Właśnie teraz pomyślałam, iż my z tobą jesteśmy chyba jakąś nieprawidłową rodzinąMimo to wciąż szukamy sposobu, by odnaleźć własne miejsce w tym chaotycznym świecie.

newsempire24.com 2 godzin temu

27maja 2026

Kochany pamiętniku,

Dziś po raz kolejny poczułam, jak wielki jest dar, iż mam przy sobie Aleksandra. Kiedy obejmował mnie mocno, szepnął: Jak cudownie, iż jesteśmy razem. Odpowiedziałam mu z radością: Ja też jestem szczęśliwa, bo mam Ciebie!, a on zaśmiawszy się dodał: Z kimż innym miałbym być? Tylko z Tobą, bo jesteś moim przeznaczeniem. Najlepszą kobietą na świecie. Nie odpowiedziałam słowami, po prostu pocałowałam go w policzek i pobiegłam do kuchni po szarlotkę z piekarnika.

Dziś świętowaliśmy nasze srebrne wesele. Postanowiliśmy uczcić ten dzień w kameralnym gronie tylko my i nasze dzieci. Mamy dwoje pociech: Andrzej, ucznia klasy dziesiątej, oraz Zuzanna, właśnie po studiach, która wynajęła mieszkanie niedaleko pracy. Choć w naszym domu zawsze było miejsce, Zuzanna pragnie samodzielności.

Po co Ci wydawać pieniądze na wynajem? zapytałam. Masz własny pokój w domu, mieszkamy razem, a kiedy wyjdziesz za mąż, i tak z nas odejdziesz.
Mamo, kocham Was z tatą, wiem, iż mnie nie wypędzicie, ale naprawdę chcę spróbować żyć sama. Poza tym, przyznaj się, nie obrażaj się, ale Twoje wypieki są tak pyszne, iż boję się przybrać na wadę. Ty wciąż jesteś szczupła, jedziesz i nie przybierasz, a ja nie chcę podążać w Twoje ślady! Muszę dbać o sylwetkę, a przy Twoich słodkościach to niemożliwe.

Uśmiechnęłam się do córki. Z zewnątrz Zuzanna nie przypominała mnie wcale jestem drobną, chudą kobietą, której jeszcze niektórzy mylą z nastolatką. Nie dbam o makijaż, włosy zwykle spinam w kucyk, ubieram się skromnie. Zuzanna natomiast jest piękną damą, odziedziczyła po ojcu urodę.

Aleksander to mężczyzna przyciągający wzrok: wysoki, o solidnej budowie. Z wiekiem nieco przybrał na wadze co widać przy moich szarlotkach ale wciąż jest przystojny, a w wieku czterdziestu ośmiu lat pozostaje fascynującym partnerem. Wiem, iż przy jego blasku nie wypadam najciekawsza, ale od lat przyzwyczaiłam się do szmerów za plecami i nie przejmuję się nimi, bo wiem, iż dla niego jestem najpiękniejszą kobietą na świecie.

***

Kiedy poznałam Aleksandra, miałam dwadzieścia lat, a on dwadzieścia dwa. Tego wrześniowego dnia jako studentka szłam na urodziny przyjaciółki Wioletty. Przygotowałam prezent z wyprzedzeniem i po drodze postanowiłam kupić mały bukiet kwiatów.

W kwiaciarni był tylko jeden młody mężczyzna, który wybierał bukiet. Sprzedawczyni, urocza dziewczyna, podpowiadała mu różne warianty, spoglądając z wyraźnym zainteresowaniem. Ja też ją zauważyłam i odgadłam, iż jest zafascynowana klientem. Mężczyzna był naprawdę przystojny.

Taki wygląd pasuje raczej do kina, pomyślałam. Może jest aktorem?

Wtedy właśnie podszedł do mnie i zapytał:

Pani, który bukiet woli Pani bardziej? Ten z czerwonymi różami, czy ten z piwoniami?

Zarumieniłam się, bo nie spodziewałam się rozmowy od tego przystojniaka, ale odpowiedziałam:

Wybrałabym piwonie, choć większość dziewczyn woli róże.

Sprzedawczyni zapytała:

A jakiej pani córce podobają się kwiaty?

Mężczyzna, nieco zakłopotany, odparł:

Mojej dziewczynie? Nie, nie kupuję kwiaty dla dziewczyny, nie wiem nawet, dla kogo adekwatnie są.

Wyjaśniłem, iż mój przyjaciel idzie na urodziny do kuzynki i namówił mnie, żebym poszedł z nim, a ja nie chciałem przyjść z pustymi rękami.

jeżeli weźmiecie róże, nie popełnicie błędu doradziłam ja.

A pani też lubi róże? dopytał nieśmiało.

Zaczerwieniłam się, spojrzałam w dół i odpowiedziałam:

Najbardziej kocham polne kwiaty, ale róże też mi się podobają, chyba wszyscy je lubią.

Młodzieniec przyznał:

Również przepadam za polnymi kwiatami. Moja mama, gdy jedzie na wieś, zawsze przynosi mały bukiecik; niedaleko nas rozciąga się łąka pełna różnorakich roślin. W polnych barwach kryje się szczególna uroda niepozorne na pierwszy rzut oka, a gdy przyjrzeć się bliżej, zachwycają.

Kupił bukiet róż i wyszedł z uśmiechem. Sprzedawczyni zauważyła:

Jaki to przystojny chłopak! Jedna uśmiech warta artysty.

