Wiera wracała z ciężkimi siatkami z zakupami, zatroskana o kolację dla rodziny, gdy zobaczyła karetk…

polregion.pl 6 dni temu

Wioletta spieszy się do domu, w rękach ciężkie torby z zakupami spożywczymi.

Cały czas zastanawia się, co ugotować dziś na kolację, jak nakarmić chłopców, i jeszcze młodszemu pomóc przy lekcjach.

Już z daleka widzi, iż pod ich blokiem stoi karetka. Ogarnia ją niepokój jej mąż ostatnio źle się czuł, może coś się stało i trzeba było wzywać pogotowie na już?

Do piętnastki państwo przyjechaliście? pyta drżącym głosem kierowcy.

Nie, do czternastki, jakaś babcia źle się poczuła odpowiada ten.

Ulgę czuje Wioletta. To nie do nich. Więc jednak do sąsiadki, pani Janiny Ostrowskiej. Też niedobrze, bo przecież starsza pani jest zupełnie sama, a lat ma już pod osiemdziesiątkę.

Oj, pani Janina ma przecież kotkę. jeżeli trafi do szpitala, trzeba będzie się jej jakoś zająć rozmyśla Wioletta, wchodząc na klatkę schodową.

Pod drzwiami sąsiadki jest zamieszanie. Otwarta na oścież furta, nosze, i jej mąż Michał pomagający ratownikowi prowadzić starszą panią.

Zaraz kierowca pomoże, damy radę mówi ratownik.

Janina Ostrowska, widząc Wiolettę, ożywia się nagle:

Wioletto, kochana, do szpitala mnie zabierają. Tu zostawię ci klucze, poproszę, zajmij się moją Kizią. Jedzenie stoi na stole w kuchni, kuweta już wyczyszczona, nie przegap tylko, raz dziennie zmień. Mam nadzieję, iż na Sylwestra wrócę podaje Wioletcie klucz.

Jasne, zaopiekuję się kotką. Pani gwałtownie wracaj do zdrowia! Wioletta współczująco ściska dłoń sąsiadki.

Proszę leżeć, nie wolno się ruszać przywołuje ją ratownik. A, jest i pomoc, idziemy wszyscy

Zaczekajcie mówi Janina Ostrowska. Wioletto, mam jeszcze jedną prośbę. Na szafce w przedpokoju leży kartka z telefonem. jeżeli coś pójdzie nie tak, zadzwoń pod ten numer. To moja córka, Ludmiła. Pokłóciłyśmy się, nie odzywamy do siebie od lat

Wioletta obiecuje, iż wszystko będzie w porządku, a gdy sąsiadkę zabierają, bierze kartkę, sprawdza, czy z Kizią wszystko dobrze i zamyka drzwi.

Wyobraź sobie, tyle lat mieszkamy obok, a choćby nie wiedziałam, iż pani Janina ma córkę mówi mężowi, gdy wraca do mieszkania.

Ja też, ani razu nikogo u niej nie widziałem w gościach przyznaje Michał. Obiad będzie dzisiaj?

Wioletta tylko westchnie i rzuca się w wir domowych obowiązków, a gdy chłopców położyła spać i znalazła chwilę dla siebie, przypomina sobie o córce sąsiadki. Zaczyna obracać w dłoniach wyrwaną z notesu kartkę z numerem.

Spogląda na zegarek i decyduje się nie dzwonić późno już, obca Ludmiła i tak nie zostanie wpuszczona do szpitala.

Następnego dnia Wioletta pamięta o prośbie pani Janiny. Akurat dogląda Kizi, która wdzięczna wskakuje jej na kolana. Wioletta waha się dzwonić do tej Ludmiły, czy zostawić to?

W końcu się przełamuje.

Halo, Ludmiło mówi, gdy słyszy w słuchawce głos kobiety. Nie znamy się, jestem sąsiadką pani Janiny, państwa matka trafiła wczoraj do szpitala. Może by ją pani odwiedziła?

Nie interesuje mnie ta kobieta odpowiada chłodno Ludmiła. Nie jest moją matką od lat.

Naprawdę nie macie za grosz serca? Co by się nie stało, może pani Janina już nie wróci do domu. Naprawdę aż tak się pani na nią gniewa, żeby choćby nie przyjść?

Pani nic do tego! Ludmiła choćby nie próbuje się przejąć.

