JEDNA MIŁOŚĆ
W dniu pogrzebu żony Franciszek nie uronił ani jednej łzy.
No popatrz tylko, mówiłam przecież, iż nie kochał on tej Ziny szepnęła do sąsiadki Terenia.
Cicho bądź, już po wszystkim, teraz to nie ma znaczenia. Dzieci zostały sierotami przy takim ojcu…
Zobaczysz, on i tak ożeni się z Kaśką zapewniała Czesia Terenię.
A czemu akurat z Kaśką? Co mu po niej? Przecież jego prawdziwą miłością jest Gienia. Zapomniałaś, jak razem po stodołach ganiali? Kaśka nie zada się z Franciszkiem. Ma rodzinę, od dawna go nie pamięta.
A ty taka pewna?
Pewna! Kaśki mąż to porządny gospodarz. Po co jej Franciszek z dwójką dzieci? Jest praktyczną kobietą. Ale Gienia z Mietkiem wiecznie się męczy. Prędzej już ona wróci do Franka podsumowała Czesia.
Zofię pochowali. Dzieci mocno trzymały się za ręce.
Michaś i Pola oboje mieli dopiero po osiem lat. Zofia za mąż za Franciszka wyszła z wielkiej miłości. Tylko czy Franciszek ją naprawdę kochał tego nie wiedziała ani ona, ani wiejskie kobiety.
Gadano, iż zaszła w ciążę i dlatego Franciszek z nią się pobrał. Klara, ich pierwsza córka, urodziła się wcześniakiem, nie przeżyła długo a potem długo dzieci żadnych nie było. Franciszek zawsze był zamknięty w sobie, ponury, mówił niewiele. We wsi wołali na niego Wilk. Przydomek miał nieprzypadkowy słów skąpił, a uczucia, czułości… tym bardziej. Zofia znała to najlepiej.
Ale jednak Bóg się nad nią ulitował. Ile ta biedaczka się modliła, wiedziała tylko ona sama. I z nieba zesłano jej bliźnięta.
Polinka i Michaś bliźniaki. Michaś z charakteru cały po matce, serdeczny, delikatny. Pola po ojcu nie do wybadania, zamknięta na sto spustów, milcząca. Nikomu się nie zwierzała. Najbliżej miała z ojcem, bo była do niego podobna.
Często Franciszek coś w stolarni majstrował, a Polka stale mu się kręciła pod nogami. Uczył ją życia, mówił, co i jak.
A Michaś przy mamie tu pozamiatał, tam podlał wodę, choćby małym wiaderkiem. Pomoc jak na swój wiek całkiem spora. Zofia uwielbiała swoje dzieci, ale Poli zupełnie nie potrafiła pojąć. Z Misiem związana była całą duszą.
Kiedy Zofia umierała, rzekła do Michała:
Synku, niedługo już mnie zabraknie. Ty będziesz tu najważniejszy. Pamiętaj nigdy nie krzywdź siostry, musisz jej zawsze bronić. Ty jesteś chłopak, twoim obowiązkiem jest ją chronić. Dziewczyny są słabsze, potrzebują wsparcia.
A tata? zapytał Michaś.
Co? nie zrozumiała Zofia.
Tata nas będzie chronił?
Nie wiem, synku. Życie pokaże…
To nie odchodź. Jak my sobie bez ciebie damy radę? zapłakał chłopiec.
Gdyby tylko to zależało ode mnie… westchnęła Zofia.
I odeszła nad ranem.
Franciszek siedział przy niej długo, trzymając ją za pokrytą żyłami dłoń. Bez słowa, bez łzy. Skurczony, jakby cały poszarzał, przygasł. I tyle.
Życie powoli wracało na stary tor. Pola, choć maleńka jeszcze, wzięła na siebie rolę gospodyni: próbowała gotować, sprzątać, ale nie dawała rady. Przychodziła siostra Franciszka, Natalia, we wszystkim pomagała, uczyła Polkę domowej roboty.
Ciociu Natalio zapytała raz Pola czy tata teraz się ożeni?
Nie wiem, dziecko, co siedzi w głowie twojego ojca. Przecież on nic nikomu nie zdradza…
Natalia miała swoją rodzinę, męża Wacława, dzieci. Kochali się, szanowali.
A jakby co, to zabierzesz nas do siebie? dopytywała Pola.
Co ty wygadujesz. Ojciec was kocha, nikomu krzywdy was nie da zrobić zapewniała Natalia.
A tymczasem cała wieś już huczała od plotek, iż Franciszek i Genowefa znowu mają się ku sobie…
Gienia chyba rozum postradała szeptała Terenia po raz drugi z Frankiem zaczyna, a o rodzinie swojej zapomniała…
Oj, głupia kobieta ta Gienia cmokały gospodynie przy sklepie.
Wystarczy tych babskich plotek! rozgonił je przewodniczący spółdzielni, Maksymilian Leonowicz. Wiecznie obgadujecie ludzi, a tak naprawdę nic o nich nie wiecie! dodał w obronie Franciszka.
Naprawdę, z Genowefą to kiedyś była prawdziwa miłość. Można by było książki pisać, jaka była silna. Tylko iż wtedy Franciszka wysłali na drugi koniec województwa pomagać przy żniwach w innych kołchozach. Dwa miesiące go nie było, a Gienia wdała się w romans z Mietkiem Jagodzińskim.
