Ogłaszam Was mężem i żoną! poważnym tonem oświadczyła pani z urzędu stanu cywilnego, która nagle zachłysnęła się i zaczęła intensywnie kaszleć.
No i masz To nie wróży nic dobrego skomentowała moja mama ten niepotrzebny kaszel.
Zaproszeni goście poruszyli się niespokojnie, zaczęli szeptać. Z Wiolą, moją narzeczoną, wymieniliśmy wystraszone spojrzenia. Mieliśmy po osiemnaście lat. W zasadzie dzieci. Nasz ślub był szybki, trochę wymuszony okolicznościami Wiola wychodziła za mnie z posagiem.
Za dwa miesiące rodzi się nasze nieplanowane dziecko. Wiola musiała na gwałt wypożyczyć suknię ślubną, buty pożyczy od najlepszej przyjaciółki. Co ciekawe, lata później miałem przelotny romans z tą samą przyjaciółką.
Na razie jesteśmy młodzi, radośni.
Spacerujemy z Wiolą po parkowej alejce. Obejmuję ją w pasie. Podchodzi do nas jakiś nieznajomy i mówi cicho, zwracając się do mnie:
Trzymaj ją mocno, chłopie, jeszcze ktoś Ci ją zabierze
Rzucił to i sobie poszedł. Roześmialiśmy się, zapomnieliśmy o tej dziwacznej przestrodze. Całe życie przed nami! Kto nas rozdzieli? Niech spróbuje
Mój przyjaciel, który był świadkiem na naszym ślubie, wyrzucił mi kiedyś:
Szymon, lepszej nie mogłeś znaleźć? Zobacz, ile jest pięknych dziewczyn!
Odparłem:
Widocznie czekają właśnie na Ciebie
I rzeczywiście doczekały się mój przyjaciel był czterokrotnie żonaty, zawsze z inteligentnymi pięknościami.
Nasza córka Werenika przyszła na świat.
Potem czekała mnie służba wojskowa, daleko od rodzinnego Krakowa. Tęskniłem za żoną, za córeczką. Wiola wysłała mi kiedyś swoje zdjęcie. Przez długi czas trzymałem je pod poduszką, licząc, iż żona przyśni mi się.
Pewnego dnia wracam do koszar, patrzę zdjęcie Wioli leży na mojej szafce na widoku, ktoś je wulgarnie pomazał i naubliżał. Ze złości rzuciłem się na współlokatora, pobiłem go na tyle poważnie, iż trafiłem na kozę (areszt garnizonowy). Zniszczone zdjęcie musiałem podrzeć i wyrzucić. Swoją drogą, sąsiad dostał zasłużoną karę.
Wróciłem ze służby nieco zgorzkniały. Dziwna sprawa czułem ogromną złość do Wioli. Wbiłem sobie do głowy, iż młoda dziewczyna musiała mieć kochanka. Pewnie mnie zdradziła przez te dwa lata. Czemu? Kiedy zobaczyłem żonę po długiej rozłące, była zupełnie kimś innym. Do wojska żegnała mnie nieśmiała myszka, a teraz stała przede mną piękna młoda kobieta, pełna energii, pewna siebie, pulsująca seksualnością.
Wiola, czy to naprawdę Ty? Nie poznaję Cię! szepnąłem gorączkowo do jej ucha.
Byłem dumny z żony! Ale właśnie wtedy zakradł się do mojego serca robak zwątpienia. Może jednak nie jestem jedyny? Chętnych nie braknie A tam gdzie miód, tam i muchy. Zatem profilaktycznie znalazłem sobie kochankę żeby w razie czego nie było mi żal.
Do Wioli plotki o moich wyczynach dotarły po trzech miesiącach. Ledwo udało mi się ją przekonać, by dać nam szansę. Wydała swój wyrok:
No cóż, Szymku, teraz nie miej pretensji…
Spaliła wszystkie moje listy z wojska. Przechowywała je w szkatułce i czasem czytała. Odebrano mi dostęp do łóżka na niewiadomy czas. Do obiadu też mnie nie zapraszali. Rozmowy tylko o sprawach domowych.
Przysłowie mówi: biłem żonę dzień, sam płakałem rok. Musiałem zabrać Wiolę i Weronikę na dodatkowe wakacje nad Bałtyk, poza sezonem. Wino, owoce, morze, słońce, powietrze gwałtownie się tam pogodziliśmy.
Po powrocie do domu zerwałem z kochanką.
Przez siedem lat żyliśmy spokojnie, po cichu, rodzinne życie jak w klasztorze. Ale chyba Wioli czegoś brakowało. Może południowych namiętności?
W pracy miałem jednego wesołka, duszę towarzystwa. Borys umiał rozruszać każdego, zawsze słuchał innych. Przychodzili do niego faceci narzekać na życie, na żony, teściowe, politykę. Borys doradzał, wspierał.
Może zaproszę Borysa na urodziny Wioli? On każdego rozbawi pomyślałem. Gdybym tylko wiedział, jak się to skończy!
Borys przyjął zaproszenie, przyszedł z żoną. W ten wieczór przeszedł samego siebie przy świątecznym stole żartował, wymyślał piękne toasty, rozśmieszał wszystkich. Wiola promieniała, podawała gościom jedzenie, świergotała jak ptak. Urodziny były udane. Miesiąc później zaczęło się piekło dla naszych rodzin.
Zadzwoniła do mnie żona Borysa:
Szymon, czy Pan wie, iż nasze żony się spotykają? Niech Pana żona się odczepi od mojego Borysa! Mamy dwójkę dzieci.
A ja, mój prosty chłopski rozum, niczego się nie domyślałem! Czy Wiola tak nierozsądnie mści się za moje błędy?
Nie będę opisywać całego koszmaru. Żona Borysa stale śledziła Wiolę, groziła, iż połknie tabletki i odejdzie. Wiolę zamykałem w mieszkaniu, wyłączałem telefon, groziłem rozwodem. Wszystko na nic. Mówią, iż miłość, ogień i kaszel są nie do ukrycia przed ludźmi. Wtedy poprosiłem o pomoc najlepszą przyjaciółkę Wioli.
Powiedziała bez ogródek:
Szymon, to miłość. Wiola nie wróci. Nie masz już prawa do niej.
Tak więc życie kopnęło mnie z każdej strony. Z żalu zostałem u tej przyjaciółki przez pół roku, pocieszyła mnie na chwilę.
Wiola i Borys wzięli ślub. Nie zauważali nikogo i niczego wokół. Mieli swój raj na ziemi; wydawało się, iż oddychają jednym powietrzem. W tym czasie nienawidziłem ich szczerze, kląłem z całej siły! Chciałem wyć, rwać włosy z głowy! Jak mogli mi zabrać żonę? Widać szczęście z nieszczęściem na tych samych sankach jeżdżą.
Mówią, iż czas leczy rany. Nie wierzę. Moja rana żywa tylko pokryła się cienką, kruchą jak lód skorupką, często boli. Przyjaciele starannie dobierali mi następną żonę. Wybrali Piękną. Ożeniłem się w pośpiechu, żeby nie zmienić zdania. Jesteśmy razem już siedemnaście lat. Niby próbuję cieszyć się jej urodą, ale nie potrafię. Udaję szczęśliwego Bez nadziei łudzę się. A gdyby ktoś zajrzał do zamkniętej komnaty mojej zmęczonej duszy! Tam na zawsze została moja Wiola! Zawołasz…?