Bez serca pani jest! Gdybym tylko mogła zobaczyć choć na chwilę swoją mamę, oddałabym za to pół życia! Uważajcie państwo, bo jak jej zabraknie, zrozumiecie wszystko. Sama przez sześć lat opiekowałam się chorą mamą, wiem co to znaczy! Bywało ciężko, nieraz brak sił, ale teraz za wszystko bym oddała, by jeszcze żyła i choćby leżała, byle tylko była

Wioletta ze złości odkłada słuchawkę.

No i co, Kizio mówi do kotki. jeżeli twoja pani nie wyzdrowieje, może trzeba będzie cię wziąć do nas. Mam nadzieję, iż dogadacie się z naszym Burkiem Dzwoniłam dziś do szpitala, lepiej pani Janinie nie jest

Nadchodzi Sylwester. Wioletta i Michał wracają z zakupami. Michał niesie puszystą choinkę.

Przytrzymajcie nam drzwi! woła Wioletta do wchodzących do klatki dwóch kobiet, potem odwraca się do męża:

Michał, chodź już!

Mąż pospiesznie podąża z choinką. Wioletta zerka na kobiety wchodzące do klatki i nagle zamiera ze zdziwienia!

Ojej, to pani?! woła. Pani Janino, jest pani już w domu?!

Tak, uprosiłam, poczułam się lepiej i wypisali mnie na święta. A poznajcie się, to moja córka Ludmiła! twarz Janiny Ostrowskiej promienieje szczęściem.

My adekwatnie już się znamy śmieje się Ludmiła. Chociaż przez telefon!

Wszyscy wspólnie udają się na górę, Ludmiła czule trzyma matkę pod ramię, a potem szepcze Wiolecie:

Dziękuję pani, otworzyła mi pani oczy. Mogę później wpaść na chwilę?

Oczywiście kiwa Wioletta zaskoczona.

Po pół godzinie Ludmiła staje w drzwiach mieszkania państwa Grabowskich z ciastem. Piją herbatę i Ludmiła opowiada:

Pokłóciłyśmy się z mamą dziesięć lat temu o głupstwo, choćby nie pamiętam o co. Była nauczycielką, zawsze chciała mnie wychowywać, wtedy też coś jej się nie spodobało i się sprzeczałyśmy. Obraziłyśmy się na siebie. Rok nie rozmawiałyśmy obie dumne jak pawie. Później już tylko na święta składaliśmy sobie życzenia, i to przez telefon.

A kiedy Wioletta zadzwoniła i powiedziała, iż mama w szpitalu, poczułam choćby zadowolenie Ale kiedy wspomniała pani swoją mamę, zrobiło mi się strasznie smutno. Bo jak jej zabraknie, to nie będzie już mojego dzieciństwa, i kto będzie moją mamą? Zostanę sama

Ludmiła opowiada, iż przez dwa dni zastanawiała się nad słowami Wioletty, a potem przezwyciężyła dumę i poszła do mamy do szpitala.

choćby nie wiecie, jak gwałtownie zaczęła czuć się lepiej po mojej wizycie. Już nigdy jej nie opuszczę! Ludmiła ciepło żegna się z sąsiadami i wraca do matki.

Co jej takiego powiedziałaś? dziwi się Michał.

Po prostu prawdę Tylko prawda czasem jest w stanie otworzyć oczy szepcze Wioletta. Michałku, nie zapomnij dziś zadzwonić do swojej mamy. Może pójdziemy do niej na Sylwestra? Została nam już przecież tylko jedna wspólna mamaMichał przytula ją mocno.

To dobry pomysł. Wiesz czasami człowiek myśli, iż wszystko można odłożyć na później, a potem bywa już za późno.

Za oknem rozbłyskują pierwsze sylwestrowe fajerwerki. Wioletta uśmiecha się przez łzy, gdy Kizia wskakuje jej na kolana, a Burek merda ogonem pod stołem, czując nadchodzące święto.

Może ten Nowy Rok przyniesie więcej rozmów, mniej dumy i więcej przebaczenia? mruczy Wioletta, głaszcząc kotkę. W końcu rodzina to nasz największy skarb.

W salonie rozbrzmiewa śmiech chłopców, Michał żartobliwie poprawia krzywą gwiazdę na choince, a Wioletta czuje w sercu cichą, jasną nadzieję. Za ścianą słychać śmiech pani Janiny i Ludmiły jakby ktoś naprawił pęknięty most.

I właśnie wtedy, wśród zapachu mandarynek, kociego mruczenia i dziecięcych śmiechów, Wioletta wie, iż czasem wystarczy jeden telefon, jedno ciepłe słowo, by na nowo odczarować świat.

A Nowy Rok naprawdę może być nowym początkiem.

Idź do oryginalnego materiału