia tysięcy złotych. Starczy na start w mieście.

Wiedziała, iż właśnie dziś skończyło się jej ciężkie dzieciństwo. Teraz zaczyna się dorosłe życie pewnie nie łatwiejsze, ale już wszystko zależy tylko od niej.

Doszli do domku. Agnieszka pogłaskała Maxa po szyi, uśmiechnęła się do Bartka i wróciła do siebie. Jutro zaczyna swoją robotę w tym domku. Tylko robota i tyle!

Idź do oryginalnego materiału