Słuchaj, muszę Ci coś opowiedzieć, bo do dzisiaj nie mogę przestać o tym myśleć. Tydzień temu dowiedziałam się rzeczy, o której choćby nie przyszłoby mi do głowy. Przechadzałam się po centrum Krakowa i zupełnie przypadkiem natknęłam się na koleżankę z liceum, której nie widziałam chyba z dziesięć lat! Przywitałyśmy się, chwilę pogadałyśmy, wymieniłyśmy informacje, co u kogo słychać, aż ona między słowami wspomina, iż pracuje jako pielęgniarka w domu spokojnej starości w jednej z podkrakowskich wsi. Powiedziałam jej, iż to super, iż pewnie trudna, ale bardzo potrzebna praca. Wtedy ona nagle mówi:
A wiesz, iż Twoja mama jest u nas każdego ostatniego piątku miesiąca?
No i zamarłam. Pytam zaskoczona, o co chodzi, co mama tam robi, a ona na luzie, jakby mówiła o czymś zupełnie normalnym:
Nie wiedziałaś? Co miesiąc przynosi słodycze i soki dla wszystkich seniorów. Nigdy nie opuści żadnej wizyty. Naprawdę godna pochwały inicjatywa.
Byłam kompletnie zaskoczona. Wstyd się przyznać, ale mama nigdy nie wspomniała mi o czymś takim, nie miałam pojęcia. Koleżanka myślała chyba, iż sobie żartuję, ale po mojej minie gwałtownie się zorientowała, iż mówię serio i dodała:
Twoja mama jest niezwykle skromna. Wchodzi, przywita się, zostawia wszystko i już jej nie ma.
Jeszcze tego samego dnia, jak tylko wróciłam do domu, poszłam do kuchni i od razu pytam:
Mamo, dlaczego mi nigdy nie powiedziałaś, iż regularnie odwiedzasz dom opieki?
Mama zamiatała wtedy podłogę i choćby nie spojrzała na mnie do góry:
A po co miałam Ci o tym mówić?
Nie odpuściłam:
Bo to piękny gest, bo to ważne
Odłożyła miotłę, spojrzała spokojnie i powiedziała:
Dobrych uczynków się nie ogłasza. Robisz i już. Pan Bóg widzi to mi wystarcza.
Opowiedziała mi potem, iż dwa lata temu, kiedy zmarła jej przyjaciółka, poczuła, iż musi zrobić coś dobrego dla innych. Przechodziła akurat obok tego domu opieki pod Krakowem, zobaczyła kilku starszych ludzi na ławce i weszła. Pogadała z opiekunką i zapytała, czego najbardziej potrzebują.
Od tamtej pory, co miesiąc, zawsze w ostatni piątek, kupuje za swoje pieniądze soki, ciasteczka, herbatniki, drobne smakołyki. Czasem, jeżeli ją stać, dorzuci też mokre chusteczki albo mydła, to już zależy od budżetu, bo czasem krucho z pieniędzmi, sam wiesz jak to jest z emeryturą.
Powiedziała, iż nie chciała nikogo wciągać w akcję, bo nie chce, żeby ludzie myśleli, iż szuka poklasku. Lubi robić to po cichu, bez rozgłosu.
Jak ktoś chce pomóc, to pomoże. Jak nie, to nie. Ale nie muszę o tym mówić. Sama wiem, co robię. powiedziała, zbierając talerze po kolacji.
Przez całą noc nie mogłam przestać o tym rozmyślać. Moja mama zwyczajna, cicha osoba, która często rezygnuje z własnych potrzeb, co miesiąc idzie, żeby sprawić euforia tym starszym ludziom, na których prawie nikt już nie czeka. Poczułam ogromną dumę, ale także smutek, iż przez tyle czasu nosiła to wszystko sama.
I chyba w ten najbliższy piątek pójdę tam razem z nią. Tylko wiesz co, nie wiem jeszcze, jak jej o tym powiedzieć, żeby nie pomyślała, iż wtykam się z butami w jej sprawy.
Jedno wiem na pewno: widząc, jak mama robi coś tak cichego, takiego wielkiego coś mi się w sercu zmieniło na zawsze.







