Serhij kupił najpiękniejszy bukiet kwiatów i ruszył na randkę. Pełen radosnego oczekiwania czekał przy warszawskiej fontannie z bukietem w dłoni, ale nigdzie nie widział Leny. Rozejrzał się i wybrał do niej numer. Nikt nie odbierał. „Może się spóźnia” – pomyślał i spróbował ponownie. Tym razem Lena odebrała. – Już jestem na miejscu, gdzie jesteś? – od razu zapytał Serhij. – Między nami wszystko skończone! – usłyszał nagle w słuchawce. – Co? Dlaczego? – zdębiał. – Przez ten bukiet! – niespodziewanie odpowiedziała dziewczyna. – A co z nim nie tak? – zapytał zaskoczony chłopak, nic nie rozumiejąc.

twojacena.pl 1 miesiąc temu

Dzień 14 maja

Kiedy dziś rano wychodziłem z domu, czułem wyjątkowy dreszcz emocji. Kupiłem najpiękniejszy bukiet kwiatów, jaki tylko był w kwiaciarni na ulicy Piotrkowskiej w Łodzi. Już z daleka czułem ich zapach gerbery różowo-białe, takie duże, wyjątkowe, ponoć sprowadzane tylko na specjalne okazje. Sprzedawczyni zachwalała ich wyjątkowość, a ja, przekonany, uśmiechnąłem się i zapłaciłem sto pięćdziesiąt złotych. Przez chwilę jeszcze rozmyślałem, czy nie lepiej było wziąć czerwone róże, potem jednak uznałem, iż taki nietuzinkowy gest na pewno zrobi wrażenie na Jagnie.

Przed wyjściem z kwiaciarni zadzwoniła mama. Ostatnio miałem wrażenie, iż dzwoni do mnie coraz częściej, szczególnie przed weekendami.

Przemek, synku, może przyjedziesz na wieś choć na jeden dzień? Babcia na Ciebie czeka, zagląda w okno co chwila…

Westchnąłem, tłumacząc się jak zawsze nadmiarem spraw i pracą. Prawdę mówiąc, czułem już pewną irytację przez te ciągłe pytania o babcię i przyjazd do domu. Praca, spotkania, teraz jeszcze ta randka z Jagną czy to źle, iż chcę poukładać sobie życie osobiste?

Randka miała być przy fontannie na Placu Wolności. Wszystko sobie wyobrażałem: Jagna w jasnej sukience, ja z wyjątkowym bukietem gerberów, a potem może kawa na rynku, kilka żartów, wspólne plany.

Niestety, gdy przyszedłem na plac, Jagny nigdzie nie było. Wpatrując się w nieustannie lejącą się wodę fontanny, zacząłem nerwowo wybierać jej numer. Pierwsze połączenie cisza. Nikt nie odbiera. Może się spóźnia, pomyślałem i schowałem telefon. Po kilku minutach zadzwoniłem ponownie. Tym razem odebrała.

Jagna, gdzie jesteś? Już czekam na Ciebie!

Usłyszałem, iż wszystko między nami skończone.

Co? Dlaczego?

Przez Twój bukiet! odpowiedziała niespodziewanie.

Co z nim nie tak? zapytałem jeszcze bardziej zdezorientowany.

Po chwili dowiedziałem się, iż nie pamiętałem, jakie kwiaty lubi Jagna. Przypomniała mi, iż rozmawialiśmy o różach. Była wtedy taka rozmowa, przy naszym pierwszym spotkaniu, ale wtedy byłem wpatrzony w Jagnę, jej ciemne włosy, urokliwy uśmiech, a do tego kieliszek wina w kawiarni Pamiętałem emocje, ale detale tak gwałtownie mi umknęły.

Teraz wróciły wszystkie tamte obrazy, ale za późno. Wiedziałem, iż Jagna lubi róże, szczególnie czerwone, ale wtedy uznałem, iż mają za dużo kolców, a ona kiedyś wspominała, iż nie przepada za nimi. Mimo wszystko wzięła to do siebie.

Powiedziałem, iż jeszcze mogę to naprawić, iż pójdę i kupię jej największy bukiet róż, jaki tylko znajdę. Nie chciała: Dosyć mi dziś kwiatów! powiedziała, a potem poszła, zostawiając mnie samego.

Kilka minut siedziałem w kawiarni naprzeciwko fontanny, bo właśnie tam siedziała, patrząc na mnie przez okno przez ten czas. Wyszła beze mnie, a ja zamiast oddać kwiaty komuś z ulicy, podarowałem je młodej kelnerce, która akurat sprzątała stolik. Uśmiechnęła się szeroko, a ja poczułem, iż przynajmniej ktoś dzisiaj się ucieszył.

Po powrocie do domu znów zadzwoniła mama. Tym razem odebrałem.

Tak, mamo. Przyjadę jutro.

Następnego dnia ruszyłem drogą przez znajome łódzkie pola. Daleko, aż po horyzont, falowały łany zbóż i kwitły maki, chabry i rumianki. Zatrzymałem się, zebrałem na łące bukiet takich zwyczajnych, polnych kwiatów, pachnących słońcem i wiatrem dzieciństwa.

Gdy wszedłem do domu, rozdzieliłem bukiet na dwie części: połowę dla mamy, która jak zwykle uściskała mnie i pocałowała w oba policzki, połowę dla babci. Babcia z trudem siadła na łóżku, delikatnie dotknęła kwiatów i z przymrużonymi oczami zanurzyła twarz w bukiecie. Dawno nikt nie wręczał jej kwiatów.

Wdychała ich zapach, a ja czułem, iż przywołuje sobie swoją młodość, piękne czasy, które nigdy nie znikają zupełnie, tylko czekają na odpowiedni moment, by wrócić z zaświatów wspomnień.

Usiadłem obok i położyłem głowę na kolanach babci, a ona pogłaskała mnie po włosach, starając się nie zgnieść bukietu, którego nie chciała choćby oddać mamie: Poczekaj… nalej wody ze studni do szerokiego wazonu i postaw tu, żebym mogła patrzeć.

Wtedy zdałem sobie sprawę, iż zdecydowanie za bardzo skupiam się na niuansach, które nie mają prawdziwego znaczenia. Najważniejsze są szczere gesty, czułość i bliskość. W życiu chodzi o to, by dawać euforia tym, których naprawdę kochamy. Tyle kwiatów rośnie wokół najważniejsze, komu je wręczamy i ile serca w tym jest. Uczę się tego cały czas.

Idź do oryginalnego materiału