Ponad trzy dekady rodzinnej pracy i receptur przekazywanych z pokolenia na pokolenie – tak w uproszczeniu można opisać historię sklepu „Wędliny Kulma”.
Wędliny przygotowywane są tu tradycyjnymi metodami, wędzone drewnem i tworzone z szacunkiem do rzemiosła. O początkach działalności, wielkanocnych przygotowaniach i rodzinnej atmosferze opowiadają BOŻENA I KLAUDIA KULMA.
– Jak zaczęła się historia Państwa firmy?
Bożena: To było na początku lat 90. Tata był z zawodu masarzem i rzeźnikiem. Mój mąż handlował razem z nim i przy okazji nauczył się trochę fachu. Z czasem postanowiliśmy spróbować swoich sił i zaczęliśmy działać na własną rękę. Na początku wszystko odbywało się w domu – tam przygotowywaliśmy wyroby. Później, kiedy działalność zaczęła się rozwijać, sprzedawaliśmy na placu targowym. Mieliśmy małą budkę, taką trochę jak kiosk. Z czasem pojawił się niewielki sklepik, który dziś jest już częścią budynku. Do obecnego lokalu, który wynajmujemy, przenieśliśmy się około 7 lat temu. Produkcja odbywa się w naszej masarni. Pracuje tam mój mąż, syn i pan Staszek.
-Czyli to firma typowo rodzinna?
Klaudia: Zdecydowanie tak. W sklepie pracujemy razem z mamą, bratem oraz czterema dziewczynami, które są z nami od lat. W masarni pracuje brat z tatą i pan Staszek, który jest z nami już ponad dwadzieścia lat. Można powiedzieć, iż wychowaliśmy się w tym miejscu. Jako dzieci spędzaliśmy dużo czasu pod sklepem, czekając aż mama skończy pracę. Pamiętam też wizyty w wędzarni późnym wieczorem – nosiliśmy rodzicom herbatę i podglądaliśmy, jak powstają wędliny. Niektórzy klienci pamiętają mnie jeszcze z tamtych czasów.
–Czy przez te wszystkie lata udało się zbudować stałą grupę klientów?
Bożena: Tak. Mamy wielu, którzy przychodzą do nas od lat. Niektórzy pamiętają jeszcze czasy targu i naszej pierwszej budki. Staramy się budować relacje z klientami w naturalny sposób. Nie chcemy sztucznej atmosfery – raczej takiej przyjacielskiej. U nas w sklepie jest dużo rozmów, żartów. Dziewczyny, które pracują z nami, bardzo dbają o klientów. Ta atmosfera jest naprawdę ważna.
– Jak wygląda oferta sklepu?
Klaudia: Choć sklep jest niewielki, staramy się mieć bardzo szeroki wybór. Oferujemy lokalną wołowinę, cielęcinę, wieprzowinę, drób – kurczaka i indyka. Mamy też tradycyjne podroby: serca, ozory, ogony czy płucka. Zależy nam, żeby być takim klasycznym, tradycyjnym sklepem mięsnym. jeżeli chodzi o wędliny, produkujemy wiele rodzajów – od wędzonych, przez wędzono-parzone, aż po pieczone. W ofercie są również kiszka, salceson czy pasztetowa.
Bożena: Na początku robiliśmy adekwatnie tylko kilka produktów: kiełbasę wiejską, kiszkę, pasztetową i salceson. Dziś oferta jest dużo bogatsza – to w dużej mierze pomysły mojego męża. Wszystkie nasze wyroby wędzimy tradycyjną metodą – opalamy wędzarnię drewnem, najczęściej owocowym. Używamy naturalnych przypraw i tradycyjnych receptur, które są przekazywane w naszej rodzinie z pokolenia na pokolenie. A oprócz tego pieczemy też na miejscu w piecu baleron, boczek czy kurczaka z grilla.
– Święta wielkanocne to dla branży mięsnej bardzo intensywny okres. Jak wygląda ten czas u Państwa?
Bożena: To naprawdę gorący okres. Pracy jest bardzo dużo, a my staramy się jak najlepiej przygotować. Nie przyjmujemy zamówień na święta, bo nie mamy miejsca, aby wszystko odkładać. Każdego dnia dostajemy świeży towar i pracujemy na bieżąco.
Klaudia: Przygotowujemy większą ilość towaru na podstawie doświadczenia. Mama ma zapisane statystyki sprzedaży choćby sprzed dwudziestu lat i na ich podstawie staramy się oszacować, ile towaru bedzie potrzebne. Bierzemy pod uwagę choćby to, w jaki dzień wypadają święta.
Bożena: W okresie przedświątecznym zaczynamy pracę bardzo wcześnie – często już o czwartej rano. Wszystko trzeba przygotować mięso, wędliny, ekspozycję. Każdy kawałek mięsa przechodzi przez nasze ręce.
– Jakie produkty najczęściej trafiają na wielkanocny stół?
