Wizyta cioci, płacząca żona i noc pełna rodzinnego chaosu – czyli jak Robert dowiedział się, iż unik…

twojacena.pl 4 godzin temu

Dziennik, środa

Obudził mnie dźwięk domofonu. Po drugiej stronie łóżka moja żona już zaczynała się kręcić. Przesunąłem dłonią po jej ramieniu.
Kochanie, zostań w łóżku, pójdę otworzyć. mruknąłem cicho i powoli podszedłem do drzwi, przecierając oczy. Kto to o takiej godzinie?

Otworzyłem. W progu stała moja ciotka Barbara z ogromną walizką. Jej mąż, wujek Marian, dreptał z nogi na nogę tuż za nią.

Mój kochany siostrzeniec! wykrzyknęła ciotka, rzucając mi się na szyję takim impetem, jakby zamierzała mnie udusić tym uściskiem. Nie cieszysz się, iż mnie widzisz?

Koniec z moją ciszą i spokojem westchnąłem w duchu, wciągając bagaże ciotki na przedpokój.

Noc zmieniła się w jeden wielki chaos. Ciotka nie chciała spać na kanapie, bo uznała ją za twardą jak deska. Potem zasugerowała, iż może położę się z nią na szczęście wujek Marian zaprotestował.

Moja żona, Małgosia, patrzyła tylko z niedowierzaniem. Minęła dopiero godzina od przyjazdu ciotki, a już zrobiła z naszego mieszkania istną rewolucję. W końcu wszyscy poszli spać, choć bardziej pasowało powiedzenie kto gdzie się zmieścił. Ciotka z wujkiem okupowali nasze łóżko, a my z Małgosią tkwiliśmy na kanapie.

Jak myślisz, długo tu zostaną? szepnęła do mnie Małgosia podczas śniadania, stawiając przede mną talerzyk z serem i ogórkiem.
Nie wiem zapytam jak wrócę z pracy odparłem.

Małgosia nerwowo łapała oddech, słysząc dochodzące z sypialni donośne chrapanie.
Boję się ich Przyjdź dziś szybciej do domu, proszę?
Spróbuję obiecałem i wyszedłem, wcześniej zatrzaskując za sobą drzwi.

Po powrocie z pracy zastałem nakryty do stołu stół, obrus udekorowany w stokrotki, pachniało rosołem.
Wchodź, siostrzeńcu! Zrobimy małe biesiadowanie z okazji rodzinnego zjazdu zawołała ciotka z kuchni.

Małgosia ściszonym głosem powiedziała:
Boże, jak dobrze, iż już jesteś

Usiedliśmy do obiadu. Zebrałem się na odwagę:
Ciociu, długo planujecie zostać?
Ach, już nas wyrzucasz?! sapnęła ciotka z miną męczennicy. No przecież nie jesteśmy tutaj mile widziani. syknęła w stronę Mariana.

Ależ co ty mówisz Tylko pytam bąknąłem, czując jak robi mi się gorąco.
Robert, zostaniemy z tobą już na zawsze! Mieszkanie już sprzedaliśmy, nie mamy nikogo poza tobą Nie wywalisz przecież własnej ciotki na bruk, prawda? Skoro już kilka nam zostało, to trochę wytrzymasz ciotka teatralnie otarła oko.

Nie zdążyłem odpowiedzieć, bo Małgosia wybiegła z kuchni ze łzami w oczach.

W pokoju zapadła krępująca cisza. Wujek Marian bez słowa kończył swojego śledzika.

No powiedz coś w końcu! burknęła ciotka do Mariana. Ty tylko talerze potrafisz schładzać, zero inicjatywy, jak zwykle! zwróciła się do mnie. Taka jestem, wszystko sama muszę załatwiać, a on tylko przytakuje. Taki to mąż? Ty chyba szczęśliwy jesteś, Robercik?
Możecie zostać, ile tylko będziecie chcieli powiedziałem cicho, a zza drzwi usłyszałem szlochanie Małgosi.

Zabrałem się za obiad bez entuzjazmu. W porównaniu do moich gości wyglądałem blado zajadali wszystko z takim hałasem, aż uszy bolały.

Gdy ciotka skończyła, odsunęła się z westchnieniem od stołu:
Jestem najedzona po uszy! Robercik, wygłupiałam się. Przyjechaliśmy tu tylko na kontrolę do szpitala, po trzech dniach znikamy. Tak tylko żartowałam, żeby cię postraszyć. Dzielny jesteś, wcale nie spanikowałeś! Pamiętaj, po mojej śmierci mieszkanie będzie twoje bo nie mamy własnych dzieci. Tylko ty jesteś moim spadkobiercą.

Pierwszy raz w życiu poczułem taką ulgę i odpowiedziałem z humorem:
Ciociu, niech ci zdrowie na sto lat służy!

Przez kolejne dni Małgosia snuła się po kątach ze łzami w oczach, bo nic nie mogło dogodzić ciotce rosół za mdły, kotlety za twarde, pranie źle rozwieszone, podłoga nie taka jak trzeba.

Przy pożegnaniu ciotka szepnęła mi jeszcze do ucha:
Skąd ty taką mazgaję wziąłeś za żonę? Może ona w ciąży? Płacze od rana do nocy.

Gdy drzwi w końcu zamknęły się za ciotką i wujkiem, Małgosia zaczęła tańczyć po pokoju:
Może już nigdy do nas nie wrócą! powiedziała z nadzieją.
Nic nie obiecuję Chyba im się tu spodobało zażartowałem słabo.
Ja już tego drugi raz nie zniosę! jęknęła.

Nagle rozległ się dzwonek. Zerwaliśmy się z miejsc, gotowi na najgorsze, ale to tylko budzik. Uśmiechnąłem się szeroko to miał być piękny dzień.

Idź do oryginalnego materiału