"Wujek Miles nienawidził słowa jazz". Vince Wilburn Jr. o muzycznej ewolucji, gotowaniu i lekcji bezkompromisowości

rdc.pl 11 godzin temu

Uniwersytet Milesa Davisa

Vince Wilburn Jr. nie lubi określenia "tribute act". Choć na każdym kroku podkreśla swoje pokrewieństwo z Milesem Davisem, to projekt Miles Electric Band (M.E.B.), który współtworzy z grupą przyjaciół, traktuje jako coś znacznie większego. Dla muzyków to "Uniwersytet Milesa Davisa" – nieustająca, ewoluująca rozmowa, która zaczyna się na próbach, trwa na scenie, a kończy podczas prywatnych rozmów telefonicznych. Zespół czerpie z dziedzictwa, które pozostawił im 'Szef" (jak pieszczotliwie nazywają Milesa), ale nie po to, by je bezrefleksyjnie odtwarzać, ale by stale rozwijać tę muzykę i iść z nią do przodu.

Geniusz z trąbką i... kuchenną chochlą

Większość świata postrzega Milesa Davisa wyłącznie jako muzycznego geniusza. Dla Vince’a Wilburna Jr. był on jednak przede wszystkim wujkiem. Jak go wspomina? Jako człowieka niezwykle troskliwego, ale też bardzo poważnego w kluczowych momentach. Miał specyficzne poczucie humoru i był niezwykle wrażliwy. jeżeli kogoś nie znał, bywał skryty i nie tolerował bzdur.

Mało kto jednak wie, iż legendarny muzyk był także wybitnym szefem kuchni. "Mój Boże, jak on potrafił gotować!" – wspomina z zachwytem Wilburn Jr., dodając, iż Davis potrafił być tak samo kreatywny w kuchni, jak i w studiu nagraniowym.

Zakaz patrzenia wstecz

Jedną z najważniejszych zasad, jakie Miles wpoił swoim współpracownikom, był całkowity zakaz oglądania się za siebie. Podczas wspólnego mieszkania w Malibu z Vince’em i jego kuzynem Aaronem, Davis nigdy nie trzymał w domu swoich starych płyt. Zamiast tego nieustannie analizował bieżące nagrania ze studia oraz rejestracje koncertów na żywo. Potrafił wezwać muzyków do swojego apartamentu i kazać im całkowicie zmienić setlistę na kolejny wieczór.

Ta nieprzewidywalność wymagała od zespołu ciągłej czujności. Praca z Milesem wiązała się z ciągłym napięciem – nigdy nie było wiadomo, jaki bieg za chwilę wrzuci lider. To właśnie brak bezpiecznej gry i ciągłe ryzyko były dla muzyków najbardziej ekscytujące.

"Muzyka społeczna" zamiast jazzu

Vince Wilburn Jr. zwraca uwagę, iż sam Miles Davis szczerze nienawidził słowa "jazz" – wolał określać swoją twórczość mianem "muzyki społecznej". Zapytany o kondycję dzisiejszej muzyki i wyzwania, przed jakimi stoi, perkusista podkreśla, iż kluczem jest odwaga do wychodzenia poza strefę komfortu. Sam Davis zmieniał swój styl wiele razy, nigdy nie pozwalając sobie na samozadowolenie. Ćwiczył codziennie, zawsze mając trąbkę pod ręką.

Dziś tę samą energię Wilburn Jr. dostrzega u młodego pokolenia muzyków, m.in. u perkusisty Marcusa Gilmore’a (wnuka Roya Haynesa) czy Kojo Rony’ego (syna Antoine’ego Rony’ego), których pieszczotliwie nazywa swoimi "siostrzeńcami".

Najważniejsza lekcja: Być bezlitosnym wobec strachu

Gdyby Vince Wilburn Jr. miał ocalić i przekazać przyszłym pokoleniom tylko jedną myśl swojego wuja, byłaby to bezkompromisowość i całkowity brak strachu.

"Stay fearless" (bądź nieustraszony) – to najważniejsze przesłanie Milesa Davisa. Zdaniem Wilburna Jr., tylko wtedy, gdy nie boimy się iść w nieznane i decydujemy się na grę "bez siatki asekuracyjnej" (jak mawiał Wayne Shorter), jesteśmy w stanie otworzyć swoje serca i umysły na prawdziwą artystyczną podróż.

35. jubileuszowa edycja Warsaw Summer Jazz Days potrwa od 2 do 5 lipca w stołecznym Klubie Stodoła. Wydarzenie odbywa się pod patronatem Polskiego Radia RDC. Codziennie w godz. 18:00–19:00 na naszej antenie audycja festiwalowa. W godz. 19:00–20:00 zapraszamy na transmisje koncertów: 2 lipca – Tomoki Sanders, 3 lipca – Jowee Omicil, 4 lipca – Antoni Gralak Quartet, 5 lipca – Julius Rodriguez.

Idź do oryginalnego materiału