Seweryn nabył najpiękniejszy bukiet kwiatów i ruszył na spotkanie. Z uniesieniem stał przy fontannie, ściskając pachnący bukiet w rękach. Ale nigdzie nie było śladu Mirosławy. Rozejrzał się nerwowo i wybrał jej numer.
Nikt nie odebrał. Może się spóźnia, pomyślał, ponownie próbując zadzwonić. Tym razem Mirosława podniosła słuchawkę. Już jestem, gdzie jesteś? od razu spytał Seweryn. Pomiędzy nami wszystko skończone wykrztusiła nagle Mirosława. Co? Dlaczego? stanął w miejscu Seweryn. Wszystko przez twój bukiet odezwała się dziewczyna, jej głos rozmywał się jak przez ścianę wody. Co mu niby dolega? zapytał zdezorientowany chłopak, nie rozumiejąc niczego.
Zanim jednak do tego doszło, Seweryn błądził po kwiaciarni jak po labiryncie starych uliczek Krakowa. Bordowe róże, żółte żonkile, białe lilie kwiaty w doniczkach i wazonach, ułożone w bajecznie ozdobnych bukietach dla wszystkich gustu. Ale Seweryn przyglądał się niepewnie, nie mogąc podjąć decyzji.
Przypominał sobie, iż kiedyś prowadził z Mirosławą rozmowę o kwiatach bardzo mglistą rozmowę. O czym mówiła? Uwielbia niektóre, innych nie znosi. Ale przy pierwszym spotkaniu ona mówiła bez przerwy, a Seweryn był rozochocony emocjami i bąbelkami prosecco wypitego w kawiarni, i samą Mirosławą z jej długimi prostymi włosami, piękną linią szyi i uroczymi dołeczkami na matowych policzkach. Może to jednak właśnie miłość?
Jak wielkie to miało znaczenie Wieczór był piękny!
Teraz jednak, ile by nie próbował, zupełnie nie mógł sobie przypomnieć, jakie kwiaty ona lubi.
Proszę zobaczyć te gerbery! Tylko u nas, nigdzie indziej pan takich nie znajdzie. To specjalna odmiana, sprowadzana zza granicy zachwalała kwiaciarka.
Czas gonił. Musiał podjąć decyzję. Nieodpowiednim momentem zadzwoniła mama. Ostatnio dzwoniła stanowczo za często.
I jak, Sewerynku, wybrałeś już? Przecież piątek, może odwiedzisz nas na weekend? łagodny głos matki czaił się w przewodach.
Nie, mamo, mam sprawy
Babcia tylko czeka, przez okno wygląda, wciąż pyta.
Przepraszam, mamo, naprawdę mam mnóstwo rzeczy na głowie
Szybko się pożegnał. Mama prosiła, aby odwiedził rodzinny dom na wsi, gdzie mieszkała razem z jego babcią. W ostatnim czasie te prośby powracały jak drażniąca melodia Seweryn nieco się już irytował. Cóż takiego z tą babcią? Stara, chora, ale przecież nie można rzucić wszystkiego i cały czas siedzieć przy niej. Człowiek musi mieć też własne życie!
A jego sprawy w tej chwili obracały się wokół świeżego znajomości. Seweryn już marzył, planował, układał w głowie scenariusze. jeżeli dzisiejsze spotkanie się uda, jutro zaprosi Mirosławę za miasto. Zna już takie miejsce pensjonat na Mazurach, wszystko tuż za rogiem.
Mama od lat marzyła, by syn znalazł sobie żonę. Teraz był moment, by zabrać się za sprawy serca.
Byle tylko przypomnieć sobie, które kwiaty lubi Mirosława! Co za pamięć!
Po prawdzie nie miał ochoty zaprzątać sobie głowy kobiecymi drobiazgami. Czy to w ogóle aż tak istotne? Sprzedawczyni już choćby przestała doradzać, tylko patrzyła na jego bezradne krążenie między koszami pełnymi kwiatów.
Chyba mówiła coś o kolcach róż Pewnie róż nie brać! pomyślał.
Seweryn sięgnął po bukiet z różowo-białych gerber. Ot, znak sympatii. Trzeba się śpieszyć przerwa obiadowa miała się ku końcowi.
Spotkanie mieli umówione przy nowej miejskiej fontannie. Seweryn się spóźniał kierownik zatrzymał go niespodziewanie na naradzie. Może czeka na niego awans. Zadzwonił, by uprzedzić Mirosławę i wyciszył telefon. W trakcie zebrania dzwoniła też mama, ale Seweryn choćby nie mógł odebrać.
Potem, pędząc przez szare ulice pełne jeszcze resztek snów, dotarł na miejsce z gerberami w dłoni.
Nigdzie nie było widać Mirosławy. Przeszedł przez całą, niemal nierealną, wyłożoną kamieniem płytę rynku i zadzwonił. Nic. Usiadł na ławce. Może ona też się spóźnia?
