Sylwestrowy wieczór i niespodziewana teściowa mojego męża, która wpada bez zaproszenia. Wszystko poszło nie tak, jak to sobie wyobrażałem.
*Dziennik*
Stała w progu z walizką i uśmiechem, jakby robiła mi wielką przysługę.
Mam nadzieję, iż nie macie nic przeciwko, żebym spędziła z wami Sylwestra? rzuciła wesoło.
Na dworze już było ciemno, taksówka zdążyła odjechać, a przecież nie wypędzę jej teraz na mróz. Nie uczyniłoby mnie potworem.
To był właśnie ten moment, od którego zaczęło się wszystko.
Zamarłem z dłonią na klamce, w głowie pojawiła mi się tylko jedna myśl: To się dzieje. Zaczynamy.
Wchodź wydusiłem z siebie i zrobiłem jej miejsce.
Zofia, siostra mojego żony, weszła pewnym krokiem, strzepnęła śnieg z płaszcza i rzuciła spojrzenie po naszym mieszkaniu, jakby je sobie już zagarnęła.
O, już zaczynacie szykować stół! A gdzie mój brat?
W łazience.
To dobrze, odpoczywa sobie. Przebiorę się, gdzie mogę spać?
Wskazałem na malutki pokój, który służył nam głównie za biuro. Wynajmowaliśmy mieszkanie od paru lat, odkładaliśmy każdy grosz na własne cztery kąty. Nic specjalnego ale nasz dom.
Zniknęła w pokoju, a ja wróciłem do kuchni. Plany na spokojnego Sylwestra we dwoje filmy, domowe jedzenie runęły w jednej chwili. Sałatki dla żony już stały w miseczkach lubiła takie najprostsze.
Wszystko było zrujnowane.
Maria wyszła z łazienki, od razu poczuła, iż coś jest nie tak.
Co się dzieje?
Mamy gościa.
Jakiego gościa?
Twoją siostrę.
Zbladła.
Przecież jej nie zapraszaliśmy
Też tak sądziłem.
Próbowała mnie objąć, ale się odsunąłem. Tłumaczyła, iż to niespodzianka, iż Zofia nie miała złych intencji, iż zostanie tylko parę dni. Ale zauważyłem tę ogromną walizę.
Gdy się pojawiła drugi raz w salonie, już była w pełni rozgoszczona. Usiadła na kanapie, otworzyła lodówkę, zaglądała nam do jedzenia.
Na kolacji rozmawiała adekwatnie tylko ona o swojej pracy, o ludziach, o tym, kto jaki jest skąpy. Przypadkiem rzuciła pytanie, co dostanie od brata na Nowy Rok, sugerując, iż liczy na pieniądze.
Siedziałem cicho. Nic nie mówiłem, ale wewnątrz dosłownie się gotowałem.
Przypomniałem sobie, ile razy w zeszłym roku prosiła na chwilę o pożyczkę. Ani razu nie oddała. Zawsze wymówki, iż rodzina, trudny czas.
Późnym wieczorem zaproponowała, żebyśmy zaprosili jeszcze innych ludzi, bo tak jest nudno.
To nasz dom i nasza uroczystość wreszcie przerwałem.
Aha Czyli jestem niepotrzebna?
Nie była niepotrzebna.
Ale nie była też gospodynią.
Wybuchła kłótnia. Zamknęła się demonstracyjnie w pokoju. Moja żona wyrzuciła mi, iż przesadzam.
Tuż przed północą siedzieliśmy wszyscy przy stole. Choinka się świeciła, zegar wybijał ostatnie minuty roku. Gdy wybiła dwunasta, uniósłem kieliszek.
Powiedziałem cicho, ale wyraźnie:
Za tych, którzy nie potrafią prosić, tylko brać.
Zapadła cisza.
Spojrzałem Zofii w oczy i po raz pierwszy ich nie odwróciłem.
Nie pytasz, tylko wchodzisz. Bierzesz, korzystasz z naszego domu, pieniędzy, czasu, planów. I liczysz, iż będziemy wdzięczni.
Wstała. Zbladła.
Rozumiem, nie jestem tu mile widziana.
Jesteś, jeżeli okazujesz szacunek. Ale nie wtedy, gdy narzucasz się siłą.
Po chwili wyszła z walizką. Za nią zatrzasnęły się drzwi.
Moja żona usiadła przy stole, schowała twarz w dłoniach.
To moja siostra
A ja jestem twoim mężem powiedziałem spokojnie. I już więcej nie będę milczał.
Następnego dnia nie było żadnej wiadomości. Żadnych przeprosin. Tylko cisza.
To nie był taki Sylwester, jak sobie wymarzyłem.
Ale po raz pierwszy nie byłem mały.
Nie czułem się winny.
Czasami święta nie polegają na tym, kto siedzi przy stole.
Lecz na tym, by w końcu powiedzieć prawdę choćby jeżeli to boli.












