Ty go nie kochasz, a nam było dobrze, spróbujmy zacząć od nowa, dobrze?
Rozwiedliśmy się trzy lata temu, bez dramatów raczej zgodnie, jak przystało na parę z Gdańska. W uzasadnieniu napisaliśmy: różnice charakterów. Nasza córka, Malwina, była przekonana, iż tata wyjechał w delegację, bo pokłócił się z mamą. W weekendy Malwina spędzała czas z ojcem, wracali wieczorem, jedliśmy wspólną kolację, a potem Robert wychodził, a Malwina długo się z nim żegnała i stała przy oknie pilnując, czy na pewno nie pobłądzi w drodze do auta (niby obrotny, a gdzie mu tam do taksówkarza z Warszawy).
Tydzień temu Malwina skończyła sześć lat. Ostatni rok kontaktów z Robertem był raczej skromny dwa powody: Robert ma teraz nową wybrankę (co za niespodzianka!), a ja mam mężczyznę. Z Arturem poznaliśmy się na wycieczce po Białowieskim Parku Narodowym. Ja z Malwiną zostaliśmy w tyle za grupą, Artur też się gdzieś zawieruszył. Na szczęście, razem dogoniliśmy przewodnika, wymieniliśmy numery telefonów (karty SIM w Plusie działają wszędzie!) i poszliśmy dalej.
Artur, w odróżnieniu od Roberta, jest typem cichy, ale konkretny. Nigdy nie rzuca słów na wiatr, nie zapomina o imieninach, nie spóźnia się choćby na PKS. jeżeli coś obieca, to wiadomo bankowo. Z Robertem ciągle były jakieś nieporozumienia, chyba przez jego roztrzepanie się rozstaliśmy
Na przyjęcie urodzinowe Malwiny zaprosiłam właśnie Roberta i Artura. Obawiałam się, jak będą się dogadywać, bo wiadomo, faceci potrafią zamienić spotkanie w walkę o ostatni placek z truskawkami. Malwina czekała na ojca (to taki jej wyższy priorytet), ale z Arturem dogadywała się całkiem nieźle.
Wszyscy goście przyszli punktualnie, tylko Robert jak to Robert spóźnił się. Malwina poprosiła, by na niego poczekać, więc musiałam wypełnić przerwę wspominkami i roztrząsaniem sąsiedzkich ploteczek.
Robert w końcu się pojawił! Z ogromnym prezentem dla Malwiny i niebotycznym bukietem dla mnie. Poczułam się trochę niezręcznie, jakby wręczano mi Oskara za cierpliwość. Artur przedstawił się, a Robert zachowywał się, jakby nocował u nas wczoraj i właśnie wrócił po pączki z cukierni. Absolutny pan domu sadzał gości, rozlewał napoje, rozdawał komplementy lepiej niż Familiada.
Malwina nie odstępowała ojca na krok; Artur trochę się skrępował i, choć starałam się mu poświęcać wystarczająco dużo uwagi, wyczułam, iż czuje się jak statysta w kiepskim filmie.
Po pewnym czasie Artur uprzejmie się wykręcił: zapracowany, pilne projekty, wszystko musi zrobić na jutro wiadomo, deadline w IT i wieczne zaraz wracam.
Po wyjściu Artura Robert rozluźnił się jeszcze bardziej. Gdy weszliśmy do kuchni po kawałek sernika, poprosiłam go, żeby nie szarżował z rolą gospodarza, a on nagle wypalił:
Ty go nie kochasz, a nam było dobrze, spróbujmy zacząć od nowa?
Nawet strucla makowa zrobiła pauzę. Byłam trochę zbita z tropu, ale odpowiedziałam:
Nie, Robercie, daj spokój. My się nie sprawdziliśmy i nie sprawdzimy. Malwina nas łączy, i to jest dużo, ale to wszystko. Cieszę się, iż jesteś dobrym ojcem, ona na ciebie czeka, ale ja nie czekam. Szczególnie po tym, jak zacząłeś spotykać się z tą blondynką z księgowości.
To się nie liczy, to tylko fizyczne sprawy, nie na zawsze. Przecież nie wezmę z nią kredytu na dwadzieścia lat
Tym bardziej szukaj kogoś, z kim naprawdę chcesz się wiązać na dłużej, a nie
Goście zaczęli się powoli rozchodzić. Robert został, pomógł mi pozmywać naczynia, położył Malwinę spać, kombinował, czy by nie zostać na noc. Gdy zorientował się, iż nikt go nie zaprasza do zostania, kulturalnie podziękował, pocałował mnie w policzek i wyszedł Z nutką nadziei w oczach (która natychmiast wyparowała na klatce schodowej).
Zadzwoniłam do Artura, zapytałam, czy jutro pójdziemy na piknik. Artur niemal podskoczył z radości, powiedział, iż przełoży wszystko i podjedzie po mnie i Malwinę o dziewiątej rano.
Równo o dziewiątej zadzwonił domofon. Malwina krzyknęła: Hurra! Urodziny realizowane są dalej!. Cała trójka spędziła świetny dzień w parku śmiechy, lody, wspólne słuchanie disco polo w radiu. Po powrocie zapytałam:
Malwina, co myślisz, gdyby Artur zamieszkał z nami?
Malwina spojrzała na mnie poważnie, po dorosłemu i odparła:
Ty zawsze na niego czekasz, lepiej żeby był tutaj każdego dnia wtedy nie będziesz musiała patrzeć przez okno tak długo, jak ja na tatę.