Bożena: Największym zainteresowaniem cieszą się wyroby do gotowania – szynki, balerony, boczki czy polędwiczki. Oczywiście bardzo popularna jest także kiełbasa wiejska. Klienci kupują też mniejsze wyroby do wielkanocnego koszyczka – małe kiełbaski czy niewielkie szyneczki. Taką szynkę do gotowania można kupić choćby dwa tygodnie wcześniej, a ugotować dopiero przed świętami i nic złe- go się z nią nie stanie.
-Na co warto zwrócić uwagę przy wyborze dobrej wędliny?
Klaudia: Przede wszystkim na strukturę mięsa. W dobrej szynce powinny być widoczne naturalne włókna, przerosty czy delikatne żyłki. To znak, iż jest zrobiona z całego mięśnia, a nie z mielonego mięsa.
Bożena: Tak samo w przypadku kiełbasy – jeżeli jelito jest naturalne i wędzone drewnem, kolor nigdy nie będzie idealnie równy. My wędzimy tylko drewnem i używamy naturalnych jelit, dlatego każda partia może wyglądać trochę inaczej.
– Bez czego Panie nie wyobrażają sobie wielkanocnego stołu?
Bożena: Na naszym stole musi być kiełbasa wiejska, chrzanówka, szynka i baleron. Często także boczek. No i oczywiście coś do koszyczka. Klienci bardzo lubią nasze wyroby również dlatego, iż są tradycyjnie wędzone. Kiedy gotuje się taką szynkę, wywar ma piękny aromat dymu i mięsa – zupełnie inny niż w przypadku przemysłowych produktów.
-Przed sklepem zawsze pojawiają się interesujące dekoracje. Skąd ten pomysł?
Bożena: Pomysłodawcą jest moja córka to ona najczęściej wpada na różne koncepcje i trochę mnie w to wszystko „ubiera”. Ja z kolei bardzo lubię takie manualne prace, więc chętnie się tego podejmuję. Lubię wycinać, kleić i ozdabiać różne rzeczy. To trochę jak takie rękodzieło, które sprawia mi dużą przyjemność. W tym roku przygotowałam między innymi wielkanocne zajączki i baranki z masy papierowej. Każdy element robię manualnie, więc wymaga to sporo czasu. To rzeczywiście jest pracochłonne, ale daje dużo satysfakcji.
Klaudia: Mama ma do tego naprawdę dużą cierpliwość i zdolności manualne. Ja najczęściej wymyślam, jak dekoracja mogłaby wyglądać, a mama zajmuje się jej wykonaniem. Tata też pomaga przy większych elementach – robi konstrukcje czy podstawy dekoracji, a my je później ozdabiamy. Dzięki temu możemy zrobić coś bardziej przestrzennego. Staramy się w ten sposób połączyć tradycyjny charakter sklepu z trochę bardziej nowoczesną oprawą. Asortyment jest klasyczny, ale chcemy, żeby miejsce wokół było przyjemne i przyciągało uwagę. Dzięki temu tworzy się też taka bardziej świąteczna atmosfera.
–Czy poza sprzedażą stacjonarną rozwijają Państwo także sprzedaż internetową?
Klaudia: Tak, właśnie pakuję jedno z zamówień paczka waży około 16 kilogramów.
Wysyłamy nasze wędliny w całej Polsce. Z czasem uznaliśmy, iż wprowadzenie sprzedaży wysyłkowej będzie dla nas łatwiejszym rozwiązaniem niż otwieranie kolejnego punktu stacjonarnego. Chcemy się rozwijać, ale jednocześnie pozostać przy naszym rodzinnym charakterze firmy, dlatego taka forma sprzedaży bardzo dobrze się u nas sprawdza. Dzięki temu możemy docierać do klientów z różnych części kraju. Mamy sporo osób, które zamawiają u nas regularnie przez internet. Zdarza się też, iż trafiają do nas osoby z różnymi alergiami pokarmowymi. Na przykład klienci uczuleni na czosnek szukają wędlin bez tego składnika i u nas mogą je znaleźć. Staramy się wtedy dokładnie wyjaśnić, z czego powstają nasze wyroby i jakie przyprawy stosujemy.
-Jakie życzenia chciałyby Panie przekazać Czytelnikom z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych?
Klaudia: Przede wszystkim dużo radości, zdrowia i spokoju. Żeby te święta były okazją do spotkań z bliskimi i odpoczynku od codziennego pośpiechu. No i oczywiście dużo uśmiechu na co dzień.
Bożena: Życzymy wszystkim naszym klientom spokojnych, rodzinnych świąt, dużo zdrowia i radości, a przy świątecznym stole tyle pyszności, żeby nikt nie musiał liczyć dokładek. A na koniec – tradycyjnie – mokrego Dyngusa.
Rozmawiała: Agnieszka Kwiatek- Stachura














