Trzy dekady razem, ale brak miłości: jak przetrwać zdradę i odkryć kłamstwo.

newsempire24.com 3 dni temu

Pragnę podzielić się swoją historią. Nie po to, by zyskać współczucie, ale by ktoś mnie wysłuchał i zrozumiał. Moja rodzina nie ma pojęcia, a dzieci i wnuki myślą, iż z mężem mamy idealne małżeństwo. Nigdy nie miałam przyjaciółek, którym mogłabym zaufać w takiej sprawie. Boję się plotek, uprzedzeń, a i brak mi już sił na tłumaczenia i wymówki.

Z Januszem przeżyliśmy ponad trzydzieści lat. Poznaliśmy się w 1989 roku. Miałam wtedy 22 lata, on – 25. Byliśmy młodzi, pełni marzeń i nadziei. Janusz wydawał mi się odpowiedzialny, godny zaufania, ktoś, na kogo mogę liczyć i z kim mogę związać całe życie. Dość gwałtownie się pobraliśmy, choć nasi rodzice nie byli zachwyceni. Ale ja byłam zdecydowana, bo kochałam go.

Początki były trudne. Lata dziewięćdziesiąte, dwoje dzieci, brak pieniędzy. Ale się utrzymaliśmy. Na początku lat dwutysięcznych nasze życie jakby się ustabilizowało – praca, spokój, własne mieszkanie. Nie opływaliśmy w luksusy, ale wystarczało na wszystko, co konieczne, dzieci były zadbane.

Teraz mamy troje dorosłych dzieci: dwie córki z rodzinami, które dały nam wnuki. Najmłodszy syn jeszcze się nie ożenił, ale mieszka osobno. A my z mężem zostaliśmy we dwójkę w naszym mieszkaniu. Mogłoby się wydawać – czas cieszyć się ciszą i spokojem. Ale kilka miesięcy temu wszystko się rozpadło.

Zauważyłam, iż Janusz się zmienił. Stał się drażliwy, zamknięty w sobie. Milczał przy kolacji, długo przesiadywał w pracy, nie interesował się mną ani wnukami. Przez chwilę myślałam, iż może ma kogoś innego. Albo problemy finansowe, długi, kredyty – przecież mężczyźni rzadko przyznają się do kłopotów. To, co odkryłam, było jednak gorsze niż jakakolwiek zdrada.

Janusz złożył wniosek o rozwód.

Kiedy zapytałam, dlaczego, spojrzał na mnie lodowato i powiedział: „Nigdy cię nie kochałem. Ożeniłem się z tobą z zemsty. Kobieta, którą kochałem, wyszła za bogacza, więc złościłem się i oświadczyłem ci się. Później wyjechała za granicę z mężem, a ja pogodziłem się z tym. Ale niedawno zmarła. I zrozumiałem, iż żyłem nie swoim życiem”.

Nie mogłam uwierzyć. Mówił to spokojnie, jakby omawiał prognozę pogody. Bez cienia żalu, bez współczucia. Siedziałam tam tylko, a w głowie ciągle myśl: „To wszystko było kłamstwem? Lata udawania?”

Przyznał, iż spotykał się z nią choćby po naszym ślubie. Potem ich drogi się rozeszły, a ona wyjechała do Europy z mężem. Mieliśmy dzieci, a on uznał, iż tak będzie lepiej, bo „jestem dobrą matką i żoną”. A teraz, gdy tamta kobieta umarła, chce „zacząć żyć dla siebie” i żąda sprzedaży mieszkania, byśmy kupili sobie osobne.

Jak się do tego ustosunkować?

Myślałam, iż po prostu jesteśmy różni. Że nie jest czuły – zdarza się. Że nie mówi „kocham” – mężczyźni nieczęsto są wylewni. Tłumaczyłam to sobie. Teraz widzę, iż to była obojętność. Byłam dla niego jak mebel, jak stara przyzwyczajenie. Dzieliliśmy życie, ale nie duszę.

Mam 56 lat. Czuję się zdradzona w najbardziej bezbronnej chwili. Dałam wszystko: młodość, zdrowie, lata… W zamian otrzymałam chłodne „nigdy cię nie kochałem”.

Najbardziej żal mi nie siebie. Żal mi kobiety, którą mogłabym być, gdybym wcześniej znała prawdę. Gdybym nie żyła z człowiekiem, któremu wszystko było obojętne. Gdybym nie rodziła jego dzieci, nie czekała na niego po nocach, nie gotowała ulubionych potraw. A on po prostu znosił to wszystko. Żył obok, bo było wygodniej. Miał swoje powody – „zemsta”, „pogodzenie się”, „wygoda”. Ale czy to jest usprawiedliwienie?

Nie wiem, jak teraz żyć. Odkrywam, iż żyłam w iluzji. Że nic nie było prawdziwe. Że miłość nie jest gwarancją. Że można być dobrą żoną, wierną, niezawodną, kochającą, a i tak pozostać niepotrzebną.

Dziewczyny, kobiety, które przeszły przez coś podobnego – jak sobie z tym poradziłyście? Jak to puścić? Jak zacząć oddychać na nowo? Nie jestem już młoda. Chcę tylko trochę spokoju. Trochę szacunku. Trochę ciepła – nie od niego, nie. Od świata. Od samej siebie.

Jestem zmęczona byciem silną. Ale widocznie muszę dalej taka być.

Idź do oryginalnego materiału