Przypomniał sobie, iż nie oddzwonił do mamy, ale nie wybrał jej numeru. W głowie miał tylko odgłosy miasta i swoje oczekiwanie. Po paru minutach spróbował ponownie.
Tym razem Mirosława odebrała.
Gdzie jesteś? Już tu czekam! powiedział.
Wiem. Jestem w kawiarni po drugiej stronie rynku, z drugiego piętra już dawno cię widzę.
Naprawdę? szukał jej wzrokiem po oknach rozciągniętej kamienicy, ale nie znajdował. Nie widzę cię. Zejdziesz, czy?
Spóźniłeś się przerwała mu chłodno.
Przepraszam, Mirosławo. Przecież wcześniej dzwoniłem, szef mnie zatrzymał!
I kwiaty!
Co z kwiatami? Seweryn był szczerze zdziwiony.
choćby nie pamiętasz, jakie kwiaty lubię!
Ale, Mirosławo, takich nie było!
RÓŻ? Róże są wszędzie! Tyle ci opowiadałam o moich różach, a ty
Naprawię to. Teraz przyjdę, znajdę cię.
Wszedł do kawiarni. Mirosława siedziała pod oknem, odwrócona, niby cień podwieszony do parapetu. Seweryn cicho podszedł, bukiet położył na stoliku, nie miał odwagi podać go do rąk. choćby nie spojrzała.
Zawsze był wygadany, więc i tym razem, odczuwając winę, próbował ją załagodzić swoją elokwencją. Po chwili zdało mu się, iż ją rozśmieszył, bo uśmiechnęła się lekko. Wypili razem kawę, potem ruszyli do wyjścia. Na bukiet nie spojrzała choćby okiem.
Zapomnieli państwo bukietu! zawołała za nimi młoda kelnerka, jakby echo z innego świata.
Proszę, to dla pani! uśmiechnął się Seweryn.
Ach, dziękuję zdziwiła się dziewczyna, ale jej twarz rozjaśniła się promiennie.
Natomiast Mirosława znów posmutniała.
Kupię ci teraz największy bukiet róż, Mirosławo!
Dziękuję, już wystarczy na dzisiaj tych kwiatów powiedziała przez zęby.
Schodzili razem po krętych schodach. Seweryn szedł za urażoną dziewczyną, kiedy przez mgłę zagrał mu w kieszeni znów telefon. Mama.
Przepraszam, chyba znowu nie w porę?
Mirosława już tego nie słyszała.
Nie, mamo, właśnie bardzo w porę. Przyjadę. Jutro powiedział, a głos jego rozchodził się jak dźwięk dzwonów po polach.
Tego wieczoru rozeszli się lekko i szybko. Seweryn wiedział nic z tego, już się pewnie nie spotkają.
Nazajutrz gnał autem przez znajome, sielskie pola. A tam po horyzont rozedrgane łany wiatru, tysiąc kolorów, coś przejrzystego i głośnego jak śpiew skowronków. Wszedł w to morze kwiatów i jak starannie wybierający kwiaciarka wśród polnych kwiatów, ułożył dla siebie bukiet. Teraz już wiedział: ci, do których jedzie, ucieszą się z niego i nie pomyli się tutaj.
Gdy przekroczył próg domu, podzielił bukiet na dwie części. Mama świeciła radością, całując go w oba policzki, a babcia
Babci pomogli usiąść. Drżącymi dłońmi odebrała bukiet, macała go, ledwo dotykając tracący ostrość wzrok nie pozwalał dostrzec barw. Jak dawno nikt nie dawał jej kwiatów! Zanurzyła lekko twarz w przeróżnych zapachach, wdychając je jak najważniejsze powietrze dzieciństwa, a zapamiętane aromaty młodości, pogrzebane głęboko w pamięci, wynurzyły się nagle i poruszyły duszę.
Były tam nie tylko wspomnienia, ale i ich zapach oczekiwanie na nowość, światło, coś obecnego i nagłego.
Jak cudownie! Życie płynie dalej. Płynie w jego wnuku.
Seweryn usiadł przy babci, głowę położył na jej kolanach, a ona głaskała go po włosach, obawiając się zgnieść zbyt mocno bukiet, który trzymała ostrożnie na kolanach
Seweryn myślał wtedy, iż kiedyś jeszcze spotka dziewczynę, bardzo podobną do tych dwóch ukochanych kobiet jego życia i będą się kochać tak mocno, jak kochała się jego babcia z dziadkiem, jak mama z tatą. Ważne tylko, by poczuć to w porę.
Babcia nie od razu chciała oddać kwiaty córce.
Zaczekaj Nalej najpierw wody, ze studni weź szeroki dzban, ostrożnie, ustaw tutaj będę patrzeć
Wnuk podarował kwiaty.
Kwiaty, których wokół milion, ale te te są najpiękniejsze. Bo podarował je wnuk.








