„Właśnie pomyślałam, iż chyba jesteśmy jakąś nienormalną rodziną,” powiedziała Kasia, przewracając oczami, ale z uśmiechem.
„Jak dobrze, iż mam ciebie,” odparł Krzysztof, przytulając żonę.
„A ja jestem szczęśliwa, iż jesteś ze mną!” zaśmiała się Kasia.
„No a z kim niby miałbym być?” poklepał ją po ramieniu. „Oczywiście tylko z tobą. Jesteś moim przeznaczeniem. Najlepszą kobietą na świecie.”
Kasia nie odpowiedziała, tylko pocałowała męża w policzek i pobiegła do kuchni wyciągać sernik z piekarnika.
Dziś Kowalscy świętowali srebrne wesele. Postanowili spędzić ten dzień skromnie, w gronie najbliższych tylko oni i ich dzieci. Mieli dwoje: syna Bartka, ucznia drugiej klasy liceum, oraz córkę Magdę, która niedawno skończyła studia, dostała pracę i wynajęła mieszkanie niedaleko biura.
„Mamo, po co te wydatki na wynajem?” pytała Kasia. „Masz tu swój pokój, żyjemy w zgodzie, po co się wyprowadzać? Jak wyjdziesz za mąż, to wtedy się usamodzielnisz.”
„Mamo, kocham was oboje i wiem, iż mnie nie wyrzucacie, ale chcę spróbować życia na własną rękę. I nie gniewaj się, ale twoje pierogi i serniki to istna pułapka! Ty jesteś taka chuda, jesz i nie przybierasz, a ja, niestety, nie odziedziczyłam twoich genów. Muszę dbać o figurę, a jak mam to robić, mieszkając z wami? Twoich wypieków po prostu nie da się odrzucić!”
Kasia uśmiechnęła się, patrząc na córkę. Magda wcale nie była do niej podobna. Kasia była drobna, wręcz szczuplutka czasem mylono ją z nastolatką. Wyglądała zwyczajnie, nie malowała się, włosy zwykle zbierała w kucyk, a ubierała się skromnie. Magda zaś była urodziwa jak ojciec Krzysztof zawsze był przystojniakiem, wysoki, dobrze zbudowany, choć z wiekiem trochę przytył (no cóż, przy takich sernikach trudno było się oprzeć).
Kasia wiedziała, iż przy nim wyglądała niepozornie. Dawno przestała przejmować się szeptami za plecami. Dla męża była najpiękniejsza i to się liczyło.
***
Gdy się poznali, Kasia miała dwadzieścia lat, a Krzysztof dwadzieścia dwa.
Tego wrześniowego dnia studentka Kasia szła na urodziny koleżanki z roku, Wioli. Prezent miała już przygotowany, ale po drodze wstąpiła po bukiet kwiatów. W kwiaciarni był tylko jeden klient przystojny chłopak, który właśnie wybierał kwiaty.
„Dziewczyno, a które wolisz?” nagle zwrócił się do Kasi. „Te czerwone róże czy te piwonie?”
Kasia się speszyła, ale odparła: „Piwonie, choć większość dziewczyn woli róże.”
„A twojej dziewczynie co się podoba?” wtrąciła sprzedawczyni.
„Mojej dziewczynie?” zaśmiał się. „Nie, nie kupuję dla dziewczyny, choćby jej nie znam. Idę z kolegą na urodziny jego kuzynki i nie wypada mi przyjść z pustymi rękami.”
„Jeśli weźmiesz róże, nie popełnisz błędu,” podpowiedziała Kasia.
„A ty lubisz róże?” zapytał nagle.
Kasia poczuła, iż się rumieni. „Najbardziej polne kwiaty, ale róże też. Chyba wszyscy je lubią.”
„Ciekawe,” uśmiechnął się. „Ja też wolę polne. Mama zawsze zwozi z działki całe naręcza. W tych zwykłych kwiatach jest jakaś magia niby niepozorne, a jak się przyjrzeć…”
Kupił róże, pożegnał się uśmiechem i wyszedł.
„Przystojniak, co?” westchnęła sprzedawczyni. „Jak z okładki!”
Kasia kiwnęła głową, kupiła chryzantemy i poszła na imprezę.
A tam niespodzianka! Ten sam chłopak, który okazał się być Krzysztofem, kolegą kuzyna Wioli. Cały wieczór zerkał w stronę Kasi, w końcu usiadł obok i zaczęli rozmawiać.
Po jakimś czasie Wiola podeszła, wciągnęła go do tańca, a potem rzuciła Kasi kwaśne spojrzenie. Następnego dnia choćby się nie przywitała.
„Co się stało?” zdziwiła się Kasia.
„Serio nie wiesz?” syknęła Wiola. „Artur przyprowadził Krzysztofa specjalnie dla mnie! Miałam go poznać, a ty mi go zabrałaś!”
Kasia aż otworzyła usta. Ona? Zabierać chłopaków? Ta sama Kasia, na którą faceci zwykle nie zwracali uwagi?
W drodze do domu przeglądała się w lustrze. „Komu ja taka potrzebna?” westchnęła.
W tej chwili zadzwonił telefon. Krzysztof.
Umówili się nad Wisłą. Gdy Kasia przyszła, już na nią czekał z bukietem polnych kwiatów. I tak się uśmiechał, iż wiedziała jest zakochana.
Tak zaczęła się ich historia. Wielu wróżyło im rychły koniec jak taki przystojniak może związać się z „szarą myszką”? Ale Krzysztof nie patrzył na inne. Po roku wzięli ślub.
Dziesięć lat później Kasia spytała go, dlaczego ją wybrał.
„Miłość się nie tłumaczy,” odparł. „Ale jeżeli musisz wiedzieć zakochałem się w twoich oczach, w głosie, w tym, jaka jesteś. Dla mnie jesteś najpiękniejsza. Lubisz polne kwiaty? Bo sama jesteś jak one nie każdy dostrzeże ich urok, ale ja widzę.”
***
Wieczór z okazji dwudziestopięciolecia minął w ciepłej atmosferze. Dzieci wygłosiły piękne toasty, a na środku stołu stał bukiet polnych kwiatów taki sam, jaki Krzysztof dawał Kasi co rok.
„Krzysiu,” szepnęła Kasia, gdy kładli się spać. „Właśnie pomyślałam, iż chyba jesteśmy nienormalni.”
„Dlaczego?”
„Przez dwadzieścia pięć lat ani razu się nie pokłóciliśmy. To w ogóle możliwe?”
„A chcesz się pokłócić?” zaśmiał się, zaczynając ją łaskotać.
„Nie, nie chcę!” pisnęła, wijąc się.
„No właśnie. Ja też nie,” przytulił ją. I tak już zostało.










