REKLAMA
Zobacz wideo
Wachowicz to jadła w Wietnamie
Ewa Wachowicz zapamięta to wyjście na długo. Takie danie jej zaserwowaliW lokalach nie brakuje zaskakujących cen już za samą przystawką. Reporter Viva.pl zwrócił uwagę na kawałek pomidora za 17 zł w jednej z restauracji, co dawniej z pewnością byłoby nie do pomyślenia. - Też mam czasem takie wrażenie, iż te ceny są kompletnie nieuzasadnione - skomentowała Ewa Wachowicz. Nie wszystko, co trafia na talerz w restauracji, odpowiada cenie z menu. Przytoczyła następnie, co zaskoczyło ją i jej męża, kiedy postanowili zjeść na mieście.- Wczoraj miałam taką sytuację, nie powiem w jakiej restauracji, byłam na kolacji i przyznam szczerze, iż mój mąż zamówił kaczkę, pierś z kaczki - przekazała gwiazda Polsatu. Restauratorka zobaczyła porcję i miała wątpliwości, czy faktycznie ma przed sobą całą kaczą pierś. - Były to cztery plasterki. Plasterki, nie kawałki, plasterki - dodała. Taką porcją niestety nie można było się najeść. Jednocześnie Wachowicz rozumie, dlaczego takie sytuacje mają miejsce. - o ile są klienci takiej restauracji, przychodzą i zamawiają za te pieniądze ten plasterek kaczki,(...) to restauracja ma prawo tak funkcjonować - przekazała. Ewa Wachowicz wyjaśnia, skąd wynikają wysokie ceny w jej karcie. To dlategoRestauratorka oferuje nie tylko klasyczne dania na co dzień, ale i co roku ma ofertę sezonową, z racji chociażby Bożego Narodzenia. Pół kilograma uszek kosztowało u Wachowicz 60 zł, a z kolei kilogram bigosu 90 zł. Nie każdemu pasują takie ceny. Właścicielka biznesu jest jednak odporna na hejt związany z cenami tego typu propozycji. - Pensja naszych pracowników, ceny produktów i w to wchodzi jeszcze wynajem lokalu, więc naprawdę tych składowych jest wiele, a każdy z nas robi zakupy w sklepie i przecież wie, ile co kosztuje - mówiła Plejadzie w grudniu 2025 roku.










