To mój szef powiedział mi, iż mój mąż mnie zdradza – Pracowałam w małej firmie, szef długo mnie podr…

twojacena.pl 2 tygodni temu

Mój szef był tym człowiekiem, który powiedział mi, iż mąż mnie zdradza.

Byłam wtedy mężatką i pracowałam w niewielkiej, rodzinnej firmie w Krakowie. Szef pan Janusz był samotnym, rozwiedzionym mężczyzną, od dawna próbującym ze mną flirtować. Nigdy nie pozwalałam na przekraczanie granic. Byłam uprzejma, ale stanowcza, kilka razy prosiłam go, żeby przestał, bo mam męża i cała sytuacja zaczyna być niekomfortowa nie tylko dla mnie, ale i widoczna w biurze. Zapewniał, iż rozumie, po czym zachowywał się poprawnie.

Pewnego popołudnia wezwał mnie do swojego gabinetu. Zamknął drzwi i cicho powiedział, iż musi porozmawiać ze mną o czymś prywatnym. Zapytał, czy mój mąż, Marian, przez cały czas często wyjeżdża na weekendy. Odpowiedziałam, iż tak. Wtedy Janusz powiedział wprost:
Widziałem go z inną kobietą.

Wyjaśnił mi, iż jego zastępca pan Marek spotkał się ze znajomymi w jednym z krakowskich pubów, szef dołączył później. I tam rozpoznali mojego męża. Widzieli, jak się całuje z inną.

Nie chciałam wierzyć. Wtedy Janusz wyjął telefon i pokazał mi nagranie. Wideo było nieostre, kręcone z daleka, w klubie grała głośna muzyka, ale wyraźnie rozpoznałam Mariana po kurtce, ruchach i sylwetce. Nie miałam już wątpliwości. Zalała mnie fala złości i wstydu, a przede wszystkim bezsilności. Bez słowa wyszłam, pojechałam do mieszkania w Nowej Hucie. Wieczorem poruszyłam ten temat wprost. Najpierw zaprzeczał, potem stwierdził, iż to była tylko jednorazowa pomyłka. Ale nie wyprowadził się.

Sześć kolejnych miesięcy było koszmarem. Nie chciałam już być jego żoną, ale Marian za żadne skarby nie zamierzał się wynieść. Mieszkanie było wynajmowane, on twierdził, iż ma takie samo prawo jak ja do pozostania. Zaczął uprzykrzać mi życie odpalał głośną muzykę o świcie, zapraszał gości bez zapowiedzi, zostawiał bałagan, rzucał złośliwości i szydził ze wszystkiego, co robiłam. Każda nasza kłótnia kończyła się gorzej niż poprzednia. Przestałam spać i żyłam w nieustannym napięciu.

Pewnego dnia spojrzałam w umowę najmu i zobaczyłam, iż niedługo wygasa. Dotarło do mnie coś bardzo prostego: to nie moje mieszkanie, nie muszę tego wszystkiego znosić. Zaczęłam szukać kawalerki na własną rękę. Spakowałam się, podpisałam nową umowę w Podgórzu i odeszłam, nie żegnając się z Marianem. Zabrałam tylko najpotrzebniejsze rzeczy i zamknęłam tę historię.

Przez cały ten czas Janusz przyglądał się z boku. Na początku po prostu wspierał pytał, czy potrzebuję czegoś, czy wszystko ze mną w porządku. Później zaczęliśmy rozmawiać poza pracą, najpierw przez SMS, potem na kawie. Nie oczekiwałam niczego, chciałam tylko trochę spokoju, czegoś, co dawno utraciłam. Janusz to rozumiał i nie naciskał. Minęło kilka miesięcy, zanim nasza relacja przerodziła się w coś poważniejszego.

Wkrótce po tym dostałam lepszą ofertę pracy wyższa pensja, ładna umowa, firma z perspektywami. Odeszłam. Nie z powodu Janusza, po prostu miałam szansę na coś więcej. Dopiero wtedy nasze relacje się zmieniły. Już nie był moim szefem. Byliśmy dwojgiem ludzi, którzy spotykają się, by wspólnie spędzać czas.

Dziś mija rok od kiedy jesteśmy razem.

Marian zniknął z mojego życia. Straciłam małżeństwo… ale odzyskałam spokój i zyskałam dobrego, troskliwego człowieka.

Idź do oryginalnego materiału