Od jak dawna pani syn już z panią nie rozmawia? zapytałam moją sąsiadkę, czując, jak serce nagle zaciska mi się z bólu.
Minęło już ponad sześć lat, odkąd ostatni raz go widziałam westchnęła pani Jadwiga, spoglądając w puste okno kuchni. Kiedy przeprowadził się z żoną do Krakowa, na początku jeszcze czasem dzwonił. Potem zamilkł zupełnie. Raz upiekłam dla niego sernik na urodziny, zapakowałam i pojechałam odwiedzić ich Głos się jej załamał, łzy popłynęły po policzkach.
Co się stało?
Synowa otworzyła drzwi i powiedziała, iż nie życzy sobie, żebym tam wchodziła. Mój syn nie zareagował. Stał jak słup soli, patrzył na mnie, jakbym zrobiła coś złego, i spuścił wzrok. Wtedy widziałam go po raz ostatni
I choćby potem nie próbował się odezwać? dopytywałam nie mogąc uwierzyć.
Raz zadzwoniłam, gdy zdecydowałam sprzedać nasze trzypokojowe mieszkanie i kupić mniejsze, na Pradze. Oczywiście dałam mu część pieniędzy szczerze, żeby miał na samochód czy co tam chciał. Przyjechał, podpisał papiery, zabrał pieniądze. Od tamtej pory już się nie odezwał.
Jest pani bardzo samotna? zapytałam cicho. Czy przyzwyczaiła się pani już do samotności?
Radzę sobie, kochana. Dawno temu, kiedy mój mąż odszedł do innej, zostałam sama z małym synem. Sama go wychowałam. Miał wszystko: miłość, troskę, wspólne śniadania. Potem powiedział, iż chce wynająć własne mieszkanie. Ucieszyłam się, myślałam, iż dorósł, samodzielny i odpowiedzialny.
Ale chodziło o Karolinę To ona nalegała, żeby zamieszkali osobno, żeby nikt im się nie wtrącał do życia. Potem zaszła w ciążę.
I tak po prostu mi pani to opowiada? Nie złości się pani, iż syn zostawił panią samą na starość? byłam zaskoczona jej spokojem.
Już się przyzwyczaiłam westchnęła pani Jadwiga. Lubię moje nowe mieszkanie. Mam oszczędności, wystarczy mi na życie. Każdego ranka wstawiam czajnik i siadam na balkonie z herbatą, patrzę na budzącą się Warszawę. Za młodu marzyłam tylko, by się wyspać tyle lat pracowałam na zmiany. Śniłam, iż kiedyś będę stara, otoczona rodziną. Wyszło inaczej chyba widocznie tak miało być.
A może zwierzątko? Z kotkiem albo psem byłoby weselej
Widzisz, dziecko, choćby koty czasem porzucają swoich właścicieli. Psa też już nie mogę wziąć, bo nie wiem, czy jutro jeszcze wstanę. Nie chcę nikogo przygarniać, kogo nie zdołam ochronić. Już raz popełniłam głupstwo, wystarczy
Kobieta jeszcze przez chwilę starała się zachować godność, ale w końcu nie wytrzymała i zaczęła płakać
Dzieci, nigdy nie zostawiajcie swoich rodziców samych. Jesteście ich częścią, a kiedy odejdą, z ich częścią odejdziecie także wyPodniosłam dłoń i delikatnie położyłam ją na jej ramieniu. Pani Jadwiga spojrzała na mnie przez łzy, słaba, ale w tym spojrzeniu nagle pojawił się cień wdzięczności. Chciałam coś powiedzieć, ale słowa okazały się zbędne czasami wystarczy obecność.
W milczeniu podałam jej chusteczkę. Westchnęła głęboko i uśmiechnęła się blado. Nagle zza ściany dobiegł nas chichot dzieci bawiących się na podwórzu. Oparła się wygodniej w fotelu i przymknęła oczy, jakby wsłuchiwała się w te dawne, znajome dźwięki.
Wiesz, Elu odezwała się cicho samotność nie zawsze jest taka straszna. Najgorzej jest zapomnieć, po co budzimy się każdego ranka. Może nie mam już dla kogo wyczekiwać na balkonie, ale jeszcze potrafię cieszyć się herbatą, słońcem i rozmową.
Obie siedziałyśmy tak przez chwilę, ogarnięte ciepłem czerwcowego popołudnia. Poczułam, jak narasta we mnie obietnica będę przychodzić częściej, zadbam, by w tym mieszkaniu nie zabrakło śmiechu, dobrej kawy i obecności drugiego człowieka.
Bo czasem nie trzeba być czyimś dzieckiem, by stać się rodziną. Czasem wystarczy otworzyć serce.
Tego dnia, żegnając panią Jadwigę, zrozumiałam jedno: miłość wraca czasem z innej strony, niż się spodziewamy. I dla niej naprawdę warto zostawić drzwi uchylone.










