Twoja żona się ostatnio zupełnie rozpuściła. Musisz jej wytłumaczyć, jak powinna się zachowywać pouczała teściowa Tomasza.
Paulinko, jutro przecież mam parapetówkę! Zaprosiłam tyle osób, a w nowym mieszkaniu wszystko jeszcze trzeba urządzić. Pomożesz mi, prawda?
Oczywiście, pani Ireno odpowiedziała Paulina, chociaż na weekend planowała zupełnie coś innego.
I się zaczęło. Kanapki dla trzydziestu osób. Sałatka Cezar. Wędliny. Kompozycja owoców. Dekorowanie salonu. Przestawianie mebli.
Wyobraź sobie: zamiast romantycznej kolacji z mężem w piątkowy wieczór wyjazd do Lidla. Sobota od szóstej rano gotowanie w cudzym mieszkaniu.
Tomek, choć pomóż mi ustawić krzesła! prosiła Paulina męża.
Przecież sama najlepiej wiesz, jak to ładnie poukładać odparował, przeglądając wiadomości na telefonie.
O trzeciej po południu mieszkanie teściowej nabrało zupełnie innego charakteru. W salonie elegancki stół, wszystko wykwintnie udekorowane, kwiaty w wazonach, wszystko dopięte na ostatni guzik. Paulina patrzyła na efekt swojej pracy i czuła się wykończona.
Pierwsi goście pojawili się punktualnie o czwartej. Koleżanki pani Ireny z pracy, sąsiedzi ze starego bloku, przyjaciółki. Wszyscy padali gospodyni w ramiona, podziwiali mieszkanie, wręczali prezenty na parapetówkę.
Paulina stała w kuchni i kroiła jeszcze cytrynę.
A gdzie wasza synowa? zapytała któraś z gości.
A tam w kuchni się krząta machnęła ręką teściowa. Paulinko! Wyjdź się przywitać!
Paulina wyszła. Uśmiechnęła się grzecznie. Przywitała się.
Ach, jaka twoja synowa jest troskliwa! zachwycała się elegancka kobieta. Widać, iż umie się zabrać do rzeczy!
Tak, dobrze ją wychowałam zadowolona zaśmiała się pani Irena. Mam teraz prawdziwą podporę!
Ale to dopiero początek. Dla Pauliny nie znalazło się choćby krzesło.
Oj Paulinko, i tak nie masz kiedy usiąść przeprosiła teściowa Lepiej pilnuj przekąsek, donos talerze gościom.
Paulina kiwnęła głową. Co miała zrobić?
Więc stoi z boku, jak kelnerka. Podaje przystawki, dolewa prosecco, zbiera brudne serwetki. A przy stole rozmowy, toast, śmiech…
Pamiętasz, Irena, jak pracowałyśmy razem… zaczęła jedna z koleżanek.
Paulina milczała, słuchając opowieści z życia, które zupełnie jej nie dotyczyło.
Paulinko, przynieś jeszcze świeże owoce! poprosiła głośno teściowa.
Paulina poszła do kuchni. Umyła winogrona. Ułożyła kompozycję.
Ale pięknie! zachwycali się goście. Pani Ireno, ma pani prawdziwą artystkę w domu!
Tomek to szczęściarz, iż znalazł zaradną żonę! dodała elegancka dama. Pewnie zawsze ma ciepłą kolację, a w mieszkaniu porządek!
Wszyscy się śmiali. Tomek również, z wymuszoną dumą.
Czym tu się chwalić? Że ma za darmo pomoc domową?
Ale i to nie koniec.
Przy stole rozmowy stawały się coraz bardziej swobodne. Goście rozluźnieni, atmosfera swojska, śmiechy coraz głośniejsze.
Irenko, opowiedz jak Tomek za młodu podobał się wszystkim dziewczynom na studiach! zażartowała jedna ze starych znajomych.
Oj, po co wspominać! udawała zakłopotanie pani Irena, choć widać było, iż podoba jej się centrum uwagi. Cały rok go podziwiał! Dwadzieścia lat i już taki przystojny…
Rozmowy, uśmiechy. Tomek był lekko zmieszany, ale to było już rutyną przy maminych pochwałach.
Paulina przecierała kieliszki przy bufecie. Nikt jej nie zauważał. Jakby była częścią wyposażenia. Potrzebną, ale niewidoczną.
