Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć historię, bo nie mogę już o tym myśleć całe święta głowę mi to zajmowało! Wyobraź sobie, iż teściowa zaproponowała nam przeprowadzkę do jej mieszkania, ale wiesz… miała w tym swój cel.
Mówię jej: Pani Zofio, naprawdę bardzo dziękujemy za propozycję, to jest naprawdę miłe i hojnie z Pani strony, ale my jednak odmówimy. Teściowej aż szczęka opadła. A to czemu, co? Za dumni jesteście? A ja jej spokojnie: Nie chodzi o dumę, tylko o to, iż już mamy swoje życie poukładane. Dzieci w połowie roku zmieniać szkołę? To dla nich stres. Zresztą, przyzwyczailiśmy się świeży remont, wszystko po naszemu. No i jeszcze dodaję: A u Pani przecież mnóstwo pamiątek i wartościowych rzeczy dzieci jak coś stłuką albo zabrudzą, to tylko będą nerwy.
Wracam tego dnia z pracy Rafał, mój mąż, w przedpokoju krąży i ewidentnie na mnie czeka. Rozbieram się, idę się przebrać, potem do kuchni. On oczywiście za mną jak cień. I nie wytrzymałam: Znowu zaczniesz? Już Ci mówiłam nie!. Rafał westchnął tylko ciężko: Mama znów dziś dzwoniła. Mówi, iż ciśnienie jej skacze, sama tam nie daje rady, dziadek z babcią coraz gorzej, marudzą jak dzieci. Ona już nie ogarnia. Ja mu na to: No i? Sama wybrała życie na działce. Wynajmuje mieszkanie, kasę dostaje, świeże powietrze, podobało się jej tam. Podobało się, póki miała siły, a teraz marudzi, iż sama, iż nudno i ciężko. I wiesz… Zaoferowała, żebyśmy się do niej przenieśli. Do tej jej trójki w centrum.
Spojrzałam na Rafała i mówię ostro: Nie. Ale czemu od razu nie? Przecież choćby nie posłuchałaś do końca! Patrz: dzielnica bajka. Do twojego biura kwadrans tramwajem, do mojego dwadzieścia minut. Szkoła językowa przez ulicę, przedszkole pod blokiem. Żadnych korków! A nasze obecne mieszkanie wynajmiemy, rata kredytu sama się spłaci, jeszcze coś zostanie. Rafał, ty siebie słyszysz? Dwa i pół roku mieszkamy tutaj. Każde gniazdko sama planowałam! Dzieci mają kolegów w bloku obok. To nasz dom. Nasz! Rafał: Ale co za różnica, gdzie mieszkamy, jak i tak wracasz tylko na noc? Dwie godziny stoję w korkach! Tam kamienica, trzy metry wysokości, ściany grube, sąsiadów nie słychać. I remont sprzed mojego liceum nie pamiętasz, jak tam śmierdzi? Poza tym to nie nasz dom. To dom Zofii Zdzisławowej.
Mama mówi, iż się nie będzie wtrącać. Zostaje na działce, tylko by wiedziała, iż mieszkanie pod opieką. Parsknęłam gorzko. Rafał, masz pamięć jak złota rybka? Pamiętasz, jak kupowaliśmy to mieszkanie? Przez siedem lat tłukliśmy się po wynajmowanych kawalerkach, każdą złotówę odkładaliśmy. A jak już uzbieraliśmy na wkład, to twój genialny plan zamienić jej dużą trójkę na centrum na fajną dwójkę dla niej i coś dla nas. A Zofia wtedy kiwała głową, uśmiechała się, mówiła: «No oczywiście, kochani, przecież musicie się powiększać». Już mieliśmy wybrane opcje, już marzyliśmy. A później, w dzień wizyty u pośrednika, ona dzwoni i mówi: «Mój rejon taki prestiżowy, sąsiedzi z klasą, jak ja się przeprowadzę do tych waszych nowobogackich na obrzeżach? Nie chcę, nie pojadę». Więc poszliśmy do banku, wzięliśmy kredyt na strasznych procentach i kupiliśmy to, co mamy, kilka kilometrów od centrum. Sami. Bez jej prestiżowych metrów.
No pomyliła się, bała się zmian, wiek Teraz mówi, iż samotno jej, chce wnuki widywać. Wnuki widuje raz w miesiącu, jak przyjeżdżamy z zakupami. Po pół godziny już jęczy, iż łeb ją boli od hałasu….
W tym momencie do kuchni wpada sześcioletni Staś, za nim czteroletnia Marysia. Mamo, tato, głodni jesteśmy! Staś krzyczy. A Marysia rozwaliła mój samolot! Składałem go trzy godziny, a ona zniszczyła…. To nieprawda! piszczy Marysia Sam spadł!. Westchnęłam: Ręce myć, zaraz kolacja. Tato ugotował makaron? Ugotowałem, i parówki, mruknął Rafał. Dzieci hałasowały, a my już nie gadaliśmy o temacie. Do sprawy wróciliśmy dopiero, jak dzieci spały.
***
W sobotę musieliśmy pojechać na działkę Zofia dzwoniła już rano słabym głosem, iż dziadek bez leków, a jej serce uciska. Jechaliśmy prawie półtorej godziny. Zofia czekała już na schodach. Wygląda, powiem Ci, świetnie jak na swoje sześćdziesiąt trzy fryzurka, paznokcie, jedwabna chustka zawiązana pod szyją.
No, wreszcie dotarliście! podsuwa policzek do buziaka. Krysiu, przytyłaś ostatnio czy ta bluzka taka luzna? Ja już przyzwyczajona: Dzień dobry, pani Zofio, po prostu bluzka oversize.
