Trzy małżeństwa i czwórka dzieci. Kobieta z przyczepą kempingową czy kobieta świadoma swojej wartości?

twojacena.pl 1 dzień temu

Ostatnio spotkałam się z moją dobrą koleżanką, Martą, której historia życia naprawdę mnie poruszyła. Jej pozytywne podejście i szczerość sprawiły, iż gwałtownie jej zaufałam. Marta przeszła w życiu przez różne wzloty i upadki. Jest mamą czwórki dzieci: najstarsza córka ma 22 lata, potem są 15-letnie bliźniaczki i najmłodsza, która dopiero skończyła 5 lat. Co ciekawe, każde dziecko ma innego ojca, a Marta była trzy razy zamężna.

Pierwsze małżeństwo skończyło się, bo jej mąż miał poważny problem z alkoholem i, szczerze mówiąc, choćby nie próbował przestać pić. Drugi mąż tu krótka historia przez cały czas żył na jej koszt i adekwatnie też na utrzymaniu swojej matki. Rozwiedli się, gdy Marta miała 33 lata. W tamtym czasie pracowała na infolinii w dużej firmie w Warszawie, a jej życie było nieźle zakręcone.

Z czasem pierwszy mąż podjął leczenie, ich relacje się poprawiły, wróciły kontakty z najstarszą córką i choćby zaczął łożyć na jej utrzymanie. Za to drugi mąż odsunął się na dobre i całkowicie zignorował bliźniaczki. Przez lata Marta poznawała różnych facetów, ale nic poważnego z tego nie wyszło. Z obecnym mężem poznała się przez Facebooka.

W okolicach świąt planowała wyjazd nad Bałtyk i tak się złożyło, iż właśnie z tego miasta pochodził facet, z którym pisała w sieci. Spotkali się w Gdańsku i rozwinął się ich namiętny romans Marta opowiadała mi o pięknych wieczorach nad morzem. Ostatecznie przeprowadziła się do niego, a bliźniaczki zaczęły chodzić do szkoły już w tym mieście. Niestety, związek nie przetrwał długo. On uznał, iż przeprowadzka i małżeństwo to jednak nie dla niego, więc się rozstali. Mimo to Marta została w Gdańsku, bo bardzo jej się tam spodobało. Najstarsza córka zdecydowała się zamieszkać z ojcem, a Marta nie robiła jej problemów.

Żeby nie wpaść w rutynę, Marta zarejestrowała się na portalu randkowym i poznała tam mnóstwo mężczyzn. Nie było w tym żadnych poważnych intencji po prostu korzystała z życia i łapała chwile. Pewnego dnia poznała Piotra, faceta o rok młodszego od niej, który całe życie mieszkał w Gdańsku. Od razu złapali wspólny język, a po dziesięciu miesiącach wzięli ślub. Piotr nie miał własnych dzieci, a z Martą doczekali się jeszcze jednej córeczki. Dziś mają własny dom, gospodarstwo i choćby niewielką farmę śmiejemy się, iż wszystko ułożyło się jak w bajce. Co najfajniejsze, oni od początku mieli te same marzenia i cele, bez żadnych większych rozmów wszystko po prostu się zgrało.

Słuchając jej historii, uświadomiłam sobie, jak ważne jest, żeby nigdy się nie poddawać. Trzeba dbać o siebie i lubić samą siebie. Nie warto ślepo gonić za facetami czy małżeństwem lepiej docenić swoją codzienność i nie pozwolić, żeby chwilowe smutki stały się czymś stałym, co by nas przygniatało. Dzieci nigdy nie są przeszkodą zawsze znajdzie się ktoś, kto pokocha Cię taką, jaka jesteś, nieważne, co się w Twoim życiu wydarzyło. Kochaj siebie i po prostu celebruj życie, bo jest zbyt krótkie na zamartwianie się!

Idź do oryginalnego materiału