Syn nie chce zabrać własnej mamy do siebie, żeby razem mieszkać, bo w tym domu jest już jedna gospodyni i to jestem ja.
Jak to możliwe?! Przecież to jego własna matka! Może ją przecież przyjąć pod swój dach! takie słowa słyszę regularnie od krewnych mojego męża. Znajomi chyba też są podobnego zdania, choć nikt nie mówi mi tego prosto w oczy. Wszystko przez skomplikowaną sytuację z moją teściową.
Jadwiga ma już 83 lata, waży ponad sto kilogramów, a choroby nie dają jej spokoju. Dlaczego nie zabierzecie Jadwigi do siebie? pytała kiedyś kuzynka Rozumiem, iż pomagacie jej na co dzień, ale co jeżeli nocą coś się wydarzy? Przecież jest sama, ciężko jej. Daniel to jej jedyne dziecko, powinna liczyć właśnie na niego.
Wydaje się oczywiste, iż opiekować się panią Jadwigą musi jej syn, jego żona i ich syn ukochany wnuk. Jadwiga od pięciu lat nie opuszcza mieszkania ból nóg nie pozwala, a nadwaga tylko pogarsza sprawę. Jednak dawniej teściowa była energiczna, młoda i bardzo zdecydowana.
Kogo mi tu przyprowadziłeś? zapytała oburzona matka Daniela, gdy mnie poznała. Dla tego poświęciłam całe swoje życie?!
Bez słowa wyszłam na przystanek autobusowy. Wtedy mama Daniela zajmowała piękny dom na osiedlu pod Warszawą, do dziś wspominanym z sentymentem. Jej mąż był wysoko postawionym urzędnikiem, więc Jadwidze nie brakowało niczego, choćby po jego śmierci. Tamtego dnia Daniel pobiegł za mną i wróciliśmy razem. Mąż miał dla mnie wiele zrozumienia i nie słuchał ślepo matki, choć zawsze ją szanował i tłumaczył, iż taka po prostu jest.
Po ślubie zaczęliśmy odkładać pieniądze na własne M. Daniel wyjechał do pracy na pół roku. Kilka lat później w końcu kupiliśmy dom pod Warszawą i powoli urządzaliśmy go po swojemu. U Jadwigi byliśmy coraz rzadziej. Zresztą zdążyła naopowiadać wszystkim, iż przeze mnie Daniel nie może jej pomagać, iż mu zakazuję i nie chce mieć z nią kontaktu.
Chciała przeprowadzić się do miasta, ale pieniądze ze sprzedaży jej domu nie starczyły na nowe mieszkanie. Poprosiła, byśmy jej dołożyli i obiecała, iż w zamian przepisze mieszkanie na naszego syna jej wnuka. Gdy jednak byliśmy już u notariusza, uznała nagle, iż mieszkanie powinno być na nią, bo koleżanka jej powiedziała, iż babcie w Polsce są zostawiane bez dachu nad głową. A potem wymyśliła, iż mieszkanie przepisze temu, kto zaopiekuje się nią na starość. Chciała rządzić! Oskarżyła nas, iż chcemy ją oszukać i zostawić na lodzie.
Od tamtej pory minęło prawie dwadzieścia lat. W kancelarii notarialnej wszyscy słyszeli jej żale, a my siedzieliśmy tam ze spuszczonymi głowami. Odpuściliśmy. Jadwiga wprowadziła się natychmiast i nie pozwoliła nam tknąć jej nowego lokum. Przez miesiąc narzekała na wszystko iż dom stary, sprzęty się psują, a winę za to zrzucała oczywiście na mnie: według niej znalazłam złe mieszkanie, rozmyślnie, aby ją skrzywdzić.
Uwielbiała dzieci swojej kuzynki ze Skierniewic, zupełnie ignorując naszego syna swojego wnuka. Udawała, iż nie pamięta choćby jego urodzin. Kilka lat temu zachorowała, tak przybrała na wadze, iż z trudem porusza się po domu. Dowoziłam jej dietetyczne posiłki od dietetyka, a ona wyzywała mnie i zarzucała głodzenie, twierdząc, iż tylko kuzynka przynosi jej prawdziwe jedzenie.
W zeszłym roku Daniel zaczął mnie prosić, abyśmy ją wzięli do siebie. Twierdził, iż mama przejrzała na oczy i zaczęła słuchać lekarzy.
Dobrze zgodziłam się ale mam warunek: kuchnia jest moja, gotuję wyłącznie ja, nie ma żadnych wizyt kuzynek.
Teściowa się obraziła, odmówiła przeprowadzki, bo uważała, iż to ona będzie rządzić w naszym domu, nie ja. Ale przecież to ja jestem gospodynią, dom to nie dom opieki! Zamiast tego muszę ją odwiedzać niemal codziennie, gotować, sprzątać, czasem nocować. A ukochana kuzynka dzwoni tylko i pyta, jak się czuje.
Teściowa skarży się przez telefon, iż ją głodzę: iż nie pozwalam na pączki i kiełbasę, błaga kuzynkę, aby przywiozła jej ciasto. A ona, choć mieszka znacznie bliżej niż my, przyjeżdża raz w miesiącu z drożdżówką czy słodyczami, a ja latam regularnie.
Pewnego dnia teściowa zaprosiła kuzynkę i zaczęła płakać, iż zginęły jej łańcuszek i krzyżyk. Oświadczyła, iż tego dnia obie byłyśmy u niej, ale to na pewno ja zabrałam jej biżuterię.
Bez słowa położyłam talerz z jedzeniem na stole i podniosłam łańcuszek z podłogi przy szafce nocnej. Wróciłam do domu i wszystko opowiedziałam Danielowi. Stwierdziłam, iż dalej tak nie mogę chcę ją oddać do domu opieki. Daniel przyznał mi rację.