Wchodzimy do domu w salonie siedzą jej staruszkowie, przysypiają przed telewizorem. Mówię dzień dobry, ale tylko kiwają, choćby wzroku nie odrywają.
Herbaty napijecie się? woła Zofia z kuchni Mam trochę ciasteczek, ale już twarde… Do sklepu nie chodzę, bo nogi bolą. My przywieźliśmy tort mówi Rafał, stawiając pudełko. Mamo, pogadajmy Ty o mieszkaniu zaczynałaś.
Zofia od razu ożywa: Tak, Rafałku, już nie mam sił. Tu owszem, świeże powietrze i rodzice potrzebują pomocy, ale zimą? Nuda jak nie wiem co! A tam, mieszkanie stoi, jacyś obcy ludzie, wszystko zniszczą, serce mi pęka!. Ale tam najemcy porządni, rodzina, mówi Rafał. Porządni! prychnęła teściowa Ostatnim razem weszłam zasłona powieszona krzywo. I taki zapach… nie mój. Po co się męczycie na tych peryferiach? Przeprowadźcie się do mnie. Dla wszystkich wystarczy miejsca.
Spojrzałam na Rafała: A Pani gdzie będzie mieszkać? Zofia zdziwiona: Jak to gdzie? Na działce z rodzicami oczywiście. No, chyba, iż przyjadę czasem załatwić badania w przychodni tam wszystkich lekarzy znam. Czasem wpadnę na kilka dni, jak pogoda brzydka. W końcu mam swój pokój. Nie dawajcie tam dzieci. Niech dzieci śpią w dużym pokoju, a moja sypialnia niech zostanie, bo nigdy nic nie wiadomo.
Zadusiłam w sobie irytację: Czyli proponuje Pani, żebyśmy zamieszkali w trójce, ale jednego pokoju nie ruszać, bo Pani zostawia swoje rzeczy? A po co ruszać? dziwi się Zofia Używajcie, tylko nie przestawiajcie rzeczy i nie ruszajcie barku tam mam kryształy. No i książki, Rafałku, pamiętaj biblioteki nie dotykać!.
Rafał już się wierci: Mamo, jak się tam przeniesiemy, musimy zrobić dzieciom pokój, łóżka… Jakie łóżka? Tam jest świetna rozkładana kanapa! Twój tata ją kupił, nowa prawie. Szkoda kasy na głupoty!.
Wyszłam na ganek, nie czekając, aż Rafał się ogarnie. Przez chwilę łaził za mną, spojrzał na drzwi przeszklone. Słyszałeś? sykłam Kanapy nie ruszać, pokój nie ruszać, Pani będzie wpadać kiedy chce na tydzień. Rozumiesz, co to znaczy?. Krysiu, ona po prostu boi się zmian. Nie, Rafał. To my mamy za darmo pilnować jej mieszkania! choćby szafy nie przestawimy. Wpadnie kiedy chce, będzie mi mówić, jak gotować rosół i wieszać firanki!. Ale bliżej do roboty próbuje jeszcze bronić. Mam gdzieś korki! Wolę wracać dwie godziny, byle mieć swoje miejsce, gdzie ja rządzę.
Nic nie powiedział, tylko patrzył mi na buty. Wiedział, iż mam rację. Łatwo się ulega pokusie prostszego rozwiązania…
I jeszcze jedno pamiętaj jak nas wtedy zostawiła. Dla niej ważniejszy był prestiż niż my. Teraz po prostu jest jej nudno, a my mielibyśmy być pod ręką do marudzenia.
W tym momencie w drzwiach staje Zofia: Co tam szepczecie?. Odwracam się: Nie będziemy Pani przeszkadzać, nie wprowadzamy się. Głupota! prychnięcie Rafał, ty nic nie mówisz? Żona decyduje, a ty tylko potakujesz?. Rafał podnosi głowę: Mamo, Krysia ma rację. Nie przeprowadzimy się. Mamy własny dom. Zofia zaciska usta, widzę, iż przegryzła, ale nie przyzna się do porażki. No i głupi jesteście. Ja chciałam dobrze. Pomóc. Ale proszę bardzo, męczcie się dalej w tych swoich korkach! Tylko potem nie płaczcie.
Rafał spokojnie: Nie będziemy, mamo. Musimy iść. Potrzebujesz jeszcze jakichś leków?. Nie trzeba mi nic od was!, odwróciła się na pięcie, trzasnęła drzwiami.
W drodze powrotnej cisza. Korki się trochę rozładowały, ale w naszym rejonie czerwone plamy na nawigacji. Zła jesteś? pyta Rafał przy czerwonym świetle. Potrząsam głową: Nie. Właśnie wyobraziłam sobie, jak Staś skacze po tej tacie kanapie, Zofia dostaje zawału. Miałam rację. Zły pomysł. Nie mam nic przeciwko pomaganiu!, mówię spokojniej, kładąc mu rękę na kolanie. Jak trzeba przywieziemy zakupy, leki. Jak będzie źle, znajdziemy opiekunkę. Ale mieszkać będziemy osobno. Dystans to podstawa dobrych relacji.
Zwłaszcza z moją mamą, śmieje się pod nosem Rafał.
***
Oczywiście Zofia się na nas obraziła, to logiczne. Okazało się nawet, iż już eksmitowała najemców, bo była przekonana, iż my się wprowadzamy. Cały miesiąc wydzwaniała do Rafała z pretensjami, ale nie dał się sprowokować. Okazało się całkiem nieźle umie powiedzieć nie, jak sytuacja tego wymaga.