Na uniwersytecie dziewczyny ustawiały się po niego w kolejce! chwaliła się teściowa. Dziekan żartował: Tomek to będzie nasz donżuan. I naprawdę był! Ile miał związków zanim spotkał Paulinę!
Daj spokój, mamo… próbował przerwać Tomek.
Co w tym złego? Paulina rozumie, iż nie była pierwsza roześmiała się pani Irena. Mężczyzna musi poznać życie! Inaczej jak zbuduje rodzinę?
Dama w kostiumie przytaknęła z aprobatą:
Dokładnie Irena. A kobiecie też dobrze, widzi, iż ma męża z doświadczeniem.
Tak jest! potwierdziła teściowa. A Paulina to spokojna żona. Nie zazdrośniczka!
Wszyscy spojrzeli na Paulinę. Czekając na jej reakcję, na potwierdzenie, iż jest taka spokojna.
Paulina skinęła głową. I co innego mogła?
Paulino, jak wy się poznaliście z Tomkiem? zapytała sąsiadka.
Paulina chciała odpowiedzieć, ale teściowa była szybsza:
W banku! On już był kierownikiem, a ona konsultantką. Od razu widać, iż dziewczyna poważna, odpowiedzialna.
Odpowiedzialna. Jak referencje do pracy.
Powiedziałam Tomkowi: zwróć uwagę na tę Paulinę. Nie taka jakaś zwariowana i lekkomyślna, tylko do rodziny w sam raz!
Wyobraź sobie mówią o Tobie jak o produkcie. Do rodziny w sam raz.
I dobrze doradziłam! powiedziała dama w kostiumie. Widać, jaka jest zaradna! Całą parapetówkę zorganizowała, wszystkich nakarmiła.
Tak właśnie! potwierdziła dumnie teściowa Irena. Od razu wiedziałam, iż można jej rodzinę powierzyć. A nie jak teraz, młode egoistki, myślą tylko o sobie.
A co na to Tomek? Milczy. Nie sprzeciwia się, nie mówi: Mamo, dość już. Po prostu siedzi i słucha, jak jego żonę omawiają publicznie jak cenną klacz na aukcji.
A dzieci? Kiedy planują? nieunikniony temat. Irenko, przecież marzysz o wnukach!
Pani Irena westchnęła:
Bardzo bym chciała! Ale młodzi teraz tylko odkładają to praca, to coś tam jeszcze… A czas leci!
Paulina poczuła, jak wstępuje w nią gorąco. To był trudny temat. Ponad dwa lata z Tomkiem próbowała zajść w ciążę. W tajemnicy chodziła do lekarzy, brała witaminy. Na razie wszystko w porządku, ale każdy miesiąc przynosił rozczarowanie.
To ich sprawa zauważyła taktownie sąsiadka.
Pewnie! zgodziła się teściowa. Ale już wiele razy podpowiadałam: najwyższy czas! Lata lecą, chciałabym ponosić wnuki.
Paulina zacisnęła usta. Podpowiadała? Co tydzień pytała: No i? Są dobre wieści? Paulina zawsze się czerwieniła i wykrztuszała przeprosiny.
Może po prostu nie są gotowi? ostrożnie zasugerowała któraś.
Jaka niegotowość! obruszyła się teściowa. My w ich wieku już rodziliśmy, i jakoś się żyło! Teraz tylko wymyślają: to nie gotowi, tamto nie gotowi. Instynkt macierzyński się przecież nie zmienia!
Paulina podeszła do okna.
Paulinko! zawołała teściowa. Czemu taka markotna? Chodź do nas, rozmawiamy o ważnych sprawach.
Paulina podeszła. Stanęła obok fotela Tomka.
Zobaczcie, jaka pokorna żona Tomka mówiła dalej teściowa. Poprosisz zrobi. A nie tak jak teraz, młode tylko wymagają.
A jakie prawa ma żona? filozoficznie zapytała dama w kostiumie. Najważniejsze, by mąż był szczęśliwy, rodzina się rozwijała.
Właśnie! potwierdziła druga z gości. Szczęście kobiety jest w rodzinie, w dzieciach.
Paulina słuchała, czując, jak w środku robi się jej coraz bardziej duszno. Mówili o niej, ale nie do niej.
Irenko, a pamiętasz pierwszą poważną dziewczynę Tomka? zapytała inna. Zdaje się Marta?