Ja kupiłam mały bukiecik chryzantem i pożegnałam się z nią, kierując się na przyjęcie Wioletty.

Zaskoczyło mnie, gdy w domu przyjaciółki zobaczyłam tego uśmiechniętego przystojniaka z kwiaciarni. Okazało się, iż ma na imię Szymon i przyszedł z kolegą Arturem, kuzynem solenizantki. Szymon był równie zaskoczony, spotykając mnie ponownie. Przez cały wieczór wymienialiśmy spojrzenia i uśmiechy, a później usiadł obok mnie przy stole. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, a ja nie rozumiałam, dlaczego on tak uważnie mnie obserwuje i dlaczego Wioletta wydaje się mi zazdrośnie patrzeć.

Kiedy muzyka zaczęła grać, Wioletta poprosiła Szymona o taniec. On, z odrobiną wstydu, odwrócił się w stronę mnie, po czym wrócił do tańca z solenizantką. Po chwili znów podszedł do mnie i zaproponował, iż odprowadzi mnie do domu.

Następnego ranka, kiedy przyjechałam na zajęcia na uczelni, spotkałam Wioletę, która choćby nie skinęła mi głową. Po wykładach podeszłam do niej, by dowiedzieć się, co się stało.

Nic nie rozumiesz? spytała, patrząc surowo.

Co mam rozumieć? odpowiedziałam.

To, iż Artur przywiódł Szymona specjalnie dla mnie! Widziałam go na jego zdjęciach i od razu mi się spodobał. Ty cały wieczór flirtowałaś z nim i go przyciągnęłaś A teraz udajesz się za skromną!

Nie flirtowałam z nikim odparłam wzburzona. Po prostu nie potrafię flirtować, nie miałam takiej myśli. To on sam zaproponował mi odprowadzenie. Nie prosiłam.

Wioletta odszedła, zostawiając mnie w zdumieniu. Czy naprawdę stałam się tą, która kradnie chłopaka przyjaciółce? Czy jestem jakąś podstępną rozbójnicą? Nie, to nie może być prawda.

Zastanawiam się, jak to możliwe, iż zwykły chłopak, który nie znał nikogo w tej grupie, po raz pierwszy w kwiaciarni zwrócił uwagę na tak niepozorną dziewczynę jak ja. Może po prostu chciał podzielić wieczór z kimś miłym a nie z kimś z pięknym wyglądem, jak Wioletta.

W drodze do domu stanąłem przed lustrem, spojrzałam na siebie i szepnęłam:

Czy naprawdę jestem kimś wartym?

Właśnie wtedy zadzwonił telefon. To był Szymon. Wczoraj, kiedy poprosił mój numer, nie wierzyłam, iż zadzwoni. Umówiliśmy się na spotkanie wieczorem nad Wisłą. Kiedy przyjechałam, już czekał z bukietem polnych kwiatów i uśmiechem, który sprawił, iż serce mi zabiło szybciej.

Tak rozpoczął się nasz romans. Wielu twierdziło, iż gwałtownie się rozstanie, iż przystojny Szymon nie wytrzyma ze zwykłą dziewczyną, a raczej poświęci się innym. Ale on nie odwracał wzroku od mnie, a ja niedługo uwierzyłam w jego uczucia i przestałam słuchać zazdrośników.

Rok po naszym poznaniu wzięliśmy ślub. Od tego dnia nie minął dzień, kiedy nie powiedział mi, iż jestem najpiękniejsza. A po dziesięciu latach małżeństwa zapytałam go, dlaczego wybrał właśnie mnie.

Mogę Ci wyjaśnić, dlaczego się zakochuję? odpowiedział szczerze. Zakochałem się w Twoich oczach są najpiękniejsze, pełne dobroci i szczerości. W Twoim głosie, zapachu, w Twojej duszy. Dla mnie jesteś najpiękniejszą kobietą na świecie. Nie bez powodu kochasz polne kwiaty jesteś do nich podobna. Twoja uroda nie krzyczy, nie każdy ją dostrzega, a ja ją widzę i nie zamieniłbym jej na żadną najwspanialszą różę.

Nasza rodzinna kolacja z okazji 25tej rocznicy była skromna, ale przytulna. Dzieci wypowiedziały nam wiele ciepłych słów to był najcenniejszy prezent. Na środku stołu leżał delikatny bukiet polnych kwiatów, które Aleksander zawsze daje mi na urodziny (moje są w lipcu) i na rocznice.

Szymonie, szepnęłam, kiedy położyliśmy się spać. Czasem myślę, iż jesteśmy jak niepasująca para.

Dlaczego? zapytał zdziwiony.

Dwadzieścia pięć lat nie pokłóciliśmy się ani razu. Czy to możliwe?

Chcesz się pokłócić? zaśmiał się. No to chodźmy się kłócić! i zaczął mnie łaskotać.

Nie, nie chcę! krzyknęłam, śmiejąc się, bo nie lubię łaskotania.

Ja też nie chcę się z Tobą kłócić, odpowiedział Szymon, całując mnie.

Czuję, iż każdy dzień z nim jest darem. Bez Was, drogi pamiętniku, nie miałabym siły, by spisać te wszystkie myśli. Dziękuję losowi za nasze polne kwiaty i za to, iż razem potrafimy przejść każdy kolejny rok.

Z miłością,
Jadwiga.

Idź do oryginalnego materiału