„Twoja mama wyjeżdża na cały miesiąc? W takim razie ja jadę do swojej” – żona stała już z walizką.
Katarzyna miała plan. Prosty jak dziecięce marzenie – wakacje z mężem nad morzem. Marek obiecał – w tym roku na pewno pojedziemy. Bilety kupione, hotel zarezerwowany, walizki prawie spakowane…
„Kasia, przepraszam” – Marek patrzył w telefon, nie podnosząc wzroku. – „W pracy awaria. Wszystko się odwołuje”.
Serce ukłuło. Ale nie zaskoczeniem – z przyzwyczajonego rozczarowania. Po latach małżeństwa Katarzyna wiedziała: plany męża są zawsze ważniejsze niż jej.
„Nic nie szkodzi” – przełknęła urazę. – „To chociaż w domu odpocznę. Książki poczytam, na balkonie posiedzę”.
Pierwszy raz od lat – cisza w domu! Kawa bez pośpiechu, ulubiony kryminał, zachód słońca za oknem. Los zdawał się jej dawać prezent.
Ale los, widocznie, uwielbiał czarny humor.
„Mama dzwoniła” – Marek był zadowolony. – „Odwołała turnus. Po co wydawać pieniądze, skoro ty jesteś w domu? Przy okazji i mnie odwiedzi”.
Danuta Marianna. Kobieta z żelazną wolą i przekonaniem, iż świat istnieje po to, by jej służyć.
„Miesiąc?” – głos Katarzynie zadrżał.
„No tak! Świetnie, prawda?” – Marek uśmiechał się jak dziecko dostające lody.
A Katarzyna nagle zobaczyła swoje „wakacje”: dni w kuchni, niekończące się „przynieś–podaj”, rozkazy teściowej i brak prawa do własnego zdania we własnym domu.
„Oczywiście, świetnie” – skinęła głową.
Po trzech dniach Danuta Marianna wjechała do ich mieszkania jak czołg na okupowaną ziemię.
„Kasia, dlaczego cukier nie w tej puszce?” – pierwsze słowa po „dzień dobry”.
„Mamo, wejdź, usiądź” – Marek krzątał się wokół.
A Katarzyna zrozumiała: jej urlop zmieni się w miesięczny dyżur kelnerki.
„Barszcz będziesz gotować?” – Danuta Marianna rozsiadła się w fotelu jak na tronie. – „Tylko nie za kwaśny. I mięso musi być dobrze ugotowane”.
Katarzyna w milczeniu poszła do kuchni.
### Nowe porządki
Danuta Marianna urządziła się w domu jak generał na zdobytym terytorium. Już pierwszego wieczoru było jasne: odpoczynek Katarzyny został definitywnie odwołany.
„Kasia, gdzie macie normalne garnki?” – teściowa grzebała w szafkach. – „Te jakieś małe. I dlaczego przyprawy nie są po alfabecie?”
Katarzyna w ciszy przestawiała słoiki. We własnej kuchni nagle stała się gościem.
„Mamo, nie przemęczaj się” – Marek przeglądał wiadomości. – „Kasia wszystko załatwi”.
Tak, oczywiście. Kasia wszystko załatwi. Jak zawsze.
Pod koniec tygodnia dzień Katarzyny wyglądał tak: pobudka o siódmej, śniadanie dla teściowej (nie za tłuste, nie za słone, nie za ostre), sprzątanie, obiad, podwieczorek, kolacja, zmywanie. I tak w kółko.
„Jakaś jesteś ostatnio zmęczona” – zauważył Marek. – „Może witaminy?”
Witaminy? Potrzebowała nie witaminy C, ale witaminy „Moje Życie”.
### Balkon – ostatnia ostania
Jedynym schronieniem był balkon. Tam Katarzyna mogła po prostu oddychać. Patrzeć w niebo. Myśleć.
„Kasia!” – głos teściowej rozcinał ciszę. – „Gdzie jesteś? Herbaty mi nalej!”
„Już idę!” – automatycznie odparła Katarzyna.
Ale nogi nie chciały iść. W głowie kołatała myśl: „A co, jeżeli nie pójdę?”
Była tak zuchwała, iż aż dech zaparło.
„Kasia! Słyszałaś, czy nie?”
„Słyszę” – cicho powiedziała do pustego balkonu. – „Bardzo dobrze słyszę”.
I tak poszła zaparzyć herbatę.
### Punkt wrzenia
„Katarzyna” – Danuta Marianna siedziała w salonie jak sędzia. – „Jakaś jesteś nieobecna. Ciągle uciekasz na ten balkon. Nie umiesz z rodziną przebywać”.
Rodziną? Katarzyna zakrztusiła się powietrzem.
„Myślałam, iż przyjadę odpocząć” – ciągnęła teściowa – „a tu jakbym dalej w kuchni była. Gotuj, sprzątaj, usługuj”.
Katarzyna zastygła ze ścierką w ręce. Świat stanął na głowie. Ona – w kuchni? Ona gotuje i sprząta? A kim w takim razie jest Katarzyna?
„Przepraszam” – głos brzmiał dziwnie spokojnie. – „Ale to ja gotuję i sprzątam. Codziennie. Od dwóch tygodni”.
„Kasia!” – oburzył się Marek. – „Co ty mówisz? Mama jest gościem!”
Gościem. Który rządzi w cudzym domu od dwóch tygodni. Który zmienił gospodynię w służącą.
„Tak” – skinęła głową. – „Macie rację. Mama jest gościem. A ja kim jestem?”
### Przełom
Wieczorem, gdy Danuta Marianna zaszyła się przed telewizorem, Katarzyna podeszła do męża:
„Marek, musimy porozmawiać”.
„Poczekaj, wiadomości się kończą…”
„Teraz” – powtórzyła stanowczo.
Marek spojrzał na żonę zdziwiony. W jej głosie pojawiły się tony, których dawno nie słyszał.
„Posłuchaj, jeżeli twoja mama u nas odpoczywa” – mówiła cicho, ale każde słowo brzmiało wyraźnie jak uderzenie młotka – „to ja pojadę odpocząć do swojej”.
„Oszalałaś?” – Marek aż podskoczył. – „A co z domem? A co z mamą?”
„A co ze mną?” – zapytała Katarzyna i poszła spakować walizkę.
W sypialni, składając rzeczy, po raz pierwszy od dwóch tygodni uśmiechnęła się. Prawdziwie.
Jutro pojedzie do mamy. Do kobiety, która nigdy nie traktowała jej jak służącej. Do domu, gdzie można siedzieć w ciszy z herbatą. Gdzie nikt nie krzyknie: „Kasia, gdzie jesteś?”
„Ja też potrzebuję urlopu” – powiedziała do swojego odbicia w lustrze.
A odbicie po raz pierwszy skinęło głową w odpowiedzi.