Oj, nie przypominaj! zaśmiała się teściowa. Była taka. Ładna, ale charakterek miała. Dobrze, iż się rozstali!
A co się stało? dopytywała gość.
Teściowa znacząco spojrzała po wszystkich:
Oj, była mocno kłótliwa. Zawsze musiała postawić na swoim, nie dawała się ułożyć. Powiedziałam Tomkowi: Synu, pomyśl dobrze. Chcesz mieć taką awanturnicę w domu?
Tomek wiercił się niepewnie, ale nic nie odpowiedział.
I dobrze zrobiłaś! pochwaliła dama w kostiumie. Matka najlepiej widzi, kto będzie dobry dla syna. Inaczej całe życie by się męczył.
Paulinka, przynieś jeszcze lód! poprosiła teściowa.
Paulina poszła do kuchni. Otworzyła zamrażarkę, wyjęła lód. Przez chwilę wpatrywała się w kostki.
I wtedy zrozumiała: nie uczestniczy w tej uroczystości. Jest tu tylko po to, by służyć.
Paulina stała w kuchni z pojemnikiem lodu i patrzyła przez okno. Wieczór zapadał. Na sąsiednich balkonach paliły się światła inni mieli własne życie.
Z salonu dochodził gwar. Ktoś śpiewał karaoke. Wszyscy wtórowali.
Paulinko! zakrzyknęła teściowa. Gdzie ten lód? I kawę nastaw, proszę!
Paulina mechanicznie włączyła ekspres. Wzięła kubełek z lodem. Weszła do salonu.
O, nasza pracowita dziewczyna! zażartowała dama w kostiumie. Paulinko, czemu jesteś taka poważna? Baw się z nami!
Zmęczyła się odparła teściowa. Cały dzień pracuje, ale taka już kobieca dola. Pielęgnować dom, rodzinę…
Jasne! potwierdziła sąsiadka. A mężczyzna niech zarabia!
A czy ja nie pracuję? zapytała cicho Paulina.
Wszyscy spojrzeli na nią. W salonie zapadła cisza.
Co takiego mówiłaś? zapytała z niedowierzaniem teściowa.
Zapytałam, czy ja nie zarabiam? powtórzyła głośniej Paulina.
Tomek się skrzywił:
Paulina, po co to wszystko?
Bo pani Grażyna mówi, iż mężczyzna zarabia, należy mu się odpoczynek. A ja nie zarabiam?
Goście zaskoczeni spojrzeli po sobie. Nikt nie spodziewał się takiego obrotu.
No, pracujesz, jasne łagodnie powiedziała dama w kostiumie. Ale to przecież inne sprawy.
Jakie inne?
No… zawahała się Jesteś konsultantką. Tomek to kierownik projektów. On ma większą odpowiedzialność.
Rozumiem. Czyli moja praca to nie pełnoprawna praca. Obowiązki domowe też moje. Pracuję i w biurze, i w domu. A Tomek tylko w pracy. Ale odpoczywać ma on.
Zapanował niesmak i zakłopotanie.
Paulina, o co chodzi? zirytowany Tomek. Co to za wywody?
O to Paulina postawiła kubełek na stole iż dwa dni przygotowywałam tę parapetówkę. Kupowałam produkty, gotowałam, dekorowałam. Dzisiaj od rana nie miałam chwili spokoju. choćby miejsca przy stole dla mnie nie było.
Przecież to niezamierzone! próbowała usprawiedliwić się teściowa. Po prostu się przeliczyliśmy…
Przeliczyliście przytaknęła Paulina. Nie pomyśleliście o mnie. Bo jestem tu służbą.
Paulina! ostro zganił ją Tomek. Nie przesadzaj!
Przesadzam? Mówię prawdę.
Paulina, opanuj się próbował ktoś załagodzić. Nerwy…
Wystarczy już tych scen! zganiła teściowa. Przy gościach?!
A przy gościach można publicznie omawiać moje życie? Można pytać o dzieci? Można wspominać Tomkowe byłe dziewczyny?
Teściowa pobladła.
Nie chciałam…
Mówiła pani o Marcie. Jak dobrze, iż miała własne zdanie. I wszyscy kiwali głowami: tak, dobrze, iż Tomek ma teraz żonę uległą.
Paulina spojrzała po wszystkich.
Wiecie co? Marta miała rację! Nie można pozwalać, by zamieniono człowieka w darmową pomoc!