Franciszek wrócił gwałtownie się dowiedział, co się święci. Mietka pobił, a z Gienią na dobre zerwał kontakt.
Gienia wyszła za Mietka. Zły był z niego człowiek za babami ganiał, za kieliszek nie pogardził. Gienia płakała, iż nie zdołała zatrzymać przy sobie takiego mężczyzny. Franciszek nie pił, pracowity był, ale chłodny i cichy.
Po tej historii ludzie zauważyli, iż Franciszek zaczął spoglądać na Zofię. A ona zakwitła, jak bławatki w polu. Wiejskie gospodynie nie mogły się na nią napatrzeć.
Widzicie, co miłość z ludźmi robi mówiły.
Zofia od zawsze kochała Franciszka, tylko się nie wychylała jak tu konkurować z Gienią?
A jednak spotykali się, spacerowali, aż wzięli skromny ślub w urzędzie gminy. Wesela praktycznie nie było. Z rodziny Franciszka została tylko Natalia, a Zofia miała samotną, starą matkę. Matka urodziła Zofię późno; kiedyś plotkowano, kto był ojcem, ale nikt nie mówił głośno. Przewodniczącym wsi był wtedy Wacław Prochowski. To z nim owdowiała matka Zofii miała dziecko. Piękna kobieta, choć nigdy nie wyszła za mąż. Nie lubiano jej za żywiołowość i ciągłe romanse. Ale Zofia do niej nie była podobna. I czy córka odpowiada za matkę?
Współczuli we wsi Zofii; szczególnie, kiedy wyszła za Franciszka.
Oj, co się dzieje wzdychała Aniela Nowakowa przecież on jej nie kocha. Całe życie będzie z nim się męczyć przewidywała.
Ale, wbrew wszystkiemu, Franciszek był wierny żonie. Wszyscy byli tego pewni bo co można ukryć na wsi?
Piętnaście lat przeżyli razem spokojnie. Kłótni między nimi nigdy nie było. Wieś się uspokoiła aż do ubiegłej zimy. Zofia ciężko zachorowała i w końcu wyszło na jaw, iż to choroba nieuleczalna.
Gdy tego dnia Franciszek wracał z pracy, dogoniła go Gienia.
Franciszek, może wpadnę na godzinkę, pogadamy? Upiekłam twoim dzieciom trochę drożdżówek powiedziała i podała miseczkę z łakociami.
Dzięki, Gienia, ale Natalia już dzieciakom napiekła na dwa dni odparł chłodno.
Ale ja to z sercem, Franciszek…
Moja siostra też z sercem, Gienia.
Spotkajmy się dziś nad młynem, wieczorem, gdy się ściemni naciskała.
A po co?
Jak to, po co? Zapomniałeś, co było między nami? zadziwiła się Genowefa.
Co było, to przeszłość, zarosła już trawą. Swoje dzieci kocham. Zofię kochałem… powiedział cicho Franciszek. Ale jej już nie wrócisz.
Miłość nie umiera odpowiedziała Gienia.
Nie kochałeś jej. Ożeniłeś się z nią ze złości.
Idź już do domu, Gienia powiedział łagodnie Franciszek. Przyspieszył kroku i nie oglądając się, poszedł tam, gdzie czekały na niego dzieci.
Gienia została sama na środku wiejskiej drogi.
Minęło kilka lat. Dzieci dorosły. Ciotka Natalia wciąż przychodziła z wizytą do siostrzeńców, wiedziała już na pewno, iż jej brat to człowiek jednej miłości.
Pola, słyszałam, iż spotykasz się z Grześkiem Wroną rzuciła Natalia od progu.
Tak. I co z tego? spytała dorosła już Pola. „Ależ śliczna dziewczyna” pomyślała Natalia.
Nic, tylko pytam. Ale uważaj na niego.
Co jest?
Sama wiesz co. Dorosła już jesteś powiedziała ciotka poważnie.
Ciociu Natalio, kocham go tak, jak nigdy nikogo nie będę.
Teraz ci się tak wydaje…
Jestem pewna.
Pewna możesz być, ale czy Grzesiek też?
jeżeli mnie oszuka, już nikogo nie pokocham.
W to mogę uwierzyć odparła ciotka.
Wieczorem Michał i Pola czekali na ojca po pracy.
Coś tata się spóźnia zauważył Michał.
Dziś piątek.
No i?
Przecież w środy, piątki i w weekendy zawsze idzie na grób mamy.
A ty skąd wiesz? spytał Michał, marszcząc brwi.
Ty to, Michaś, nic nie rozumiesz, nie czujesz ojca w ogóle.
Poszli więc cicho na cmentarz. Pola prowadziła przez ogrody, potajemną dróżką.
O, zobacz wskazała na skuloną sylwetkę ojca.
Michał nadstawił ucha i usłyszał, jak ojciec rozmawia z kimś niewidzialnym.
No, Zośka, tak się sprawy mają. Pola niedługo wyjdzie za mąż. Odkładałem dla niej posag, Natalia pomagała. Da się żyć, powoli się ogarniamy… Wybacz tylko, iż w życiu tak mało mówiłem do ciebie czułych słów. Moje serce wypowiedziało ci ich tysiące, chociaż usta nie potrafiły. Słaba jest moja gadka, ale serce to ono kochało, Zośka
Franciszek powoli odszedł od grobu.
Pola spojrzała na brata w oczach Michała stały łzy.