O czym ty mówisz! Tomek wstał. Jaka pomoc?!
Wiecie, o czym marzyłam dziś? ciągnęła ciszej Paulina. Żeby ktoś powiedział Poznajcie moją żonę. Pracuje w banku, jest mądra i utalentowana. Zamiast tego: Jaka gospodarna. Jaka spokojna. Do rodziny dobra.
Paulina, przecież…
Co ja? przerwała ostro. Ty milczałeś! Gdy mama mówiła, iż jestem uległa milczałeś! Gdy pani Grażyna rozważała prawa żony milczałeś! Gdy wszyscy roztrząsali moją prywatność milczałeś!
Głos jej drżał. Łzy, które wstrzymywała przez cały wieczór, w końcu znalazły ujście.
Wiecie co? Mam dość bycia “wygodną”!
Otarła łzy.
Przepraszam, iż zepsułam wam święto. Ale nie zamierzam już grać roli idealnej synowej.
I ruszyła do drzwi.
Paulina, zaczekaj! zawołał Tomek. Dokąd idziesz?
Na balkon. Zaczerpnąć powietrza odparła szczerze, nie oglądając się. Bawcie się dalej beze mnie bez obsługi.
Zamknęła drzwi balkonowe. Za nimi został gwar i muzyka. A tutaj, pod gwiazdami, Paulina mogła być sobą.
Mogła płakać.
Przesiedziała na balkonie ponad godzinę. Najpierw płakała z żalu, ze złości, z ulgi. Potem otarła łzy i patrzyła na światła miasta.
Z mieszkania dobiegały ciche głosy. Goście już pewnie wyszli zostały dwa: Tomasz i pani Irena.
Nie rozumiem, co się jej stało! oburzała się teściowa. Taką scenę na oczach gości!
Mamo, może nie jest całkiem niesprawiedliwa nieśmiało odpowiedział Tomek.
W czym?! Że na starszych nakrzyczała? Że święto zepsuła?
Paulina nasłuchiwała.
Przecież naprawdę cały dzień harowała.
I co z tego? Ja też w młodości pracowałam! I nie narzekałam! Rodzina to wysiłek, Tomek. Kobieta musi znać swe miejsce.
Paulina uśmiechnęła się gorzko. Nic do niej nie docierało.
Ale jednak…
Żadnych ale! Porozmawiaj z nią poważnie. Powiedz jej, jak powinna się zachowywać. Kompletnie się rozzuchwaliła.
Paulina otworzyła drzwi i weszła. Tomek i pani Irena stali przy zlewie pełnym naczyń.
Poważna rozmowa? Dobra myśl powiedziała spokojnie.
Podskoczyli zaskoczeni.
Paulinko zaczęła teściowa łagodnie No co się tak przejęłaś? Przecież nie robimy tego złośliwie.
Wiem skinęła Paulina. Po prostu nie nawykliście, iż mam swoje zdanie.
Paulina, pogadamy w domu prosił Tomek.
Nie. Co się zaczęło tu, tu się skończy.
Paulina usiadła w fotelu, gdzie jeszcze chwilę wcześniej siedzieli goście.
Tomku, jutro wyjeżdżam do rodziców. Na tydzień. Muszę wszystko przemyśleć.
Ale co tu przemyślać? wystraszył się Tomek.
Czy chcę żyć w rodzinie, w której nie jestem doceniana.
Kochanie, nie rób scen…
To nie jest scena odparła spokojnie. To wybór. Albo się zmienią relacje, albo ja zmienię swoje życie.
Teściowa prychnęła:
Młodzi sami tylko ultimatum!
Tomek, jeżeli zależy ci na naszym małżeństwie zastanów się. Nie nad tym, jak postawić mnie do pionu, tylko dlaczego płakałam na balkonie podczas twojego rodzinnego święta.
Po tygodniu Tomek przyjechał do teściów. Siedział przy ich stole, nerwowo obracając obrączkę na palcu.
Paulina, wróć proszę. Wszystko się zmieni.
Paulina długo mu się przyglądała.
Dobrze. Spróbujemy.
Już nigdy nie płakała na rodzinnych uroczystościach.
Bo nauczyła się walczyć o swoje prawo do szacunku.
W życiu warto pamiętać, iż szacunek nie rodzi się z uległości ale z odwagi, by być sobą.













